22 października 2012

Czworonożne wyrzuty sumienia (Włodzimierz A. Gibasiewicz, "Psy znanych i lubianych")



 Czworonożne wyrzuty sumienia
Praca nad książką  Włodzimierza A. Gibasiewicza „Psy znanych i lubianych” zapewne przebiegała w następujących etapach:
Faza 1: ułożenie zestawu nieskomplikowanych pytań, które zostaną zadane sławnym właścicielom psów.
Faza 2: wykorzystanie znajomego celebryty, żeby dotrzeć do innych popularnych osób.
Faza 3: przeprowadzenie wywiadów. Niekiedy z wykorzystaniem żon/mężów VIPów.
Faza 4: napisanie i opublikowanie książki.

Recepta wydaje się zaskakująco prosta. Najsłabszym ogniwem okazał się numer jeden. Wszystkim interlokutorom autor zadaje prawie identyczne pytania, co sprawia, że lektura bywa nużąca. Tym bardziej, że w kwestii takiej, jak na przykład sprzątanie psich kupek i obcinanie ogonów czy kopiowanie uszu, rozmówcy byli zwykle zgodni. 

Koncept Gibasiewicza nie grzeszy oryginalnością. Na przykład kilka lat temu czytałam bliźniaczo podobną książkę, „O psach, kotach i aniołach” Jana Strzałki. Mimo to „Psy znanych i lubianych” pochłonęłam  z przyjemnością i jestem przekonana, że gdyby ktoś przeprowadził wywiady o czworonogach ze współczesnymi celebrytami, również odniósłby sukces wydawniczy.

„Psy znanych i lubianych” to dziewiętnaście wywiadów, które łączy wspólny temat: czworonożni ulubieńcy. Gibasiewicz dotarł między innymi do Jerzego Dudy-Gracza, Leonarda Pietraszaka, Krystyny Sienkiewicz, Andrzeja Szczypiorskiego, Eryka Lipińskiego, Marii Czubaszek, Szymona Kobylińskiego, Andrzeja Drawicza i innych znanych osób. Każdą rozmowę poprzedza biogram napisany ciepło i ze swadą, oraz zdjęcie bohatera, oczywiście najczęściej w psim towarzystwie. Fotografie są malutkie i niezbyt dobrej jakości.

Rozmówcy autora, notabene lekarza weterynarii, szczodrze dzielą się z nim blaskami i nędzami codziennego życia z psami. Wśród barwnie opisywanych  czworonogów wyróżniają się niezależne i pewne siebie jamniki: oprócz pupilków rozmówców w wywiadach przewijają się: Dupek Melchiora Wańkowicza, Puzon Jerzego Waldorffa, Baltazar królowej Danii Małgorzaty II, suczka Danuty Rinn. Tytuł rozmowy z Krystyną Szostek-Radkową: „To nie pies, to jamnik” wyjaśnia wiele. Trzynaście lat z naszą Misią uwrażliwiło mnie na tajniki jamniczej duszy, więc przewagę przedstawicieli tej rasy oraz liczne ekstrawaganckie zachowania przyjmowałam z olimpijskim spokojem.

W wywiadach dominują anegdoty i zabawne historie, ale przeplatają się z nimi dramatyczne wspomnienia z czasów wojny. Na przykład As Janusza Krasińskiego podzielił losy tysięcy polskich psów:
As przetrwał z nami pierwsze lata woj­ny. Podczas bombardowania Warszawy chował się z nami w schronach, zawsze przy nodze, nawet gdy palił się nad nami dom, wytrwał przerażony nie mniej niż ja. Sąsiedzi dziwili się, jak to jest możliwe, że udało mu się przeżyć ten najgorszy okres wojny. [1]
Stanisław Głąbiński wspomina kundelka Mikę, którego żołnierze rosyjscy zatłukli kolbami karabinów i swoją pracę w hundkomandzie w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen, natomiast ujadanie i skomlenie psów uratowało Stanisława Szwarc-Bronikowskiego przed oddziałem SS.

Oprócz dykteryjek zdarzają się w książce głębsze refleksje na temat czworonogów i roli, jaką odgrywają w naszym życiu. Leonard Pietraszak opisuje kynologicznych maniaków jako rodzaj nieszkodliwej sekty:
psiarze, ci prawdziwi psiarze, są trochę innymi ludźmi, zdrowszymi duchowo, potrafiącymi peł­niej żyć, łatwiej nawiązać kontakt z innym czło­wiekiem, innym zwierzęciem, łatwiej im mówić o swoich uczuciach, znają smak i uczciwe pra­wa przyjaźni.[2]
Przejmujące są fragmenty o śmierci ulubieńców. Trawestując wiersz Szymborskiej chciałoby się powiedzieć: „Tego nie robi się człowiekowi”.  Wzruszyło mnie to, jak śmierć psa przeżywał Leonard Buczkowski:
kiedy kręcił w 1966 roku film „Marysia i Napoleon”, nikt nie miał serca, by mu powiedzieć, że jego pies wyskoczył z domu i zginął pod kołami samochodu. Wreszcie kogoś wysłano. Cała ekipa patrzyła na niego – Buczkowski powiedział: „no, to kręcimy dalej”. Kręcono właśnie scenę balu, raptem aktorzy przestali grać, patrzą, a on siedzi pod kamerą, nie patrzy, co się wokół dzieje i płacze…[3]
Pod koniec marca rozstaliśmy się na zawsze z naszą jamniczką, więc wyjątkowo dobrze rozumiałam Romana Kłosowskiego, który na scenie zapomniał słów monologu po otrzymaniu wiadomości o śmierci swojego ukochanego boksera, i Konrada Swinarskiego, który zrezygnował z intratnego kontraktu zagranicznego powodu depresji po stracie psa.

Jak zwykle bywa w przypadku takich zbiorów wywiadów, poziom poszczególnych tekstów jest urozmaicony. Płytka do bólu wydała mi się rozmowa z Bogumiłą Wander. Najbardziej podobał mi się wywiad z Jerzym Dudą-Graczem. Oprócz zwierzeń o pupilce-jamniczce pokusił się o ogólniejsze, niestety dość gorzkie, refleksje o naszym stosunku do zwierząt. Twierdzi wręcz, że „psy to chodzące, czworonożne wyrzuty naszego sumienia, wspaniałego, polskiego sumienia…”[4]
_______
[1] Włodzimierz A. Gibasiewicz, Psy znanych i lubianych, Kantor Wydawniczy SAWW, 1992, s. 20.
[2] Tamże, s. 171.
[3] Tamże, s. 180-181.
[4] Tamże, s. 202.

Moja ocena: 4-

45 komentarzy:

  1. Jest też książka A. Piechowiak "Koty i ich sławni ludzie" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to już mój postulat poniżej jest nieaktualny:)

      Usuń
    2. Ja też się zastanawiałam, czy jest wersja kocia. :) Dzięki!

      Usuń
    3. Już się bałam, że jako kociara będę dyskryminowana.;) Co mają powiedzieć właściciele kanarków i mniej popularnych zwierząt?
      Osobiście chętnie zajrzałabym do toreb(ek) różnych osób, podobno sporo mówią o właścicielach.

      Usuń
    4. Okazuje się, że nie ma powodów do obaw, o kociarzach też pomyślano. :) Jest też chyba książka autorstwa zaklinacza kotów. :)
      Motyw świnki morskiej Gabrieli Zapolskiej o wdzięcznym imieniu Frou-frou pojawił się niedawno na Płaszczu, więc o dyskryminacji nie ma chyba mowy. :)

      Usuń
    5. Jeśli zaklinacza kotów, to muszę ją znaleźć - może mi się przydać.;)

      Usuń
    6. Tutaj szczegółowe informacje. Nie zawadzi znać kilka hipnotycznych spojrzeń i parę tajnych metod. :)

      Usuń
    7. Wczoraj wpatrywałam się swojemu nygusowi w ślepia z odległości 15 cm i natychmiast zaczął zasypiać.;) Może mam predyspozycje?;)

      Usuń
    8. Niestety, moje próby zaklinania szalejącej Bonisławy kończą się jeszcze intensywniejszym brykaniem. :) Chyba poproszę Cię o nagranie filmiku a la Kaszpirowski i w razie potrzeby będę odtwarzać. :)

      Usuń
    9. :) Na wszelki wypadek wykonam jeszcze kilka prób, żeby się upewnić, czy to nie był przypadek.;)

      Usuń
    10. Dobrze, z góry dzięki za raport z serii eksperymentów. :)

      Usuń
  2. Ja poproszę o kotach znanych i lubianych jako wiadomy maniak:) Właśnie w rosie po kolanach i ciemnościach ganiałem po okolicy, żeby skusić kocisko do powrotu do ciepłego domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Leninek czuje, że zbliża się zima i chce wykorzystać ostatnie cieplejsze chwile na łowy. :) dobrze, że udało ci się go podstępnie zwabić.

      Usuń
    2. Podstępne wabienie polegałoby na machaniu plastrem szynki, obyło się teraz bez wspomagaczy, sam wylazł z dziury, widać zmarzł albo mu myszy spać poszły:)

      Usuń
    3. Trochę dziwne, że przy tej pogodzie poczuł zew natury. Chyba trzeba profilaktycznie nosić ze sobą plasterek szynki w portfelu. :)

      Usuń
    4. Co tam pogoda, jak wszystkie gryzonie z okolicy pchają się do ciepłych wnętrz i trzeba na straży stać:))

      Usuń
    5. Nie tłamś w Leninku poczucia misji, widocznie czuje potrzebę napełnienia spiżarni przed zimą. :) Ale z drugiej strony może nadal przynosi Wam truchełka w dowód miłości. :(

      Usuń
    6. Ostatnio były trzy jednego dnia, niech już się te migracje skończą:)

      Usuń
    7. Bleee, współczuję. :( Mam nadzieję, że Królewny nie natknęły się na hojne dary Leninka.
      Może on chce Wam coś powiedzieć symboliką liczb? :)

      Usuń
    8. Chwilowo jakoś się nie natknęły na te dowody kociej miłości:) A kot mówi: ja upolowałem, teraz daj mi szynki:P

      Usuń
    9. Może uważa, że szynka powstaje z jego cennych łupów. :)

      Usuń
    10. Prędzej uważa, że sami zjadamy smaczne gryzonie, a jemu rzucamy jakiś ochłap:P

      Usuń
    11. Skoro oddaje pyszne gryzonie w hołdzie, bardzo Was kocha. W ramach rewanżu zróbcie mu gustowny kostium na Halloween, na przykład taki. :)

      Usuń
    12. Koniecznie. I koszyk do łapki, niech idzie zbierać cukierki po sąsiadach :D

      Usuń
    13. Niech sąsiedzi się wcześniej przygotują. Dyskretnie podrzućcie im ten przepis. :)

      Usuń
    14. Raczej niech zawijają kawałki wołowiny w srebrne papierki:P

      Usuń
    15. Uprzedźcie dużo wcześniej, żeby zdążyli się zaopatrzyć. :)

      Usuń
    16. Proponuję rozplakatować, ewentualnie kilka ogłoszeń przez megafon w szokujących porach. :)

      Usuń
  3. Książka wygląda ciekawie, ale jakoś nie czuję się przekonana - ciągle się waham. Z jednej strony uwielbiam książki o relacjach ludzi ze zwierzętami (dlatego nie mogę przeboleć faktu, że W.A.B. nie wydaje już serii Biosfera), z drugiej czynnik ludzki w tym zestawieniu interesuje mnie najmniej. Co w połączeniu z tym, że osobami znanymi nie interesuję się kompletnie owocuje pewnymi czytelniczymi obawami...

    PS. Była jeszcze kiedyś taka książka o kotach - "Koty i ich sławni ludzie".;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjrzę się Biosferze. Jeśli miałam do czynienia z jakąś książką, nie wiedziałam, że to z tej serii. :)
      Kilka znanych osób z wywiadów Gibasiewicza kompletnie zniknęło w mrokach dziejów. Książkę wydano w 1992 r., a kilka nazwisk zupełnie nic mi nie mówi.
      Akcent w "Psach znanych i lubianych" pada zdecydowanie na czynnik czworonożny, więc jeśli kiedyś się natkniesz, może przejrzyj. Kilka fragmentów na to zasługuje, choć całość bywa nudnawa.
      Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam koci wariant. :)

      Usuń
  4. tak się sklada, że cytowany przez Ciebie Janusz Krasiński (ktorego ja akutrat kojarzę, bo czytałam jakieś jego książki) bardzo niedawno temu zmarł.
    No i trafiłam w necie na takie
    okołopsie wspomnienie

    Całość jednakowoż nie dla mnie, bo pewnie bardziej by mnie interesował czynnik ludzki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za link. Ciekawe wspomnienie i ładnie wpisuje się w ciepły obraz Krasińskiego, jaki wyłania się z wywiadu. Niestety, nie czytałam jeszcze żadnej jego książki.
      Czynnik ludzki u Gibasiewicza został brutalnie zepchnięty na margines przez wyszczekanych pupilków. :)

      Usuń
  5. Pewnie gdyby mi wpadła w ręce, przeczytałabym, ale kupować specjalnie nie będę, bo jak mówisz, nie jest zbyt oryginalna i lotna.
    Jestem psiarą (kociarą też, nie wiem, co więcej, pewnie pół na pół), mogłabym wiele historii o swoich zwierzakach opowiedzieć, o tragicznej śmierci też, lubię słuchać innych o tym opowiadających, ale żeby to było ciekawie napisane.
    Myślę, że z ludźmi, którzy nie chcą mieć żadnego zwierzaka w domu, jest coś nie tak. Pomijam względy praktyczne, że nie ma ich, że wyjazdy itp.
    A Zofia Czerwińska była w tej książce. Jej miłość do psa jest słynna w środowisku. Ja ją też zawsze kojarzę z Jackiem na smyczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie można sobie darować, choć w sumie bezpretensjonalna i ciepła lektura. Podobnie jak Ty lubię opowieści o futrzakach, ale fragmenty o wyrządzanej im krzywdzie czy o ich śmierci przeżywam okropnie. Pamiętam, że przy końcówce "Marley i ja" dosłownie tonęłam we łzach.
      Czasem decyzja o nieposiadaniu zwierzaka jest trudna i wynika z odpowiedzialności, na przykład jeśli ktoś wie, że nie byłby w stanie poświęcić psu tyle czasu, ile potrzebuje. Plus właśnie wspomniane przez Ciebie problemy logistyczne. Ale osobiście nie wyobrażam sobie naszego mieszkania bez psiej obecności. Może dobrze, że jest niewielkie, bo byłaby już przypuszczalnie horda kilkunastu pupilków, a nie dwie sunie. :)
      O ile dobrze pamiętam, Zofii Czerwińskiej nie było, a w każdym razie autor nie przeprowadził z nią wywiadu.

      Usuń
    2. decyzja trudna i odpowiedzialność wielka, ale są tacy, co i dom mają, i czas by był, pieniądze też, ale po prostu zwierzaków nie lubią. Musi być z nimi coś nie tak.
      Zofii Cz. nie było? Szkoda, ciekawa byłabym, co ona mówi o swoim Jacku (średni sznaucer, zawsze w chusteczce na szyi).
      A widziałaś może ten film, gdzie facet z psem pływa kilka godzin, bo pies cierpi i tylko w wodzie zasypia? Na tym to ja się dopiero spłakałam. Na Marleyu też, okropnie

      Usuń
    3. Są też tacy, którzy nie mogą się pozbierać po śmierci ulubieńca i postanawiają już nigdy nie mieć psiaka. Mam koleżankę w pracy, która podjęła taką decyzję po odejściu ukochanego jamnisia. kilka razy agitowałam, żeby sobie sprawiła futrzaka, ale nic z tego,choć ostatnio zaczęła coś przebąkiwać o szkockich terierach. :)
      Nie jestem pewna, może ktoś Zofię Cz. wspominał, ale rozmówczynią nie była na pewno.
      Nie, nie widziałam tego filmu. Zapewne zareagowałbym dokładnie tak jak Ty. Dlatego też nie oglądałam ekranizacji Marleya, choć podobno trochę inna niż wersja książkowa.

      Usuń
  6. Czytałam tę książkę. Pamiętam, że również byłam trochę zawiedziona nierównością poszczególnych wywiadów. Niemniej ja jako psiara (a od pewnego czasu także kociara) uwielbiam takie historie na czterech łapach. Wzruszają mnie one niezmiennie, czasami zupełnie nieracjonalnie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że upolowałam na Allegro białego kruka. :) Śledzę dość uważnie literaturę psią i właśnie bardzo się zdziwiłam, kiedy przypadkiem natknęłam się na ten zbiór wywiadów, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Widziałam, że Gibasiewicz napisał jeszcze kilka innych książek. Zainteresowało mnie na przykład opracowanie na temat polskich weterynarzy w czasie wojny. Może kiedyś przeczytam.
      Koci odłam rodzinki znam tylko z relacji na blogu i jest przecudny! Również pod względem imienniczym. :)
      Co do wzruszeń - u mnie jest identycznie. :) Czasem wręcz unikam tematu, bo wiem, że mnie rozklei dokumentnie.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jamniki są niesamowite. Nasza Misia była dokładnie taka, jak napisałaś. Spojrzenia i miny (tak!) nie do podrobienia, a już zwłaszcza, jak jej na czymś bardzo zależało, w połączeniu z całą gamą popiskiwań.
      Może przy okazji przejrzyj tę książkę, parę fragmentów na to zasługuje.

      Usuń
  8. Fajna pozycja dla miłośników psów, ale nie tylko. Sam osobiście raczej wolę koty :) Bardzo przystępna recenzja książki, czytało się z przyjemnością, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Myślę, że fragmenty tej książki sprawią radość również kotolubnym czytelnikom. :) Tym bardziej, że niektórzy rozmówcy mają w domu nie tylko psy, ale i koty, o których też ciekawie opowiadają.

      Usuń
  9. Doskonale rozumiem twierdzenie "To nie pies, to jamnik." W nie do końca dającej sie określić przyszłości planujemy zakup szkockiego teriera i wygląda na to, że te psy są co najmniej równie skomplikowane i charakterne co jamniki : http://www.tartanscottie.com/scottie_breed_personality.htm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katasiu, w lipcu byliśmy na tygodniowych wczasach nad Pilicą połączonych z psim szkoleniem (rewelacja!) i w grupie z naszą Nelą była m.in. szkocka terierka o imieniu Shanti. Co ciekawe, była koloru pszenicznego, co u szkocików nie zdarza się często. Sympatyczna właścicielka miała też ze sobą dwumiesięcznego szczeniaczka, czarnego, który przyjechał po to, żeby się socjalizować. :) Z moich obserwacji wynika, że faktycznie charakterek niczego sobie. Taki właśnie jamniczy. :)
      Ogromne dzięki za link, kapitalny ten tekst! A już porównanie do Don Kichota cudne. Zaraz prześlę link koleżance, która też marzy o terierku szkockim, a miała kiedyś jamniczka. :)

      Usuń