26 października 2013

„Podróże muszą być wierszami” (Carol Dunlop, Julio Cortázar, „Autonauci z kosmostrady”)

„Podróże muszą być wierszami”
To chyba będzie wyjątkowy rok w mojej historii czytania. Jeden z powodów nazywa się Julio Cortázar. W „Opowieściach o kronopiach i famach”  przyzwyczaił mnie do tego, że niespodzianki to jego specjalność, ale i tak „Astronauci z kosmostrady” wielokrotnie wprawiali mnie w osłupienie, wywoływali niekontrolowane ataki chichotu i wyprowadzali w pole. Tak naprawdę to wcale nie w pole, tylko na Autostradę Południową we Francji.

Książka jest pisaną na cztery ręce relacją z wyprawy, którą pisarz odbył z żoną, Carol Dunlop. Obydwoje uznali ją za „nieco szaloną i dość surrealistyczną”[1]. Dwuosobowa ekspedycja rozpoczęła się 23 maja 1982 roku i trwała 33 dni. Carol i Julio podróżowali mikrobusem, zwanym Fefnerem lub Smokiem. Trasa wiodła autostradą Paryż-Marsylia. Zatrzymywali się na wszystkich parkingach, a było ich aż sześćdziesiąt pięć, i prowadzili skrupulatne obserwacje, przypominające wręcz badania naukowe. W książce zamieszczono mnóstwo zdjęć z podróży, a również ilustracje autorstwa czternastoletniego syna Carol, Stephane’a Heberta.
Fefner alias Smok. [Źródło zdjęcia]
Czy warto poznać obszerne sprawozdanie z tej dziwacznej eskapady? Przed podjęciem ostatecznej decyzji proponuję próbę ogniową: najpierw przeczytajcie dedykację „Astronautów z kosmostrady”:
Naszą wyprawę i jej kronikę
dedykujemy wszystkim pomyleńcom świata,
a w szczególności pewnemu
osiemnastowiecznemu angielskiemu kawalerowi,
którego imienia nie możemy sobie przypomnieć
i który dystans dzielący Londyn od Edynburga
przebył wędrując tyłem i wyśpiewując
hymny anabaptystów
.” [2]
Zaliczenie do kategorii pomyleńców napawa Was oburzeniem, a porównanie z ekscentrycznym kawalerem odrazą? Cóż, lektura książki wyłącznie na własną odpowiedzialność. Jeśli natomiast pojawił się chociaż leciutki cień uśmiechu, relację Carol i Julia naprawdę warto czytać dalej.

Wbrew deklaracjom na początku kroniki jej główną bohaterką wcale nie jest autostrada. Wśród komicznych żartów i refleksji na serio, autorzy zahaczają o rozmaite tematy, z wojną o Malwiny i potworem z Loch Ness włącznie. Beztroskie wygłupy przenikają się się z fenomenologią, a Carol i Julio często opowiadają o swojej miłości: „Znaleźliśmy siebie nawzajem i to był nasz Graal na tej ziemi”[3].
Carol [Zdjęcie z książki.]
Dziwaczność formy „Astronautów z kosmostrady” świetnie współgra z osobliwą treścią. To właściwie nie książka, a zbiór dokumentów. Dominują zapiski Carol i Julia - ich drobiazgowy dziennik podróży, inspirowany pamiętnikami dawnych odkrywców i badaczy, ale to nie wszystko. Są też opatrzone zabawnymi tytułami cytaty, między innymi mój ulubiony, o koncercie z fonografu dla pingwinów, a poza tym fragmenty powieści, notatki, mapki, korespondencja, przemyślenia filozoficzne, fotokopie dokumentów, wycinek z gazety, fragmenty poradnika. Prawda miesza się ze zmyśleniem, autentyczne pamiątki sąsiadują z wytworami wyobraźni autorów.

„Astronauci z kosmostrady” to również brawurowa żonglerka rozmaitymi stylami, nastrojami, gatunkami literackimi i konwencjami. Autorzy z przymrużeniem oka nawiązują do reportażu z podróży, literatury fantastycznej, pracy naukowej, diariusza odkrywcy, powieści awanturniczej i epistolarnej, eposu rycerskiego, legendy i baśni: Julio często występuje jako Wilk, a Carol to Niedźwiedzica lub Misiunia. Od mnogości pastiszy chwilami kręci się w głowie! Zapiski Dunlop i Cortazara to feeria humoru, stylistycznego bogactwa i zdumiewających metafor. Od poetyckich: „Autostrada to różowa rzeka, nad którą unosi się ledwo dostrzegalna liliowa mgiełka”[4], aż po absurdalne: „Obserwujemy dużego zająca wielkości małego psa, w kolorze kury, który skacze, jakby chciał naśladować lot motyla.”[5].

Skoro mowa o stylistycznych fajerwerkach, oklaski należą się również polskiej tłumaczce. Na pewno praca nad rozwichrzonym tekstem nie była łatwa. Poza tym chyba mało kto odważyłby się stanąć w translatorskie szranki z Zofią Chądzyńską, która wyśmienicie tłumaczyła książki Cortázara. Marta Jordan zadedykowała swoją pracę poprzedniczce, nazywając ją „niedoścignioną Mistrzynią”. Okazało się, że jest osobą nie tylko skromną, ale i utalentowaną, bo trudne zadanie wykonała świetnie!
Julio. [Zdjęcie z książki.]
Autorzy książki twierdzą, że „podróże muszą być wierszami”[6]. Taka jest właśnie wyprawa Niedźwiedzicy i Wilka. Jednak pointa, która na rozbawionego czytelnika czai się w Postscriptum, przypomina lodowaty prysznic. Ja zupełnie nie byłam przygotowana na zakończenie, które do tej historii dopisał los. Cała opowieść nabrała innego sensu, bo dopiero wtedy dowiedziałam się, czym naprawdę była ta zwariowana eskapada. Czytając „Astronautów z kosmostrady”, czasami miałam wrażenie, że relacja jest zbyt szczegółowa, ale teraz pietyzm wcale mnie nie dziwi. Jak dobrze, że polski wydawca nie zdradził finału na okładce. Ja też tego nie zrobię. Tym bardziej, że słowa więzną w gardle.
_________
[1] Carol Dunlop, Julio Cortázar, Autonauci z kosmostrady albo ponadczasowa podróż Paryż-Marsylia, tłum. Marta Jordan, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, 1999, s. 13.
[2] Tamże, s. 9.
[3] Tamże, s. 325.
[4] Tamże, s. 232.
[5] Tamże, s. 43.
[6] Tamże, s. 312.

Moja ocena: 5
Julio Cortázar.

67 komentarzy:

  1. "Opowieści o kronopiach i famach" czytałam jeszcze w liceum. Jesli ta książka jest choć w połowie tak dobra to z przyjemnością przeczytam (zwłaszcza, że dobrze się czuję w klimatach surrealistycznych :-))
    Dodatkowo intryguje mnie zakończenie, o świetnej jakości Twojej recenzji świadczy (prócz walorów oczywistych) fakt, że nie podałaś szczegółów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za miłe słowa Jeżanno. Okropnie Ci zazdroszczę, że Twoja znajomość z Cortazarem już trochę trwa. U mnie to tegoroczna świeżynka. :)
      Poczucie humoru Carol i Julia zdecydowanie w klimatach surrealistycznych.
      Zakończenie druzgocące i sprawia, że chciałoby się przeczytać tę ksiązkę od razu jeszcze raz, będąc bogatszym o tę wiedzę.

      Usuń
    2. Moja znajomość z Cortázarem rozpoczęła się od ambitnego planu przeczytania "Gry w klasy". Okazało się niestety, że był to plan zbyt, jak dla mnie, ambitny...
      Za to kolejna próba zaznajomienia się z jego twórczością została zwieńczona sukcesem - "Kronopie..." to jedna z lepszych książek, jakie czytałam :-)
      Wprawdzie wizja druzgocącego zakończenia jest przygnębiająca, ale ta niewiadoma jeszcze zaostrza mój apetyt na "Autonautów..."

      Usuń
    3. U mnie scenariusz był jota w jotę identyczny. :) Też kiedyś zaliczyłam nieudane podejście do "Gry w klasy". Mam nadzieję, że odważę się na powtórkę, ale chwilowo jeszcze będę się chyba trzymać opowiadań.
      "Autonauci..." są podobno najbardziej osobistą książką Cortazara i tę intymność widać również w towarzyszących opowieści zdjęciach.
      Zakończenie niestety dojmująco smutne.

      Usuń
  2. Podobnie jak Jeżanna próbowałam kiedyś przeczytać "Grę w klasy" i ciągle się zacinałam na początku.. Nadal jednak planuję kiedyś podjąć wyzwanie ;-) Potem próbowałam opowiadań, ale że moja cierpliwość do krótszych form ma swoje granicę to i tu nie wyszło. A z tego co piszesz Cortazar to naprawdę interesująca postać.. I choć nie zdradzasz finału podróży to mam pewne bardzo smutne wyobrażenia o co mogło chodzić.. Co nasuwa nieco ów pietyzm w kwestii szczegółów..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy u mnie w ogóle był jakiś początek w "Grze w klasy". Pamiętam, że tak mnie skonfundowały wyjaśnienia autora, że książkę można czytać na dwa sposoby, rozdział po rozdziale według kolejności i według specjalnego porządku, że już chyba w tym momencie spanikowałam i zrejterowałam. :)
      W "Opowieściach o kronopiach i famach” po prostu się zakochałam. Mam nadzieję, że choć nie przepadasz za krótkimi formami, kiedyś się skusisz. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że specyficzne, lekko abstrakcyjne poczucie humoru Cortazara nie wszystkim odpowiada.
      A o "Postrcriptum" to tylko rzewnie pomilczę.

      Usuń
    2. A ja się strasznie napaliłem na to czytanie "Gry" na dwa sposoby, ale chyba przy lekturze zażywałem nie to, co powinienem, więc szybko zrezygnowałem:)

      Usuń
    3. W tej chwili mnie też pomysł niesamowicie się podoba, ale wtedy zwyczajnie stchórzyłam. :)
      Swoją drogą "Autonautów..." też powinno się czytać 2 razy, przed "Postscriptum" i po jego przeczytaniu.

      Usuń
  3. Uśmiechnąłem się przy dedykacji i być może nawet przebrnąłbym przez Autonautów, ale jakoś brakuje mi ochoty w ponowne zagłębianie się w literaturę latynoamerykańską. To zdecydowanie nie była moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce urodzenia Carol Dunlop to USA, a podróż odbyła się we Francji, więc książka jest tylko częściowo latynoamerykańska. :)

      Usuń
    2. Nie wierzę, żeby Cortazar nie wywarł na niej swego piętna, autorzy z tamtego kręgu nie rezygnowali łatwo ze swej indywidualności:P

      Usuń
    3. Wywarł, a żona mu dzielnie dotrzymuje kroku, choć była wtedy znacznie mniej znaną i podziwianą pisarką niż on. W porównaniu z "Opowieściami o kronopiach..." to jest książka o wiele bardziej realistyczna.

      Usuń
    4. Marqueza też wolę w wydaniu bardziej realistycznym, to może i z Cortazarem zadziała. Ale najpierw "Opowieść rozbitka".

      Usuń
    5. "Opowieść rozbitka" to kolejny hit tego roku, powinnam ozłocić Koczowniczkę. :) Usilnie namawiam do przeczytania.

      Usuń
    6. Stoi na wierzchu, mam nadzieję, że przebije "Na fałszywych papierach w Chile".

      Usuń
    7. "Opowieść..." jest tak cieniutka, że lada podmuch ją zwieje, więc lepiej niech długo nie stoi. :)

      Usuń
    8. Jest przytrzaśnięta czymś cięższym, ale wydłubię ją niedługo. Oby,

      Usuń
    9. Najważniejsze, że wiadomo, gdzie jest. :) Wczoraj wyruszyłam na hałdę z heroiczną misją poszukiwania książki Carson McCullers, która w pewnym momencie po prostu na mnie spadła. :D Więc może trzeba po prostu pomyśleć tytuł, stanąć przy regale/hałdzie, mocno potrząsnąć i zobaczyć, co zleci. :)

      Usuń
    10. Zważywszy na to, że regał jest monolitem ze ścianą, to zatrząść by nim mogło jedynie trzęsienie ziemi:P A książka stoi mi przed oczami w rzędzie tych do przeczytania w pierwszej kolejności - co, jak wiadomo, oznacza, że doczekać się nie mogą od dawna:P

      Usuń
    11. No nie, to potrząsanie monolitem stanowczo odradzam! :) Nasza hałda to struktura bardziej złożona i rozchybotana, więc tarmoszenie i ugniatanie daje ciekawe efekty. :)

      Usuń
    12. Potrząsanie zastępuję więc losowaniem numerków z bardzo długiej listy:D Zawsze coś dziwnego wypadnie.

      Usuń
    13. U mnie brak jakiejkolwiek listy wyklucza tę statyczną metodę. :)

      Usuń
    14. Od dawna namawiam do wprowadzenia metod naukowych :D

      Usuń
    15. Pamiętam i dziękuję za dobry przykład i doping. :)

      Usuń
    16. Jeszcze parę razy wywrę naciski :)

      Usuń
    17. Przypuszczam, że metody drastyczne nie będą potrzebne, żeby mnie przekonać, bo już w tej chwili znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem, a metody z szarpaniem hałdy wolałabym jednak nie nadużywać. :)

      Usuń
    18. Postaraj się o dużo kartonów po bananach i układaj w nich książki, starannie je ponumerowawszy i zrobiwszy spis w komputerze. Chociaż nie wiem, co gorsze przy próbie wyciągnięcia czegokolwiek - lecące na głowę pojedyncze tomy czy ciężkie pudła:P

      Usuń
    19. Nie chcę nic mówić, ale w ubiegłym roku miała miejsce rozpaczliwa próba zapakowania części księgozbioru w opisane kartony (tzn. literki od do), nie po bananach tylko nabyte w markecie budowlanym, w gustowne paseczki, ale piramida pudeł faktycznie okazała się porażką. :)

      Usuń
    20. Takie eleganckie gotowce na książki się nie nadają, tylko bananowce:)

      Usuń
    21. Po kilku tygodniach użytkowania gotowce wyglądały gorzej niż bananowce. :(

      Usuń
    22. Najgorsze są zapadki w dnie. :(

      Usuń
  4. W zamierzchłych latach młodości miałem ambitny zamiar przeczytania "Gry w klasy" - skończyło się na wypożyczeniu książki i chyba dwóch rozdziałach. Za to we wdzięcznej pamięci :-) zapisały mi się "Wielkie wygrane", może dlatego że nie wydawała mi się zbyt południowoamerykańska :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że "Wielkie wygrane" zgodnie z tytułem okazały się czytelniczym zwycięstwem. :) Mnie "Gra w klasy" kiedyś przerosła.
      Widzę, że "południowoamerykańskość" w literaturze u Ciebie i Zacofanego w lekturze wywołuje falę negatywnych skojarzeń, trzeba będzie przeprowadzić akcję odczulania. :)

      Usuń
    2. Bez przesady pamiętam, że kiedyś bardzo mi się podobało "Sto lat samotności" i byłem też pod wrażeniem "Czarodziejskiego ptaka ułudy" zwłaszcza epizodu z zapalonym cygarem i papugą :-).

      Usuń
    3. "Sto lat samotności" to jedna z moich najukochańszych powieści, przepadam za nią. "Czarodziejskiego ptaka ułudy" jeszcze nie czytałam, ale zawsze intrygował mnie tytuł. Mam nadzieję, że niebawem przekonam się, czy to właśnie wspomniana przez Ciebie papuga była ptakiem ułudy. :)

      Usuń
    4. No nie wiem czy będziesz lekturą usatysfakcjonowana - epizod, który zapadł mi w pamięci chyba bliższy jest koszarowemu poczuciu humoru niż Twojemu gustowi :-)

      Usuń
    5. To się dopiero okaże. :) Tytuł w oryginale brzmi jeszcze lepiej: "El Pájaro del Dulce Encanto".

      Usuń
    6. W razie czego pamiętaj, że ostrzegałem :-)

      Usuń
    7. Dobrze, przestrogi zapamiętam. :)

      Usuń
  5. Patrząc na zdjęcie, sądziłam, że to jakiś biały kruk, książka z odzysku, albo coś w tym stylu. Co za okładka!:) Treść na oko zupełnie odmienna od tego, do czego Cortazar zdążył mnie przyzwyczaić, więc czuję się zachęcona do lektury.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Coratazar ma przechlapane u wielu osób. :)
      Właśnie obawiałam się, że okładka zostanie uznana za moje impresje fotograficzne na temat strony tytułowej, a ona tak właśnie wygląda. :) Okazuje się, że to była seria o nazwie Portrety, ale jej żywot chyba okazał się krótki. Tutaj spis, ale już widzę, że niepełny, bo wydali też np. korespondencję Karen Blixen.

      Usuń
    2. Chyba źle się wyraziłam: czuję się zachęcona szczególnie ze względu na nowy temat książki, z Cortazarem miałam wyłącznie przyjemne spotkania.;)

      Usuń
    3. Zrozumiałam, że skoro odmienność tej książki Cię zachęca, to Cortazar w wersji typowej nie wywołuje u Ciebie entuzjazmu. :) A swoją drogą ostatnio o nim cicho. Niedawno wydano "Niespodziewane stronice", zbiór tekstów, które żona Cortazara Aurora Bernardez ponoć znalazła w 2006 r. w starej komodzie, ale nie widziałam na blogach chyba ani jednej recenzji. Jeszcze nie czytałam, ale mam w planach, choć szczerze mówiąc to odkrycie pachnie mi tanią sensacją, poza tym obawiam się, że skoro sam Cortazar nie wydał tych opowiadań, nie jest to rewelacja.

      Usuń
    4. Latem było w PR2 kilka audycji o JC, z adaptacją "Gry..." włącznie. Już wtedy obiecałam sobie jakąś powtórkę, ale wciąż coś staje nam na drodze.;(
      Ja też się zawsze obawiam podobnych znalezisk ze strychu lib z komody.;)

      Usuń
    5. Radiowa adaptacja "Gry.." to musiało być ambitne zadanie. Ciekawe, na jaką kolejność rozdziałów zdecydował się scenarzysta.
      Na znalezisko chyba trzeba patrzeć z dystansem, choć opowieść o niesamowitym odkryciu w komodzie ma swój urok. :)

      Usuń
    6. Niestety mogłam wysłuchać tylko fragmentu audycji (trwała tylko godzinę), ale to co usłyszałam, znakomicie oddawało klimat spotkania w kawiarni. Dym z papierosów i zapach kawy były wyczuwalne;)))

      Usuń
    7. To był mały trening przed lekturą książki o warszawskich kawiarniach. :) Wyobrażam sobie smużkę papierosowego dymu i opary aromatycznej kawy unoszące się nad radiem.:) Trudno się dziwić, że aktorzy zachowywali się histerycznie, o czym wspomniała Peek-a-boo, używki na pewno były reglamentowane i nie wiedzieli, czy dla wszystkich starczy. :)

      Usuń
    8. Ja tam słyszałam przede wszystkim młodość, ew. podniecenie (nie histeria) wynikała raczej z przeżywania pewnych spraw - w tym wieku to się zdarza.;)

      Usuń
    9. Temat obadam i jeśli mnie wciągnie, drobiazgowo zrelacjonuję. :)

      Usuń
  6. Ta książka czeka na mnie i czeka i wiecznie ja odkładam. Okazuje się ze niesłusznie. Słyszałam fragment Gry w radio, wydawał mi się trochę rozhisteryzowana. Zresztą tekst samej książki tez jakoś mnie nie przekonał, za to bardzo dobrze wspominam Wielkie Wygrane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Autonauci..." są chyba w cieniu książek Cortazara właściwego. :) Nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, natknęłam się przypadkiem na wyprzedaży w osiedlowej księgarni.
      "Gra..." intryguje mnie coraz bardziej, choć nie widzę, żeby ktoś był nią stuprocentowo oczarowany. Z radiowymi słuchowiskami czasem tak bywa, niektórzy aktorzy chcą chyba przerysowaną, histeryczną grą zrekompensować biednemu widzowi, że ich nie widzi. :)
      Dzięki za polecenie "Wielkich...", to już drugi głos za. :)

      Usuń
  7. U mnie pojawił się nie cień uśmiechu, a prawdziwy i pełnowartościowy uśmiech. A ostatni akapit intryguje tak bardzo, że MUSZĘ to przeczytać. Mam wrażenie, że ta książka jest tak bogata (różnorodna), że znajdę w niej co najmniej kilka książek- pod względem stylu, tematów itp. Sprawdzę czy dobrze podejrzewam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę z tego uśmiechu i mam nadzieję, że będzie Ci towarzyszył cały czas w czasie czytania "Autonautów...". Zachęcam do zapoznania się z "Postcriptum" dopiero na końcu, wtedy odbiór tej historii będzie inny.
      Twoja uwaga o wielu książkach w jednej jest bardzo słuszna! Na przykład pojawia się wątek zmyślonej kobiety, która spotyka Carol i Julia przypadkiem na trasie, po czym dostaje na ich punkcie obsesji. Zaczyna ich obserwować i podglądać, a wrażenia opisuje w listach do syna, które pojawiają się w książce kilka razy. Plus jeszcze inne liczne wątki. :)

      Usuń
    2. Bardzo, bardzo zachęcasz. Bardzo cenię Cię za to, że pokazujesz tak ciekawe książki, odkopujesz skądś te perełki i kusisz:) Wypatrzyłam już "Autonautów" w katalogu mojej biblioteki, zaczaję się na nich;)

      Usuń
    3. To dla mnie wielka radość, że postanowiłaś się zaczaić na "Autonautów..."! :) Mam nadzieję, że nie będzie trzeba na nich długo czekać.
      Jesteś bardzo miła, ale moja zasługa jest naprawdę niewielka, po prostu miałam szczęście, bo zajrzałam do osiedlowej księgarni, kiedy "Autonauci.." smętnie czekali na mnie na półkach z przeceną, i tak się spotkaliśmy. :)

      Usuń
  8. Dobrze pamiętam Twoją recenzję „Opowieści o kronopiach i famach”, dzisiejsza jest równie ciekawa:) Oczywiście lubię takie odjechane historie, więc będę o książce pamiętać:) Masz prawdziwy talent do ich wyszukiwania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję Olu za ciepłe słowa i gorąco namawiam, żebyś Ty też kiedyś wyruszyła w podróż z sympatycznymi Autonautami. :)

      Usuń
  9. Dedykacja tak bardzo w moim duchu, że bierę, jak znajdę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko przedsmak, w książce jest takiego humoru jeszcze więcej, choć i tak miałam lekki niedosyt. :)

      Usuń
    2. Bazylu, polecam Ci na przykład fragment o pingwinach pod tytułem "Badacze, jakich lubimy":
      "Idę w odwiedziny do pingwinów i proponuję im koncert z fonografu. Już nieraz robiliśmy to z powodzeniem, tym razem jednak rezultat przekracza wszelkie wyobrażenie. Puszczam im do posłuchania "Ouvre tes yeux bleus, ma mignonne", który to utwór mój znakomity przyjaciel Lassalle specjalnie dla nas wykonał przed wyjazdem, i wydawać by się. mogło, że pingwiny potrafią docenić talent tego wielkiego artysty, ponieważ jeden z nich próbował wejść do tuby, prawdopodobnie żeby lepiej słyszeć. Chciałem również nagrać głos i krzyki pingwinów, ale wynik był prawie żaden." :)

      Usuń
  10. Dedykacja wywołała uśmiech. Cortaz to kolejny autor przede mną. Ostrzeżona licznymi komentarzami nie sięgnę po Grę w klasy, a będąc świeżo po podróży (nieco krótszej, bo 21 dniowej) mogę tylko dodać, że podróżowanie to poznawanie nie tylko miejsc, ludzi, ale chyba przede wszystkim siebie. Ja w każdym razie dowiedziałam się czegoś nowego o sobie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy tygodnie to też całkiem sporo, Twoja podróż była nie wierszem, a poematem. :) Z Twoich informacji w komentarzach wiem, że trasa tej eskapady była wspaniala i niecierpliwie wypatruję opowieści.
      Zgadzam się z Tobą, że podróżowanie jest też wędrówką wgłąb siebie i mimo humorystycznej otoczki taka jest również wyprawa Carol i Julia.

      Usuń
  11. Zaczynam się tego Cortazara wprost BAĆ... tak wszyscy narzekają na "Grę w klasy" :) a przecież jak najbardziej mam ją w planach, podobnie jak parę innych jego pozycji (przeczytałam tylko "Ośmiościan"). Niegdyś zbierało się literaturę iberoamerykańską namiętnie - choć niekoniecznie czytało, może tylko Marquez był takim pewniakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błagam, tylko się nie przestraszaj! :) O "Grze w klasy" jeszcze nic nie mogę powiedzieć, ale proponuję zacząć od "Opowieści o kronopiach i famach". Zakochałam się w nich dzięki notkom u Zbyszka, u niego było sporo fragmentów i proponuję, żebyś tam je przetestowała. Tutaj link.Jak już uprzedzałam, poczucie humoru szczególne, ale mam nadzieję, że Ciebie też zauroczy.
      Na literaturę latynoamerykańską był prawdziwy szał, a odpowiedzią na niego była słynna seria wydawnicza. Teraz trochę ucichło, choć Nobel Llosy wywołał renesans. :) A kultowa seria chyba w fazie schyłkowej - widziałam jakieś egzemplarze w taniej książce, a nic nowego chyba nie ma w zapowiedziach.

      Usuń
  12. Książka leży na mojej półce już od pewnego czasu. Czeka i dojrzewa.

    A jeśli chodzi o twórczość Cortázara to absolutnie nie należy się jej bać! Owszem, Julio wymaga od czytelnika intelektualnego wysiłku, jego dzieła nie są miałką rozrywką z płaskimi bohaterami i przewidywalną fabułą, ale cała jego twórczość przesiąknięta jest magicznymi pierwiastkami. Czytałem "Grę w klasy", "Książkę dla Manuela", "Wielkie wygrane" oraz zbiór opowiadań, reportaży i innych dzieł pt. "Niespodziewane stronice" i żadna z tych pozycji mnie nie zawiodła. Powiem więcej, każda z książek odcisnęła na moim umyśle wyraźne piętno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że sięgniesz po "Autonautów..." i potem opowiesz o swoich wrażeniach. Mam dobre przeczucia. :)
      Magiczne pierwiastki są też wyczuwalne w "Opowieściach o kronopiach i famach", bardzo polecam ten niezwykły zbiór opowiadań. Cieszę się, że Ty również bardzo cenisz twórczość Cortazara i dzięki za dodanie odwagi do dalszego jej zgłębiania. :)

      Usuń