29 kwietnia 2013

"Wielki Gatsby" w nowej odsłonie


Na nowe tłumaczenie „Wielkiego Gatsby’ego” czekałam z radością i zniecierpliwieniem. Melduję, że już jest! Powieść można kupić w tej chwili chyba tylko w wydawnictwie, co też kilka dni temu uczyniłam, bezwstydnie usprawiedliwiając kolejny kompulsywny nabytek promocją z okazji Dnia Książki.

Zacznę od okładki, która bynajmniej nie rzuciła mnie na kolana:

…choć i tak wydaje się arcydziełem w porównaniu z nowym, "filmowym" wydaniem Rebisu: 
Dla porównania tutaj mały przegląd okładek zagranicznych.

Jeszcze za wcześnie na dogłębne analizy, więc pozwólcie, że podzielę się tylko garścią luźnych spostrzeżeń. Bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie nota Od tłumacza. Podoba mi się to, że Jacek Dehnel wypowiada się o pracy poprzedniczki z dużym szacunkiem. Okazuje się, że przekład Ariadny Demkowskiej-Bohdziewicz ma już pięćdziesiąt lat, co mnie zaskoczyło. Bardzo możliwe, że to moja osobista alergia na styl tej tłumaczki, ale nie zgadzam się z elegancką uwagą Dehnela, że „przekład Demkowskiej czyta się znakomicie, płynnie, z dużą przyjemnością”(s. 136). Mnie się tak nie czytało. 

Moim zdaniem tekst w nowej wersji brzmi naturalniej, płynniej, nie ma w nim ostrych kantów, o które czasem obijałam się w czasie lektury poprzedniego przekładu. Poza tym Dehnel zwraca uwagę na to, że w związku z ówczesną sytuacją polityczną Demkowska miała ograniczony dostęp do opracowań, a poza tym jej wersja tekstu jest trochę ugrzeczniona: tłumaczka nieco zmieniała fragmenty, które jej zdaniem mogły budzić kontrowersje. 

Przejdźmy do konkretów. Dla porównania tekst Fitzgeralda i dwa przekłady.

Francis Scott Fitzgerald
… One autumn night, five years before, they had been walking down the street when the leaves were falling, and they came to a place where there were no trees and the sidewalk was white with moonlight. They stopped here and turned toward each other. Now it was a cool night with that mysterious excitement in it which comes at the two changes of the year. The quiet lights in the houses were humming out into the darkness and there was a stir and bustle among the stars. Out of the corner of his eye Gatsby saw that the blocks of the sidewalk really formed a ladder and mounted to a secret place above the trees—he could climb to it, if he climbed alone, and once there he could suck on the pap of life, gulp down the incomparable milk of wonder.
Ariadna Demkowska-Bohdziewicz
Przed pięciu laty, pewnej nocy jesiennej, gdy opadły już liście, szli ulicą, aż doszli do miejsca, gdzie nie było już drzew, a chodnik lśnił biało od księżyca. Zatrzymali się i stanęli twarzą w twarz. Była to chłodna noc i było w niej owo dziwne, ta­jemnicze napięcie, jakie zjawia się na przełomie pór roku. Łagodne światła okien cichutko nuciły w ciemności, a gwieździste niebo tętniło życiem. Kątem oka Gatsby widział, jak płyty chodników tworzą w perspektywie drabinę sięgającą jakiegoś tajemnego miejsca ponad drzewami — mógłby się wspiąć po tej drabinie, gdyby był sam, i na jej szczycie wessać pokarm życia, wypić do dna nie­porównane soki cudowności. (s. 147)

Jacek Dehnel
...Pewnej jesiennej nocy, pięć lat temu, szli ulicą wśród opadających liści, aż doszli do miejsca, w którym nie było drzew, a chodnik bielał w księżycowym blasku. Stanęli tam i zwrócili się ku sobie. A noc była chłodna i pełna owej tajemnej ekscytacji, która zjawia się dwukrotnie każdego roku, w porze równonocy. Ciche światła domów nuciły w ciemności, a gwiazdy kręciły się i rzucały po niebie. Ką­tem oka Gatsby zauważył, że chodnikowe płyty tak naprawdę układają się w drabinę, która sięga do jakiegoś sekretnego miejsca ponad drzewami - mógłby się po niej wspiąć, gdyby piął się samotnie, a będąc w górze, mógłby się przyssać do sutka życia, spijać niezrównane mleko zachwytu. (s. 135)

I jeszcze fragment kulinarny, który posłużył jako wstęp do pamiętnej, burzliwej dyskusji u Ani (Czytanki Anki).

Francis Scott Fitzgerald
At least once a fortnight a corps of caterers came down with several hundred feet of canvas and enough colored lights to make a Christmas tree of Gatsby’s enormous garden. On buffet tables, garnished with glistening hors d’oeuvre, spiced baked hams crowded against salads of harlequin designs and pastry pigs and turkeys bewitched to a dark gold. In the main hall a bar with a real brass rail was set up, and stocked with gins and liquors and with cordials so long forgotten that most of his female guests were too young to know one from another.

Ariadna Demkowska-Bohdziewicz
Co najmniej raz na dwa tygodnie zjawiał się cały zastęp dekoratorów, aby z pomocą kilkuset metrów grubego płótna i odpowiedniej ilości kolorowych lampionów zmieniać ogromny ogród Gatsby'ego w drzewko Bożego Narodzenia. Na stołach, garnirowanych połyskującymi zakąskami, piętrzyły się pieczone z korzeniami szynki obok sałatek w pstrych kolorach i prosiąt w cieście, i indyków czarodziejskim sposobem zamienionych w ciemne złoto. W hallu ustawiano bar z poręczą z prawdziwego mosiądzu, wyposażony w dżiny, likiery i inne trunki od tak dawna zapomniane, że większość zaproszonych pań była zbyt młoda, aby je rozróżnić. (s. 54)

Jacek Dehnel
Przynajmniej raz na dwa tygodnie zjeżdżał oddział de­koratorów z paruset metrami płótna i barwnymi lampkami w ilości wystarczającej, by zmienić ogród Gatsby'ego w świąteczną choinkę. Na stołach bufetowych, ozdobio­nych połyskującymi przystawkami, pieczone szynki w ko­rzennych sosach tłoczyły się obok pstrokatych sałatek, kiełbasek w cieście oraz indyków zaklętych w ciemne złoto. W głównym holu ustawiano bar z prawdziwą mosiężną po­ręczą, zapełniając go dżinami i trunkami, i likierami zapo­mnianymi od tak dawna, że większość zapraszanych tam kobiet była zbyt młoda, żeby je rozróżnić. (s. 51)

Rzecz gustu, ale do mnie bardziej przemawia wersja Jacka Dehnela. Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

Tymczasem miłośnikom powieści Fitzgeralda przypominam, że już 9 maja premiera długo oczekiwanego filmu w Cannes. Uwaga, wszystko wskazuje na to, że dzięki Katasi (Les Voyages) zapowiada się blogowa relacja na gorąco. Polscy widzowie będą mogli zobaczyć „Wielkiego Gatsby’ego” 17 maja. 

106 komentarzy:

  1. Jakoś zmęczyłam "Wielkiego Gatsby'ego" w tłumaczeniu pani Demkowskiej-Bohdziewicz, ale to była ciągła walka. Nie wiedziałam, że ten przekład ma aż 50 lat, a to sporo tłumaczy. Z tych fragmentów widzę, że mnie styl pana Jacka też lepiej pasuje, więc może dam tej książce jeszcze jedną szansę :)
    Okładka Rebisu paskudna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To poczułam się pocieszona, bo sądziłam, że problem ze starym tłumaczeniem dotyczy przede wszystkim mnie. :) Na blogach amerykańskich często spotykałam się z entuzjastycznymi opiniami o "Wielkim Gatsby'm", który jest chyba w ogóle jedną z najważniejszych i najbardziej lubianych książek wydanych w USA i właśnie miałam wrażenie, że nas coś omija, pomijając oczywiście różnice w mentalności. Mam nadzieję, że proza Fitzgeralda a la Jacek Dehnel zauroczy Cię. :)
      Okładka Rebisu to po prostu plakat filmowy, z którego usunięto słynne oczy, zamiast nich jest tytuł. :)

      Usuń
    2. Nie mam pojęcia czy to przez tłumaczenie czy styl Fitzgeralda, ale książka nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Próbowałam czytać "Czuła jest noc" i przypomniało mi się dlaczego obiecałam sobie kiedyś, że od FSF miałam trzymać z daleka. Przy "Czuła jest noc" cała niechęć do prozy tego pisarza powróciła; nieprzystępna, ciężka i w dodatku wieje nudą ...

      Usuń
    3. Widzę, że "Czuła jest noc" tłumaczył jeszcze ktoś inny, Wojsław Brydak, więc trudno o porównania. Zastanawiam się, czy nie spodobałyby Ci się opowiadania Fitzgeralda, o ile całkowicie się do niego nie zraziłaś, bo według mnie zdecydowanie żaden z trzech zarzutów, które wymieniłaś, do nich nie pasuje, ale to jest kwestia bardzo indywidualna.
      W ogóle wydaje mi się, że proza Fitzgeralda wywołuje dość skrajne reakcje: albo zachwyca, albo dość intensywnie się nie podoba. Nawet dzisiaj na blogu Biblioklept ukazały się fragmenty wywiadu z Katherine Ann Porter, która bez ogródek wyraża niechęć, wręcz wrogość wobec jego książek, tutaj cytat.

      Usuń
  2. Nowy przekład - nowa szansa dla książki. Może wreszcie uda mi się wyrobić jakąś konkretną opinię o Gatsbym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że ta szansa została wykorzystana w pełni. :) Jestem bardzo ciekawa, jak ocenisz nowy przekład.

      Usuń
    2. Poczytałem początek na stronie wydawnictwa i miałem wrażenie, że Dehnel poszedł w uwypuklanie tych smaczków, które zrobiły z Gatsby'ego klasyka - detale epoki, bystre uwagi o ludziach, a nie w romansowość.

      Usuń
    3. W nocie "Od tłumacza" Dehnel podkreśla, że starał się oddać treść książki jak najbardziej wiernie i - z szacunkiem wykazując wartość starszego przekładu - podaje kilka przykładów lekkiego zagalopowania się tłumaczki w unikaniu raf - np. zamiast "ładna Żydówka" "ładna dziewczyna". O pietyzmie Dehnela świadczy chociażby wielokropek w przytoczonym przeze mnie fragmencie, który Demkowska-Bohdziewicz beztrosko pominęła. :)

      Usuń
    4. Będę czekać na doniesienia. :)

      Usuń
  3. Nie jestem kompetentny by wypowiadać się o jakości tłumaczeń ale po Twoich uwagach trochę czerwienię się na myśl, że "Wielki Gatsby" podobał mi się także w starym tłumaczeniu :-). Pamiętam jakie fajerwerki wydawnictwo odpalało przy okazji wydania "Jądra ciemności" w tłumaczeniu Magdaleny Haydel a tymczasem góra urodziła mysz i ciągle, moim zdaniem, najlepszym jest stare tłumaczenie Anieli Zagórskiej w opracowaniu Zdzisława Najdera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie czuję się na siłach, żeby dokonywać profesjonalnych ocen, ale nowy przekład po prostu bardziej do mnie trafia. Absolutnie nie ma powodu, żeby się czerwienić, specjaliści(vide Jacek Dehnel) mówią o tłumaczeniu Ariadny Demkowskiej-Bohdziewicz z dużym uznaniem!
      Nie czytałam nowego przekładu "Jądra ciemności", ale rzeczywiście było koło niego sporo szumu. :)
      Nie znam się na tym, ale mam wrażenie, że nowe przekłady to ze strony wydawnictwa trochę bezinteresowny gest - czytelnicy, dla których tłumaczenie jest nieistotne, kupią książkę, kierując się przede wszystkim ceną, a ta zawsze będzie niższa w przypadku starszej wersji, o ile nie mamy do czynienia z białym krukiem. Wystarczy porównać cenę "Ani z Zielonego Wzgórza" w nowym przekładzie Beręsewicza i starszych edycji.

      Usuń
    2. Na pewno jest inny (to jeszcze o przekładzie M. Haydel) bardziej twardo stąpający po ziemi, podczas gdy ten opracowany przez Najdera jest zdecydowanie bardziej klimatyczny. Pamiętam, że przy jakiejś okazji uświadomiono mi, że nowe tłumaczenia często wynikają z oszczędności bo są tańsze niż prawa autorskie do starych wersji, ale oczywiście takiego uzasadnienia w przypadku przekładu Jacka Dehnela nie doszukuję się :-). Sam jestem ciekaw jak mu poszło :-).

      Usuń
    3. Najder mnie absolutnie zachwycił posłowiem do "Szaleństwa Almayera". Rewelacja! Stwierdziłam, że muszę koniecznie przeczytać dwutomową biografię Conrada jego autorstwa.
      Też słyszałam o oszczędności. Jeśli tłumacz nie żyje, na apanaże może oczekiwać jego rodzina albo jakaś fundacja charytatywna (tak jest na przykład w przypadku Ireny Tuwim). Zastanawiam się, jak mają się do tego potem zyski ze sprzedaży książek. Na nowej wersji "Wielkiego Gatsby'ego" widnieje cena 32,90, na Allegro stary przekład można kupić za 5 zł.
      W przypadku "Jądra ciemności" dla kupujących na pewno atutem jest też to, że w tych wersjach bardzo tanich tekst wyposażony jest w tzw. "omówienie".

      Usuń
    4. Ostatnio czytałem Tajfun: połowę w starym tłumaczeniu Rychlińskiego, połowę w przekładzie Carroll-Najder. I bardziej mi się podobał stary przekład, bo faktycznie klimatyczny, a nowy taki suchy, bez ozdobników - nie sprawdzałem w oryginale, ale podejrzewam, że jednak ten nowszy bliższy oryginałowi. Gdzieś czytałem (czy nie u Dąbrowskiej?), że Zagórska zrobiła wiele dobrego dla Conrada, ale też ukształtowała polską wersję jego książek, ponoć nie zawsze zgodną z oryginałem. Jej przekłady funkcjonują już chyba prawie od stulecia i nie zanosi się na nowe wersje.

      Usuń
    5. Bardzo jestem ciekawa, co sam Conrad sądził o przekładach Zagórskiej. Biorąc pod uwagę jego niesamowite wyczucie językowe, na pewno miał sprecyzowane zdanie na ich temat. Byli chyba w dobrych relacjach, więc musiał je akceptować, może mu było niezręcznie krytykować kuzynkę. :) Będę musiała sprawdzić w korespondencji Conrada, czy zachowały się ich listy na ten temat.
      Nie zanosi się chyba ani na nowe przekłady, ani na zapotrzebowanie czytelników na nowe wydania jego książek. :(

      Usuń
    6. Nie zanosi się, chociaż cena Dzieł wszystkich wskazuje, że to białawy kruk jest:)
      Znalazłem taką opinię o Zagórskiej (co prawda dołączoną do reklam nowego wydania Jądra ciemności): "- Była świetną tłumaczką, ale jej młodopolskie skłonności rozmijały się ze spokojnym, jasnym stylem prozy Conrada - twierdzi prof. Zdzisław Najder, biograf pisarza. - Aniela Zagórska dobrze radziła sobie w partiach obrazowych, ale jeśli chodzi o stronę intelektualną jej przekładom brak precyzji."

      Usuń
    7. Wydaje mi się, że Najder bardzo subtelnie i elegancko ubrał w słowa brutalny fakt, że Conrad znacznie przerastał intelektualnie kuzynkę, która po prostu nie zawsze nadążała za jego lotną myślą. Bardzo jestem ciekawa, jak wtedy odbierano u nas prozę Conrada. Przypuszczam, że bardziej entuzjastycznie. Spotkałam się z opinią, że kodeks moralny żołnierzy AK oparty był w dużej mierze na jego książkach, a to sporo wyjaśnia.

      Usuń
    8. Chyba przejrzę Dzienniki Dąbrowskiej, ona była pasjonatką Conrada, dużo o nim pisała.

      Usuń
    9. A ja waśnie sobie przypomniałam, że mam książkę Dąbrowskiej o Conradzie i o ile dobrze pamiętam, tam jest jej korespondencja z Zagórską!

      Usuń
    10. O proszę:) Postuluję, żebyś w trybie pilnym wykonała spis książek plus katalog rzeczowy, na pewno pojawią się nowe odkrycia:)

      Usuń
    11. :D Sporządzanie spisu wymagałoby wyciągnięcia na światło dzienne zamaskowanych stosów, co uzmysłowiłoby mi ogrom szaleństwa i naraziłoby mnie na szykany ze strony męża. :)

      Usuń
    12. Zaraz tam szykany, pewnie straciłabyś tylko kartę płatniczą i dostęp do internetu:))

      Usuń
    13. Takie nieistotne drobiażdżki. :)
      A propos w sobotniej wyborczej Dehnel opowiada o tym, że stosuje blokadę na Fejsa i inne tzw. portale społecznościowe, żeby nie mitrężyć czasu. :) O ile dobrze pamiętam, ma przydział półtorej godziny dziennie i basta. Muszę szybko wyciąć ten artykuł, zanim mąż przeczyta i się zainspiruje. :)

      Usuń
    14. Zazdroszczę mu konsekwencji, ja mam chyba syndromy uzależnienia:(

      Usuń
    15. Nie tylko Ty. :( Można by rozważyć emigrację do Chin, bo tam podobno jest blokada na Fejsa, ale łatwo ją obejść, więc i tak nie udałoby się uciec ze szponów uzależnienia. :(

      Usuń
    16. Fejs to akurat najmniejszy problem, obrazki ze słit kotkami mnie nie interesują, a tego towaru tam najwięcej.

      Usuń
    17. Co do biografii Conrada Najdera, to jak najbardziej polecam mam na myśli dwutomowe wydanie Gaudium. Stara dobra szkoła, bez tych wszystkich -izmów, za to rzeczowa, bardzo bogata w fakty, no i świetnie napisana. Wcześniejsze wersje były chyba wydawane w cyklu "Ludzie żywi" - nie wiem jak się mają do ostatniego wydania ale zapewne są trochę gorsze skoro Najder ciągle aktualizuje książkę.

      Usuń
    18. ~ Zacofany w lekturze
      To teraz spodziewaj się złowieszczego desantu fotek z puchatymi kuleczkami we wszystkich kolorach tęczy, o takich. :)
      Są chyba jakieś specjalne programy blokujące niektóre strony. U nas w szkole próba wejścia np. na Fejsa czy NK z komputerów uczniów kończy się wyświetleniem komunikatu "brzydkim stronom dziękujemy". :)

      ~ Marlow
      Bardzo Ci dziękuję, ważna informacja o uzupełnianych wydaniach! Nawiasem mówiąc te ciągłe aktualizacje bardzo dobrze świadczą o autorze. Będę polować na najnowszą edycję. Przede mną lektura biografii Conrada autorstwa jego żony, to też może być ciekawa lektura. :) Graham Greene nie pozostawił na niej suchej nitki!
      A czytałeś może biografię Conrada Johna Stape'a? Od dłuższego czasu mnie korci.

      Usuń
    19. Ale słitaśny kocurek:PP W domu sam sobie nie będę stron blokował, chociaż może powinienem:)

      Usuń
    20. To jeszcze filiżanka herbatki ze słitaśną niespodzianką. :)
      Autoblokady chyba rzeczywiście nie mają sensu. :)

      Usuń
    21. Widziałem - nie czytałem :-). Mnie tak na prawdę interesuje w biografii Conrada tylko wątek kongijski. Patrząc na objętość książki Najdera liczyłem, że dowiem się czegoś więcej niż ze wstępów do "Jądra ciemności" i rzeczywiście nie zawiodłem się a że Stape objętościowo przegrywa z Najderem więc uznałem, że więcej informacji tam nie znajdę i odpuściłem :-).

      Usuń
    22. ~ Zacofany w lekturze
      Ależ nie, to tylko odczulanie. :)

      ~ Marlow
      We mnie też Najder wzbudza większe zaufanie, a już zwłaszcza po tym cudnym posłowiu do "Szaleństwa...". :)
      Obawiam się, że Stape przegrywa nie tylko z Najderem, widzę, że recenzje są delikatnie mówiąc powściągliwe, tutaj nawet lekko miażdżąca, a zmarnowanie takiego świetnego materiału na biografię jak życie Conrada to już wymaga pewnego wysiłku. :)

      Usuń
  4. Zdecydowanie Dehnel. Jego przekład jest zgrabniejszy, lepiej brzmi, na dodatek okazuje się, że można trzymać się oryginalnej kolejności wyrażeń w zdaniach. Do tej pory zastanawiam się, czy w domu Demkowskiej-Bohdziewicz na pewno stało drzewko Bożego Narodzenia?;) To nawet fatalnie w druku wygląda, o niebo lepsze jest już drzewko bożonarodzeniowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zwróciłam uwagę na to drzewko. :) Może z powodów politycznych miało brzmieć tak egzotycznie, jak jakiś zwyczaj zupełnie u nas nieznany.

      Jeszcze mały teścik jednego zdania:
      FSF:
      "the sidewalk was white with moonlight"

      ADB:
      "chodnik lśnił biało od księżyca"

      JD:
      "chodnik bielał w księżycowym blasku"

      Wydaje mi się, że Demkowska-Bohdziewicz poszła w stronę poetyckości, nie do końca zgodnej z duchem oryginału,

      Usuń
  5. Otóż to! Dehnel upraszcza, ale nie traci sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dehnel pisze, że jego przekład jest dzikszy i trudniejszy do przyswojenia, ale najwyraźniej jestem wild at heart, bo przyswajam lepiej niż poprzedni. :)

      Usuń
    2. Co za kokieteria ze strony tłumacza:) Ciekawe, czy Buszujący w zbożu zyskałby na przekładzie Dehnela.

      Usuń
    3. Według mnie nota od tłumacza pozbawiona jest nuty kokieterii, jest merytoryczna i konkretna, zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Choćby z powodu podkreślanego szacunku dla "dobrej starej szkoły polskiego translatorstwa".
      Od razu przypomniał mi się mord na przekładzie "Obcego dziecka" Hollinghursta. :)

      Usuń
    4. Będę czytał pod kątem poszukiwania dzikości i licząc, że uda mi się przyswoić tekst:))

      Usuń
    5. Liczę na drobiazgową relację z literackiego safari, a o przyswajalność jestem spokojna. :)

      Usuń
  6. To już nie mam wyboru.. i muszę przeczytać! :) Jak ważne jest tłumaczenie przekonałam się nie raz.. Plus moja własna osobista słabość do stylu Dehnela i pójdę w końcu z torbami, jak on będzie w takim tempie pisać i tłumaczyć ;) A okładka ważne, żeby była sztywna i mocno trzymała strony. Wygląd jest już marginalny. Choć faktycznie, tym razem Znak w ogóle się nie postarał. Z tej serii podoba mi się chyba tylko okładka "Kobiety z wydm"..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tempo rzeczywiście spore. Niedawno pojawiła się jeszcze antologia poezji Iwaszkiewicza w autorskim wyborze Dehnela, pod tytułem "Wielkie pobrudzone zachwycone zwierzę". W dodatku ciągle trwają prace nad powieścią o matce Makrynie. Pójdziemy z torbami na bank! :)
      Nie wierzę, że nie podobała Ci się okładka "Flusha" w tej serii! :) Z pewnych powodów jest to niemożliwe. :)

      Usuń
    2. Masz rację z "Flushem" - zapomniałam o tej okładce ;)

      Usuń
    3. Domyślałam się, że nie pozostawiła Cię obojętną. :)

      Usuń
  7. Za przekład "Jądra ciemności" M. Heydel otrzymała nagrodę LnŚ. Moim zdaniem bardzo zasłużenie. Miałam okazję czytać trzy różne przekłady i żaden nie trafia tak w sedno, jak tekst w jej wykonaniu.

    A Fitzgeralda z chęcią poznam na nowo (już nawet wmanipulowałam siostrę w zakup egzemplarza). Choć nie do końca wierzę, by kogoś mogła nowa fraza nawrócić, kiedy w samym przesłaniu autora nie znajduje siebie. Pierwsze wrażenia są równie ważne w życiu jak i w czytaniu :)

    Na marginesie: Ulisses w serii Znaku również miał dostać nowa politurę, a jednak jest stary przekład Słomczyńskiego. Wiadomo może dlaczego? To miało być wydarzenie dekady - tyle pewnie trwałaby lektura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie wyszło sześć przekładów "Jądra" - ten w opracowaniu Najdera liczę jako, jednak, przekład Zagórskiej. Tłumaczeniu M. Haydel przyznałby drugie miejsce. Może i jest ono najbliższe wersji oryginalnej ale czyta się je jako kolejny rzeczowy tekst a nie rzecz o owianej tajemnicą, niezgłębionej naturze ludzkiej. "Znakomitego" - zdaniem wydawnictwa - posłowia pióra M. Haydel już się nie czepiam :-).

      Usuń
    2. Tak, posłowiu w tym wydaniu również nie można nic zarzucić :)

      Czytałam tekst w przekładzie Jędrzeja Polaka (wyd. Vesper) i stare wydanie Zagórskiej właśnie. Dopiero dzięki Heydel tekst mnie dotknął i poruszył - konkret nie wyklucza wieloznaczności przy dobrym piórze. Wcześniej rozumiałam Conrada, ale nigdy nie poczułam, a różnica w takim odbiorze jest kolosalna. Po cichu liczę na to, że Heydel i wydawca stworzą wspólnie opus magnum wypuszczając na rynek nowe przekłady całego dorobku pisarza :)

      Ale wcześniej z ciekawością sięgnę po polecaną przez Ciebie biografię pisarza.

      Usuń
    3. ~ Maioofka
      Żałuję coraz bardziej, ale niestety, nie czytałam "Jądra ciemności" w tłumaczeniu Heydel, więc nie jestem w stanie go ocenić, ale też słyszałam o nim wiele dobrego. Podchodzę do niego troszkę nieufnie, bo mam zastrzeżenia do jej przekładu dzienników Virginii Woolf.
      Mam nadzieję, że będziesz miała okazję niedługo przeczytać owoc zręcznej manipulacji. :) Bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń. Zgadzam się z Tobą, że przekład raczej nie wywoła rewolucyjnych zmian w odbiorze książki, o ile nie jest to na przykład upiorny bełkot jeżący się od błędów, a miałam wątpliwa przyjemność przeczytać "Nocny patrol" Łukjanienki w takiej wersji. Potem książkę wydano jeszcze raz, w innym tłumaczeniu, ale nie zaryzykowałam.
      Z ostatnim wydaniem "Ulissesa" była dziwna sprawa. Pojawił się w zapowiedziach wydawniczych z bardzo odległą datą publikacji, potem zniknął, potem znowu się pojawił i tkwił tam dość długo. W każdym razie tak było w jednej z księgarni, z których korzystam. W moim przypadku lektura trwałaby chyba kilka dekad, Joyce zupełnie do mnie nie przemawia. :( A może tajemniczy tłumacz tkwi od kilku lat w odosobnieniu i pracuje nad nowym przekładem, kto wie. :)

      Usuń
    4. Lirael: spokojnie możesz czytać Patrol w nowym tłumaczeniu.

      Usuń
    5. ~ Zacofany w lekturze
      Dzięki, może kiedyś się odważę. :) Nawet nie wiesz, jaka byłam wściekła, że w taki sposób potraktowano naprawdę niezłą książkę. :(

      Usuń
    6. W pełni rozumiem Twoją wściekłość. A Łukjanienkę polecam, może nie wszystko i niekoniecznie tylko Patrole, ale wybór jest spory i chyba nawet wiem, co mogłoby Ci się spodobać:)

      Usuń
    7. Proszę, mów natychmiast! :) Z góry dzięki.

      Usuń
    8. Natychmiast to nie, muszę stanąć przy swojej półce z Łukjanienkami - ja je kojarzę po okładkach, nie po tytułach:P

      Usuń
    9. A to spokojnie, cierpliwie sobie poczekam. :)

      Usuń
    10. Obstawiam "Jesienne wizyty", a gdybyś miała ochotę na przygodówkę w historii alternatywnej to dylogię "Zimne brzegi". Bo na space operę raczej zapotrzebowania nie masz?:)

      Usuń
    11. Bardzo Ci dziękuję. Znowu wydłużyłam wirtualne zwoje. :) W dziedzinie space oper jestem kompletnie zielona, ale fantastyka mnie coraz bardziej nęci.

      Usuń
    12. Mnie został do przeczytania tylko Czystopis, ale to ponoć tak słabe, że stale odkładam.

      Usuń
    13. Właśnie sobie przeczytałam notę wydawcy o "Czystopisie" i zelektryzowało mnie "starcie z akuszerką"! :)

      Usuń
    14. Jak znam życie, to starcie zajmuje dwa zdania i nie ma żadnego znaczenia dla akcji:))

      Usuń
    15. No nie wiem, to starcie zostało wymienione w nocie na jednym oddechu z utratą ukochanej kobiety i pokonaniem kuratora Ziemi, więc to musi być jakaś wybitnie kluczowa scena.

      Usuń
    16. Nie takie rzeczy wydawcy na jednym oddechu w notkach wymieniają...:P

      Usuń
    17. A w dodatku ta notka zdradza tyle, że już nie widzę głębszego sensu czytania powieści. :)

      Usuń
  8. No coz, poniewaz nie znam angielskiego nie umiem ocenic nowego przekladu wzgledem oryginalu. Jesli mam byc szczera przeklad Dehnela nie rzucil mnie na kolana. Przeklad Demkowskiej czytalam dawno temu i nie zachecil mnie jednak do blizszej przyjazni z tworczoscia FSF. Zaczelo sie i skonczylo na WG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bookfo, dobrze, że się nie zmuszałaś do czytania innych jego książek, jeśli ten typ prozy do Ciebie nie przemawia. Też mam wielu takich pisarzy, którzy chęć zgłębiania dalszych dzieł stłumili we mnie w zarodku i po prostu dałam sobie spokój. :) Na szczęście mamy wybór przeogromny.

      Usuń
  9. Doprawdy?! :-) M. Haydel pisze np. "Czterech dżentelmenów siedzi na należącym do jednego z nich jachcie (...)" podczas gdy na łodzi było pięciu panów o czym można się dowiedzieć u Conrada już na pierwszej stronie opowiadania :-). Pisze też o inspiracji "Aguirre" Herzoga "Jądrem ciemności" podczas gdy wiadomo, że bezpośrednią inspiracją była relacja Gaspara de Carvajal, który był w tamtych stronach ok. 20 lat wcześniej przed Aguirre. Nie wiem na ile przyjmuje zarzuty rasizmu i seksizmu za swoje a na ile tylko je relacjonuje ale są one zresztą tak eufemistycznie mówiąc irracjonalne, że trudno traktować je inaczej niż tylko w kategoriach ciekawostki.
    PS. Zajrzę jeszcze raz do tłumaczenia M. Haydel może rzeczywiście coś mi umknęło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uwagi do posłowia Heydel? Musiałabym je jeszcze raz przeczytać, żeby podjąć dyskusję, ale wierzę, że w przytoczonych szczegółach mogły wkraść się błędy.
      Pamiętam, że nie odebrałam jej tekstu jako zarzucającego rasizm (Achebe był chyba wywołany do tablicy) czy seksizm Conradowi. Raczej dyskutowała z popularnymi/głośnymi interpretacjami przypisywanymi prozie autora. Ale mogłam zinterpretować jej tekst poprzez filtr własnych przekonań i zapamiętać swój prywatny odbiór jako jej opinię, zdarza się :)

      Dawniej nie przypisywałam tłumaczom żadnej roli. Dla mnie za książkę odpowiadał zawsze sam autor. Dopiero natknięcie się na "dziwne" (w moim odczuciu oczywiście) przekłady znanych prozaików zmusiły mnie do pogodzenia się z faktem, że takie książki mają tak naprawdę tandem autorski. Tak jak jedni lubią frazę Iwaszkiewicza a inni nie, tak też można zachwycić się wojakiem Szwejkiem Hulki-Laskowskiego, a zupełnie nie poczuć nic do żołnierza Szwejka Kroha. Styl tłumacza albo się ceni, albo uwiera. Nie ma czegoś takiego jak przekład dosłowny (choć widziałam taki w instrukcji telefonu, więc zapierać się nie będę) :)

      Usuń
    2. Ja też traktuję odniesienie do Achebe i Straus bardziej jako raczej zreferowanie istniejących interpretacji niż poglądy samej M. Haydel. Co do roli tłumaczy pełna zgoda :-).

      Usuń
    3. Myślę, że niektóre książki są tak dobre, że po prostu nie można im zaszkodzić. :) Czytałam "Jądro ciemności" w koszmarnej edycji Zielonej Sowy, a i tak trafiło prosto w serce.

      Usuń
    4. Lirael,
      Czytałam już "popsutą" w tłumaczeniu Agathę Christie i Jane Austen. Zwłaszcza tej drugiej łatwo zaszkodzić nieporadnością, uzyskując byle jaki romans na pół gwizdka. Tłumacz może naprawdę wiele zmienić.

      Ale jak już pisałam - nie ma chyba przekładów "dla każdego". Jedni lubią tak, a inni siak. Im więcej opcji, tym lepiej. Choć i tak zasługi jak i baty spadną w ostateczności na kark autora ;)

      Usuń
    5. Maioofko, w przypadku Jane Austen nieporadność tłumacza można tłumaczyć nieznajomością historycznych realiów, ale Agatha Christie to już bez przebaczenia. :( Szczególnych pułapek u niej nie dostrzegam, chociaż ktoś, kto na przykład nie do końca czuje jej leciutko ironiczne poczucie humoru, rzeczywiście nieźle może namieszać. :( Ją chyba jednak bezpieczniej czytać w oryginale.
      Mnie też bardzo odpowiada taka mnogość przekładów, tym bardziej, że zachęca do ponownej lektury książek, do których dawno się nie zaglądało. :)

      Usuń
  10. Aż wstyd się przyznać, że książki "Wielki Gatsby" jeszcze nie czytałam. Teraz tylko mam dylemat, z którym tłumaczeniem wydanie kupić :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmurko, absolutnie żaden wstyd. Mam nadzieję, że kiedyś Gatsby Cię na tyle zainteresuje, żeby przeczytać. Może poczekaj na film? W razie problemów z wyborem przekładu można zdać się na los i na przykład urządzić minilosowanie. :) Albo sprawdzić, która wersja jest dostępna w bibliotece.

      Usuń
  11. Jak wiesz podobnie jak ZWL nie poczułam do WG sympatii. Być może to rzeczywiście była wina tłumaczenia, ale pewności nie mam. Tłumaczenie pana Jacka podoba mi się bardziej (ach to drzewko jakieś takie dziwaczne),ale jak poprzedniczka języka nie znam więc nie ocenię zbieżności z oryginałem. Może dam mu jeszcze szansę, może. Gdyby nie cała góra MUST READ - to może zamieniłoby się w na pewno.
    Moją okładkę z Rebisa zdobiła pani pokładająca się na błotniku auta - bez rewelacji, ale może być -tzn.okładka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam, że byłaś rozczarowana Fitzgeraldem. Może wariant Dehnela faktycznie przemówiłby do Ciebie bardziej? Może kiedyś zechcesz sprawdzić. Ciekawa jestem, czy planujesz obejrzeć film. Ja najpierw byłam nastawiona sceptycznie (reaguję alergicznie na Leonardo DiCaprio), a teraz nie mogę się doczekać. :)
      Góra MUST READ u mnie ostatnio zaczyna przybierać kształty himalajskiego masywu. :)
      Widziałam tę poprzednią okładkę Rebisu i uważam, że jest o niebo lepsza od tej filmowej.

      Usuń
  12. Ależ tu się rzeczowa i merytoryczna dyskusja wywiązała!:) To ja tylko boczkiem, boczkiem i mimochodem napomknę, iż wczoraj robiłam zakupy w Znaku i starannie zamknęłam oczy na Gatsby'ego. Tak nie można! Kupować kolejne książki tylko dlatego, że wychodzą w nowym przekładzie? Ale korci, oj, korci (zwłaszcza, że FSF to ja owszem! Na razie jednak z tej Znakowskiej serii poprzestałam wyłącznie na Braciach Karamazow (też w nowym przekładzie), których poprzedni nakład się wyczerpał i teraz, po dodruku, postanowiłam drugi raz nie popełnić tego samego błędu. Zgadnij, czy mam egzemplarz w starym przekładzie?:PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos wyczerpujących się nakładów: mam wrażenie, że ta seria nie rozpieszcza czytelników pod względem liczby egzemplarzy. Część tytułów jest już nie do zdobycia, na przykład próżno szukać ich "Kobiety z wydm", nawet na Allegro. Tak więc czuj się całkowicie usprawiedliwiona z powodu zdublowanego zakupu, bo coś mi podpowiada, że egzemplarz w starym przekładzie jak najbardziej posiadasz. :)
      W kwestii wyrzutów sumienia dobrze działa uświadomienie sobie, że dokonujemy zakupu wyłącznie we wzniosłych celach lingwistyczno-komparatystycznych. :) W najbliższych planach mam jeszcze jeden taki zakup: wzmiankowana już "Ania z Zielonego Wzgórza" a la Beręsewicz, ale nie ukrywam, nęci mnie też jego przekład "Tajemniczego ogrodu". Czytałam bardzo pozytywną recenzję tego tłumaczenia.
      Byłoby ciekawie, gdyby nasze kolekcjonerskie pasje objęły Szekspira, to już byłby szał. :)

      Usuń
  13. Co do pracy tłumacza, to chyba wreszcie mogę coś na ten temat powiedzieć. Jestem po intensywnym kursie zakończonym tydzień temu, a ciągnącym się od stycznia. Namozoliłam się tłumacząc i poprawiając tłumaczenia innych tłumaczy.
    Mam piękne zaświadczenie powarsztatowe i świadomość, że to naprawdę katorżnicza praca, z której nawet sam tłumacz nie jest nigdy w pełni zadowolony :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bookfo, z całego serca gratuluję i ogromnie się cieszę!
      Wydaje mi się, że nie będzie problemu z ciekawymi zleceniami, bo literatura skandynawska ciągle cieszy się u nas dużą popularnością. Bardzo proszę, informuj o swoich działaniach w tej dziedzinie. Chociaż jak wspominasz, kurs okazał się męczący, na pewno było ciekawie.
      Praca jest na pewno katorżnicza, z czego tak naprawdę niewielu czytelników zdaje sobie sprawę. Kiedyś przeczytałam tekst Bronisława Zielińskiego na ten temat, zrobił na mnie duże wrażenie. Jednocześnie chyba daje wielką satysfakcję, czego Ci życzę z całego serca!

      Usuń
  14. Myslę, że może film do mnie przemówi lepiej niż książka; rzadko, bo rzadko, ale czasami tak się zdarza i wówczas tym chetniej sięgnę po nowe wydanie. Leonardo jest mi właściwie obojętny,więc nie mam tego rodzaju oporów. Okładka rzeczywiście o niebo, albo i dwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będę uważnie śledzić rozwój wypadków, licząc na to, że dasz Fitzgeraldowi jeszcze jedną szansę. :) Ale to dopiero po 17 V, tymczasem liczę na relację z premiery w Cannes autorstwa Katasi.

      Usuń
  15. Nie czytałam jeszcze "Wielkiego Gatsbiego", mam tę książkę w najbliższych planach. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie styl tłumaczenia pana Jacka Denhela. Będę miała to na uwadze szukając książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że mamy podobne wrażenia. :) Porównując poszczególne zdania czy fragmenty, czuję, że Jacek Dehnel pewnym krokiem trafia do celu, natomiast Ariadna Demkowska-Bohdziewicz trochę kluczy. :) Ciekawych wrażeń z lektury.

      Usuń
  16. Od dawna zastanawiałam się, co jest nie tak z moim gustem literackim, że ten nieszczęsny Gatsby w ogóle mi się nie podoba. Nie żebym pałała do niego jakąś szczególną niechęcią, ale praktycznie wciśnięto mi go w ręce z wszystkimi tymi ochami i achami - klasyka, wielka literatura etc. - a ja otworzyłam, przeczytałam, trochę się znudziłam i tyle... Nie porwało mnie to, nie skłoniło do żadnych głębszych rozmyślań.
    I nareszcie widzę dla siebie światełko w tunelu: może to przez ten przekład! Za młoda wtedy byłam żeby sięgać po oryginał, a zresztą, nawet nie pomyślałam, że może książka straciła w tłumaczeniu... Chyba spróbuję raz jeszcze, bo tłumaczenie Dehnela - sądząc po tych fragmentach - podoba mi się o wiele bardziej. Albo spróbuję po angielsku, nie wygląda aż tak strasznie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy dyskusji u Ani na temat "Wielkiego Gatsby'ego" wypłynął problem, który może trochę wyjaśni Twój brak entuzjazmu. Nigdy nie byłam w Stanach Zjednoczonych i nie opieram się na osobistych doświadczeniach, ale wydaje mi się, że to jest powieść bardzo, bardzo "amerykańska" i do nas nie przemówi aż tak silnie, choćby nie wiem co.
      Już przy pierwszej lekturze "Wielki Gatsby" mnie oczarował, powtórzony kilka miesięcy temu podobał mi się jeszcze bardziej. Zwróciłam uwagę na rzeczy, które mi wcześniej umknęły. Poprzedni przekład według mnie niestety zgrzytał i dziwiłam się bardzo, czytając o walorach stylu oryginału, bo w wersji polskiej uroków frazy nie wyczuwałam ani w ząb. :(
      Zachęcam Cię do zaryzykowania jeszcze jednej próby, tym razem z nowym przekładem. Przeczucia mam bardzo dobre. :) Jeśli i tym razem ziemia się nie poruszy, nie ma powodu do zmartwień, może po prostu ten typ literatury Ci nie odpowiada i kropka.
      Oczywiścienamawiam Cię też do sięgnięcia po oryginał, jak widać w tych dwóch fragmentach wymagania językowe nie są absolutnie niebotyczne.
      Mam nadzieję, że na Ciebie też Gatsby rzuci urok. :)

      Usuń
  17. "Przyssać się do sutka życia"... podoba mi się:-) Dehnel jednak nie tylko wie, na czym polega tłumaczenie, ale i jest wirtuozem słowa. Zgadzam się, tłumaczenie pani Demkowskiej jest chropowate, choć i tak bije na głowę niektóre dokonania dzisiejszych "tłumoków". Bardzo ciekawa dyskusja, notabene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, a w dodatku Dehnel jest bardziej kompetentny. Zdziwiły mnie na przykład "prosięta w cieście" w przekładzie Demkowskiej-Bohdziewicz, a tymczasem rzeczone "pastry pigs" wyglądają tak. :) W nowym tłumaczeniu to są "kiełbaski w cieście".

      Usuń
  18. Czytałam "Wielkiego Gatsby'ego" dawno, dawno temu. Jeszcze w takim wydaniu z kolibrem. Być może było to nieciekawe tłumaczenie, nie wiem, ale mnie książka zachwyciła. Film również. Obejrzę na pewno nową wersję, a może i kupię książkę, skoro warto poznać tekst w nowej odsłonie. Zresztą lubię wracać do swoich dawnych, dobrych, sprawdzonych powieści, które chwytały za serce.... ;)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam wydanie z kolibrem :) Nawiasem mówiąc to była świetna seria, choć w tej chwili niektóre książki się rozpadają na kawałki, niestety Gatsby też. :( Podobnie jak Ty bardzo lubię takie powroty i żałuję, że nie mam na nie wystarczająco czasu.

      Usuń
  19. Mam na czytniku przekład Demkowskiej-Bohdziewicz, kupię Dehnela. Kupię i przeczytam, bo że film obejrzę, to bez dwóch zdań. Jestem pod wrażeniem zestawień, które zrobiłaś. Dehnela się pije jak wodę ze źródła. Demkowska się zestarzała (najdelikatniej mówiąc). Wizualnie oba tłumaczenia zdają się być tak samo długie i to mnie dziwi. Bo Dehnel cudnie zastępuje przydługie peryfrazy jednym w sam raz słowem. Na przykład - fragment egzaltowany już w pierwowzorze, ale jak inny w obu wersjach tłumaczeń: "mógłby się przyssać do sutka życia, spijać niezrównane mleko zachwytu" oraz "gdyby był sam, i na jej szczycie wessać pokarm życia, wypić do dna nie­porównane soki cudowności". Sutek jest świetny!
    Przyznaję, że przed laty poległam, nie doczytałam tej lektury (albo doczytałam, lecz bez zrozumienia). Tylko nowa wersja. Bez dwóch zdań. Dzięki za próbki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamaryszku, zestawienie próbek to była dla mnie czysta przyjemność, miałam tylko problem z doborem fragmentów, bo wiele kusiło, a trzeba było dokonać wyboru. Właściwie jednego fragmentu, bo ten kulinarny wybrała kiedyś Ania.
      Bardzo cenię Twoją opinię i cieszę się, że nasze wrażenia są identyczne.
      Zastąpienie oryginalnej "papki" "sutkiem" było dość odważnym posunięciem, ale zgadzam się z Tobą, że Dehnel wyszedł zwycięsko. W posłowiu zwraca uwagę na to, że poprzedni przekład był trochę ugrzeczniony, choć wyraża to znacznie bardziej elegancko niż ja.
      Film obowiązkowo i koniecznie! :) To już całkiem niedługo.

      Usuń
  20. Ucieszyłem się ogromnie, że są Czytelnicy (i Blogerzy) którym chce się czytać dwa tłumaczenia, porównywać, zestawiać. To duża radość, naprawdę, dla Państwa warto robić takie nowe przekłady.

    PS: "pap" oznacza "soft food for infants or invalids, as bread soaked in water or milk." ale również "a teat; nipple." Zatem to jest kwestia wierności wobec oryginału, sądzę bowiem, że Fitzgeraldowi chodzi jednak o przyssanie się do sutka, nie do papki :)

    PPS: Myślę, że ciekawe mogłoby być porównanie w obu przekładach np. mowy Wolfsheima. Demkowska ustandaryzowała jego angielszczyznę (i wiele innych osobliwości, bo wielu bohaterów książki mówi specyficznym językiem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się bardzo cieszę z powodu Pana odwiedzin. To dla mnie nie tylko duży zaszczyt, ale i prawdziwe wzruszenie.
      Takie porównania przekładów to czysta przyjemność. U mnie wszystko zaczęło się chyba od "Ocalonego w tłumaczeniu" Barańczaka.
      Pamiętam swoją ogromną radość kilka miesięcy temu, kiedy dowiedziałam się, że "Wielkiego Gatsby'ego" tłumaczy właśnie Pan. Po prostu nie mogłam się doczekać!
      Niewątpliwie przyssanie się do papki mogłoby nastręczać pewnych kłopotów technicznych. :)
      Dziękuję za wskazówkę, zwrócę baczną uwagę na mowę Wolfsheima.

      Usuń
    2. Ależ! :)
      W planach translatorskich mam teraz jeszcze "The Turn of the Screw", arcydzieło Jamesa, które po polsku jest tylko w straszliwym przekładzie pt. "W kleszczach lęku" (sic!) Tam to dopiero będzie co porównywać ;)

      Usuń
    3. Ależ! :) To ja chętnie dokonam porównań, należy mi się jakaś satysfakcja za przebicie się przez ten stary przekład:)

      Usuń
    4. To wspaniale, znowu będzie na co radośnie czekać. W kleszczach niecierpliwości. :)
      Życzę powodzenia. Zadanie bardzo trudne, bo ze stylem Jamesa mają ponoć kłopoty sami Anglicy, ale po "Wielkim Gatsby'm" jestem olimpijsko spokojna o efekt końcowy. :)
      Podobno autor "The Turn of the Screw" w życiu codziennym też używał dość specyficznego języka. Właśnie czytam wspomnienia żony Josepha Conrada, Jessie, i pozwolę sobie przytoczyć fragment o Jamesie:
      "W pobliżu swego domu w Rye pewnego razu zauważył kilka małych dziewczynek. Zaczął z nimi uprzejmie rozmawiać. Podarował każdej po parę pensów, a potem zaczął do nich przemawiać w sposób mocno przekraczający ich zdolność pojmowania. Skończyło się na tym, że dzieciaki rzuciły pieniądze na ziemię i pouciekały, wybuchając głośnym płaczem. Mocno wierze, że musiał być tym wypadkiem ogromnie zmartwiony."
      :)
      Ja z kolei mocno wierzę, że praca nad "The Turn of the Screw" da Panu dużo radości.

      Usuń
  21. (aha, to ja, tłumacz - pewnie nie każdy wie, że prowadzę "Tajnego Detektywa" :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy nie tylko wiedzą, ale i "Tajnego Detektywa" z lubością czytają. :) Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  22. Hmmm. nowsze tłumaczenie faktycznie wydaje mi się lepsze. Ale i tak 'Wielki Gatsby' to jedna z moich ulubionych książek. Na film niecierpliwie czekam. Soundtrack już przesłuchałem i nawet zrecenzowałem na moim blogu. ;b jak ktoś ciekawy może zaglądnąć. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mamy podobne zdanie o przekładzie. :) Do filmu jeszcze tylko niecałe dwa tygodnie. Z przyjemnością przeczytam o soundtracku, dzięki.

      Usuń
  23. Niecały miesiąc temu zasmakowałem "Gatsby'ego" w przekładzie Demkowskiej i przyznać muszę, że rzeczywiście lektura przebiegła bardzo płynnie. Mimo to właśnie zamówiłem nowe wydanie w przekładzie pana Jacka, bowiem po pierwsze pragnę mieć te książkę na półce. Po drugie zaś jego styl wydaje się być jednak rwącą rzeką w porównaniu do słów jego poprzedniczki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównanie ze rwącą rzeką niezwykle trafne! Dodałabym jeszcze, że to rzeka krystalicznie przejrzysta. Przy całym szacunku dla umiejętności translatorskich Ariadny Demkowskiej-Bohdziewicz w jej przekładzie "Wielkiego Gatsby'ego" nie raz trafiałam na rafy i mielizny.

      Usuń
  24. A mi się wydaje, że stary przekład też ma pewną moc, właśnie dlatego bo jest stary i pani Ariadna często używała takich trochę bardziej staromodnych konstrukcji zdań, które pasowały do Wielkiego Gatsby'ego:

    "Przed pięciu laty, pewnej nocy jesiennej" - dla mnie to ma jakiś urok

    Teraz czytam właśnie Gatsby'ego w przekładzie Dehnela i też mi się podoba. I generalnie uważam, że przekład warto co jakiś czas robić nowy. Podoba mi się też, że Dehnel dodał sporo przypisów.

    Jak przyjedzie do mnie przekład pani Demkowskiej-Bohdziewicz, to pewnie też coś na ten temat napiszę, bo szczerze mówiąc czytałam go jakieś 7 lat temu i jedyne co pamiętam to, że dzięki niemu zakochałam się w tej książce (stąd moja lojalność wobec pani Ariadny ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa, jakie masz wrażenia po lekturze całości i jak wypadło porównanie. Zgadzam się z Tobą, że wersja pani Demkowskiej-Bohdziewicz ma dużo uroku, ale do mnie jednak bardziej przemówił nowy wariant.
      Podobnie jak Ty uważam, że nowe tłumaczenia mają głęboki sens. Pomijając inne zalety prowokują też do ponownej lektury książek, a czasem trudno się zmobilizować w zalewie nowości. :) Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń