10 lutego 2012

Internetowa Plaża Muszli - odcinek dwudziesty

Obraz Alberta Josepha Moore.
Zapraszam na kolejną wycieczkę po Internetowej Plaży Muszli. Wprawdzie pogoda nie sprzyja spacerom, ale mam nadzieję, że wyprawa dostarczy Wam miłych wrażeń. W związku z jubileuszowym dwudziestym odcinkiem przewidziane są rytmiczne pląsy przy ognisku, więc mam nadzieję, że nikt nie zmarznie. :)
*
Przyszli rodzice, którzy zastanawiają się nad wyborem imienia dla dziecka, powinni koniecznie rozważyć nazwanie potomka na cześć ulubionego bohatera literackiego. Oto lista aktualnie najpopularniejszych imion dla dzieci inspirowanych literaturą:
Atticus - na cześć bohatera "Zabić drozda" Harper Lee. 
Darcy - co ciekawe imię bohatera "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen jest ostatnio nadawane również dziewczynkom.
Esme - bohaterka opowiadania J.D. Salingera "For Esme: With Love and Squalor" i sagi "Zmierzch".
Gatsby - nazwisko bohatera powieści Fitzgeralda cieszy się dużą popularnością, która z pewnością jeszcze wzrośnie pod wpływem filmu z Leonardo DiCaprio.
Holden - imię bohatera "Buszującego w zbożu" cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, podobnie jak powieść.
Katniss - Katniss Everdeen to bohaterka kultowej trylogii Suzanne Collins, "Igrzyska śmierci".
Rhett - coś dla wielbicieli "Przeminęło z wiatrem".
Oto lista zalecanych imion inspirowanych literaturą, filmem i muzyką w podziale na różne kategorie, na przykład zachęcam do obejrzenia imion na cześć bohaterów książek Jane Austen.
Zastanawiam się, czy gdyby w Polsce nie obowiązywały restrykcje imiennicze, szkolne klasy roiłyby się od Balladyn, Boromirów, Cirilli i Harrych Potterów? :)
*
Miłośników twórczości sióstr Brontë na pewno ucieszyłby komplet ich dzieł wydany w tak malowniczy sposób:
Niestety (na szczęście?) nie wiem, ile kosztuje.
*
Nie wiem również, czy nadal można kupić dom Trumana Capote na Brooklynie, ale oferta była nader interesująca. Jeśli chcecie zamieszkać we wnętrzach, w których powstało "Śniadanie u Tiffany'ego" i "Z zimną krwią", musicie dysponować kwotą czternastu milionów dolarów. Cóż to znaczy dla prawdziwego miłośnika literatury! :)
*
Bardzo dziękuję Ani za podzielenie się linkiem do ciekawej strony, na której znajdziecie liczne gadżety, wywołujące przyspieszone bicie serca u każdego bibliofila. Szkoda, że rodzimi producenci jeszcze nie wpadli na pomysł ozdabiania parasolek, kubków i torebek fizjonomiami naszych mistrzów pióra. Deszcz pod parasolką z portretem JIKa byłby całkiem znośny, a herbata sączona z kubka ozdobionego podobizną Lema na pewno smakowałaby kosmicznie. :)
*
Żałuję, że nie mieszkam w Łodzi, gdzie odbywa się właśnie interesująca wystawa książek zakazanych. Podobno w szkołach kalifornijskich obowiązuje zakaz czytania "Czerwonego Kapturka" z powodu wina w koszyku. W niektórych amerykańskich szkołach nie wolno omawiać też "Przeminęło z wiatrem" ze względu na rasistowskie słownictwo.
Tutaj znajdziecie listę dziesięciu książek zakazanych z krótką informacją, dlaczego trafiły na czarną listę. Obecność niektórych tytułów mnie zaskoczyła.
A dzięki Charliemu Librarianowi podaję link do strony, na której znajdziecie ciekawe informacje o Tygodniu Zakazanych Książek w Polsce oraz listę zakazanych ksiąg, z wyjaśnieniami po polsku.
*
Jak się okazuje, ciekawe efekty daje policyjne oprogramowanie do tworzenia portretów pamięciowych w rękach miłośnika literatury. Twórca strony The Composites tworzy portrety pamięciowe skrupulatnie wykorzystując opisy bohaterów powieści. Tak jego zdaniem wyglądałaby Emma Bovary.
Interpretacja wydaje mi się dość swobodna. :) Ale i tak bohaterka powieści Flauberta prezentuje się ponętnie w porównaniu z Edwardem Rochesterem z "Jane Eyre".
Trudno się dziwić załamaniu nerwowemu pani Rochester.
*
Bardzo podoba mi się realizowany program "Poczytaj psu" realizowany w amerykańskich bibliotekach. Dzieci doskonalą umiejętność głośnego czytania, a w roli słuchaczy występują odpowiednio wyszkolone psy. Mam nadzieję, że polskie biblioteki zaczną realizować podobny projekt.
Terapia z psem w Oshkosh Public Library
w stanie Wisconsin w USA.
Obawiam się, że nasza Nela nie byłaby w stanie wysłuchać nawet najbardziej fascynującej opowieści dłużej niż minutę. :)
Niestety, nic mi nie wiadomo o czytelniczej terapii z udziałem kotów.

*
Książki służą nie tylko do czytania. Można z nich na przykład zbudować wannę.
Zapraszam Was do obejrzenia imponujących 22 rzeczy, które wykonacie, twórczo wykorzystując księgozbiór. :)
*
Ostatnim punktem programu naszej wycieczki będzie wizyta w dwudziestu najpiękniejszych księgarniach świata. Żeby przenieść się w kolejne miejsce wystarczy kliknąć Next,niepotrzebne są bilety i wizy. :) 
Na mnie największe wrażenie zrobił sufit w belgijskiej księgarni Cook&Book. Natomiast przy całym szacunku dla nowoczesnych architektów pod względem nastroju Shakespeare&Company w Paryżu nie ma sobie równych w tym zestawieniu.
Księgarnia Shakespeare&Company.
Na pewno nie zachwyci miłośników sterylnego porządku na półkach z książkami.Mnie się bardzo podoba. :)
A propos planuję umieścić poniższą ilustrację w kilku punktach mieszkania.

Bardzo dziękuję Wam za kolejny spacer po Internetowej Plaży Muszli i zapraszam na kolejną wyprawę. :)

55 komentarzy:

  1. Czarna lista rzeczywiscie zaskakujaca.
    Akcja czytania psom swietna, ale jakos nie widze mozliwosci zrealizowania jej w naszej bibliotece bez wielkich nakladow. Jakby ja zamienic na akcje "poczytaj misiowi", to da sie zorganizowac wlasciwie od razu, ale efekt pewnie nie bedzie ten sam. W koncu psisko to zywo reagujace stworzenie ;)
    Wydanie siostr Bronte to po prostu dzielo sztuki!
    Z rzeczy zrobionych z ksiazek, to ewentualnie moglabym zmalpowac choinke, bo potem mozna znow wszystkie ksiazki ulozyc na polce:)
    Pozdrawiam weekendowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyniki bibliotecznej terapii z czworonogami wyraźnie mówią o tym, że dzieci osiągały lepsze wyniki czytając psom niż ludziom. Chyba chodzi tu przede wszystkim o mniejsze napięcie i bezkrytyczny zachwyt w psich oczach, który działa na dzieci mobilizująco.
      Na pewno jest to trudne pod względem technicznym, w dodatku w rachubę wchodzą na pewno jakieś koszty, bo psy są po specjalnych szkoleniach.
      Mam nadzieję, że metoda zyska uznanie i u nas.
      Ja też przyznam, że bardzo chętnie widziałabym ten komplecik dzieł sióstr Brontë na swojej półce. :)
      Książki wykorzystane do zbudowania choinki trzeba by było dobrać kolorystycznie. :) Może już dziś zacznijmy kolekcjonować pozycje w ciemnozielonych okładkach. :)
      Serdeczności.:)

      Usuń
    2. Rzut oka na półki pokazuje następujące dzieła w ciemnozielonych okładkach: Słownik skrótów, Słownik wyrazów bliskoznacznych, Słownik poprawnej polszczyzny, Historia powszechna starożytności... Szalenie kształcąca choinka:P

      Usuń
    3. Już jest solidna podstawa przyszłorocznej choinki. :) Będę musiała zrobić rekonesans. Słownik poprawnej polszczyzny mamy na pewno, trochę zielonego drobiazgu też na pewno się znajdzie. :)

      Usuń
    4. oprocz kilku slownikow, mam trzy opasle tomiska listow do zony Kossaka i pisma wybrane Prusa w zieleni. Oprocz tego, jeszcze tu i owdzie zieleni sie na polce. Jakby jest tak uprzec, to mala choinka na stol by z tego wyszla. ;P

      Usuń
    5. Jak mogłam zapomnieć o Kossaku, to będzie piękna podstawa choinki. :) Tylko zastanawiam się, czy kolor trochę nie za jasny, w każdym razie moje są trochę przyblakłe. Dzieł Prusa niestety nie posiadam. :( Ale liczę na zieloną drobnicę. :)

      Usuń
  2. Kurczę, takie nudne imię wybraliśmy dla synka, a mógł się nazywać Atticus! No cóż, może siostrzyczkę nazwiemy Katniss ;)
    Wydanie sióstr Bronte wspaniałe.
    I fajny pomysł z tymi portretami pamięciowymi, chociaż efekt taki średniawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atticus i tak brzmi dość prozaicznie. Darcy z pewnością wywołałby większą furorę. :)
      Moim zdaniem te portrety zdecydowanie odstręczają od bliższego kontaktu z bohaterami książek. :)

      Usuń
  3. Jako przyszła mama (czytaj maj tego roku) szczególnie zafascynowała mnie pierwsza informacja. Chociaż imiona dość egzotyczne jak na nasze realia ;) Może i u nas warto zrobić taką listę np. Justyna Orzelska, Izabela Łęcka Zosia albo Tadeusz, Tomasz - trochę jednak brak egzotyki;)

    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca gratuluję!!! To wspaniała wiadomość.
      Na pewno już się nie możecie doczekać maja.
      Imiona zdecydowanie egzotyczne, robiłyby piorunujące wrażenie. :)
      Bohaterowie polskich książek mają dość klasyczne imiona i tu trudno byłoby o ekstrawagancje. A propos osobiście znam osobę, której dano na imię Justyna na cześć bohaterki "Nad Niemnem".
      Uściski!

      Usuń
    2. **the_book** tez gratuluje juz teraz! Masz jeszcze sporo czasu, zeby wybrac jakies literackie imie :)
      Moje corki tez nosza powiesciowe imiona. Zdecydowalam sie na nie mniej wiecej 15 lat wczesniej niz pierwsza z nich pojawila sie na swiecie :P

      Usuń
    3. Bookfo, wydaje mi się, że sporo dzieci autorów blogów nosi imiona o literackich korzeniach. A Twoje piętnastoletnie wyprzedzenie to coś pięknego! Mam nadzieję, że córka jest zadowolona z Twojego wyboru. Ciekawa jestem, czy pod względem osobowości przypomina książkowy pierwowzór. :)

      Usuń
    4. Obie sa zadowolone, na szczescie. Jak byly male,to troche krecily nosami, teraz sie ciesza ze swoich imion. Gdyby chciec dopasowac osobowosci do imion to powinny sie nimi zamienic. ;P

      Usuń
    5. To dobrze, że imiona im się podobają. W ogóle zauważyłam, że z wiekiem człowiek bardziej przychylnie patrzy na swoje imię, w każdym razie tak jest w moim przypadku. I niesamowita historia u Was z tą zamianą imion/charakterów. :)

      Usuń
    6. Bookfo i Lirael -
      bardzo dziękuję. I chociaż jeszcze imię nie wybrane to koniecznie muszę się zastanowić nad literackim źródłem :)

      Serdeczności :)

      Usuń
    7. Trzymam kciuki i życzę owocnego wybierania imienia. :)

      Usuń
    8. The book- gratulacje!

      Jeśli chodzi o literackie imiona w PL -wartoby sprawdzić, czy są juz jakies Hermiony, tu inspiracja byłaby ewidentna.

      Usuń
  4. Ten ostatni obrazek chyba sobie wydrukuję i powieszę nad skupiskiem stosików.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moreni, ja też mam taki właśnie zamiar! :D

      Usuń
  5. Wydanie dzieł sióstr Bronte wygląda podobnie do nabytego przeze mnie w Dedalusie wydania Nany Emila Zoli. Hachette wydało dość dawno temu (w 2005 r.) w serii Najsłynniejsze powieści dla kobiet książki w pastelowo - słodkich okładkach. Moja jest w kolorze lila i kosztowała 9,50 zł. Dzięki Tobie odbyłam cudowną wirtualną wycieczkę po wspaniałych księgarniach i zdecydowanie parysko - szekspirowska :) podoba mi się najbardziej, jest taka przytulna i aż zaprasza do zaszycia się w foteliku z książeczką. Twój wpis i bardzo a propos moich poszukiwań. Jutro będę dysponowała dwoma a może i trzema godzinkami czasu, które chciałam spędzic na lekturze, a z pewnych powodów muszę wyjśc z domku i poszukiwałam właśnie takiego miejsca. Niestety do Paryża raczej nie dam rady :( Moje książki także prowadzą koczowniczy tryb życia, znajduję je wszędzie, od kuchni, poprzez łazienkę, korytarz, pokój jeden, pokój drugi, leżą nawet w szafie w pracy, wędruję ze mną w plecaku, torebce, ale najwięcej zamieszkuje w okolicach mojego łózka :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciamal, pamiętam tę serię. Nie mam najlepszych skojarzeń - kiedyś na wakacyjny wyjazd nie zabrałam wystarczającego zapasu książek i musiałam się zaopatrzyć w kiosku w Zawoi. Tam kupiłam "Róże i kapryfolium" wydane w tej właśnie serii, które okropnie mi się nie podobały i cień padł na inne pozycje. :)
      Wydaje mi się, że komplecik dzieł sióstr B. wykonany jest z bardziej szlachetnych składników, co z pewnością odzwierciedla jego cena. Zastanawiam się nad płótnem, ale ze zdjęcia trudno wyczuć.
      Wycieczka wirtualna mnie też sprawiła wielką radość. Ucieszyłam się, że w programie jest paryska księgarnia, o której tyle słyszałam i pomyślałam sobie, że znam pewną miłośniczkę stolicy Francji, która też może być zadowolona. :) A propos widziałam ostatnio angielską książkę poświęconą historii Shakespeare&Company, na pewno jest ciekawa.
      Może jednak uda Ci się dziś wpaść na kilka godzin do Paryża. :)
      Życzę Ci miłych chwil z książką i cieszę się, że będziesz mieć dziś trochę czasu na czytanie.
      Co do koczowniczego trybu życia książek to u nas jest identycznie, z szafą włącznie. :)

      Usuń
    2. Wydanie Hachette mnie także nie bardzo mi się podoba, choć na zdjęciu może wyglądać podobnie. Z tej to przyczyny nie kupiłam kilku pozycji Jane Austin w podobnej kolorystyce i stylu. Nanie, a raczej Zoli nie mogłam się jednak oprzeć. Dziś do Paryża to nie da rady, ale podczas kolejnego wypadu (mam nadzieję, że uda się w tym roku) już zapisuję do miejsc, które muszę odwiedzić. Miłego weekendu życzę

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że seria Hachette może całkiem ładnie kolorystycznie komponować się na półce. To były ładne, stonowane barwy. Denerwowały mnie tylko przesadne zdobienia na okładkach.
      Z całego serca Ci życzę, żeby wyprawa do Paryża doszła do skutku jak najszybciej. Byłoby świetnie, gdyby wystarczyło Ci czasu na wizytę w tej niezwykłej księgarni. Żałuję, że nigdy tam nie byłam. Tobie również życzę udanego weekendu! Mnie się właśnie kończą zimowe ferie. :(

      Usuń
  6. Jeżeli chodzi o listę zakazanych książek to rzeczywiście dziwna wydaje się obecność kilku pozycji. nie wiem kiedy była tworzona ta lista, tytuły mają raczej kilkadziesiąt lat, ciekawe jak by ona wyglądała w dzisiejszych czasach. Niektórzy myslę widzieli by na takiej liście "Harry'ego Pottera" czy "Zmierzch". Niestety wydaje mi się, że obce imiona zw zestawieniu z polsko brzmiącymi nazwiskami wypadają śmiesznie, Darcy Zieliński, Holden Wyparło, Atticus Kocięba, Gatsby Wielkopolski:) A dzieła sióstr Bronte po prostu bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyszku, mnie też lista zakazanych pozycji zaskoczyła, z tym, że jej autorzy na początku zastrzegają, że jest subiektywna.
      Rzeczywiście, niektórzy "Harry'ego Pottera" i "Zmierzch" chętnie widzieliby na płonącym stosie. Razem z autorkami. :)
      W kwestii imion przyznaję Ci rację, to byłby koszmar. Niestety, takie zestawy są u nas dość powszechne, tylko zamiast imion o literackiej proweniencji występują w nich imiona kojarzące się z latynoamerykańskimi telenowelami lub spolszczone imiona pochodzące z państw anglojęzycznych. Efekt jest przygnębiający, co widać w wielu szkolnych dziennikach.

      Usuń
    2. W Stanach Zjednoczonych każdy ma prawo zgłosić książkę, która jego zdaniem nie powinna znajdować się w publicznej bibliotece. Amerykańscy bibliotekarze od lat organizują, tak zwany Tydzień Zakazanych Książek:

      http://bannedbooksweek.org/

      U nas też dzięki Bibliosferze w całkiem sporej ilości bibliotek odbył się taki Tydzień.

      http://bibliosfera.net/zakazane-ksiazki-2011/

      U mnie w bibliotece wzbudził całkiem spore zainteresowanie:)

      Usuń
    3. Pomysł podoba mi się ogromnie! Wcale się nie dziwię, że wzbudził duże zainteresowanie czytelników. Świetne jest też logo z sówką. :) Plus miniaturowy wariant w kucharskiej czapce. :)
      Z dużym zainteresowaniem przeczytałam też lisytę książek z opisami. Aż 10 stron! Jestem w szoku, że dostrzeżono potencjalne niebezpieczeństwo w "Cierpieniach młodego Wertera". A "Oliwera Twista" nie podejrzewałabym o antysemityzm. No nie, moje ukochane opowiadania Oscara Wilde'a są "niepojące i chorobliwe"! :D
      Za chwilę uzupełnię notkę o link do polskiej strony.
      Wielkie dzięki!

      Usuń
  7. Po filiżance kawy i spacerze po Twojej plaży jakby cieplej za oknem się zrobiło.
    Jeśli chodzi o "Książki zakazane" to B.Paszylk podaje te i inne przykłady. O wielu autorach dowiedziałam się zaskakujących rzeczy. Niektóre tytuły zadziwiają, że szły na stos, innych bym nie ratowała.
    Cieszmy się weekendem. Byle do wiosny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że przechadzka po Internetowej Plaży Muszli działa rozgrzewająco. :)
      Charlie Librarian podał link do strony z o wiele obszerniejszą listą. Niektóre uzasadnienia są szokujące. Na przykład zdumiewające jest to, że "Zabić drozda" powieść o bardzo silnym antyrasistowskim przesłaniu, zakazano ze względu na rasistowskie słownictwo.
      Wiosna już całkiem niedaleko! :) Życzę Ci miłej końcówki ferii.

      Usuń
  8. No to już nie będę gonił Młodych do porządków książkowych. Koczownicy - rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Wydaje mi się, że koczownicze plemię jest baaaardzo liczne. :)

      Usuń
    2. Książki to jedyne, w czym koczownictwo jest niedopuszczalne:P

      Usuń
    3. To w takim razie nie zrobię zdjęć bezładnej hałdy, bo potem naślesz na mnie Książkowy Patrol. :)

      Usuń
    4. Cudze koczownictwo to nie moja sprawa:) Zdjęcie poproszę:)

      Usuń
    5. Jak hałda trochę jeszcze podrośnie, będzie bardziej piorunujący efekt. :)

      Usuń
    6. Już się wykręcasz? A hałda ma nie rosnąć, bo złożyłaś śluby ubóstwa, pamiętaj:D

      Usuń
    7. Życie brutalnie weryfikuje założenia i wydaje mi się, że hałda jednak ociupinę urosła pomimo ślubów ubóstwa. Zupełnie nie mam pojęcia, jak to się stało. :P
      Chyba zacznę prowadzić regularne pomiary jej wysokości. :)

      Usuń
    8. Sugerowałbym raczej pomiary siły woli:D W poniedziałek zacznie się siódmy tydzień abstynencji, jest to do wytrzymania.

      Usuń
  9. Siódmy tydzień??? Takie wyniki są dla mnie jeszcze nieosiągalne. Szczerze podziwiam.
    Zastanawiam się, w jakich jednostkach mierzona jest siła woli? Chyba w zetwuelach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe:) Zaczynam u siebie obserwować niepokojący objaw: będąc wczoraj w Media Markt nie poleciałem do koszy wyprzedażowych:P

      Usuń
    2. To w Media Markcie są kosze z książkami? Warto wiedzieć. :P
      A objaw wręcz alarmujący! :)

      Usuń
    3. Nie, nie, nie ma tam absolutnie żadnych książek i ogóle o wyprzedażach nikt nie słyszał:PP

      Usuń
  10. Z tymi imionami to tak nie do końca. W Warszawie jest na pewno jeden Thorgal (seria komiksów G. Rosińskiego), a dwa lata temu na Festiwalu Komiksu w Łodzi spotkaliśmy kilkuletniego Jolana (syn Thorgala). Moja mama natomiast zamierzała mi dać na imię Dagmara, bo kiedy była w ciąży zachwyciła się książka "Dag, córka Kasi". Na szczęście w kwestii imienia ostatnie słowo miała tata :)"Koczowniczy tryb życia książek" - super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wątpliwości, czy Jolan i Thorgal mają polskie obywatelstwo - rodzice mieliby chyba spore problemy z rejestracją tych imion. A już o "h" to na pewno mogliby zapomnieć. Jest nacisk na polską pisownię, stąd Dżesiki i Kewinowie. Czytałam kiedyś o perypetiach rodziców, którzy postanowili nazwać córeczkę Lisa na cześć bohaterki powieści Lindgren, co im się w końcu udało, ale nie było łatwe.
      Mnie się Dagmara wydaje całkiem niezła, zwłaszcza w zdrobnieniu Dagusia, no i skojarzenia z Dagny Przybyszewską. :) Ale jeśli mam być szczera, wersja Taty okazała się ładniejsza. :)

      Usuń
  11. Ale jednak Esme to dla mnie przede wszystkim babcia Weatherwax z Pratchetta, a nie jakieś tam Zmierzchy...

    Świetny spacer, Lirael, a ostatni obrazek naprawdę uroczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ysabell, bardzo Ci dziękuję i zapraszam na kolejną wyprawę. :)
      Być może autorzy artykułu o imionach przepytywali rodziców, skąd pomysł na Esme. Swoją drogą to imię brzmi całkiem miło.

      Usuń
  12. Oj nie tak wyobrażałam sobie Edwarda Rochestera,nie tak :D
    Zawsze podejrzewałam, że moje książki knują coś za moimi plecami - koczownicy skubani :))
    Dzięki za kolejny fantastyczny spacer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zdecydowanie nie widzę w tym neandertalczyku pana Rochestera. :) Portret kompletnie mi nie pasuje do tej postaci.
      Koczownictwo pleni się nie tylko u Ciebie, to najwyraźniej zjawisko powszechne. :)
      Mam nadzieję, że następny spacer po Internetowej Plaży Muszli też Ci się spodoba.

      Usuń
  13. Shakespeare and Company to przeurocze miejsce i żadne szkła, chromy i sterylne księgarnie nie mają takiego klimatu. Parasolka z pisarzem wydaje mi się zbyt ostentacyjna, ale kubek - dlaczego nie? :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też księgarnia idealna i mam nadzieję, że kiedyś ją odwiedzę.
      Chętnie bym się zaopatrzyła w całą kolekcję takich kubków. :)
      Serdeczności.

      Usuń
  14. Zabiła mnie ta neogotycka księgarnia w Porto, choć zgodzę się, że Shakespeare and Company nie ma sobie równych - w księgarni mamy przecież patrzeć na książki, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość dziwne wrażenie robi też księgarnia w Mediolanie. Taki sposób wyeksponowania książek jest na pewno korzystniejszy dla czytelników, ale wygląda to dość zaskakująco.
      Miłe są też literackie wspomnienia związane z Shakespeare and Company, chętnie bym sobie o nich poczytała.

      Usuń
  15. Moja londyńska biblioteka miała też, jakiś rok temu, ekspozycję poświęconą zakazanym książkom. Mam książeczki z listami i powodami zakazów, jakie wydano z tej okazji. Zaskakujące, jak niby otwarci i tolerancyjni Amerykanie wciąż są bardzo purytańscy i bogobojni.

    Zabawna jest lista imion na cześć bohaterów - w końcu te imiona nie zostały wzięte z księżyca, autorzy wybrali już istniejące dla swych postaci, ale ciekawe, że wiele imion kojarzy się tak jednoznacznie z konkretnymi książkami.

    Ten dom Capote'a widziałam na własne oczy, ale nie byłam w środku. I przyznam, że wnętrze mnie rozczarowało... Wolałabym na co innego wydać 14 mln dolarów, gdybym dysponowała takim budżetem.

    Fantastyczne niektóre dzieła wykonane z książek, podziwiam kreatywność twórców.

    Z przyjemnością popatrzyłam na najpiękniejsze księgarnie. O Shakespeare & Company pisałam kiedyś na swoim blogu, bo bywałam tam czasami. Inne miejsce zachwycają, każde na swój sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Im więcej oglądam książek angielskich i amerykańskich, tym bardziej w purytańskie i bogobojne korzenie wierzę. :) Ostatnio bardzo wyraźnie dostrzegam różnice między okładkami polskimi a amerykańskimi i angielskimi. Tam prawie w ogóle nie ma golizny, która u nas powoli staje się ogólnie obowiązującym trendem. Okładki angielskie czy amerykańskie też bywają zmysłowe, ale efekt osiąga się o wiele bardziej subtelnymi środkami.
    Bardzo chętnie zajęłabym się wielomilionowym budżetem. :) Jeśli kiedyś wygram na loterii, będę pamiętać, żeby dom Capote'a wykreślić z listy zakupów. :)
    Wszystkie księgarnie działają na mnie magnetycznie, nawet te bez ekskluzywnych wnętrz. :)

    OdpowiedzUsuń