„Czerwona księżniczka” wychodzi z
szafy
Tę książkę koniecznie powinny
przeczytać osoby, które mając dzieci, postanowiły poświęcić się karierze
politycznej pod sztandarami dowolnie wybranej partii. Zanim rzucimy się w wir
spotkań z wyborcami, warto poszukać odpowiedzi na dwa pytania: jak całkowity brak wolnego czasu i ciągłe wyjazdy wpłyną na życie rodzinne i czy córka lub syn będzie
w stanie udźwignąć nienawiść naszych przeciwników. Niestety
rodzice Moniki Jaruzelskiej najwyraźniej tych pytań sobie nie zadali. Paczka z
bananami od Fidela Castro i przydzielane po znajomości role na szkolnych
akademiach nie zastąpiły tego, co najważniejsze.
Srodze zawiodą się czytelnicy,
którzy liczą na polityczne sensacje w „Towarzyszczce Panience”. Nic z tych
rzeczy. Już na wstępie dowiadujemy się, że książka powstała w zupełnie innym
celu. Autorka właśnie zaczyna kolejny rozdział w życiu, poza tym zbliżają się jej pięćdziesiąte
urodziny. Wydanie wspomnieniowej książki nazywa swoim „wyjściem z szafy”. Nie chodzi tylko o zerwanie ze
światem mody i nowe wyzwania zawodowe, ale również o przekazanie swojego punktu widzenia i polemikę z dziesiątkami plotek.
![]() |
| Zdjęcie z książki. |
Ze wstępu dowiadujemy się, że książka
jest zbiorem krótkich tekstów, które Monika Jaruzelska trafnie porównuje do puzzli. Elementy
układanki są rozmaite: wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości (moim
zdaniem najciekawsze i najbardziej udane fragmenty), sylwetki znanych ludzi na
wzór popularnych „alfabetów” (podobały mi się najmniej), przebieg kariery zawodowej, opowieści o synku oraz
impresje z licznych podróży z ojcem i spotkań ze znanymi
osobistościami (między innymi z Janem Pawłem II, Michaiłem Gorbaczowem, Fidelem Castro, Muammarem Kaddafim,
Kim Ir Senem). Różnorodne są też nastroje i literacki poziom tekstów.
Wspominki uzupełniono fotografiami z rodzinnego albumu.
Czy książka z uśmiechniętym
bobasem na okładce, w domyśle lekka i pełna dykteryjek, może
przygnębiać? Okazuje się, że tak. W „Towarzyszce Panience” jest wiele anegdot,
ale przygniótł mnie ciężar wrogości, z którą autorka musiała sobie radzić przez
wiele lat, bo „dzieci znanych rodziców dziedziczą również nienawiść”[1].
Nikogo nie interesowało to, że nastolatka nie ma nic wspólnego z politycznymi decyzjami ojca. Mimo upływu lat nadal
nic właściwie się nie zmieniło: autorka wspomina, że na forach internetowych widuje
ociekające jadem uwagi na swój temat. Ja zajrzałam na stronę „Wprost” i przeczytałam komentarze pod artykułem o jej książce. To mi wystarczyło.
Generał Jaruzelski kojarzy mi się bardzo źle, choć mam świadomość, że kompetentna ocena jego postawy należy do historyków. Jednak w obrazie rodziny, jaki wyłania się z „Towarzyszki
Panienki”, to on wydaje się lepszym rodzicem niż matka. Pani Jaruzelska budziła we mnie
nieprzyjazne uczucia. Apodyktyczna „królowa”, ostentacyjnie elegancka, skoncentrowana na
sobie, wiecznie niezadowolona z jej zdaniem za mało efektownej córki,
o której często mówiła „to zdechłe”. W opinii Moniki Wojciech Jaruzelski to
z kolei całkowite przeciwieństwo żony, introwertyk, klasyczny pracoholik, spędzający mnóstwo czasu poza domem, często pogrążony w swoich myślach, melancholijny i
wiecznie przygnębiony. Autorka sugeruje wręcz, że to pesymizm i poczucie zagrożenia determinowały
jego najważniejsze decyzje. Również tę o wprowadzeniu stanu wojennego.
Pozornie dzieciństwo „czerwonej
księżniczki” opływało w luksusy. Tak naprawdę mała Monika właściwie była
pozostawiona sama sobie. W domu czuła się okropnie, stąd ucieczki i
szukanie
wsparcia u przyjaciół. Wspomina kilkakrotnie, że w tamtych czasach
lubiła spędzać czas z
ochroniarzami ojca, którzy byli dla niej czymś w rodzaju rodziny
zastępczej. Zwracała się do nich per „wujku”, a z niektórymi wciąż
utrzymuje kontakt.
Wydaje
mi się, że sytuację w rodzinie państwa Jaruzelskich lepiej niż tysiąc słów oddaje
to zdjęcie:
![]() |
| Zdjęcie z książki. |
Zaskoczyło mnie to, że matka ostentacyjnie
słuchała Wolnej Europy, a ojciec podrzucał studiującej polonistykę Monice
książki z drugiego obiegu wydawane przez paryską „Kulturę”.
„Towarzyszka Panienka” to właściwie gotowy
materiał na powieść psychologiczną. Są nawet lekko sensacyjne perypetie, jak na
przykład zorganizowany przez babcię chrzest trzyletniej Moniki w czasie wakacji
w Kościelisku, w zupełnej tajemnicy przed rodzicami. Przez sentyment dla tego
wydarzenia w tym samym miejscu został ochrzczony jej synek, Gucio.
Podoba mi się szczery,
rzeczowy ton wspomnień. Autorka otwarcie pisze o tym, że nie sprawdziła
się w roli wnuczki, o
próbach poradzenia sobie z przerastającymi ją sytuacjami. Nie kreuje się
na ofiarę. Dementuje niezliczone plotki na swój
temat. Z ironią dystansuje się wobec
nimbu „czerwonej księżniczki”. Mówi o życiu pod lupą, o nieustannym
doszukiwaniu się drugiego dna – nawet imię jej jamnika, Boluś, uznano
za polityczną prowokację. Jaruzelska tłumaczy też, dlaczego nie
zdecydowała się na
zmianę nazwiska, co zdaniem niektórych rozwiązałoby część problemów.
Zaskoczyła mnie też wyznaniem, że niesłusznie otaczała ją sława
politycznej
buntowniczki, ponieważ konflikty z rodzicami miały zupełnie inne
podłoże. Myślę, że niejedna osoba na jej miejscu wyraźnie podkreślałaby
różnice światopoglądowe, kompletnie odcinając się od rodziny.
Oczywiście bardzo
zaciekawiły
mnie wątki literackie. Autorka opowiada o bibliotece rodziców, o
oglądaniu ilustracji w „Dziadach” Mickiewicza, o torturach przy lekturze „Trylogii”, o fascynacji
Żeromskim i „Konopielką” Redlińskiego, którą nazywa najważniejszą
książką swojego życia, a także o poezji Tuwima. Z przyjemnością czytałam
też o miłości Jaruzelskiej do
czworonogów i mam duży żal do pań redaktorek o to, że najwyraźniej
ograniczały jej wynurzenia na ten temat: „o
zwierzętach mogłabym pisać w nieskończoność, ale wydawca zabronił”[2].
Monika Jaruzelska bez
ogródek
mówi o swoim światopoglądzie, życiowych wyborach i charakterze. Pod
kilkoma względami różnimy się znacznie, ale szanuję ją za to, że nigdy nie wybierała najłatwiejszych ścieżek. Wyjście z szafy też wymagało odwagi.
_______
[1] Monika Jaruzelska, Towarzyszka Panienka, Wydawnictwo czerwone i Czarne, 2013, s. 75.
[2] Monika Jaruzelska, tamże, s. 163.
Moja ocena: 4
![]() |
| Monika Jaruzelska. [Źródło zdjęcia] |















