2 października 2013

Za dużo Małgorzaty (Małgorzata Potocka, Krystyna Pytlakowska, "Obywatel i Małgorzata")

Za dużo Małgorzaty
Pisząc dziś o tej książce zakłócam chronologię, bo przeczytałam ją w ostatni weekend, a moje zaległości sięgają hen, daleko, kilka miesięcy wstecz, ale postanowiłam opowiedzieć Wam o niej natychmiast. Przede wszystkim dlatego, że wywołała we mnie dużo negatywnych emocji i nie chcę ich w sobie miętosić.  

Lubię utwory Republiki i Obywatela GC, choć słucham ich już rzadko i bez emocjonalnych dygotów. Jednak prawo pierwszych połączeń jest silne i dotyczy również muzyki, więc kiedy w zapowiedziach wydawniczych zobaczyłam „Obywatela i Małgorzatę”, od razu wiedziałam, że bez tego zakupu się nie obejdzie.

Liczyłam przede wszystkim na to, że dowiem się czegoś więcej o Ciechowskim. To był błąd. Książka Potockiej okazała się formą psychologicznej autoterapii, próbą pogodzenia się z losem i publicznego obwieszczenia, że zdrada została wybaczona, podczas gdy wiele fragmentów świadczy o tym, że wcale tak nie jest. Moim zdaniem stanowczo za wcześnie na drenowanie blizn, a właśnie tego jesteśmy świadkami. 
[Źródło]
Książka „Obywatel i Małgorzata” składa się z dwu części. Pierwsza to obszerny wywiad z Potocką, przeprowadzony przez Krystynę Pytlakowską. Rozmowa bez taryfy ulgowej, z trudnymi pytaniami. Drugą część stanowi dziennik pani Małgorzaty, a właściwie surowe notatki z kalendarzy, urwane zdania, strzępki myśli, chaotyczne rozważania. Znaczna część tych wpisów mówi dokładnie o tym samym, co zostało już powiedziane w wywiadzie. Oto przykładowy fragment memuaru:
19 MARCA
Mamy zostać, ale nagle Józek chce wrócić do Łodzi. Wracamy. Jakieś napięcie. Co się z nim dzieje? Głupio myślę, przecież ze mną się też dzieje. Nie da się tak normalnie, jakby nigdy nic.
Imieniny Józka.
”[1]
Niewątpliwie te zapiski to dla autorki cenna pamiątka. Mogły mieć też moc terapeutyczną i chwała im za to, ale w moim odczuciu nie zasługiwały na wydanie książkowe. Zaznaczam, że nie wymagam od Potockiej talentu pamiętnikarskiego na miarę Nałkowskiej, ale dla osoby, która wielokrotnie podkreśla, że jedno z jej zawodowych wcieleń to scenarzystka, parująca niewygasłymi emocjami, ciągnąca się przez 110 stron sieczka, to najzwyczajniej w świecie antyreklama. 

Powstrzymam się od drobiazgowej analizy psychologicznej autorki, obszernej oceny jej osoby i postępowania, choć ekshibicjonizm niektórych fragmentów wręcz do tego zachęca. Skupię się tylko na tym, co najbardziej mnie uderzyło. Wprawdzie Potocka dyskretnie podkreśla, że Ciechowski w porównaniu z nią był mało obyty i to dzięki niej na przykład po raz pierwszy jadł ostrygi, jednak moim zdaniem sama nie zawsze zachowuje się z klasą. 

Niesmaczne wydały mi się na przykład niektóre uwagi na temat drugiej żony Obywatela GC, a zwłaszcza porównywanie się do niej pod względem osobowości i intelektu. O wynikach tych zestawień nie muszę chyba mówić. Do tego wzmianki o tym, że w kolejnym związku Ciechowski był nieszczęśliwy. I jeszcze dziwny relatywizm w ocenie zdrady. Kiedy Potocka mówi o swoim odejściu od męża, jest to rozważane w kategoriach wielkiego dramatu i cierpień. Kiedy ona stała się tą porzuconą, postępowanie Grzegorza i Anny bez wahania nazywa nikczemnością. Najwyraźniej mimo deklaracji: „Najważniejsze, że nie mam negatywnych uczuć”[2] autorka tłumi w sobie nadal sporo żalu i złości.

Nie najlepsze wrażenie robiło na mnie również to, że Potocka uważa siebie za osobę tak samo lubianą i popularną jak Ciechowski:
byliśmy rozpoznawalni, ludzie na nas patrzyli - wydawaliśmy się im niezwykle barw­ni, energiczni, dynamiczni, awangardowi. Nada­waliśmy ton, na nas się ubierano, na nas się cze­sano. Teraz jak przeglądam zdjęcia i trafiam na swoją pierwszą fotografię z Grzegorzem, którą zro­bił nam Józek Robakowski przed naszym domem w Łodzi przy mojej wielkiej ciężarówce, widzę, że oboje wyglądamy rewelacyjnie. Niewiarygodnie wystylizowani, byliśmy wtedy guru stylu i zacho­wania dla naszych rówieśników.”[3]
Rzeczone zdjęcie. [Źródło]
Z książki wynika, że kontakty Potockiej były imponujące, znane nazwiska przelatują przed naszymi oczami z prędkością światła, a Ciechowski nazywał ją swoim „oknem na świat”. To wszystko na pewno bardzo pomogło w karierze, ale bez przesady. 

Rozterki uczuciowe plus - nazywając rzecz po imieniu - pranie brudów, zajmują sporo miejsca. Na ciekawe informacje o Ciechowskim już go nie wystarczyło, a szkoda, bo inne sfery jego życia też na pewno zasługiwały na uwagę. Owszem, autorka pisze o jego muzycznych pasjach, o relacjach z rodziną, o tym, że był wspaniałym ojcem, o jego zamiłowaniach kulinarnych, o psach, ale akcent pada na erotykę.

Najczęściej były partner Potockiej występuje w charakterze szarpanego rozterkami amanta w miłosnym dramacie. Liczyłam na przykład na więcej wzmianek o literaturze – w wywiadach Obywatel GC często dawał do zrozumienia, że książki odgrywają ważną rolę w jego życiu, czasem wymieniał tytuły. Przyznam, że to dzięki niemu w liceum przeczytałam „1984” Orwella i „Rzeźnię numer 5” Vonneguta. W książce Potockiej temat pojawia się rzadko.

Mimo wielu irytujących fragmentów wspomnienia Potockiej mają na pewno jedną zaletę. To ciekawy materiał do przemyśleń na temat anatomii miłości i związków, w którym ścierają się silne osobowości, o wzajemnym "pożeraniu się" partnerów. Potocka twierdzi, że dla miłości zrezygnowała z kariery i wyszła na tym kiepsko. To również dramatyczna opowieść o zdradzie, rozstaniu i siedmioletniej depresji. Niestety, z oczywistych przyczyn poznajemy racje tylko jednej strony.

Na koniec ciekawostka o fankach, które teraz często ograniczają się do śledzenia tabloidów. W tamtych czasach było inaczej. Okazuje się, że grupa dziewczyn zafascynowanych Ciechowskim aktywnie uczestniczyła w życiu jego rodziny: wielbicielki prały, prasowały, robiły zakupy, sprzątały, pomagały przy przeprowadzkach. Dodam, że jedną z nich była późniejsza żona idola. Potocka tak komentuje ich relacje z fankami: „Dla nich to było największe szczęście, że mogą do­stąpić wejścia w naszą prywatność. Te dwie dziew­czyny były łącznikiem pomiędzy Grzegorzem, mną i resztą świata..”[4]

______
[1] Małgorzata Potocka, Krystyna Pytlakowska, Obywatel i Małgorzata, Wydawnictwo Czerwone i Czarne,  2013, s. 165.
[2] Tamże, s. 149.
[3] Tamże, s. 43.
[4] Tamże, s. 64 .
 
Moja ocena: 2
Małgorzata Potocka. [Źródło]

87 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem tej książki, ale obawiałam się, że będzie ona tak napisana i z takiej perspektywy, jak piszesz. Bardzo cienię GC, jednak to co się dzieje/działo w mediach po jego odejściu od Potockiej i zachowanie tej ostatniej budzi niesmak. Chyba poczekam na biografię Grzegorza z prawdziwego zdarzenia, bo wierzę, że takiej się doczekamy...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie rzecz biorąc historia jest rzeczywiście nieciekawa i szkoda, że ci, którzy nie znali wcześniej muzyki Ciechowskiego, być może patrzą na niego teraz przez pryzmat tych Pudelkowych skandali.
      Też wierzę w to, że ktoś napisze o Ciechowskim wyczerpująco i obiektywnie, a przede wszystkim skupi się na człowieku i muzyku, a nie uczestniku wodewilowego melodramatu.
      Serdeczności.

      Usuń
  2. Niestety to prawda za dużo Potockiej, ale w mediach. Nie wiem jak jest w książce, ale obecność Potockiej w mediach tylko po to, aby wypromować książkę jest przerażająca. Sprawia to, że na pewno nie przeczytam tej książki. Niestety nagminna obecność Potockiej i jej wypowiedzi w mediach, potwierdza tylko moją opinie o jej o sobie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej książce też jej za dużo. :) Media rzeczywiście wyraźnie promują jej wspomnienia, ale sądzę, że głównie z szacunku dla dorobku Ciechowskiego. Nie wydaje mi się, żeby ktoś, kto tę książkę rzetelnie przeczytał od A do Z uznał ją za wartą takiego popularyzowania. Nazwisko Ciechowski to chyba słowo-klucz.
      We mnie też pani Potocka nigdy nie budziła większej sympatii, ale starałam się podejść do tych wspomnień bez uprzedzeń. Niestety, po prostu zmarnowałam czas i 39,90 zł. :(

      Usuń
  3. Podziwiam odwagę bo z definicji książka zapowiadała na celebryckie prawnie brudów, drugorzędna aktorka, "średniej urody", żyjąca, jakby nie patrzeć w cieniu sławy swojego męża ciągle nie umie się pogodzić z tym, że wybrał młodszą, zapewne ładniejszą a przede wszystkim taką z którą było mu lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ogromny sentyment do Ciechowskiego i jego muzyki, to zadecydowało o zakupie wspomnień, choć rzeczywiście czytelniczy instynkt samozachowawczy powinien był się włączyć z alarmującym wizgotem. :)
      Frustracja autorki jest silna, rozumiem to i szanuję, ale czy naprawdę trzeba było przelewać ją na papier? Biorąc pod uwagę artystyczną działalność Potockiej i jej ambicje w tej dziedzinie, uważam, że zaszkodziła sobie publikacją tej dziwnej książki.

      Usuń
    2. Nie dość, że jesteś odważna, to jeszcze na dodatek masz i dobre serce :-) Z tego co piszesz, to Potocka ze swoimi problemami nie potrzebuje zrozumienia i szacunku tylko zaproszenia do programu Ewy Drzyzgi :-)

      Usuń
    3. Dzięki za miłe słowa. :) Niewykluczone, że już to zaproszenie otrzymała. Moje zaległości telewizyjne sięgają kilku miesięcy, a u niej tak zwane parcie na szkło jest ostatnio wybujałe. :)

      Usuń
  4. Brzmi strasznie, ale i tak sie ksiazka zaciekawilam. A brak klasy w takich sytuacjach jest niestety bardzo czesty i to nawet wydaje mi sie dosc zrozumiale (nie to, zebym popierala ;-)) ).
    Btw. czy ta zamiana imion w tytule to jest celowa? ;-))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sadzac po tresci recenzji, nazwisko Pytlakowska do Malgorzaty bardzo pasuje ;PPP.

      Usuń
    2. ~ Czas-odnaleziony
      Najwyraźniej publikacja notek o 06:51 to w moim przypadku kiepski pomysł. :) Bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi na błąd, zapewniam, że zamiana nazwisk i imion nie była celowa, choć podoba mi się Twoja interpretacja tej pomyłki. :)
      Masz rację, złość, żal, zawód i inne tego typu emocje to coś zupełnie naturalnego w takiej sytuacji, ale nie podoba mi się wypieranie się ich i oświadczanie, że się jest ponad, podczas, gdy widać wyraźnie, że tak nie jest. I jeszcze publiczne ich wylewanie pod pretekstem, że się pisze o Ciechowskim.

      ~ Nutinka
      Już poprawione, wielkie dzięki. :)

      Usuń
  5. Obserwuję Potocką od lat, bo to barwne zjawisko w naszym show-biznesie i zawsze mam wrażenie, że to rodzaj człowieka, który idzie przez życie jak czołg. Do tego nieustannie paple, nie zawsze zastanawiając się nad treścią. Nie spodziewałam się jednak, że aż tak brak jej klasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne skojarzenia. Choć jest to w tej chwili postawa, która u wielu osób wzbudza podziw i szacunek, nie znoszę jej. W książce jest znamienna scena. Potocka widzi na ulicy samochód, który jej się podoba (to ten na zdjęciu), zaczepia właściciela, mówi, że chce kupić jego auto i przystępuje do transakcji. Dziwnie podobne wydało mi się nawiązanie znajomości z Ciechowskim.
      Muszę Ci też powiedzieć, że bardzo podpadło mi wydawnictwo, które obserwuję z uwagą od początku istnienia - opublikowanie czegoś takiego świadczy o tym, że zależało im na wywołaniu sensacji, po prostu nie wierzę, że nikt nie zauważył miałkości tych wspomnień, a przede wszystkim tego, że w dziennikach są dziesiątki powtórek tego, co Potocka powiedziała w wywiadzie. Jestem zawiedziona. :(

      Usuń
    2. Mnie też zdziwiła ta publikacja, bo wydawało mi się, że pisanie o związku MP z Ciechowskim to przebrzmiała sprawa. Najwyraźniej potraktowała jego postać jako przynętę dla potencjalnych czytelników. Przygnębiająca praktyka.

      Usuń
    3. Też tak sądzę. Właśnie sobie przestudiowałam nowości i zapowiedzi Czerwonego i Czarnego, widzę, że interesują ich również historyczne sensacje. :)

      Usuń
    4. Widzę, że udało się im zwerbować nawet klasyków gatunku. :)

      Usuń
  6. Początkowo myślałam, że będę chciała tą książkę przeczytać, ale potem trafiłam na niepochlebną recenzję książki w Polityce i ochota na nią mi przeszła. Jak widać słusznie, bo Twoja recenzja tylko potwierdza tamtą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciekawy trop, muszę przeczytać tę recenzję w "Polityce". Wydawało mi się, że wszędzie ochy i achy, ale dobrze wiedzieć, że nie jestem odosobniona w braku euforii. :)

      Usuń
  7. Kiedy dowiedziałam się, że Małgorzata Potocka wydaje książkę o jej związku z Ciechowskim, wydało mi się to trochę dziwne i podejrzane. Teraz, kiedy w każdej gazecie pojawia się wywiad z nią, w którym opowiada, jaką szczęśliwą parą byli i że teraz do rozstania by nie doszło,... kiedy słyszę Małgorzatą Potocką opowiadającą w radiu i telewizji, jakimi byli wspaniałymi kochankami... i kiedy przypomina mi się wywiad z Ciechowskim kilka lat po rozpadzie związku z panią Małgorzatą, w którym ze spokojem mówił, że jest szczęśliwy w nowym związku i że odszedł, bo coś się skończyło... myślę sobie wtedy, że Grzegorz Ciechowski nie byłby zadowolony z tej książki. A ja mam nieodparte wrażenie, że powstała ona dla pieniędzy i może dla odświeżenia "sławy" pani Potockiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że masz rację. Wprawdzie o Ciechowskim pani Małgorzata pisze w samych superlatywach (do momentu zdrady), ale na pewno szokiem byłoby dla niego to, że cala Polska czyta o jego sprawach bardzo osobistych. Z opisów partnerki wynika, że był osobą wrażliwą i nie znosił poznawania nowych ludzi, więc wyobrażasz sobie, czym byłoby dla niego takie publiczne obnażenie? Koszmar. Zastanawiam się, jak się poczują jego dzieci, czytając te wyznania, jak odbiorą ojca w roli dość tragicznej postaci, miotającej się między trzema kobietami.
      Podzielam Twoje podejrzenia, czytając, w myślach nuciłam sobie "Ta książeczka jest pisana dla pieniędzy". :) Może też faktycznie chodziło o chwilową sławę, wprawdzie pod hasłem "niech mówią źle, byleby tylko mówili". Potocka jest osobą inteligentną i doskonale wiedziała, że jej wspomnienia wywołają silne emocje. Szum medialny jest, cel został osiągnięty w stu procentach.

      Usuń
  8. Poczułam się strasznie nieobyta - nie jadłam jeszcze ostryg. ;)
    Jednak wolę posłuchać muzyki niż wczytywać się w biografie (?) muzyków. Chyba mi się to już nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo powiedział mój mąż. :D Od weekendu epatuję go fragmentami i przemyśleniami związanymi z tą książką i już ma jej serdecznie dosyć. :) Ja zresztą też nigdy nie jadłam ostryg.
      W przypadku tych wspomnień Twoja teoria potwierdza się w stu procentach. Zdecydowanie muzyka. Łagodzi obyczaje, a kiedy czytałam "Obywatela i Małgorzatę", na moje usta cisnęły się słowa nieobyczajne. :)

      Usuń
  9. Na Potocką mam uczulenie od zawsze, kiedy jeszcze lansowała siebie u boku GC. Nieustannie podkreślała, że jest Muzą, że wymyśla mu stroje i fryzury i ogólnie robiła wrażenie, że gdyby nie ona, to nigdy nie wypłynąłby na szerokie wody. Na pewno była w tym część prawdy, ale zawsze budziło to mój niesmak.
    A ostatnie rewelacje w brukowcach i na Pudelku, i pewnie też ta książka, to w dużym stopniu próba zwrócenia na siebie uwagi, bo własna kariera wygasła.
    PS. Anna to chyba trzecia żona GC, o ile pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje odczucia są identyczne. Nawet jeśli rzeczywiście bez jej udziału rozwój republiki i Obywatela GC nie przebiegałby tak dynamicznie, nie wierzę, że ktoś taki jak Ciechowski pozostałby niezauważony. On sobie świetnie radził przed poznaniem Potockiej, miał rzesze rozhisteryzowanych fanów. Bez względu na wszystko podkreślanie swojej roli mnie się bardzo nie podoba.
      Potocka nie była jego żoną, co chyba ją trochę uwierało, bo w książce jest jakieś wyjaśnienie na ten temat.

      Usuń
    2. Byłem pewien, że była żoną, przynajmniej zawsze robiła takie wrażenie:)
      Czytałem gdzieś kiedyś, że MP przyczyniła się do rozpadu Republiki, ale to może tylko projekcja mojej niechęci do niej:) W każdym razie pojawiła się w życiu GC na tyle późno, że z sukcesem Republiki nie miała nic wspólnego.

      Usuń
    3. Ja też tak myślałam. :) Wydaje mi się, że ujawniona ostatnio finansowa zajadłość, w książce obecna w formie aluzji, wynika z tego, że formalnie nie byli małżeństwem i są jakieś spadkowe komplikacje.
      MP kojarzyła mi się z trochę z Yoko Ono, która zresztą dwa razy przywoływana jest w książce. Ciechowski miał bardzo wyrazistą i spójną koncepcję artystyczną Republiki na długo przed Potocką, więc jestem dziwnie spokojna, że nawet bez tego związku nie miotałby się jak dziecko we mgle.

      Usuń
    4. No cóż, wrogowie Yoko Ono też ją oskarżali o bycie złym duchem Lennona i winną rozpadu Bitelsów. Sam za nią nie przepadam, ale kobieta, dla której Lennon napisał "Woman", nie mogła być demonem:)

      Usuń
    5. Tak, ja też czytałam o niej jakieś krytyczne uwagi. Mimo kruchej postury chyba charakterek ze stali. :) Wydaje mi się, że Yoko bardziej namieszała w zespole, natomiast Potocka skierowała chyba całą energię na Ciechowskiego. Z książki wynika, że jego rozstanie z Republiką odbyło się zupełnie poza nią.

      Usuń
    6. Jestem skłonny wierzyć, że przyczyniła się do stworzenia wizerunku Obywatela GC, co zresztą on sam przyznawał w wywiadach. Niestety, została też dopuszczona do występu na płycie "Tak, tak", wyszło średnio.

      Usuń
    7. Jej wersja jest taka, że nie przyczyniła się, a samodzielnie go stworzyła.
      Mimo wszechstronności Potockiej niestety, żadna jej kreacja nie zapadła mi w pamięć.

      Usuń
  10. "Dla nich to było największe szczęście, że mogą DOSTĄPIĆ wejścia w naszą prywatność".
    Zajrzałam z ciekawości na tego Pudelka i jeśli we wspomnieniach jest to, co w nagłówkach, to chyba i tak obeszlaś się z książką delikatnie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wielkopańskim nurcie jest sporo wypowiedzi. Niezdrowo fascynują mnie osoby, które mają tak wysokie mniemanie o sobie, to z pewnością ułatwia życie.
      Podobnie jak Ty zrobiłam przegląd nagłówków i szczerze mówiąc mowę mi odjęło. Poziom tych sporów i awantur jest po prostu żenujący.

      Usuń
  11. Jaka by Małgorzata Potocka nie była, interesują mnie jej zapiski i przede wszystkim sama książka, więc zapewne po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami po przeczytaniu i że będą bardziej optymistyczne niż moje jęki i zawodzenia. :)

      Usuń
  12. Wczoraj przeczytalam i zgadzam sie z toba totalnie!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed chwilą przeczytałam Twoją recenzję i podpisuję się wszystkimi kończynami. :) Rzeczywiście mamy podobną opinię na jej temat i widzę, że Ty też odebrałaś tę książkę bardzo emocjonalnie.

      Usuń
  13. Ze względu na inne fascynacje muzyczne w młodości, zupełnie nie jestem w temacie. I jeśli mam być szczery, to wolę chyba poznawać GC przez jego muzykę, a nie muzę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D I bardzo słusznie, według mnie jego muzyka jest o niebo ciekawsza niż muza. :)

      Usuń
  14. Czyli nic innego jak pranie rodzinnych brudów. Martwi mnie, że takie książki w ogóle są wydawane. Wystarczy, że jest znana twarz, przeprowadzony wywiad i już jest książka. tylko pytam się po co? Czy pieniądze to wszystko i czy wszystko trzeba sprzedawać? I co na to powiedziałby Ciechowski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są dokładnie te same pytania które zadawałam sobie wiele razy, czytając "Obywatela i Małgorzatę".
      Wprawdzie tytuł "Wszystko na sprzedaż" jest już zajęty, ale do tej historii pasuje wyśmienicie.

      Usuń
  15. Smutna prawda okazała się taka, że terapeutyczny zamysł autorki co do przesłania książki rozminął się zupełnie z odbiorem tejże przez czytelników. Fascynujące zjawisko jako takie, tragiczne w wymiarze symbolicznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym razie w moim przypadku rozminięcie jest zupełne. :( To na pewno intrygująca historia, ale na mnie podziałała depresyjnie. Naprawdę poczułam ulgę, kiedy skończyłam tę książkę i wyrwałam się ze świata rozedrganych emocji autorki.
      Intencje Potockiej nie wydają mi się do końca jasne.

      Usuń
  16. Dziękuję za tę recenzję - potwierdziłaś moje podejrzenia. Po przeczytaniu fragmentów książki, poważnie wahałam się, czy ją kupić - bo również liczyłam o interesujący materiał o Ciechowskim. Ale pamiętałam też skandaliczną wypowiedź Potockiej o śmierci Ciechowskiego... Więcej napisałam o tym na swoim blogu:
    http://kieszeniejakocean.blogspot.com/2013/09/obywatel-czy-magorzata.html

    Jednak im dłużej się zastanawiałam, im więcej mądrych głosów usłyszałam, wreszcie - im więcej wypowiedzi Potockiej do mnie docierało (np. ostatnie "Wysokie Obcasy"), tym bardziej stygł mój entuzjazm. Twój głos jest dodatkowym argumentem - cieszę się więc, że zaburzyłaś chronologię recenzji :)

    P.S."Jednak prawo pierwszych połączeń jest silne i dotyczy również muzyki" - bardzo zgrabne zdanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że zaburzenie wyszło na dobre. :) Przeczytałam Twój tekst i widzę, że też bardzo lubisz Ciechowskiego, więc kiedyś przy okazji w księgarni obejrzyj sobie zdjęcia, kilka jest naprawdę ładnych, ale samo dzieło to już niekoniecznie. Znamienny fakt: na 28 fotografii w książce, z okładką włącznie, pani Małgorzata występuje na 19!
      "Skandaliczna" to dość łagodne określenie wypowiedzi Potockiej.
      Wydaje mi się, że prawo pierwszych połączeń można rozszerzyć też na literaturę i sztukę. :)

      Usuń
  17. Potocka jako arbiter elegantiarum oraz Pigmalion w spódnicy w jednym? Nie wierzę własnym oczom :)
    Swoją drogą domyślam się, że tą drogą próbowała oczyścić się z negatywnych emocji (do których na pewno miała powody), jednak publiczne pranie brudów raczej nie służy poprawianiu własnego wizerunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafnie nazwałaś te dwa wcielenia. W książce było ich znacznie więcej: aktorka, producentka, reżyserka, scenarzystka, nie mówiąc o "rolach" prywatnych, można dostać oczopląsu.
      Cierpień i bólu na pewno było sporo, ale wydaje mi się, że część tak jakby na własne życzenie.
      Jak już wspominałam, uważam, że wbrew intencjom tymi wspomnieniami swojemu wizerunkowi zaszkodziła.

      Usuń
  18. Nasunęła mi się jeszcze jedna rzecz w temacie "rozbieżność między teorią a praktyką u Małgorzaty P.". Ewidentne jest (nawet przy lekturze samych fragmentów), że deklaracja MP o dystansie i zdrowych emocjach jest na wyrost - z wielu zdań sączy się gorycz i złość.
    Jednak równie dotkliwa jest druga rozbieżność. Bo z jednej strony mamy przekonanie MP o własnym znaczeniu dla kultury, o byciu siłą opiniotwórczą, inspirującą, stymulującą intelektualnie nawet Ciechowskiego... A z drugiej - tak nikłe znaczenie wątków literackich czy muzycznych w całej książce. Wszystkie te bujne kontakty, fascynujące rozmowy z ludźmi kultury i rzekome innowacje w modzie okazują się być jedynie wygodną etykietką, narcystycznym marzeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słuszna uwaga, miałam takie samo wrażenie. Dziwiłam się, że osoba o tak szerokich horyzontach, co było wielokrotnie deklarowane, nie nadała tym wspomnieniom głębi. Tak jak napisałaś, z tej litanii nazwisk kompletnie nic nie wynika, pojawiają się chyba w charakterze nobilitujących i przyciągających uwagę ornamencików. Nie znoszę takiego szpanowania znajomościami.
      Zaskoczyło mnie to, że ktoś o duszy artystycznej i rozległych zainteresowaniach nic sam nie czyta - w każdym razie w dzienniku nie ma o tym mowy.
      A propos literatury i GC są wzmianki o tym, że lubił haiku, o Vonnegucie, o wyprawie po Moskwie śladami "Mistrza i Małgorzaty", o ogólnym oczytaniu i chyba na tym koniec.

      Usuń
  19. Nie jestem zaskoczona, bo czytając ostatnio jakiś wywiad z Potocką na temat tej książki, zaczęłam podejrzewać, że to nie może być wartościowe. Brzydko tak wyciągać prywatne sprawy sprzed lat, zwłaszcza gdy druga strona nie może dementować. No i cel nie jest dla mnie jasny. Podobnie z głośną ostatnio biografią Kapuścińskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że często pierwsze przeczucia bywają słuszne, co dotyczy też książek. :) Dziwię się autorce, mnie też nurtują motywy jej postępowania, bo kilka elementów tej układanki zupełnie mi nie pasuje. W każdym razie postaram się jak najszybciej zapomnieć o "Obywatelu i Małgorzacie".

      Usuń
  20. Nie czytałam książki, ale tyle niepochlebnych recenzji, które przeczytałam skutecznie zniechęca mnie do jej zakupu. Myślę, że spokojnie mogliby zmienić tytuł na Małgorzata i Obywatel. Na pewno nie kupię, ale może z ciekawości przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana tytułu bardzo mi się podoba, a różnicę między Małgorzatą a Obywatelem można by jeszcze zaakcentować wielkością czcionki. :)

      Usuń
  21. To już kolejna negatywna opinia o tej książce, którą czytam i muszę przyznać, że potwierdza to moje przypuszczenia odnośnie tej lektury. Przykre jest, gdy wydaje się takie wynurzenia (co "ciekawsze" rzeczywiście są dostępne na pudelku itp.) dotyczące człowieka, którego już nie ma. Lubiłam muzykę Ciechowskiego, był nietuzinkową osobowością na polskiej scenie muzycznej, a tu się okazuje, że sam pewnie niewiele by osiągnął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wynurzenia to w moim odczuciu był materiał na niewielką książeczkę albo obszerny artykuł, tymczasem zrobiono z tego sztucznie rozdmuchane dzieło na 264 stron. :(

      Usuń
  22. Mam trochę odmienne zdanie na temat tej ksiązki. Oczywiście Potocka pokazuje sie w niej z narcystycznej strony, ale myśle, że miała ogólnie dobre intencje udzielając tego wywiadu.
    Opisuje Grzegorza C takiego jakiego ONA widziała. reszta w książce mówi o tym, że wszyscy wiedzą jakim on był artystą a ona chciała przedstawic go ze swojej perspektywy.
    Wiele razy zaznacza, że był niesamowitym artystą. Wcale nie mówi, że to dzięki niej nim się stał, ale opisuje jak i w czym mu pomagała.
    Książka nie wywołała we mnie negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci pozytywnego odbioru tej książki, też bym tak chciała. Niestety w moim przypadku to rozczarowanie do bólu.
      Na pewno jej obraz Ciechowskiego jest subiektywny, to całkiem zrozumiałe, ale dziwię się, że dziesięć lat wspólnego życia zostało sprowadzone do miłosnych rozterek. Wydaje mi się, że nie jestem jedyną miłośniczką Ciechowskiego, która chciałaby się dowiedzieć na przykład skąd czerpał natchnienie do poszczególnych piosenek i tekstów - oczywiście jedyna piosenka opisana w ten sposób dotyczy ich rozstania. Miałam też nadzieję na opowieści o jego ulubionych książkach i filmach, o podróżach - zwróć uwagę jak skwitowała jego podróż do Japonii, a w tamtych czasach to naprawdę było wyjątkowe doświadczenie - i zwykłą codzienność.
      Zachwyty na temat Ciechowskiego są wyraźne, ale są też jednoznaczne sugestie, że za sukcesem Obywatela GC stoi Potocka. Pomoc była kompleksowa. Dla mnie ostentacyjne podkreślanie własnych zasług jest niestrawne, ale ja mam dość anachroniczne poglądy na te sprawy. :)
      Najlepiej będzie, jak zacytuję Potocką:
      "Podobno to ty wymyśliłaś Obywatela G.C.?
      To prawda, obywatel wziął się stąd, że Grzegorz był w jakimś urzędzie, gdzie zwracano się do niego per „obywatelu", a G.C. dodaliśmy, żeby nie było tak bezosobowo. A potem wystylizowałam Obywatela G.C., wymyśliłam dla niego fryzurę, ubrania, sposób zachowania, styl jego zdjęć. [...]
      Kiedy powiedział, że nie ma Republiki i teraz muszę zbudować mu jego świat, poczułam się jak lwica, która otworzy mu drzwi do tego świata. A on go pokocha i poczuje się na swoim miejscu. To dla mnie było ogromne wyzwanie, bo widziałam w nim strach, niepewność, twórczą burzę, jego wielki talent, który kotłował się w nim jak woda gotująca się w dużym garnku. On się bał, a ja miałam gonitwę myśli, jak to zrobić, żeby mu się udało. Byłam wtedy menedżerem i strategiem, przedstawiałam go niezwykłym ludziom, którzy zgadzali się z nim pracować.
      (s. 68-69).
      A braku negatywnych emocji też Ci zazdroszczę, bo we mnie się kotłują do tej pory.

      Usuń
    2. Ożeż, straszliwy ten cytat! Pozbawia już ostatnich złudzeń co do intencji autorki.

      Usuń
    3. We mnie też wizja lwicy otwierającej drzwi wywołała osłupienie i sporo gorzkich myśli. Fragment o stylizowaniu i wymyślaniu fryzury to dla mnie szok, czy jakikolwiek muzyk, kompozytor, autor tekstów zgodziłby się na to, żeby ktoś pod względem artystycznym ugniatał go jak plastelinę? Tym bardziej, że mówimy o człowieku, który przed poznaniem Potockiej odniósł duży sukces.

      Usuń
    4. Nie wytrzymałem :-) wielkim fanem Republiki nie byłem, wolałem raczej TSA :-) ale każdy kto pamięta Grzegorza Ciechowskiego wie, że jego fryzura nie była niczym oryginalnym na tle muzyków nurtu "new romantic" i popersów. Może Potocka i "wymyśliła" a raczej doradziła mu ją ale na pewno nie był to szczyt oryginalnej stylizacji.

      Usuń
    5. Ale Ty mówisz o republikańskiej grzywce, a MP ponoć wymyśliła tę przylizaną fryzurę z okładki płyty "Tak, tak" :P

      Usuń
    6. Tamta słynna grzywka "na Ciechowskiego" była firmowana przez niego, a Potocka twierdzi, że wykreowała go kompleksowo jako Obywatela GC. :) Wspomina o inspiracji sztuką Rodczenki.

      Usuń
    7. Aaaa ... ale i tak to nie Rodczenko był "wynalazcą" takiej fryzury - wystarczy obejrzeć parę amerykańskich filmów gangsterskich z lat 30-tych a na którymś z pewnością, jakiś facet będzie miał na głowie coś podobnego :-).

      Usuń
    8. Problem w tym, że panowie w takich filmach najczęściej mają gustowne kapelusiki. :) Tutaj niezbite dowody na to, że faktycznie wtedy przylizanie było w modzie wśród gangsterów. :)

      Usuń
    9. :D W każdym razie na planie "Wrogów publicznych" zużyto chyba tonę. :)

      Usuń
    10. A propos, tutaj:
      http://allegro.pl/obywatel-i-malgorzata-autograf-ciechowskiego-i3566701381.html
      podobno komentarz Anny Ciechowskiej (w opisie aukcji)

      Usuń
    11. Opis aukcji stworzył chyba mężczyzna, tak mi wynika z form gramatycznych. Chyba że pani Anna dla zmyłki je zmieniła. :)
      Aktualna cena to szok: 162,50 zł.

      Usuń
    12. Właśnie dotarłam do informacji na Pudelku, że to jednak tekst autorstwa drugiej żony. Kolejna tajemnicza historia. :(

      Usuń
    13. Ogólnie rzecz biorąc, magiel się z tego zrobił, i tyle. Szkoda :(

      Usuń
    14. To prawda. Dziwię się, że córki nie wyperswadowały Potockiej pomysłu.

      Usuń
  23. Tu wchodzi mi w parade ta nieznosna i bardzo utrudniajaca mi zycie cecha charakteru, ze za bardzo staram sie zawsze znalezc okolicznosci lagodzace dla obu stron w kazdym konflikcie. To okropne, bo strasznie trudno zajac jakiekolwiek stanowisko. Duzo rzeczy mi sie nasuwa. Pamietam co powiedziala Osiecka w jednej z ksiazek. Ze nie wierzy w rozstania z klasa. Tam, gdzie jedna ze stron straszliwie cierpi nie ma o tym mowy. Rozumiem to i zgadzam sie (do pewnego stopnia). Kiedy masz ochote rwac wlosy z glowy, wyc do ksiezyca w rozpaczy i wydrapywac oczy krzywdzicielom to zachowanie z klasa jest ostatnia rzecza jaka cie przejmuje. Z drugiej strony - Osiecka byla otoczona ludzmi z klasa, wbrew jej pogladowi rozstajacym sie z klasa i nie znala jeszcze wtedy tabloidow. Nie wiedziala, jak daleko moze siegnac brak klasy.
    Bylam w sytuacji - na pewno nie tak dramatycznej i nie tak dalekosieznej i ta sytuacja rozwinela sie dla mnie zupelnie inaczej, ale pamietam ten bol, rozpacz, bezradnosc i straszliwa furie wymieszane w jednakowych proporcjach. Wiec mam dla niej sporo wspolczucia. Mam jednak nadzieje, ze gdybym sie znalazla w identycznej sytuacji to po tylu latach odnalazlabym wiecej spokoju, dla wlasnego dobra starajac sie wybaczyc innym i sobie. Czytalam kiedys wywiad z jego corka i widac bylo, ze ona naprawde stara sie pojsc w tym kierunku, raczej rozumiec niz pluc jadem. No ale ona ma niezaprzeczalnie inna perspektywe.
    Tak ze mimo wszystko, jesli mam oceniac na podstawie podanych cytatow to dominuje we mnie wspolczucie, bo ewidentnie ona nie umiala sobie poradzic z tym wszystkim nie tak naprawde. A to okropne, ciagle miec w kociolku gniew i poczucie krzywdy buzujace od tylu lat i nie prowadzace do niczego konstruktywnego.
    A co do intencji Ciechowskiego pamietam jakis wywiad z nim archiwalny, kiedy dziennikarz probowal go podpytac w tych sprawach. Ciechowski, bardzo uprzejmie i na luzie, ale stanowczo rownoczesnie odpowiedzial, ze przyjal taka zasade, ze nie bedzie rozmawial na ten temat ani komentowal zadnych wypowiedzi tej pani na ow temat. No i koniec kropka. Moze on tez rozumial jej uczucia i nie chcial jej jeszcze bardziej krzywdzic.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochana Hannah, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za to, że zechciałaś podzielić się wrażeniami i sięgnąć do niemiłych wspomnień.
    Szukanie okoliczności łagodzących łączy się z empatią, a to umiejętność, którą bardzo cenię. Często uczestnicy konfliktu wolą, żeby ktoś, kto ich obserwuje, raczej wczuł się w ich sytuację. Absolutnie nie nazwałabym Twojej umiejętności "okropną".
    Zgadzam się, że z Osiecką, że rozstanie i klasa to najczęściej pojęcia, które się wykluczają, zwłaszcza w sytuacji, kiedy rzeczywiście człowiek najchętniej by zwierzęco wył i skowytał.
    Nie neguję prawa Potockiej do wszystkich złych i strasznych uczuć, których doświadczała, bo one są zupełnie naturalne w takiej sytuacji. Fragmenty o tym, jak czuła się po rozstaniu są straszne, do tej pory robi mi się zimno, kiedy o nich pomyślę. Siedmioletnia depresja, problemy z alkoholem, nieudana psychoterapia i rozpaczliwe próby radzenia sobie z rzeczywistością. Trochę sztuczne wydało mi się to, że po wyjeździe do Indii i nauce medytacji prawie wszystkie smutki zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Starałam się zrozumieć jej racje, cierpienie Potockiej wpędziło mnie w podły nastrój, ale jest jeden problem. Nie jestem w stanie pojąć, skąd u niej potrzeba opublikowania swojej historii w formie okraszonej zdjęciami książki? Dla mnie w tym wszystkim jest coś dziwnego. Wystarczy przeczytać fragmenty, w których Potocka pisze o swojej rywalce, żeby natychmiast zauważyć hamowaną złość. Po co te deklaracje, że już osiągnęła harmonię, wybaczyła, skoro wyraźnie widać, że tak nie jest? Po co te wspomnienia? Na pewno taka rozmowa, jaką przeprowadziła z Krystyną Pytlakowską, ma moc oczyszczającą, podobnie jak pisanie o bolesnych sprawach, ale nie sądzę, żeby druk tych złuszczonych warstw bólu i złości miał najmniejszy sens. Jeśli miałby to być poglądowy poradnik dla osób w podobnej sytuacji, morał „wyjedź do Indii”, nie będzie do zrealizowania dla każdego czytelnika. Poza tym pozwolę sobie wyrazić wątpliwość, czy to jest skuteczna metoda.
    Terapeutyczne walory tej publikacji dla samej Potockiej są moim zdaniem dyskusyjne, bo jestem przekonana, że negatywny odbiór jej osoby w mediach w jakiejś formie do niej dotrze. Współczucie na pewno, ale jest w tej osobie coś antypatycznego i to nie są irracjonalne wrażenia, tylko moja reakcja na to, co napisała, a celowo kilka spraw pominęłam, bo to po prostu magiel. Nie rozwijałam też moich przemyśleń o tym, jak opisany drobiazgowo w dzienniku tryb życia, który prowadzili – zaznaczam, że po zdiagnozowaniu poważnego problemu z sercem u GC – wpływał na zdrowie i samopoczucie Ciechowskiego. Kończę ten wątek, bo wkraczam właśnie na grzęzawisko.
    Aż mi się zimno robi, kiedy pomyślę, jak ich rozstanie wyglądałoby w tej chwili, przy totalnym rozpasaniu tabloidów i przy bardzo zdrowym podejściu Ciechowskiego do mediów, którym wyraźnie wyznaczał granice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, fakt ze to nie powinno byc publikowane nie podlega watpliwosci. Kiedys takie rzeczy spisywano w kajetach zamykanych na klucz (a czasami palonych) i walor terapeutyczny byl taki sam. Cel tej publikacji jest dla mnie niejasny, bo sama jestem osoba raczej prywatna i skryta. No ale ja jestem na skrajnym koncu spektrum. Inni moga sie czuc lepiej wyrazajac emocje na forum publicznym. Boje sie jednak, ze tego typu osobiste wynurzenia odslaniaja czesto nieuswiadamiane prawdy, wcale nie pomagajac ich sobie uswiadomic z tego co widze, przynajmniej nie w tym przypadku. Nie wiem, czy to sie moze w ogole jakimkolwiek czytelnikom przydac w sensie pomoc.
      Jest przeciez jasne, ze wcale nie trzeba wyjezdzac do Indii dla przezyc duchowych, no ale to tez takie myslenie nowobogackie na ogol. Indie, medytacja i joga sa cool, new age i w ogole. Zreszta potrafie sobie wyobrazic skokowa poprawe po systematycznej medytacji, (po kazdej zreszta powaznej praktyce duchowej wymagajacej zaangazowania i systematycznosci) - i potem dramatyczny spadek po zarzuceniu regularnosci (co mam wrazenie mialo miejsce).
      Zupelnie nie rozumiem dzisiejszego celebryckiego podejscia do kultury. Juz nawet pietnastolatkom pisze sie biografie, a im wiecej skandalu albo prania brudow tym lepiej.

      Usuń
    2. Jestem naprawdę zdumiona, że nikt z bliskich osób nie zasugerował jej, że publikacja tych wynurzeń to nie jest najlepszy pomysł. Wydawnictwo na pewno nie zastanawiało się nad tym, co będzie lepsze dla MP, tylko myślało o swoich zyskach, a biorąc pod uwagę zamieszanie wokół książki, sukces finansowy jest pewny. W sobotę byłam w dużej księgarni "naziemnej" i ani śladu "Obywatela i Małgorzaty", wszystko wykupione.
      Też wydaje mi się, że sensowne byłoby wyrzucenie tego wszystkiego z siebie, zapisanie i albo zamknięcie na dziesięć spustów, albo natychmiastowe zniszczenie.
      Indie i Tybet w charakterze takich duchowych szpitali są rzeczywiście mocno en vogue, ale obawiam się, że przez to wszystko trzeba się przegryźć samemu, nie ma mowy o cudownym uleczeniu.
      A propos celebryckiego podejścia do kultury to mam wrażenie, że niektórzy mają nadmiar wolnego czasu i stąd potrzeba śledzenia tych różnych skandali. Z drugiej strony po biografie piętnastolatków sięgają ci, którzy generalnie nic nie czytają, więc jest przynajmniej jakaś korzyść. :)

      Usuń
  25. Popraw proszę jeśli się mylę, takie książki jak ta, i np ostatnia książka Stuhra seniora, pisane są pod publiczkę. Mam jedną małą rekomendację, nie ma "negatywnych emocji" są tylko te, źle wyrażane, nie adekwatnie.Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie nie czytałam książki Stuhra, widziałam tylko jakieś fragmenty, ale niestety publiczka leży chyba u podstaw większości takich dzieł.
      Pisząc o negatywnych emocjach miałam na myśli swoją złość, zniecierpliwienie, wewnętrzne rozdygotanie, zażenowanie, bo takie właśnie uczucia dominowały w czasie lektury. Tak bardzo, że cytując liczne fragmenty nieustannie dzieliłam się z nimi z mężem, który miał tego szczerze dosyć. :) Przepraszam, jeśli wyraziłam się nieprecyzyjnie.

      Usuń
  26. Nastał czas, gdy każdy celebryta i nie tylko chce koniecznie wydać książkę wspomnieniową. Ostatnio słychać o książce jaką pisze, napisała, czy tez ma zamiar Pani Tusk.
    Lubię Potocką jako aktorkę. Pamiętam jak bardzo przezywała odejście Ciechowskiego, ale z drugiej strony musiała się z tym liczyć, że młodszy sporo Grzegorz otoczony fankami, a zatem narażony jak mało kto na pokusy może okazać się niewierny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pierwszą osobą, która wspomniała o różnicy wieku, a ja dość często się nad nią zastanawiałam. W książce nie ma na ten temat ani słowa, sprawdziłam ich biogramy w Wikipedii i okazało się, że ta różnica była naprawdę niewielka, tylko 4 lata, a ja z jakichś powodów byłam przekonana, że Ciechowski był od niej sporo młodszy.

      Usuń
    2. Ja również byłam przekonana, że około 8-miu.
      Cztery to nie wiele.

      Usuń
    3. Ja sądziłam, że około 10. :)

      Usuń
  27. Czyli jednym słowem takie Bla, bla, bla z kozetki psychoterapeuty i trochę lansowania siebie. Szkoda tylko, że Obywatela GC w tym wszystkim tak mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak, do tego błędy w tytułach piosenek, co trochę dziwi, skoro autorka przedstawia się jako miłośniczka i muza Republiki. :(

      Usuń
  28. Niektóre z książek nie powinny być napisane, a już na pewno wydane. Ciekawe ile dzienników jest pisane z myślą o wydaniu po latach. Mam nieodparte wrażenie, że ta książka jest tego przykładem. Niestety, a przeczytałabym i o literaturze, i o fascynacjach muzycznych i o Grzegorzu Ciechowskim jako tekściarzu, bo to moim zdaniem najmniej doceniana gałąź jego zawodowych poczynań... "Śmierć ptaka "jest genialną piosenką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się z Tobą zgadzam, dla mnie jego teksty były też bardzo ważne, podobały mi się znacznie bardziej niż słynna grzywka. :) No i jeszcze te tropy literackie. Bardzo żałuję, że często Ciechowski sprowadzany jest do kilku sztandarowych piosenek, a napisał naprawdę wiele ciekawych utworów.

      Usuń
  29. Ale dramatyzujecie i narzekacie. Przecież książka nie jest biografią GC, tylko subiektywnymi wspomnieniami jego partnerki. A każdy ma prawo do własnych wspomnień. Cieszę się, że przeczytałam tę publikację, po pierwsze lepiej poznałam Grzegorza przez pryzmat impresji o nim, po drugie to świetne studium związku. Moja nauka z tej książki - na co uważać, jak pielęgnować relację z partnerem i dbać o nią. Bawi mnie argument, że powstała tyle lat po śmierci lidera republiki. No i co z tego?! Widocznie on w dalszym ciągu siedzi w sercu Małgorzaty, nie pogodziła się z jego śmiercią i wciąż tęskni. Czy Wy nie macie takich osób, które odeszły, a w dalszym ciągu pozostają najważniejszą cząstką Waszego życia? Można nie lubić aktorki, ale odmawiać jej prawa do wspomnień, to już totalna znieczulica. Ja też nie jestem jej fanką, czasem wkurzał mnie mentorski styl jej wypowiedzi, ale rozmowa z nią jest bardzo ciekawa. Piszecie też, że za dużo jej w mediach w związku z książką. Ale czy to wina Potockiej? Zdecydowanie nie. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że za promocją w wydawnictwach stoi dział marketingu, a nie sam autor. Skoro dużo się o tym pisało, to tylko trzeba pogratulować świetnej promocji. Uwierzcie mi, sam autor nie załatwia sobie tych wszystkich wywiadów! Naiwność niektórych wypowiedzi jest porażająca!

    OdpowiedzUsuń