Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charles Dickens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charles Dickens. Pokaż wszystkie posty

27 kwietnia 2013

Przez szambo do gwiazd (Terry Pratchett, „Spryciarz z Londynu”)


Przez szambo do gwiazd
Kiedy w zapowiedziach wydawniczych przeczytałam o „Spryciarzu z Londynu”, miałam przeczucie, że w końcu trafię na książkę Pratchetta, która zawojuje mnie całkowicie. Nota wydawcy naszpikowana była słowami-kluczami, które radośnie pobrzękiwały i wprowadziły mnie w nastrój euforii, dlatego natychmiast po premierze kupiłam tę powieść. Obietnice złożone przez wydawnictwo zostały w dużej części spełnione, ale moje oczekiwania nie do końca.

Przede wszystkim wbrew temu, co buńczucznie twierdzi na skrzydełku obwoluty Amanda Craig z The Times, ja nie pokochałam głównego bohatera powieści, Dodgera. Niestety nie jest w moim typie. Doceniam jego spryt i determinację, dzięki którym jak nasz Nikodem Dyzma zrobił błyskotliwą karierę. Z nicponia i złodziejaszka, spędzającego większość czasu w londyńskich kanałach na poszukiwaniu kosztowności wśród szlamu, ścieków i ekskrementów, przeistacza się na naszych oczach w szanowanego obywatela, którego przyjmuje na prywatnej audiencji sama królowa.

Podoba mi się to, że Dodger zręcznie pokonał przeciwności losu, których nie szczędził mu autor. Na przykład obserwujemy go kilkakrotnie w czasie walki wręcz i każda z nich kończy się tym, że nasz bohater profilaktycznie kopie leżącego przeciwnika. Naliczyłam trzy takie sceny. Wiem, że to były bardzo trudne czasy, ale według mnie Dodger nie zawsze wychodzi z twarzą, wbrew opinii wydawcy na okładce.

Obfitująca w sensacyjne przygody fabuła nie jest jedyną atrakcją. Najnowsza książka Pratchetta to również hołd złożony Dickensowi. Powieść ukazała się w ubiegłym roku i ładnie wpisała się w jubileuszowe obchody. „Spryciarz z Londynu” to pastisz dzieł autora „Klubu Pickwicka”. Ich miłośnicy znajdą sporo nawiązań i ukłonów w stronę Dickensa, który zresztą jest jednym z najważniejszych bohaterów powieści. Pan Karol wyróżnia się spostrzegawczością i przenikliwością: „znał życie i trudno było zasłonić przed nim swoje myśli flanelą miękkich słów”[1], a poza tym miał „bystry, ostry umysł, ostry jak brzytwa, jak wężowe kły”[2]. Jego walorów intelektualnych bynajmniej nie kwestionuję, ale w świetle różnych biograficznych ciekawostek zastanawiam się, czy prywatnie Dickens rzeczywiście był aż tak sympatyczną osobą, jak wynikałoby z książki Pratchetta?

W nitki fabuły „Spryciarza z Londynu” wplątani są inni znani ludzie na przykład Henry Mayhew (jemu autor zadedykował powieść), królowa Wiktoria, książę Albert, który spoglądał na Dodgera „jak człowiek, który właśnie znalazł dorsza w swojej piżamie”[3], Benjamin Disraeli, Angela Bourdett-Coutts, George Cayley, Charles Babbage, Robert Peel, a nawet Karol Marks w wieku młodzieńczym.

Czytelników, którzy cenią twórczość Pratchetta, nie zdziwi spory ładunek humoru, choć jak na mój gust mogłoby go być jeszcze więcej. W powieści dominują sensacje i tajemnice, nawet prawdziwe imiona głównych bohaterów poznajemy dopiero pod koniec lektury. Ciekawość czytelnika rozgrzewają do czerwoności zabawne tytuły rozdziałów w formie dowcipnych streszczeń, na modłę literatury dziewiętnastowiecznej, na przykład „Latarnik jest zaskoczony, staruszka znika, a Dodger o niczym nie wie, niczego nie słyszał i – naturalnie – w ogóle go nie było”.

Jak zapowiada tytuł, istotną rolę w powieści odgrywa Londyn. Chciałabym zobaczyć minę tych czytelników, którzy wiktoriańską Anglię kojarzą głównie z bibelotami i potpourri. Miasto odmalowane przez Pratchetta buzuje od głodu i nędzy, a w dodatku jest naprawdę niebezpieczne. W posłowiu autor podkreśla, że atmosfera "Gangów Nowego Jorku" to sielanka w porównaniu z tym, co w dziewiętnastym wieku działo się nad Tamizą. A nad tym wszystkim unosił się straszliwy fetor, z którym próbowano walczyć za pomocą lawendy. 

Pratchett wyjaśnia, że jednym z jego najważniejszych celów było obudzenie w czytelniku zainteresowania dziewiętnastym wiekiem. W moim przypadku misja została uwieńczona sukcesem, ale szczególnie trudna nie była, bo epoka wiktoriańska interesuje mnie od niepamiętnych czasów. „Spryciarz z Londynu” zdecydowanie zachęca do lektury książek Dickensa! Cieszę się, że kilka jego powieści w charakterystycznych płóciennych wdziankach koloru granatowego jeszcze przede mną. 

Nie zazdroszczę tłumaczowi – każdy jego ruch był na pewno uważnie obserwowany przez fanów Pratchetta, rozpieszczonych przez translatorski talent Piotra W. Cholewy. Wszystko wskazuje na to, że Maciej Szymański może spać spokojnie. Tradycyjnie nie podobała mi się tylko niekonsekwencja w tłumaczeniu imion i przydomków. W przypisie na stronie 12 tłumacz przekonywająco wyjaśnił, dlaczego zdecydował się nie przełożyć na polski „Dodgera”. Poważne potraktowanie czytelników zrobiło na mnie dobre wrażenie.

„Spryciarz z Londynu” został wydany bardzo starannie, na pierwszy rzut oka wręcz ekskluzywnie. Podobają mi się ilustracje Paula Kidby’ego, świetnie współgrające z dowcipnym tekstem. Uprzedzam jednak, że złote litery na grzbiecie książki ścierają się zdumiewająco łatwo, wystarczy potrzeć palcem. Cóż, może trafił mi się pechowy egzemplarz. Mam nadzieję, że wartość literacka dzieła okaże się trwalsza. Zdziwiło mnie również to, że w tytule zakończenia jest mowa o jakimś słowniczku, którego próżno szukać w polskim wydaniu. Zastanawia mnie też uwaga Pratchetta w posłowiu, że licząca 412 stron książka jest „bardzo krótka” [4].

Mimo wyraźnych wysiłków autora, żeby uatrakcyjnić „Spryciarza z Londynu”, powieść chwilami chwieje się w posadach. Prawdopodobieństwo kilku sytuacji oceniam jako wątpliwe, a udział paru autentycznych postaci w opisywanych wydarzeniach sprawia wrażenie dodatku na siłę. Portrety psychologiczne bohaterów wydały mi się dość płaskie. Jako żart literacki z wiktoriańskim tłem „Spryciarz z Londynu” spisał się na medal, choć szczerze mówiąc subtelniejsze "Nie licząc psa" Connie Willis podobało mi się bardziej. Jako powieść przygodowa budzi moje wątpliwości, co na pewno i tak nie zrazi miłośników Świata Dysku, choć tym razem jedynym ukłonem w stronę fanów literatury fantasy jest często wspominana bogini Cloacina, „dama szczurów”. Książka już trafiła na listy bestsellerów, a jej zakończenie wyraźnie zapowiada, że możemy spodziewać się ciągu dalszego.
___________
[1] Terry Pratchett, Spryciarz z Londynu, tłum. Maciej Szymański, Dom Wydawniczy Rebis, 2013, s. 15.
[2] Tamże, s. 48.
[3] Tamże, s. 397.
[4] Tamże, s. 411.
Moja ocena: 4
Terry Pratchett [Źródło]

7 lutego 2012

Och, Karol, czyli dwusetne urodziny Dickensa

Dzisiaj mija dwusetna rocznica urodzin Charlesa Dickensa. 
Dawno temu przeczytałam "Opowieść wigilijną", "Oliwera Twista" i "Davida Copperfielda". Jego powieści podobały mi się, ale nie ekstatycznie. W roku 2008 przyszła pora na "Wielkie nadzieje", które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Kilka postaci i scen - do zapamiętania na zawsze. Oglądałam też luźną adaptację filmową z Gwyneth Paltrow i Christianem Slaterem, ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Czytelnikom, którzy mają ochotę zawrzeć bliższą znajomość z Dickensem, bardzo polecam "Wielkie nadzieje".
Z zazdrością obserwuję obchody okrągłej rocznicy Dickensa w Wielkiej Brytanii. Świetna strona internetowa, liczne wydarzenia, wystawy, publikacje. Marzyłoby mi się, żeby nasz Józef Ignacy Kraszewski, który w lipcu również będzie świętować dwusetne urodziny, doczekał się choć drobnej cząstki takich honorów i atencji. Chwilowo jeszcze cisza. A propos, wciąż serdecznie zapraszamy do udziału w akcji 200/200. Brakuje nam 109 recenzji, a czas płynie nieubłaganie.
Tymczasem wyszperałam kilka ciekawostek z życia Dickensa:
  • Pracę pisarza zgrabnie łączył z rolą ojca dużej rodziny - miał dziesięcioro dzieci. Oto lista:
Charles Culliford (Charley) Dickens (1837-1896)
Mary (Mamie) Dickens (1838-1896)
Kate Macready (Katie) Dickens (1839-1929)
Walter Savage Landor Dickens (1841-1863)
Francis Jeffrey (Frank) Dickens (1844-1886)
Alfred D'Orsay Tennyson Dickens (1845-1912)
Sydney Smith Haldimand Dickens (1847-1872)
Henry Fielding (Harry) Dickens (1849-1933)
Dora Annie Dickens (1850-1851)
Edward Bulwer Lytton (Plorn) Dickens (1852-1902)
  • Miał zwyczaj nadawać zabawne przezwiska nie tylko swoim bohaterom, ale również potomstwu:
Charles Jr., “Charley”
Mary, “Mamie”
Kate, “Lucifer Box”
Walter, “Young Skull”
Francis, “Chickenstalker”
Alfred, “Sampson Brass” lub “Skittles”
Sydney, “The Ocean Spectre” lub“The Admiral”
Henry, “Mr. H”
Dora (zmarła wkrótce po urodzeniu)
Edward, “Plorn”
  • Spośród wszystkich swoich dzieł najbardziej lubił i cenił "Davida Copperfielda".
  • Powieści Dickensa ukazywały się w odcinkach. W Bostonie w niecierpliwym oczekiwaniu na statek, który wiózł siedemdziesiąty pierwszy rozdział "Magazynu osobliwości", w porcie zgromadził się zniecierpliwiony tłum (podobno cztery tysiące osób!). Gorączkowo wypytywano kapitana, czy ciesząca się uwielbieniem czytelników Nell nie żyje. Kiedy kapitan potwierdził tę smutną wiadomość, rozległ się ponury, zbiorowy jęk.
  • Podobno Edgar Allan Poe był jedynym czytelnikiem, który potrafił z wyprzedzeniem przewidzieć, jak rozwiną się skomplikowane wątki powieści Dickensa.
  • Szkolna edukacja pisarza trwała w sumie cztery lata i zakończyła się, gdy ukończył piętnaście lat.
  • Charles sprawiał wrażenie neurotyka. Miał zwyczaj ciągle przeczesywać włosy i przeglądać się w lusterku. Cierpiał na epilepsję. Kilku bohaterów jego książek też zmagało się z tą chorobą, na przykład przyrodni brat Oliwera Twista.
  • W gabinecie Dickensa znajdowały się sekretne drzwi, które wyglądały jak biblioteczka wypełniona tomami o dziwnych tytułach.
  • Pisarz blisko przyjaźnił się z Hansem Christianem Andersenem, który zadedykował mu jedną z książek. Co nie zmienia faktu, że kiedy Duńczyk lekko nadużył jego gościnności, został za to żartobliwie skarcony: na lustrze pojawiła się karteczka z wydrukowanym napisem: "Hans Andersen sypiał w tym pokoju przez pięć tygodni, które dla rodziny zdały się WIECZNOŚCIĄ".
  • Charles bardzo interesował się hipnozą i mesmeryzmem. Wykorzystywał niekonwencjonalne metody lecząc żonę-hipochondryczkę i dzieci.
  • W roku 1865 przeżył poważną katastrofę kolejową. Wagon, w którym się znajdował, jako jedyny z ośmiu nie wpadł do rzeki. Pisarz nie doznał poważnych obrażeń, ale wydarzenie zdruzgotało go psychicznie.
Miłośników soczystej prozy, barwnych postaci i wielowątkowych powieści zachęcam do sięgnięcia po książki Dickensa. Nie tylko w roku okrągłej rocznicy. Sama też zamierzam to uczynić.
Zastanawiam się, czy do końca doceniamy wpływ, jaki autor "Klubu Pickwicka" wywarł na rozwój powieści? Czy nie traktujemy go troszkę protekcjonalnie, uznając za sympatycznego nudziarza?
Mam nadzieję, że lektura jego kolejnej książki pozwoli mi znaleźć odpowiedź na te pytania, a w każdym razie się do niej zbliżyć. Cieszę się, że za kilka dni dotrze do mnie wysoko oceniana biografia pisarza zatytułowana po prostu "Charles Dickens: A Life", autorstwa Claire Tomalin, która dziś napisała do niego piękny list.
Charles Dickens.