
Triumfalny powrót Flawii de Luce
Pamiętam, że autorki kilku blogowych recenzji "Zatrutego ciasteczka", pierwszego tomu cyklu Alana Bradleya, wyraziły spontaniczną chęć adopcji niesfornej Flawii. Otóż pragnę dołączyć do tego zacnego grona, gdyż druga cześć przygód małego Sherlocka w spódnicy utwierdziła mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z jednostką wybitną.Często się zdarza, że druga część serii nie dorównuje pierwszej, na co może wpływać presja rozentuzjazmowanych czytelników, czy konieczność pracy w ponaddźwiękowym tempie. Sukces "Zatrutego ciasteczka" też zobowiązywał. Czasem zastanawiam się, jak J. K. Rowling zniosła psychicznie lata pracy nad swoim powieściowym cyklem. Nie zazdroszczę, pomimo sowitej gratyfikacji finansowej. W moim odczuciu "Badyl na katowski wór" nie zawiódł. Wręcz przeciwnie.
Polski tłumacz na pewno stanął przed trudnym zadaniem - światowa premiera książki miała miejsce całkiem niedawno (marzec 2010) i przekład liczącej 363 strony powieści przypuszczalnie powstawał w dużym pośpiechu. Polska wersja opublikowana została już w czerwcu. Ponadto styl narratorki jest specyficzny, kwiecisty i naszpikowany archaizmami. Ogólnie rzecz biorąc nie mam zastrzeżeń, choć w kilku momentach dały się słyszeć stylistyczne zgrzyty (z brzmiącym chropawo tytułem włącznie). Niedopuszczalny wydaje mi się jednak błąd gramatyczny w cytacie z powieści na okładce ("z salonu wyniesiono polerowaną trumnę z różanego drzewa, zniesioną ją ostrożnie na podjazd"), na szczęście w tekście książki występuje wersja poprawna.
Podobnie jak w "Zatrutym ciasteczku" dominuje sardoniczne, niekiedy rubaszne poczucie humoru: "Paplała. Jeśli będę trzymać buzię na kłódkę, nie minie minuta, a poda mi rozmiar swoich reform'" [1]. Autor wyraźnie przepada za swoją małą bohaterką i portretuje ją kapitalnie. Podobnie jak niezapomnianą rodzinkę, znajomych i sąsiadów. W porównaniu z pierwszą częścią Flawia jest odrobinę doroślejsza, zaczyna się interesować relacjami między kobietą a mężczyzną. Zadaje kłopotliwe pytania (na przykład: co to znaczy oddać się komuś?), nadal wnikliwie obserwuje dorosłych.
"Badyl na katowski wór" to rzadki przypadek książki dla całej rodziny. Młodzi czytelnicy skupią się zapewne na warstwie sensacyjno-kryminalnej powieści. I tu litościwie spuśćmy zasłonę milczenia, a raczej kurtynę, biorąc pod uwagę, że ważną rolę odgrywa teatrzyk kukiełkowy - to nie jest najmocniejsza strona Bradleya. Kilka pomysłów wydało mi się całkowicie chybionych i nieprawdopodobnych. Nawiasem mówiąc jestem ogromnie ciekawa, jakie wrażenie książki o Flawii robią na jej rówieśnikach.
Starszych czytelników ucieszą liczne smakowite aluzje literackie i malarskie, a również bardzo ciekawy obraz Wielkiej Brytanii tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Bradley jest skrupulatnym i ironicznym kronikarzem angielskiej prowincji i jeśli ktoś lubi takie klimaty (ja uwielbiam!), to książka sprawi mu sporo radości. Dla każdego anglofila to lektura wręcz obowiązkowa. Wydaje mi się, że sam autor, z pochodzenia Kanadyjczyk, jest wielkim miłośnikiem Albionu i koneserem brytyjskiej kultury. Scenę, w której dwaj Niemcy, piloci Luftwaffe, zrzucają nad Haworth fioletową wstęgę w hołdzie siostrom Brontë, z napisem "Kocha Was cały świat! Odpoczywajcie w pokoju." [2], niniejszym dodaję do listy najulubieńszych! To wszystko autor dyskretnie i delikatnie okrasza sosem filozoficznym: "Jesteśmy marionetkami, my wszyscy, lalkami poruszanymi za sceną przez Boga lub Los, albo Chemię - co wolicie. Wkładają nas jak rękawiczki na dłonie i odgrywają za nas nasze życie..." [3].
_____________
[1] Alan Bradley, "Badyl na katowski wór", tłum. Jędrzej Polak, Vesper, 2010, s. 27.
[2] Tamże, s. 217.
[3] Tamże, s. 354-355.
Moja ocena: 4+
"Badyl na katowski wór" to rzadki przypadek książki dla całej rodziny. Młodzi czytelnicy skupią się zapewne na warstwie sensacyjno-kryminalnej powieści. I tu litościwie spuśćmy zasłonę milczenia, a raczej kurtynę, biorąc pod uwagę, że ważną rolę odgrywa teatrzyk kukiełkowy - to nie jest najmocniejsza strona Bradleya. Kilka pomysłów wydało mi się całkowicie chybionych i nieprawdopodobnych. Nawiasem mówiąc jestem ogromnie ciekawa, jakie wrażenie książki o Flawii robią na jej rówieśnikach.
Starszych czytelników ucieszą liczne smakowite aluzje literackie i malarskie, a również bardzo ciekawy obraz Wielkiej Brytanii tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Bradley jest skrupulatnym i ironicznym kronikarzem angielskiej prowincji i jeśli ktoś lubi takie klimaty (ja uwielbiam!), to książka sprawi mu sporo radości. Dla każdego anglofila to lektura wręcz obowiązkowa. Wydaje mi się, że sam autor, z pochodzenia Kanadyjczyk, jest wielkim miłośnikiem Albionu i koneserem brytyjskiej kultury. Scenę, w której dwaj Niemcy, piloci Luftwaffe, zrzucają nad Haworth fioletową wstęgę w hołdzie siostrom Brontë, z napisem "Kocha Was cały świat! Odpoczywajcie w pokoju." [2], niniejszym dodaję do listy najulubieńszych! To wszystko autor dyskretnie i delikatnie okrasza sosem filozoficznym: "Jesteśmy marionetkami, my wszyscy, lalkami poruszanymi za sceną przez Boga lub Los, albo Chemię - co wolicie. Wkładają nas jak rękawiczki na dłonie i odgrywają za nas nasze życie..." [3].
Zastanawiam się, jak inni wielbiciele książek o Flawii odebrali "Badyl na katowski wór"? Światowa premiera części trzeciej przewidziana jest na luty 2011. Polski tytuł "Ucho od śledzia w śmietanie" :)
_____________
[1] Alan Bradley, "Badyl na katowski wór", tłum. Jędrzej Polak, Vesper, 2010, s. 27.
[2] Tamże, s. 217.
[3] Tamże, s. 354-355.
Moja ocena: 4+























