1 czerwca 2011

Anne Stevenson Hobbs, "Beatrix Potter's Art"


Beatrix od gryzoni

Czasem zastanawiam się, czy gdybym jako mała dziewczynka nie przeczytała niektórych książek, byłabym dokładnie taką samą osobą? Czy marzycielki po lekturze "Ani z Zielonego Wzgórza" nie stają się przypadkiem jeszcze bardziej marzycielskie? Żałuję, że literackimi towarzyszami mojego dzieciństwa nie były zwierzątka Beatrix Potter. Cieszę się, że dziś wielu małych czytelników może sięgnąć po jej opowieści, w dodatku przetłumaczone przez samą Małgorzatę Musierowicz.

Książka Anne Stevenson Hobbs "Beatrix Potter's Art" uświadomiła mi, że artystka nie tworzyła wyłącznie ilustracji do wymyślonych przez siebie historii dla najmłodszych. Jest autorką wielu akwarelowych krajobrazów i licznych obrazków o tematyce przyrodniczej. "Nie potrafię odpoczywać, muszę rysować, nieważne jak słabe są efekty, a kiedy jest mi źle, to pragnienie jest jeszcze większe" wyznaje w swoich Dziennikach. Liczne prace, które znajdziemy w "Beatrix Potter's Art", dobitnie świadczą o sile tej pasji. Jej korzenie sięgają dzieciństwa. Podobnie jak siostry Brontë, autorka "Powiastek" zaczęła pisać historyjki i rysować w bardzo wczesnym wieku. Ona też pochłaniała mnóstwo książek.

 Mała Beatrix 

W "Beatrix Potter's Art" można podziwiać mniej znane prace autorki "Pani Mrugalskiej". Jest ich tu ponad dwieście! Niektóre z nich nigdy wcześniej nie zostały opublikowane. Cel artystki - zaskakiwać i sprawiać radość [1] - został osiągnięty. Jej obrazki naprawdę zachwycają. Anne Stevenson Hobbs podkreśla przywiązanie malarki do niektórych motywów, które powtarzają się wielokrotnie, przerysowywane i pieczołowicie poprawiane, tak jakby ich autorka tak naprawdę nigdy nie była zadowolona z ostatecznego rezultatu. 

Beatrix bardzo lubiła portretować zwierzęta. Była posiadaczką imponującej menażerii domowych ulubieńców, którzy stali się inspiracją dla jej bohaterów. Na obrazach Potter najczęściej pojawiają się króliki i myszy. Niejednokrotnie wraca też motyw snu i śmierci, charakterystyczne tematy sztuki epoki wiktoriańskiej.

 Beatrix z jednym ze swoich pupilków

Od dawna przepadam za jej obrazami. Lubię ich delikatność, piękny dobór świeżych i rześkich kolorów. Są dowodem na to, że śliczne i słodkie to nie zawsze znaczy kiczowate i mdłe.

Potter była osobą niezwykle skromną. Wydaje się, że tak naprawdę nigdy nie marzyła o sławie i popularności, a szum wokół jej osoby był niemiłym zaskoczeniem. Hobbs podkreśla jej poczucie humoru, jako przykład podając ilustrację z królikiem przy drzwiach, będącą zabawnym pastiszem obrazu "Love Locked Out" Anny Lei Merrit (1889). Obrazy Beatrix pełne są wdzięku i słodyczy, ale nierzadka jest w nich też nutka melancholii.

Z przyjemnością jakiś czas temu obejrzałam "Miss Potter", film na motywach biografii autorki "Kaczki Tekli Kałużyńskiej". Za około dwa tygodnie powinien dotrzeć do mnie jej dziennik ("Journal"), którego już nie mogę się doczekać. Tutaj  i tutaj mała próbka atrakcji, jakie wkrótce przede mną. :)

Miss Potter, przykro mi, że nie spotkałyśmy się w pani książkach, kiedy byłam małą dziewczynką. Przypuszczam, że bardzo bym je lubiła. 
______________
[1] Anne Stevenson Hobbs, "Beatrix Potter's Art",  Frederick Warne & Co, 1989, s. 7.

Moja ocena: 5


Kilka reprodukcji z "Beatrix Potter's Art"
Timmy Willie and Strawberry  (1918)
Old Mister Prickly Pin  (ok. 1902)
Posy of Wild Flowers

219 komentarzy:

  1. No to ciekaw jestem, co wyrośnie z mojej Starszej, bo ma przerobione już nieco bajeczek czytanych i absolutnie rozkoszny film na ich podstawie. A właściwie serię filmów:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ilustracje fajowe, a jeżyk wymiata:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie i ja zaczynam żałować, że jako dziecku nie dane mi było zaczytywać się w jej utworach. Rozumiem Twój zachwyt jej malarstwem i opowiadaniami – jakiś czas temu wraz z córeczką miałam okazję oglądać bajki na podstawie opowiadań tej pisarki. Wywołały we mnie dużo pozytywnych emocji. Najbardziej urzekła mnie powiastka o chorym krawcu i uzdolnionych manualnie, empatycznych myszkach, które uszyły kunsztownie wykonaną garderobę w czasie, kiedy krawiec zapadł na ciężką chorobę i nie był w stanie wywiązać się z ważnego zlecenia. Wzruszająca i mądra historia.

    OdpowiedzUsuń
  4. tez w jakims sensie czuje sie okradziona z radosci obcowania z grafika pani potter. troche zastepowal mi ja jan marcin szancer, bo on tak troche pod potter rysowal. w dziecinstwie b wazna j szata graficzna - niedawno przeczytalam pzreciekawy wywiad z bohdanem butenka. on tez ksztaltowal moja wyobraznie plastyczna

    o potter, wstyd sie przyznac, dowiedzialam sie wlasnie z filmu z renée zellweger. byla tam b dobra - jakos wole ja na kwasno niz na slodko

    OdpowiedzUsuń
  5. ~ Pisanyinaczej
    To prawda. A Beatrix była na nią stanowczo zbyt delikatna i wrażliwa.

    ~ zacofany.w.lekturze
    Bardzo jestem ciekawa tej adaptacji filmowej. Skoro jest udana, to znaczy, że autorom udało się oddać urok ilustracji Potter.
    Poważnych badań na temat wpływu literatury na dalsze życie chyba nie ma, bo po pierwsze musiałyby trwać minimum ponad dwadzieścia lat, a po drugie jak można zmierzyć wrażliwość czy uczuciowość? Co jest jednostką marzycielskości?
    A o Waszą Starszą jestem spokojna. :) Zagorzali mali czytelnicy często wyrastają na wspaniałych ludzi, czego dowodem jest sama Beatrix Potter. :)

    ~..dr Kohoutek
    Te opowiastki są chyba takie jak ich autorka: dowcipne, urocze i ciepłe.

    OdpowiedzUsuń
  6. ~Jolanta
    Wzruszające i mądre - takie chyba są książki Potter. Ja też bardzo żałuję, że nie poznałam ich w dzieciństwie, ale nic straconego. :) Wydaje mi się, że czytelnik w każdym wieku znajdzie w nich coś dla siebie. Cieszę się, że opowieść o krawcu i myszkach Was urzekła. Mnie też na pewno przypadnie do gustu. Empatia myszek mnie nie dziwi - one na ilustracjach Beatrix mają ją wypisaną w oczkach. :)
    Cieszę się ogromnie, że Ty też cenisz tę pisarkę.

    ~ blog sygrydy dumnej
    Powinniśmy założyć klub pozbawionych książeczek Potter w dzieciństwie. :)
    Wydaje mi się, że zainteresowanie jej twórczością wybuchło u nas dosłownie kilka lat temu, a na pewno przyczynił się do tego film. Jest niezły i wzruszył mnie do łez. Za Renée nie przepadam w żadnym wariancie smakowym, ale tu akurat była całkiem znośna. :)
    Pamiętam, że ilustracje są dla Ciebie ważne, była nawet na ten temat ankieta. Szancer jest niesamowity! Butenko natomiast nie do końca mnie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Lirael: mała czytelniczka od września wpada w tryby szkoły podstawowej, niestety:(
    A adaptacja rozkoszna, tu cz. 1 opowieści o krawcu z Gloucester: http://www.youtube.com/watch?v=yS5keaEgJ44&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  8. ~ zacofany.w.lekturze
    Biedna Mała Czytelniczka, koniec beztroskiego dzieciństwa. :( Mam nadzieję, że pierwsze spotkanie ze szkołą będzie przyjemne.
    Opowieść przepiękna. Początku z myszką naturalistyczną radzę nie pokazywać Leninkowi! :) A kolędnicy prawie jak w "Gremlinach". No i te wiktoriańskie stroje i wnętrza...
    Cudne jest przejście filmu fabularnego w animację!

    OdpowiedzUsuń
  9. @Lirael: też mam nadzieję, że będzie miłe, dziś jakieś zebranie organizacyjne, wrrr:(
    Odcinków jest więcej, poszukaj w wolnej chwili:D

    OdpowiedzUsuń
  10. ~ zacofany.w.lekturze
    Już dziś zebranie? To dobrze świadczy o tej szkole.
    Mam nadzieję, że nie powita Was na progu jakaś rozszczebiotana Miss B. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. @Lirael: zwabili do szkoły gromadkę sześciolatków, to teraz muszą uspokajać i tulić zaniepokojonych rodziców:P I wypluj tę Miss B., nie wiadomo kto będzie wychowawczynią i krążą niepokojące plotki:(

    OdpowiedzUsuń
  12. ~ zacofany.w.lekturze
    Miss B. wypluwam wraz z prawą górną jedynką! :)
    Dziś wszystko się okaże, bo przypuszczam, że ta pani Wam się przedstawi, a przynajmniej poznacie jej nazwisko. Trzymam kciuki, żeby okazała się przyjazna i kompetentna.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Lirael: znając lokalne stosunki, przypuszczam, że powita nas pani dyrektor, a nauczycielka będzie przyjmowana w pośpiechu pod koniec sierpnia, tfu tfu. W kompetencje i przyjazność średnio wierzę, obym się mylił.

    OdpowiedzUsuń
  14. ~ zacofany.w.lekturze
    To niemożliwe, nauczycielki na pewno szturmują drzwiami i oknami, podrzucając sprytnie swoje CV. Jest spora nadwyżka i p. dyrektor jest na pewno nieustannie molestowana przez zdesperowane kandydatki.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Lirael: z pewnością, ale istnieje obawa, że zwyciężą względy pozamerytoryczne:( No dobra, zmieniam się w obdarzonego nadmiarem wyobraźni ojca w tymi ST Garpa:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też żałuję, że nie czytałam Powiastek Beatrix w dzieciństwie. Myślę, że jej rysunki i akwarele są absolutnie urocze i poprawiające humor

    OdpowiedzUsuń
  17. ~ zacofany.w.lekturze
    Będę wdzięczna za ogólne wrażenia po powrocie z zebrania i mam nadzieję, że będą wyłącznie entuzjastyczne. :)

    ~ bsmietanka
    Ciekawa jestem, czy w Polsce wydano jakiś zbiór jej prac plastycznych, bez opowiastek. Chyba nie, a szkoda, bo tak jak napisałaś, są nie tylko śliczne, ale też wprawiają w miły nastrój.
    Może osoby, które w dzieciństwie czytają jej książeczki, mają jako dorośli wyższy poziom endorfiny? :D

    OdpowiedzUsuń
  18. @Lirael: na zebranie oddelegowała się małżonka:P Ogólnie wróciły wszystkie szkolne traumy, ale ponoć pani wychowawczyni zrobiła pozytywne wrażenie, w przeciwieństwie do takiej pani derektur:P Teraz tylko kupić krepinę w czterech kolorach, nożyczki z okrągłym ostrzem i komplet podręczników i możemy zaczynać edukację:)

    OdpowiedzUsuń
  19. tez bardzo zaluje ze rozkoszne kroliczki i gaski Pani Potter spotkalam dopierow dorosłym zyciu na regalikach brytyjskich pokoi dzieciecych

    OdpowiedzUsuń
  20. ~ zacofany.w.lekturze
    Ufff, to dobrze, że było znośnie. Na kompletowanie szkolnej wyprawki macie jeszcze trochę czasu, niech się Starsza napawa ostatnimi chwilami wolności! To ostatnie takie beztroskie lato. :)
    Inglisz przewidziany w programie???

    ~ peek-a-boo
    Naprawdę rozważam założenie stowarzyszenia pokrzywdzonych przez nieobecność BP w dzieciństwie. :) Widzę, że to spora grupa.
    Zwierzątka z jej ilustracji aż się proszą, żeby wskoczyć na zasłonki, kocyki, obrazki, poduszki, etc i umilać życie małych czytelników nie tylko w książkach. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. @Lirael: pani derektur jest obdarzona takim darem wymowy, że nie wiadomo, czy inglisz w programie, czy dodatkowo. Ale Starsza jest zaawansowana w nauce języka, więc to niezbyt istotne:P
    A tu podusia z króliczkami, inne gadżety też są; http://www.designerwalltapestries.com/Beatrix_Potter_Pillow_p/151.htm

    OdpowiedzUsuń
  22. ~ zacofany.w.lekturze
    :P :P :P
    Jak się wodzi kursorem po obrazku, powiększa się tak, że widać detale!
    Spojrzenie myszki-mamy jest urocze: http://www.designerwalltapestries.com/Beatrix_Potter_Pillow_p/152.htm
    Radzę zablokować tę stronę, bo jeśli Starsza zobaczy te podusie, zakupy gwarantowane, a ceny nie wydały mi się szczególnie przyjazne. :)
    Oszczędność w słowach pani derektur docenicie na zebraniach i szkolnych uroczystościach. To raczej powód do radości. :) Najważniejsze, że wychowawczyni zrobiła dobre wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Lirael: pani derektur cechuje się raczej bełkotliwym pustosłowiem, stąd problem z wyłuskaniem konkretów z jej wypowiedzi:P

    OdpowiedzUsuń
  24. ~ zacofany.w.lekturze
    To też ma dobre strony - można się kompletnie wyłączyć, bo i tak wiadomo, że żadnych ważnych wiadomości nie przekaże. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. @Lirael: wyłącza się człowiek automatycznie, a potem nie wie, co z angielskim:P

    OdpowiedzUsuń
  26. ~ zacofany.w.lekturze
    Pani derektur na pewno wychodzi z założenia, że wszystko w swoim czasie. Jak przyjdzie pora, na pewno się dowiecie. Na przykład znajdując w skrzynce rachunek za zajęcia prowadzone przez nejtiw spikera w okazyjnej cenie. :]

    OdpowiedzUsuń
  27. @Lirael: prędzej będzie to niechlujne ogłoszenie na drzwiach sekretariatu:)

    OdpowiedzUsuń
  28. ~ zacofany.w.lekturze
    Ogłoszenie rozwścieczeni rodzice oplują, pokryją złośliwymi dopiskami i podrą. Rachunek w skrzynce jest bezpieczniejszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. @Lirael: ale czy szkołę stać na luksus indywidualnych powiadomień?:P

    OdpowiedzUsuń
  30. ~ zacofany.w.lekturze
    Zmotywowany intratną posadką nejtiw zasponsoruje. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. @Lirael: ten natiw to z Birmy musiałby być czy innego Burkina Faso, żeby się na tę posadę połaczczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  32. ~ zacofany.w.lekturze
    Nieważne skąd, ważne, że nejtiw. :D

    OdpowiedzUsuń
  33. @Lirael: faktycznie:) Dziecko mówiące pidgin inglisz z akcentem z Burkina Faso:)

    OdpowiedzUsuń
  34. ~ zacofany.w.lekturze
    W ubiegłym tygodniu Nigeria, w tym tygodniu Burkina Faso. Zemsta nindżów nie będzie słodka. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. @Lirael: skoro nigeryjscy nam nie podskoczyli, to burkinofascy się ww ogóle nie liczą:) Sprawdziłem tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Burkina_Faso i BF w ogóle się nie liczy jako kraj nindżów:P To w ogóle jakaś nieszczęsna kraina jest:(

    OdpowiedzUsuń
  36. ~ zacofany.w.lekturze
    Właśnie wyczytałam, że tam językiem urzędowym jest francuski, więc ten nejtiw odpada. :) W każdym razie raczej nie tam go Pani derektur zwerbuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  37. @Lirael: pani derektur weźmie każdego, kto jej będzie wyglądał na cudzoziemca:) Potem będzie się w kuratorium chwalić egzotycznym nauczycielem z BF:)

    OdpowiedzUsuń
  38. ~ zacofany.w.lekturze
    Jeszcze otrzyma nagrodę od kuratora za szerzenie ideałów multi-kulti. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. @Lirael: oraz wdrażanie przyjaźni polsko-burkinofaskiej:)

    OdpowiedzUsuń
  40. ~ zacofany.w.lekturze
    Nie mów, że też istnieje towarzystwo przyjaźni?!

    OdpowiedzUsuń
  41. @Lirael: no niestety, nie istnieje:( Ale nic straconego, możemy je założyć:D

    OdpowiedzUsuń
  42. ~ zacofany.w.lekturze
    Dobrze. Trzeba będzie wybrać piękną nazwę dla towarzystwa. Pomysł na stronę internetową skopiujemy z nigeryjskiej. Hymn obowiązkowo. Nejtiwa będzie się zapraszać na pogadanki o Burkina Faso, pokazy slajdów i przyrządzanie potraw regionalnych. Starsza ma gwarantowaną szóstkę na koniec roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  43. @Lirael: Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Burkinofaskiej:D I koniecznie pokazy tańców ludowych w strojach regionalnych:P Nie wiem, jak tam w BF z kinematografią, ale może jakiś seans od czasu do czasu:P

    OdpowiedzUsuń
  44. ~ zacofany.w.lekturze
    Pomysł jest świetny! Okazuje się, że
    "The cinema of Burkina Faso is one of the more significant in Africa"
    http://en.wikipedia.org/wiki/Cinema_of_Burkina_Faso

    OdpowiedzUsuń
  45. @Lirael: w końcu dostaniemy po orderze za promowanie afrykańskiej kinematografii:) Swoją drogą, to chyba sprawa klimatu, że tam jedna potęga filmowa na drugiej:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Kiedy TPPB nabierze wiatru w żagle, proponuję zorganizowanie wycieczki na Panafrican Film and Television Festival w miejscowości o łatwo wpadającej w ucho nazwie Ouagadougou, który odbywa się co dwa lata. Tam przypuszczalnie znajdziemy odpowiedź na nurtujące nas pytania i odbierzemy ordery, o których wspominasz. :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Mam w drodze do pracy szpital zakaźny, wyskoczę jutro z tramwaju i spytam, na co się szczepić przed wyjazdem do Łagadugu. I muszę garnitur tropikalny obstalować z hełmem korkowym:D

    OdpowiedzUsuń
  48. :D :D :D
    Te szczepienia chyba trzeba ze sporym wyprzedzeniem, więc słuszna decyzja! Łagadugu brzmi zdecydowanie bardziej przyjaźnie dla ucha niż ta przeplatanka samogłosek. :)
    A ja zaczynam kompletować stroje a la Meryl Streep w "Pożegnaniu z Afryką". :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Mam Cię od razu tytułować baronową, czy dopiero po stanięciu na afrykańskiej ziemi?:P

    OdpowiedzUsuń
  50. Proszę, baronowa dopiero wtedy, gdy padnie hasło rozpoznawcze: wypowiedziane przeze mnie rozmarzonym i podszytym nostalgią głosem zdanie: "Miałam farmę w Afryce..." :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Odzew: "Zuzanna lubi je tylko jesienią":P

    OdpowiedzUsuń
  52. Odzew na odzew: "Przesyła Ci świeżą (mimo upału) partię." :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Zapewne będą głęboko mrożone i w lodówce turystycznej:)

    OdpowiedzUsuń
  54. Marrons glacés! :P
    Być może taki zestawik: http://www.bbcgoodfood.com/recipes/170606/chestnut-ice-cream

    OdpowiedzUsuń
  55. No bardzo proszę bez takich:P Siedzę w robocie o suchej bułeczce z siemieniem lnianym:(

    OdpowiedzUsuń
  56. Obiecuję, to już ostatni raz! Zerknij choć na chwilkę:
    http://www.ztastylife.com/2010/12/marrons-glaces%E2%80%8F-monte-bianco-mont-blanc-dessert.html
    :P
    Tam jest nawet anatomia kasztana. :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Pięknie proszę o wybaczenie, ale to było silniejsze ode mnie. Zresztą rachunki krzywd zostały już wyrównane: dżdżownicą za kołnierzem & niejednym nietoperzem. :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Dlatego już nie będziemy eskalować rachunków krzywd:)

    OdpowiedzUsuń
  59. Z całego serca dziękuję Ci za szlachetny gest.
    Skoro jabłko było przyczyną wojny trojańskiej, Bóg wie do jakiej wojny mogłyby doprowadzić marrons glacés. :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Proszę w przyszłości unikać epatowania deserami i będzie spokój:D

    OdpowiedzUsuń
  61. Jeśli już, to tylko takimi:
    http://www.countryliving.com/cooking/recipes/halloween-cake-recipes-1008
    Niezły jest też wariant z myszami. :)
    Do rozważenia jest też taka opcja:
    http://www.strangecosmos.com/content/item/154176.html
    :D

    OdpowiedzUsuń
  62. Moja lista rzeczy do zrobienia w najbliższym czasie i tak jest długa, nie każ mi tam dopisywać jeszcze dręczenia Cię metodami wyrafinowanymi. Cholernie nie chce mi się dżdżownic ukopywać i nietoperków po puszczy szukać:D

    OdpowiedzUsuń
  63. Ale to są przykłady odstręczające, nie inspirujące. :)
    Zasługuję na pochwałę za motywowanie do pracy poprzez tłumienie pokus kulinarnych w zarodku za pomocą obrazów odrażających. :D Nie na okłady z dżdżownic i nietoperzy! :D

    OdpowiedzUsuń
  64. Te deserki wcale apetyczne, więc nie odstręczające:) No ale ja łasuch jestem:P I niech będzie: udzielam pochwały z wpisaniem do komcia:)

    OdpowiedzUsuń
  65. Za komciową pochwałę niniejszym dziękuję. :) Czuję się jak tow. Antonina, która została w pełni dowartościowana uroczą dedykacją. :)

    OdpowiedzUsuń
  66. Muszę chyba też o jakimś tomie klasyków pomyśleć:) Z dedykacją:P

    OdpowiedzUsuń
  67. Jeśli chodzi o dedykacje, to masz niedościgły wzór w postaci wpisu dla tow. Antoniny. Na pewno upstrzony jest stosownymi pieczęciami i licznymi podpisami. :)

    OdpowiedzUsuń
  68. Rzecz oczywista, pieczęcie i podpisy całej komisji:) W kwestii dedykacji będę czerpał pełnymi garściami:D

    OdpowiedzUsuń
  69. A jakim kolorem jest pisana, ta dla tow. Antoniny??? Nie musi być bardzo precyzyjne określenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Jest to, zdaje się, mocno wyblakła czerń, ale po powrocie do domu skonfrontuję się z oryginałem:)

    OdpowiedzUsuń
  71. Stawiałam na jasnoniebieski wyblakły atrament ostro kontrastujący z wyzywającą czerwienią pieczątek. :)

    OdpowiedzUsuń
  72. Aż zajrzę, ale pieczątki chyba zostały ucięte przy oprawie.

    OdpowiedzUsuń
  73. Z góry dziękuję za kolorystyczną diagnozę. Będę mogła sobie lepiej zwizualizować dedykację dla zasłużonej tow. Tośki. :)

    OdpowiedzUsuń
  74. Dodaj jeszcze przedwojenną kaligrafię:)

    OdpowiedzUsuń
  75. Dodałam i moja ciekawość sięga zenitu. :) Swoją drogą ciekawe, jak potoczyły się losy tow. Antoniny w dobie reform. :)

    OdpowiedzUsuń
  76. Tow. Antonina jest pewnie teraz krzepką emerytką o końskim zdrowiu wysiadującą w poczekalniach przychodni lekarskich:) Niestety Orzeszkową sprzedała w antykwariacie, więc pewnie czytuje Fakt:P

    OdpowiedzUsuń
  77. Na pewno do chwili obecnej nie może odżałować pochopnej decyzji o rozstaniu z cenną nagrodą. :)
    A może to wnuk potajemnie wyniósł i spieniężył.

    OdpowiedzUsuń
  78. Bardzo się wnusio na tym nie wzbogacił:P A babci pewnie przykro było...

    OdpowiedzUsuń
  79. Nie wiadomo, czy zauważyła brak cennego woluminu. Wątpię, czy kiedykolwiek znalazła czas na to, żeby go przeczytać, skoro uczęszczała na liczne kursy. :)

    OdpowiedzUsuń
  80. To były trzy woluminy:) Może się zdziwiła, jak jej się nagle szafa zaczęła przewracać:P

    OdpowiedzUsuń
  81. :D :D :D
    Coś Ty, ona na pewno dysponowała obszernym księgozbiorem: same materiały kursowe i dzieła marksistów-leninistów to wiele półek! :)

    OdpowiedzUsuń
  82. A może była po prostu biedną ofiarą wytypowaną przymusowo na ochotnika do udziału w kursokonferencji?

    OdpowiedzUsuń
  83. Ciekawe, czy wszyscy dostali talkie podarunki, czy tylko kursanci-prymusi. :)

    OdpowiedzUsuń
  84. W każdym razie tow. Antonina na pewno była prymuską:P

    OdpowiedzUsuń
  85. Czy zdajesz sobie sprawę, że ona przez nasze obgadywanie ma od kilku dni chroniczną czkawkę? :D
    Najpierw ten wnuk żywcem wyjęty z "Ballady o Januszku", teraz my. :)

    OdpowiedzUsuń
  86. Myślę, że ona, wykształcona dialektycznie i marksistowsko, nie dała, by wnuk wszedł jej na głowę:)

    OdpowiedzUsuń
  87. Może od dzieciństwa robiła mu zbiórki i apele poranne, na których musiał śpiewać ideologicznie zabarwione pieśni przebrany za pioniera? :)

    OdpowiedzUsuń
  88. Do tego kleik, lewatywa, owijanie w mokre prześcieradła i elektrowstrząsy:)

    OdpowiedzUsuń
  89. Dziś imieniny tow. Antoniny więc na pewno zjazd rodzinny z ucztą, bez kleiku. :)

    OdpowiedzUsuń
  90. Pewnie po paru toastach poleciała "Międzynarodówka":)

    OdpowiedzUsuń
  91. ...i było snucie wspomnień młodzieńczych, suto zakrapiane okowitą. :)

    OdpowiedzUsuń
  92. A może wręcz przeciwnie. Może jedną z szafek w przedpokoju wypełnia kolekcja moherowych beretów w kolorach tęczy. :)

    OdpowiedzUsuń
  93. Wzdychanie za minionym nie przeszkadza w szukaniu nowych dróg dla realizacji silnie zakorzenionych potrzeb duchowych. Nie mogąc uczestniczyć w pochodzie, zawsze można się przejść w procesji:)

    OdpowiedzUsuń
  94. To prawda. :) Można też kolory beretów dobierać do aktualnie panujących trendów. Raz czerwony, raz biało-żółty. :)

    OdpowiedzUsuń
  95. Raczej neutralne odcienie brudnego różu i zgaszonego fioletu:)

    OdpowiedzUsuń
  96. Może też istnieje wariant pąsowy, wkładany z pietyzmem wyłącznie 1 maja. :)

    OdpowiedzUsuń
  97. I czerwony z pomponem oraz wacianą brodą na Boże Narodzenie:)

    OdpowiedzUsuń
  98. ~ zacofany.w.lekturze
    Cudo! :) Przywdziewany specjalnie dla wnuka. Szkoda, że mimo to okazał się szubrawcem. :(
    Może też posiada berecik zjadliwie zielony na manifestacje ekologiczne. :)

    OdpowiedzUsuń
  99. Tow. Antonina jako osoba wychowana w kulcie przemysłu ciężkiego ma w głębokiej pogardzie ekologów i nosi futerko z królików oraz skórzane obuwie. Na niedziele ma srebrnego lisa:)

    OdpowiedzUsuń
  100. Niestety, przypuszczam, że masz rację. Lekko nadwerężone królicze futerko rozsiewa dyskretną woń naftaliny. Tow. Antonina na pewno sama uśmierca wigilijnego karpia. Ekologia to niuejdżowa szarlataneria! :D

    OdpowiedzUsuń
  101. Pewnie też nie gasi światła wychodząc z łazienki i myje zęby przy rozkręconym kranie:D

    OdpowiedzUsuń
  102. ~ zacofany.w.lekturze
    Biorąc pod uwagę skromną emeryturę, wodę i prąd może skrupulatnie oszczędzać. Nie zdziwiłabym się natomiast, gdyby truła piwniczne koty. :(

    OdpowiedzUsuń
  103. Przyszło mi to do głowy, ale nie śmiałem artykułować takiej możliwości:( Zdecydowanie tow. Antonina straciła w moich oczach:P

    OdpowiedzUsuń
  104. Słyszałam o takich rozjuszonych przeciwniczkach kociego rodu, które perfidnie posuwają się do rozwiązań ostatecznych. :( Miejmy nadzieję, że tow. Antonina się do nich jednak nie zalicza.

    OdpowiedzUsuń
  105. Też słyszałem, nawet kot teściowej był ratowany po spożyciu jednego z takich rozwiązań:(

    OdpowiedzUsuń
  106. Biedactwo. :( Mam nadzieję, że szybko doszedł do siebie. Nasza jamniczka też kiedyś coś schrupała na spacerze i skończyło się to weterynaryjnym szpitalikiem.

    OdpowiedzUsuń
  107. Wyszedł:) Ale teściowa przestała być miła dla lokalnej Lukrecji Borgii:)

    OdpowiedzUsuń
  108. Konieczność spotkań twarzą w twarz z trucicielką musi być ponura. :( Sąsiadka od licznego stada kotów & 1/2 psa twierdzi, że na naszym osiedlu też mieszka i grasuje jakiś koci eksterminator. :(

    OdpowiedzUsuń
  109. Trucicielka, zdaje się, zeszła już była z tego padołu, mam nadzieję, że spotka gdzieś tam swoje ofiary i będą jej patrzeć wymownie w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  110. A ja mam nadzieję, że dopadnie ją jakaś szczególnie bojowo nastawiona Catwoman. :/
    Mimo upływającego czasu i wymiany pokoleń proceder kwitnie, czego dowodem jest nasze osiedle. :(

    OdpowiedzUsuń
  111. Wyrazem poziomu cywilizacji jest stosunek do zwierząt i my dalej tkwimy w epoce kamienia:)

    OdpowiedzUsuń
  112. ... z tą różnicą, że w epoce kamienia ludzie szanowali zwierzęta, bo bez nich by nie przeżyli.

    OdpowiedzUsuń
  113. My sobie natomiast wyhodujemy galaretkę z alg, różową:( I komputerowego kotka:P

    OdpowiedzUsuń
  114. Nie wiem czy kotek-asystent jest w nowej wersji Worda, ale w starej był i go lubiłam, choć hodować nie musiałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  115. Nie wiem, czy jest, włączam taki pseudoudogodnienia natychmiast:)

    OdpowiedzUsuń
  116. To był taki kotek/piesek/spinacz z twarzą, w prawym dolnym rogu i nazywał się chyba asystent MS Office, czy coś w tym rodzaju. Po kliknięciu na to uzyskiwało się dostęp do Pomocy. Teraz już chyba nie ma, ale nie tęsknię, bo to było denerwujące. Od czasu do czasu się kręciło i rozpraszało. :)

    OdpowiedzUsuń
  117. Ja wiem, co to było:) Nie dość, że nie pomagało, to irytowało i dlatego wyłączałem od razu:D

    OdpowiedzUsuń
  118. Ja też wyłączałam, ale świadomość, że jakby co mogę włączyć, była miła. :) W Wordzie 2007, a taki mamy, chyba tych asystentów nie ma wcale. Stwierdzili, że program jest tak wspaniały, że żadni asystenci nie są potrzebni. :D

    OdpowiedzUsuń
  119. W pracy mam jakiś nowszy, też chyba tego dziadostwa nie ma, na szczęście:)

    OdpowiedzUsuń
  120. Widocznie na wniosek użytkowników usunęli. Ludzie zamiast pracować godzinami wpatrywali się w animowane kotki, pieski i spinacze z wyłupiastymi oczkami. :)

    OdpowiedzUsuń
  121. Tia, nawet wiem, gdzie tacy ludzie pracowali:) W księgowości w mojej firmie:)

    OdpowiedzUsuń
  122. Może oczka wyłupiaste też im się zrobiły od tego wpatrywania w spinacz. :)

    OdpowiedzUsuń
  123. Oczka to mają wypukłe od stawiania pasjansa:P

    OdpowiedzUsuń
  124. To może raczej w oczko grają. :)
    A dzięki pasjansowi to zgodnie z powołaniem księgowych przebywają w świecie liczb, które muszą bacznie obserwować na przesuwanych kartach. :) To takie specjalne szkolenie koncentracji uwagi dla działu finansowego. :)

    OdpowiedzUsuń
  125. Całkiem możliwe i dobrze im idzie, wyszkolone są że hej:)

    OdpowiedzUsuń
  126. Dobrze, że nie grają w pokera na pieniądze z poborów pracowników. :)

    OdpowiedzUsuń
  127. Kto je tam wie:) Nagrody coraz niższe wypłacają:P

    OdpowiedzUsuń
  128. Dobrze, że w ogóle Wam wypłacają. Mogłyby sobie za nie kupować jakieś specjalne programy komputerowe do pasjansa, pokera, brydża i innych gier karcianych. :)

    OdpowiedzUsuń
  129. To musiałyby mieć sitwę z informatykami, żeby im to wszystko instalowali:P Hmm, czyżbym wiedział, dla kogo idą środki na nagrody?

    OdpowiedzUsuń
  130. Informatycy i panie z księgowości urządzają sobie za nie spotkania integracyjne, połączone z komputerowym wróżeniem z kart. :)

    OdpowiedzUsuń
  131. Zważywszy, jak ciężko znaleźć informatyka, kiedy jest potrzebny, to mogą być nie spotkania, ale całe kursokonferencje integracyjne:P

    OdpowiedzUsuń
  132. ~ zacofany.w.lekturze
    Wy się cieszcie, że panie z księgowości jeszcze Wam pobory wypłacają! :) Idą wakacje, może zechcą tę kursokonferencję z informatykami zorganizować w jakimś spa w ramach profilaktyki prozdrowotnej. :)

    OdpowiedzUsuń
  133. I wtedy pensji nie będzie?? Zgroza:)

    OdpowiedzUsuń
  134. Może trochę Wam przeleją na otarcie łez. :)

    OdpowiedzUsuń
  135. Dziś się dowiedziałem, że dyrektor finansowa złożyła wypowiedzenie. Ciekawe, czy bała się, że machlojki z informatykami wyjdą na jaw?

    OdpowiedzUsuń
  136. Mam nadzieję, że to nie przez moje hipotezy ta przykra afera została ujawniona. :)

    OdpowiedzUsuń
  137. Audyt szaleje od jakiegoś czasu, może nie tylko o informatyków chodziło:P

    OdpowiedzUsuń
  138. Ta wystawna kursokonferencja z księgowymi to był taniec na wulkanie. Informatycy wiedzieli, że im się grunt pod stopami pali. :)

    OdpowiedzUsuń
  139. No to jeszcze czekam na falę zwolnień wśród informatyków:P

    OdpowiedzUsuń
  140. O ich losy raczej bym się nie martwiła. Gorzej z księgowymi w wieku przedemerytalnym. :)

    OdpowiedzUsuń
  141. księgowa zawsze pracę znajdzie i na pewno ma coś ulokowane na korzystny procent:)

    OdpowiedzUsuń
  142. Haniebny proceder na pewno trwa już od jakiegoś czasu, więc lokaty procentują. Z pewnością są zdeponowane w szwajcarskim banku. :)

    OdpowiedzUsuń
  143. Na Kajmanach:) Szwajcarzy już ponoć zaczęli udostępniać władzom informacje o tajnych kontach:P

    OdpowiedzUsuń
  144. No to już wiadomo, gdzie sobie organizowali te kursokonferencje:
    http://www.national-geographic.pl/foto/fotografia/morze-pelne-turystow/
    Wygląda nieźle. :)

    OdpowiedzUsuń
  145. Niestety, w tych wystających z wody łebkach trudno rozpoznać nasze księgowe i informatyków:P

    OdpowiedzUsuń
  146. Fakt, tym bardziej, że niektórzy dla niepoznaki założyli maski do nurkowania. :)

    OdpowiedzUsuń
  147. Tych w maskach aresztować od razu, rozstrzelać, a potem dopiero przesłuchiwać:P

    OdpowiedzUsuń
  148. W czasie przesłuchań księgowe będą zrzucać winę na informatyków i odwrotnie. Ale sędzia AMW świetnie sobie z nimi poradzi. :) Tyle, że ona chyba nie specjalizuje się w przestępstwach gospodarczych. :)
    P.S.
    Widzę, że powstał nowy blog poświęcony tylko Płaszczowi. :)

    OdpowiedzUsuń
  149. Gdzie go widzisz, tego bloga? Miał być tajemnicą do jutra:P
    Sędzia AMW powoła sobie ekspertów i rzeczoznawców, po czym jak zwykle wyda sprawiedliwy wyrok:)

    OdpowiedzUsuń
  150. To przepraszam, że spaliłam niespodziankę, ale wczoraj zauważyłam. :) Już nie pisnę ani słówka. Będę niecierpliwie wypatrywać oficjalnego otwarcia i odnośnego komunikatu. :)
    Co do AMW to nie możemy wykluczyć wersji, że ją też zaproszą na Kajmany. Jak tylko zobaczy kolor tamtejszego morza, natychmiast im wybaczy wszystko i ułaskawienie mają jak w kajmańskim banku.

    OdpowiedzUsuń
  151. Wytrzymaj do jutra:)
    AMW wygląda na odporną na kajmańskie morza, przywali im wiele lat odsiadki w celach z widokiem na spacerniak:D

    OdpowiedzUsuń
  152. Dobrze, że to już jutro. :) Nie znam szczegółów, ale na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że decyzja jest słuszna.
    Może na morze AMW jest odporna, ale któż oprze się uśmiechowi kajmańskiego kajmana:
    http://www.photoextract.com/cs/foto/12659.html
    :D
    AMW na pewno planuje hodowlę w celu wyrobu luksusowych produktów z ich skóry. :)

    OdpowiedzUsuń
  153. AMW mogłaby się od niego uczyć uśmiechu, wszyscy winni by drżeli na ten widok i przyznawali się od razu do wszystkiego:D

    OdpowiedzUsuń
  154. To prawda, ten uśmiech natychmiast rozbroiłby nawet najbardziej zatwardziałego przestępcę. :D
    Zdecydowanie wzrosłaby oglądalność serialu. :)

    OdpowiedzUsuń
  155. Przy okazji AMW mogłaby dorabiać w reklamach pasty do zębów:D

    OdpowiedzUsuń
  156. ...oraz reklamach gabinetów dentystycznych i ortodontycznych. :)
    Wielką karierę międzynarodową robiłyby również jej torebki, portfele, paski i buty ze skóry kajmanów.

    OdpowiedzUsuń
  157. Ciekawe, czy w projektach galanterii skórzanej wykorzystywałaby motywy sądowniczo-więzienne:P

    OdpowiedzUsuń
  158. Te awangardowe pomysły wzbudziłyby sensację. Na pewno łańcuchy byłyby motywem przewodnim, tudzież gustowne paski i kratki. :)

    OdpowiedzUsuń
  159. Myślałem raczej o motywie Sprawiedliwości z opaską na oczach:)

    OdpowiedzUsuń
  160. Nigdy nie miałam okazji dotknąć kajmana i szczerze mówiąc niezbyt nad tym ubolewam, ale zastanawiam się, czy jego skóra nie jest zbyt cienka na żłobienie takich skomplikowanych kompozycji jak Sprawiedliwość z opaską. :) Wagę też w sumie powinno się dodać, żeby nie było cienia wątpliwości, że chodzi o sprawiedliwą do bólu AMW. :)

    OdpowiedzUsuń
  161. Można tłoczyć z mosiądzu i wpinać w te skóry:) Ozdobnik taki:)

    OdpowiedzUsuń
  162. Kolekcja zapowiada się awangardowo! Kajmanowe torby z nietuzinkowymi mosiężnymi płaskorzeźbami wzbudzą aplauz! :D
    To nic, że będą ważyły kilkanaście kilogramów. :)

    OdpowiedzUsuń
  163. Nie mówiłem bynajmniej o dołączaniu mosiężnego posążka do każdej pary butów. Cienka blaszka w kształcie Temidy na trzy zaczepiki podłączona do torebki:)

    OdpowiedzUsuń
  164. To byłoby też fantastyczne narzędzie samoobrony! Gdyby jakiś opryszek zaatakował staruszkę, jednym ciosem torebki powaliłaby napastnika na ziemię! :) Temida zatriumfowałaby nie tylko na blaszce. :)

    OdpowiedzUsuń
  165. Staruszki radzą sobie i bez torebek Louis Vuitton, znaczy AMW:)

    OdpowiedzUsuń
  166. Mimo wszystko odrobina mosiądzu w celach obronnych nie zaszkodzi. :)
    Litery AMW łączą się w piękny monogram. Znak firmowy na torebkach niewątpliwie podniesie ich walory estetyczne.:)

    OdpowiedzUsuń
  167. Wkrótce sklepy firmowe AMW w każdym większym centrum handlowym:)

    OdpowiedzUsuń
  168. Sieć na pewno będzie rozbudowana.
    Proponowany slogan aemwu yz dżast for ju! :D

    OdpowiedzUsuń
  169. :DD
    Dżadż ejemdablju espeszialy for ju!

    OdpowiedzUsuń
  170. Twój wariant jest lepszy, bo bardziej europejski: przecież zagraniczni klienci nie przeczytają "aemwu"!
    Dżadż wygląda obłędnie! :D Prawie jak gżdacz. :)

    OdpowiedzUsuń
  171. Kpisz sobie z godnej osoby:P Od razu zamów sobie torebkę z pierwszej kolekcji w prezencie gwiazdkowym:)

    OdpowiedzUsuń
  172. Skóra z kajmana, mosiądz - to jest torebka dla elit finansowych, których fortuny rozkwitły, bo dżadż AMW w odpowiednim momencie przymknęła oko! :) To nie jest torebka dla zwykłych śmiertelników. :)

    OdpowiedzUsuń
  173. Jest nadzieja, że chińscy producenci szybko zareagują i wypuszczą serię produktów zastępczych, nie do odróżnienia od orydżinal ejemdablju:)

    OdpowiedzUsuń
  174. Myślę, że chińskie podróbki dostępne będą jeszcze przed oficjalną premierą kolekcji. :) Na pewno szpiegostwo przemysłowe kwitnie, a jego macki dosięgają nawet AMW.

    OdpowiedzUsuń
  175. Na miejscu tych macek bałbym się, że mnie AMW chapnie kajmanimi zębami:)

    OdpowiedzUsuń
  176. Może te podróbki mile łechtają jej próżność i AMW udaje, że ich w ogóle nie widzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  177. Prędzej zbiera dowody i rozpęta taki proces o piractwo, że hej:)

    OdpowiedzUsuń
  178. Scenarzyści przynajmniej dostaną świetny materiał na kilka odcinków wybitnego serialu. :) Na pewno będą dozgonnie wdzięczni, bo może czują skutki zawodowego wypalenia pisząc scenariusz tego hitu filmowego. :)

    OdpowiedzUsuń
  179. Być może:) Widziałem dziś AMW w programie telewizyjnym, ale nie zaryzykowałem włączenia odbiornika:)

    OdpowiedzUsuń
  180. A ja właśnie wyczytałam, że AMW ma zaszczytny przydomek "Pola Raksa polskiego sądownictwa". :D

    OdpowiedzUsuń
  181. Ciekawe co na to Pola Raksa? AMW polskiego aktorstwa?:P

    OdpowiedzUsuń
  182. Pola Raksa niewątpliwie poda autora metafory do sądu za znieważenie. Sprawę oczywiście sądzić będzie AMW, więc werdykt z góry znany. :)

    OdpowiedzUsuń
  183. Czy ja wiem, czy znieważenie? Może obie panie by się dogadały i założyły jakąś wspólną markę bielizny albo szamponów do włosów?

    OdpowiedzUsuń
  184. Jeśli do swojej kampanii dołączyłyby po znajomości czterech pancernych (nie licząc psa), to mogłoby z tego wyjść ciekawe przedsięwzięcie medialne. Reklamowaliby chyba kajmanowe pilotki dla czołgistów z monogramami AMW. :)

    OdpowiedzUsuń
  185. I oficerki z monogramem. I w wersji damskiej na szpilce:)

    OdpowiedzUsuń
  186. Tylko skąd oni tyle kajmanów wezmą, jak taka moda się powszechnie rozpęta!? :)

    OdpowiedzUsuń
  187. AMW na pewno ma wtyki w więziennictwie, będą je więźniowie hodować:)

    OdpowiedzUsuń
  188. Każdy więzień będzie musiał opiekować się kajmanem w ramach zaostrzenia kary. :) Jeśli nie, będzie stanowił podwieczorek dla swego pupila. :)

    OdpowiedzUsuń
  189. Cóż za krwiożerczość:P Zasłyniesz jako reformatorka systemu penitencjarnego w naszym kraju:D

    OdpowiedzUsuń
  190. Krwiożercze to są kajmany, które wiedzą, że skończą jako torebki z emblematem AMW. :/

    OdpowiedzUsuń
  191. Kajmany mają za mało zwojów mózgowych, żeby kojarzyć torebki ze sobą, czy raczej ze swoją skórą:P

    OdpowiedzUsuń
  192. Bezpośredni kontakt z AMW sprawia, że te zwoje im się nad wyraz szybko rozwijają i w wieku dojrzałym kajmany potrafią rozwiązywać krzyżówki. :)

    OdpowiedzUsuń
  193. Jeśli produkcja galanterii nabierze tempa, to te kajmany nie doczekają wieku dojrzałego:D

    OdpowiedzUsuń
  194. Wydaje mi się, że kajmanowe farmy to wyjątkowa szansa dla terenów po byłych PGR-ach oraz specjalnych stref ekonomicznych. :)

    OdpowiedzUsuń