środa, 30 marca 2011

Ylljet Aliçka , "Kompromis: 13 opowiadań albańskich"

Otwarcie, krótko i jasno

Podobno Albańczycy nazywają swój kraj Shqipëria. Wyraz ten pochodzi od słowa shqipoj, które znaczy mówić otwarcie, krótko i jasno. Po przeczytaniu książki pisarza z tego kraju, Ylljeta Aliçki, odnoszę wrażenie, że to bardzo trafny przydomek.

Trzynaście utworów składających się na zbiór "Kompromis" łączy szczery i naturalny ton. Akcja opowiadań toczy się w czasach, gdy Albania była państwem komunistycznym, ale także bardziej współcześnie, po przemianach politycznych. Większe wrażenie zrobiły na mnie teksty stanowiące powrót do niechlubnej przeszłości. 

Szokującym i smutnym odkryciem była dla mnie informacja przeczytana w świetnym posłowiu autorstwa tłumaczki, że fakty opisywane w opowiadaniach nie są kreacją literacką, one zdarzyły się naprawdę. To nie jest teatr absurdu rodem z Mrożka. To rzeczywistość. Wprawdzie Aliçka relacjonuje wydarzenia z poczuciem humoru  i trochę mroczną ironią, ale również z wyrozumiałością dla ludzkich słabości.

Czerwona Albania była miejscem zdecydowanie straszniejszym niż Polska w tamtych czasach. Świat, który wyłania się z utworów Aliçki, jest okrutny i przygnębiający. Bardzo zaciekawiły mnie informacje dotyczące szkolnictwa. Młodzi absolwenci uczelni są wysyłani do odległych miejscowości. Dostają nakaz pracy. Na dobry początek czeka przestroga, która porządkuje światopogląd: "Najważniejszy jest sekretarz partii, nauczyciel Sabafi, po nim kierownik spółdzielni."[1] W szkołach przemoc fizyczna grona pedagogicznego wobec dzieci jest czymś naturalnym. Oto charakterystyka dyrektora: "Porządny człowiek. Uczniów bije tak rzadko, że się o tym nie pamięta. Tylko że jak bije, to do nieprzytomności."[2] Przejęzyczenie chłopca, który na lekcji powiedział, że "Chiny są krajem rewizjonistycznym" wywołuje wielkie poruszenie. Dziecko zostaje poddane upokarzającemu przesłuchaniu. Państwo ingeruje we wszystkie sfery życia. Za czytanie i rozpowszechnianie Biblii, dzieł Sartre'a i innych egzystencjalistów "z ich smutkiem i kontrrewolucyjną żałością"[3] grozi utrata wolności i zesłanie rodziny.

Autor ciepło i serdecznie mówi o swoich bohaterach, choć niekiedy ma też do nich sarkastyczny dystans. Są to głównie prości ludzie, od których sytuacja polityczna wymaga jasnych deklaracji, sprzecznych z wyznawanymi przez nich wartościami. Skończyłam czytać "Kompromis", ale po odłożeniu książki na półkę wiele postaci mam przed oczami. Chmurnego Prenga, który godzinami stał w kolejce po chleb "w strugach zimnego deszczu ze spływającymi mu po rzęsach kroplami"[4], a gdy przychodziła jego kolej ekspedientka ogłaszała triumfalnie, że pieczywo się skończyło. Starszą panią, która zostaje wśród wyzwisk wyrzucona z autobusu, gdy okazuje się, że jedzie w odwiedziny do syna - więźnia politycznego. Marka, staruszka-analfabetę, który szlochał słuchając kolei swego losu opisanych w liście. Wszyscy chwytają za serce, bez taniego sentymentalizmu.

"Hasła" to opowiadanie, które zrobiło na mnie największe wrażenie. Według zasady "i śmieszno, i straszno" znajdziemy w nim zarówno opary absurdu, jak i melancholijną zadumę. Młody nauczyciel Andrea dostaje nakaz pracy w wiejskiej szkole w górach. Okazuje się, że uczniowie i nauczyciele mają obowiązek układać widoczne z daleka hasła propagandowe z kamieni według zasady: "chcesz być dobrze widziany przez Partię i Władzę - zakasz rękawy i ładnie ułóż hasło."[5] Na ułożeniu sloganu praca się nie kończy. Trzeba je odwiedzać, czyścić z liści, kurzu i błota, pilnować, aby było w stanie nienaruszonym, na bieżąco uzupełniać ubytki. Oto przykłady takich sentencji, które należało pracowicie układać z kamieni:
"Najniebezpieczniejszy wróg, to wróg, o którym się zapomina"
"Partia - to bojowy oręż klasy robotniczej."
"Im silniejsza Dyktatura Proletariatu, tym silniejsza Demokracja Socjalistyczna".
Długość haseł zależy od humoru przydzielających. Nauczyciele, którzy są pupilami władz, dostają slogany typu: "Iść z duchem czasu". Niemile widziane elementy wywrotowe muszą biedzić się z tasiemcowymi aforyzmami: "Trzeba myśleć, trzeba pracować, trzeba żyć, jak rewolucjoniści." Układanie haseł i opieka nad nimi prowadzi do wielu perypetii, którym poświęcone jest to opowiadanie.

To prawda, YlljetAliçka pisze otwarcie, krótko i jasno. Jego opowiadania są minimalistyczne pod względem stylu. Z taką oszczędnością słów, precyzją,  powściągliwością nie spotykamy się często. Lapidarne opowieści ubarwiają błyski czarnego humoru rodem z Kusturicy (na przykład problemy z umieszczeniem zwłok ojca w kostnicy w "Adonisie").

Opowiadania Aliçki doczekały się udanej francusko-albańskiej adaptacji filmowej. Na podstawie trzech utworów nakręcono "Hasła" (m.in. Nagroda Młodych w Cannes w 2001 roku).

Na mojej literackiej mapie Albania dotychczas stanowiła białą plamę. "Kompromis" obudził we mnie spory apetyt na kolejne książki z tego kręgu kulturowego.
_____
[1] Ylljet Aliçka, "Kompromis: 13 opowiadań albańskich", tłum. Dorota Horodyska, Fundacja Pogranicze, 2002, s. 5.
[2] Tamże, s. 5. 
[3] Tamże, s. 48.
[4] Tamże, s. 27.
[5] Tamże, s. 6.

Moja ocena: 4+
Ylljet Aliçka

22 komentarze:

  1. Wpisuję na listę, bardzo mnie zaciekawiła twoja recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ~ MONIKA SJOHOLM
    A ja pod wpływem Twojej recenzji książki Vorpsi, w poniedziałek pożyczyłam "Kraj, gdzie nigdy się nie umiera" z biblioteki. :)
    Żałuję tylko, że tak niewiele książek albańskich zostało przełożonych na język polski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lirael, jak tak dalej pójdzie to kredytu mi zabraknie na te wszystki świetne książki, które opisujesz:D. Mam nadzieję, że będę miała możliwość przeczytać te opowiadania, bo bardzo mnie zachęciłaś:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli planujesz spotkania z albańską literaturą, Iza (Filety z Izydora) opisywała niedawno "Córkę Agamemnona" I.Kadare - może Cię zainteresuje.
    Ja odnotowuję "Kompromis" - z chęcią przeczytam o życiu w Albanii komunistycznej i współczesnej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno przeczytam, zwłaszcza, że bardzo mnie zaciekawiłaś :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdaje się, że książki z tej serii Pogranicza można brać w ciemno. Ja biorę :)
    A albańskiej literatury do tej pory nie czytałam. Odnotuję tytuł i będę się rozglądać póki co.

    OdpowiedzUsuń
  7. ~ kasandra_85
    Nie pozostaje mi nic innego jak umieścić na blogu adnotację: "Za długi Kasandry nie odpowiadam". :) Mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle. A tak serio to miło mi, że książki, które przykuwają moją uwagę, dla Ciebie też są interesujące.

    ~ viv
    Zarówno w tekście opowiadań jak i w posłowiu Kadare był podawany jako poważny kandydat do literackiego Nobla. Recenzja Izy bardzo ciekawa!
    W przeciwieństwie do innych albańskich twórców Kadare doczekał się kilku tłumaczeń na język polski. Z posłowia dowiedziałam się, że albański jest trudny, tak zresztą wygląda okiem laika na pierwszy rzut oka. :)

    ~ pandorcia
    Mam nadzieję, że w Tobie też te opowiadania wywołają wzruszenie.

    ~ maiooffka
    Moim zdaniem to intrygująca seria i żałuję, że jest niezbyt popularna. W bibliotekach natknęłam się tylko na "Inną Wenecję", na inne pozycje poluję na Allegro. Przypuszczam, że nakłady są niewielkie. Zajrzałam ponownie na stronę Fundacji Pogranicze. Wydaje mi się, że robią dużo pożytecznych i ciekawych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie sie paradoksalnie skojarzylo "Czytajac Lolite w Teheranie" - o milosci do literatury i azylu w literaturze w czasach rewolucji islamskiej w Iranie. Ostatnio coraz czesciej ta ksiazka do mnie wraca, nie wiem czemu.

    Wlosy sie czlowiekowi jeza, jakie te hasla podobne, jezyk rewolucyjny dokladnie taki sam, ten sam rodzaj argumentacji, a czlowiek, ktory twierdzi ze Gatsby nie zacheca do cudzolostwa, Dom na Placu Waszyngtona nie jest niemoralny, choc rzeczywiscie corka sprzeciwia sie tam ojcu, i jesli sie powykresla slowo "wino" z Hemingwaya to sie groteska zrobi - taki czlowiek czuje sie bezradny i pelen gniewu rownoczesnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba widzialam ten film, bo kojarze postac nauczyciela. ogladalam tez pare reprotazy z albanii. jak dla mnie przerazajaca egzotyka - oni teraz podobno wszyscy dali by noge do wloch

    ciekawa tez j instytucja kobiety, kt w przypadku braku mezczyzn staje sie glowa rodziny, obcina wlosy, pali i zachowuje jak facet. oni maja kodeks honorowy jeszcze od sredniowiecza i obowiazek zemsty przechodzi z ojca na syna - stad ten brak mezczyzn w rodzinie

    co prawda spotkalam raz na dworcu w warszawie pana, kt za komuny spedzil troche czasu w albanii i twierdzi, ze albanczycy to kubek w kubek polacy - ale sama tego na wlasnej skórze nie doswiadczylam (w SE pojawil sie desant albanczyków z kosowa)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak sobie myślę, czytając Twoją recenzję (i nie znając Alicka), że silne jest to zderzenie absurdu oficjalności z prostotą bohaterów. Tu jest szansa na ciekawe -nomen omen - "pogranicze". Bez tego styku waga opowiadań byłby lżejsza. Albania (i Rumunia): do odkrycia. Mnie -w planach- bliżej do Rumunii (znacząco brzmiący tytuł, który od niedawna na ekranach: "Peryferie"). Niby europejska prowincja, ale axis mundi jest wszędzie.
    Pozdrawiam
    ren

    OdpowiedzUsuń
  11. ~ Hannah
    To jest bardzo dobre skojarzenie!
    Oczywiście albańskie wioski i Teheran to miejsca odległe pod każdym możliwym względem, ale sytuacja polityczna w obydwóch miejscach opierała się na terrorze i deptaniu praw człowieka.
    Opowiadanie Aliçki, które dotyczy książek, to "Koledzy".
    Bohaterowie są głodni wartościowej literatury i pochłaniają zakazane książki, ryzykując wiele. Przekład "Jednego dnia Iwana Denisowicza" siedmioosobowa grupa studentów potrafiła przeczytać w dwadzieścia cztery godziny. "Nic nie zastąpi magii zakazanej książki." (s. 52)
    "Czytajac Lolite w Teheranie" wspominam z mieszanymi uczuciami. Może dlatego, że polowałam na tę książkę kilka lat, spodziewałam się czegoś wyjątkowego? W każdym razie irytował mnie chwilami patetyczny styl. Najmilej wspominam rozdział o Austen.
    Współczułam bohaterkom, podobnie jak ludziom opisywanym przez Aliçkę.
    Wolność słowa jest piękna. Dzięki takim książkom uświadamiam sobie jej wartość.

    ~ blog sygrydy dumnej
    Zazdroszczę, że oglądałaś film. mnie to jeszcze nie było dane. Przypuszczam, że też jest rozczulająco zabawny, a jednocześnie przejmujący. Chętnie go kiedyś zobaczę.
    Bardzo niewiele wiem o Albanii, ale reżim, który panował w czasach komunizmu na pewno nieźle ją poturbował.
    Kobiet u Aliçki nie ma zbyt wiele. Taką energiczną i pewną siebie pamiętam jedną. Motyw rodzinnej zemsty też raczej nie pojawia się w tych opowiadaniach - ci ludzie są chyba zbyt zastraszeni, aby targały nimi takie silne uczucia. Kodeks honorowy niestety zapomniany. kwitnie donosicielstwo i konformizm.
    To ciekawe na ile Polska przypomina Albanię. Na pewno historyczne doświadczenia mamy podobne, choć z nami los obył się niewątpliwie łagodniej.
    Kosowo to kolejny smutny rozdział historii, któremu warto by się bliżej przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  12. ~ tamaryszek
    Pozostając w tych klimatach polecam - o ile jeszcze nie oglądałaś - zabawny film "Księga rekordów Szutki". Rzecz dotyczy nie Albanii ani Rumunii, a Macedonii, ale tematyka "pograniczna" mocno aktualna.
    Przerażające jest to, że to w gruncie rzeczy poczciwe osoby. System wyzwala w nich to, co najgorsze. W jednym z opowiadań kierowca, który wyrzuca starszą osobę - matkę więźnia politycznego z autobusu tak naprawdę to tzw. swój chłop - odrobina władzy nad pasażerami zamienia go w okrutnego prostaka.
    Filmowe "Peryferie" zapowiadają się ciekawie!
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tym razem chyba nie dopiszę do listy. Nie dlatego, że mi literatura albańska nie pasuje. Wręcz przeciwnie chętnie bym poznała. Nie przepadam po prostu za opowiadaniami. Może kiedyś się to zmieni, ale na siłę próbować nie będę

    OdpowiedzUsuń
  14. ~ grendella
    Jeśli nie przepadasz za opowiadaniami, "Kompromis" raczej Cię nie oczaruje. Wyłącznie opowiadania, w dodatku dosyć krótkie.
    Nie ma sensu się zmuszać, jeśli wolisz obszerniejsze formy prozatorskie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo zaciekawiłeś mnie tymi opowiadaniami. W ostatnie wakacje byłam jeden dzień w Albanii i ten kraj mnie zafascynował, nawet mam książkę o jego historii do poczytania, gdy będę miała więcej wolnego czasu;]
    I będąc w Albanii można odnieść wrażenie, że to jedno wielkie gruzowisko, w którym chaotycznie budują się nowe domy. Wszędzie są bunkry po reżimie itd. I jadąc ich drogami, poczułam się dumna, że u nas autokary z turystami nie muszą jeździć po szutrowych drogach położonych na zboczach gór:D

    OdpowiedzUsuń
  16. ~ Radosiewka
    Witaj.
    Zazdroszczę Ci wyprawy do Albanii. Ja tam jeszcze nigdy nie byłam, ale opinie, które słyszałam, pokrywają się z Twoimi obserwacjami. Miejsce smutne i potraktowane dość okrutnie przez historię. Opowiadania w zbiorze "Kompromis" mają chwilami ton żartobliwy, ale obraz kraju, jaki się z nich wyłania, jest przygnębiający.
    Życzę Ci wolnego czasu na lekturę książki o Albanii, o której wspomniałaś. Na pewno będzie ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam Twoją recenzję już wcześniej, ale po własnej lekturze "Psiej skóry" i uderzyło mnie podobieństwo obu książek. Wizja Albanii z czasów Hodźy - niemal identyczna (pewnie nie dało się mieć innej). Dla obu książek wspólny jest też wątek nauczyciela zesłanego w wiejskiej szkole (w Psiej skórze Tupek też zalicza taki epizod swojej biografii, choć o nauczaniu jest tam mało, więcej o tym, jak Tupek radzi sobie z rzeczywistością.
    Ja opowiadania bardzo lubię, kto wie, czy nie najbardziej ze wszystkich form, więc chętnie sięgnę i po te, które opisujesz (o ile tylko uda mi się je zdobyć), bo chwilowo Albania mocno mnie zaintrygowała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę Twoje wspaniałe poczucie humoru, wydaje mi się, że "Kompromis" może przypaść Ci do gustu, bo tam obok wątków tragicznych jest sporo zabawnych, tak absurdalnie.
      Zsyłanie nauczycieli to była chyba wtedy powszechna praktyka, nie tylko w Albanii. I to bynajmniej nie jest fikcja literacka. Czytałam, że taki sam los spotkał na przykład Czeszkę, Květę Legátovą, autorkę "Żelarów".
      A "Psia skóra" mnie bardzo zaciekawiła.

      Usuń
    2. To możemy dokonać rytualnej wymiany książek (o ile "Kompromis" jest Twoją własnością) :)
      Dziękuję za uwagę odnośnie poczucia humoru; trzeba sobie jakoś radzić w tym smutnym życiu, które u mnie aktualnie weksluje w stronę tragikomedii:( Ale nic to, wrzesień minie, przyjdzie listopad, będzie jeszcze gorzej...

      Usuń
    3. Bardzo chętnie, "Kompromis" jest jak najbardziej mój, tylko go pożyczyłam. Kiedy do mnie wróci, dokonamy rytualnej wymiany. :D
      Na szczęście pogoda mało jesienna, więc miejmy nadzieję, że komedii będzie znacznie więcej niż tragi. :)

      Usuń
    4. Pogoda jest jedyną rzeczą podtrzymującą mnie aktualnie na duchu. Niech świeci jak najdłużej, może do listopada się naładuję?
      "Psia skóra" może już teraz do Ciebie powędrować, jeśli chcesz - poproszę tylko namiary na prive'a (adres u mnie w profilu, ewentualnie ZWL dysponuje innym adresem emailowym, który sprawdzam bardziej regularnie, niż ten z bloga).

      Usuń
    5. Bardzo Ci dziękuję! Po pożyczkę z ogromną chęcią zgłoszę się za kilka tygodni, jak odrobinę zeszczupleją piętrzące się jak wyrzut sumienia książkowe hałdy. Wielkie uściski!

      Usuń