27 października 2012

Barbarotti na rondzie (Håkan Nesser, „Całkiem inna historia”)


Barbarotti na rondzie
Niedawno obiecałam, że przedstawię Wam książkę zadającą kłam moim narzekaniom na poziom skandynawskich kryminałów publikowanych w Polsce. Oto i ona - nomen omen - „Całkiem inna historia” Håkana Nessera. To druga część cyklu o inspektorze Gunnarze Barbarottim. Tom pierwszy, „Człowieka bez psa”, przeczytałam w kwietniu ubiegłego roku. Wywindował moje oczekiwania dość wysoko i dlatego z lekkim niepokojem zatopiłam się w lekturze części drugiej. Jak kiedyś wspominałam, w przypadku serii kryminalnych cierpię na coś, co nazwałabym zespołem Akunina: drugi tom przygód Fandorina rozczarował mnie tak gorzko, że po kolejne już nie sięgnęłam. Tym razem obyło się bez zawodu. 

Powieść ma ciekawą formę, co w przypadku kryminałów nie zdarza się często. Akcja toczy się symultanicznie na przełomie czerwca i lipca 2002 roku i w sierpniu 2007 roku. Podobnie jak w poprzednim tomie cyklu wątek sensacyjny przeplata się z uczuciowymi i rodzinnymi perypetiami inspektora, które nieubłaganie zmierzają w stronę rozwiązań ostatecznych. „Ścieżka mojego życia dotarła do ronda”[1] – sentencjonalnie stwierdza Barbarotti. Mimo śmiesznostek trudno go nie polubić.

Ciekawym pomysłem były zmiany w roli narratora i wplecenie w tekst powieści fragmentu pamiętnika. Po raz kolejny Nesser dowiódł, że kryminał może być jednocześnie nowoczesną powieścią, pełną niespodzianek. Nie tylko fabularnych. Autor znowu zaprasza czytelnika do intelektualnej gry. Tym razem nie chodzi tylko o to, żeby rozszyfrować, kto jest mordercą. Za sprawą pewnego sprytnego zabiegu sprawia, że po przeczytaniu ostatniej strony przypuszczalnie będziecie mieć ochotę zacząć książkę od samego początku, żeby wytropić mechanizmy autorskiej manipulacji. W każdym razie ja zdecydowanie miałam. Zwykle nie wracam do przeczytanych powieści detektywistycznych, ale w tym przypadku chyba będzie inaczej.

W części poświęconej wydarzeniom rozgrywającym się w okolicach Finistère Nesser autentycznie błysnął prozatorskim talentem. Trudno zapomnieć nastrój tamtych chwil. Bohaterowie, grupa Szwedów, którzy przypadkiem spotkali się na urlopie w Bretanii, pozornie zajmuje się tylko leniuchowaniem na plaży, pływaniem, flirtami, zwiedzaniem malowniczej okolicy. Jednak od samego początku odnosiłam wrażenie, że nie wszystko jest takie oczywiste. I w istocie nie było. Postać, która według mnie udała się Nesserowi najbardziej, to tajemnicza dziewczynka, Troae, która dotrzymuje towarzystwa turystom. Niepokoi od pierwszej chwili, a jej czarowi ulegają nie tylko urlopowicze, ale i czytelnik.

Tak jak poprzednio szczypta humoru dodaje powieści Nessera rumieńców. Wtrącane od czasu do czasu rubaszne żarciki Barbarottiego, który na przykład stwierdza, że siostra wie o jego życiu mniej niż o rytuałach godowych szczeliniaka sosnowca[2], pozwalają czytelnikowi łatwiej przełknąć dość ponure wydarzenia. Te najbardziej makabryczne wydały mi się niezbyt prawdopodobne, ale może niewiele wiem o mrokach skandynawskiej duszy. 

Podobnie jak w poprzednich powieściach Nessera, które czytałam, w „Karambolu” i w „Człowieku bez psa”, pisarz poświęca sporo miejsca kwestiom społecznym. Bezkompromisowo demaskuje etyczny i uczuciowy uwiąd współczesnych Szwedów, ich rasizm. Według Viveki Hall Erikson „parszywi imigranci” i Arabowie „nie są tacy sami jak my, mają inny zapach, i cały czas nie mogę zrozumieć, dlaczego tu mieszkają”.[3] Książka prowokuje też do bardziej ogólnych refleksji o kruchości życia i odpowiedzialności za swoje czyny, które mają o wiele większą wartość niż słowa.

Tradycyjnie tropiłam polonica: tym razem reprezentował nas niejaki pan Dobrowolski, były skoczek narciarski (!), właściciel sklepu rybnego, w którym regularnie robił zakupy Barbarotti. Nasz rodak wykazał się uczciwością, bo planującemu romantyczną kolację inspektorowi odradził zakup homarów nie pierwszej świeżości, polecił natomiast przegrzebki wielkie, a nawet ofiarował zestaw przypraw i przepis na wyśmienitą potrawę. W dodatku okazał się koneserem białych win. Podobno w tomie trzecim serii („Drugie życie pana Roosa”) ważną rolę odgrywa dwudziestojednoletnia Anna Gambowska, więc zanosi się na znacznie więcej polskich akcentów.
________ 
[1] Håkan Nesser, „Całkiem inna historia”, tłum Emilia Fabisiak, Wydawnictwo Czarna Owca, 2011, s. 135.
[2] Tamże, s. 84.
[3] Tamże, s. 139.

Moja ocena: 5

Håkan Nesser.

56 komentarzy:

  1. "Całkiem inna historia" jest moim subiektywnym zdaniem najlepszą książką Nessera. Podobała mi się zdecydowanie bardziej niż "Człowiek bez psa" i "Nieszczelna sieć", ale niestety nie przebrnęłam przez 3 część o komisarzu Barbarottim, zupełnie nie mogłam wciągnąć się w historię.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jestem lekko podłamana, bo miałam nadzieję, że tom trzeci jest też bardzo udany. Spróbuję przeczytać na pewno, ale biorąc pod uwagę, że mamy takie samo zdanie o dwóch pierwszych tomach, nie widzę tego w różowych kolorach.
      Domyślam się, że do części czwartej już nie sięgnęłaś.
      Również przesyłam pozdrowienia.

      Usuń
    2. Może nie będzie tak źle? Zastanawiam się czy nie dać tej książce jeszcze jedenj szansy, ale czasu trochę brak :) Faktycznie nie sięgnęłam po czwartą część, nie miało to wielkiego sensu.

      Usuń
    3. ...Tym bardziej, że powieści przedstawiają chronologicznie wydarzenia z życia Barbarottiego, choć poświęcone są różnym sprawom kryminalnym, i dlatego przeskok od razu do tomu czwartego może okazać się nie najlepszym pomysłem.
      Ja mimo wszystko za jakiś czas zaryzykuję i zdam relację. :)

      Usuń
  2. Zdzisław Beksiński pewnie sceny w sklepie rybnym przekartkowałby ze wstrętem :)) A Nessera, jadąc klasykiem, dopiszę sobie do mojej listy, która ma postać kilometrowego zwoju :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, przegrzebki wielkie zapewne wywołałyby u Beksińskiego paroksyzmy wstrętu. :) U mnie zresztą też i konsumpcji zdecydowanie nie planuję.
      A propos znalazłam ciekawy przepis. Ciekawe, czy właśnie ten zalecał skoczek Dobrowolski. :)
      Bez względu na rozmiary listy dopisz koniecznie Nessera, według mnie to kryminalna ekstraklasa. :)

      Usuń
    2. Lista robiona na rolce tapety wręcz:))

      Usuń
    3. Chyba pójdę w Twoje ślady. :) Moja lista jest wirtualna, a do tego różne potajemne schowki, poczekalnie i wishlisty w różnych księgarniach. :P

      Usuń
  3. Aha, bo musiałem dwa razy spojrzeć, jak to facet, żeby zauważyć zmianę:)) Bardzo miły chłopiec z latawcami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłopiec z latawcami zadomowił się, już tu sobie urzęduje od kilku dni. :) Dzięki.

      Usuń
    2. Ech ci faceci, nic nie zauważą:))

      Usuń
    3. Raczej nie miałeś okazji zauważyć mimo najlepszych chęci, bo ostatnia notka była 22 października, a przypuszczam ze smutkiem, że Lektury Lirael nie są stroną startową w Twojej przeglądarce. :)
      A propos chyba ostatnio sprawniej działa blogroll, prawda?
      Z tą spostrzegawczością unikałabym uogólnień. Chyba w kontroli ruchu lotniczego jest jednak więcej panów. :)

      Usuń
    4. Jeśli Cię to pocieszy: ja nie mam strony startowej:) Blogroll owszem, ciut lepiej.

      Usuń
    5. Na pocieszenie dla Piotra ja dopiero po jego komentarzu zaczęłam szukać chłopca z latawcami :( A co do listy muszę w końcu ją stworzyć, bo pamięć zawodzi okrutnie. Może planowany (i nabierający realnych kształtów-zakup biblioteczki- pan stolarz jutro robi wymiary:)) spowoduje uporządkowanie tego co jest i tego, co ma być. Pozdrawiam

      Usuń
    6. ~ Zacofany w lekturze
      Ja też nie mam. :)

      ~ Guciamal
      Układ bloga jest taki jak dawniej, a kolor zmienił się nieznacznie, więc chłopiec z latawcami nie rzuca się w oczy. :)
      Zazdroszczę bardzo nowej biblioteczki i z góry dziękuję za relację fotograficzną, jak powstanie i już ją zagospodarujesz.

      Usuń
  4. Taki się boom zrobił na skandynawskie kryminały, że zaczynam się obawiać, że niedługo lodówkę otworzę, a one tam będą. Ja niesamowicie wkręciłam się w cykl Nesbo, chociaż przyznaję, że ma lepsze i gorsze momenty. Mocna promowaną Lackberg obwąchałam, przeczytałam jakąś jedną część, której tytułu nie pomnę, i darowałam sobie. Tu natomiast znowu zapowiada się ciekawie, więc potraktuję Cię, jak "książko-odsiewnię" ;) i zaufam Twojemu wyborowi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się mile połechtana tytułem "książko-odsiewni" i obiecuję, że zrobię wszystko, żeby nie zawieść pokładanego we mnie zaufania. :)
      Cykl o Barbarottim powinien Ci się spodobać, w kategorii kryminałów to jedna z moich ulubionych serii. Z przyjemnością pożyczę Ci dwa pierwsze tomy. Pierwszy mam w domu, drugi pożyczyłam koleżance, która odda mi go za 2-3 tygodnie. "Człowiek bez psa" może spokojnie do Ciebie pofrunąć. :)
      Na Nesbo się czaję już od dawna, ale mam opory, bo jego książki wydają mi się ciut za mocne jak na mój gust. Ale może kiedyś się przełamię. :)
      Popularność powieści Lackberg mnie zdumiewa. Dowodzi, ile może zdziałać sprawny marketing i reklama. Ja również po pierwszym tomie dałam sobie spokój.

      Usuń
    2. Dołączam do grona, które pizgło Lackberg w kąt. Po pierwszym :)

      Usuń
    3. Powinniśmy stworzyć grupę wsparcia, bo widzę, że to powszechne zjawisko. :) Autorka chyba wyczuła, że coś jest nie tak, bo widzę, że ostatnio przerzuciła się na przepisy kulinarne. :)

      Usuń
    4. Aleśmy odporni na marketing ;) Lirael, książko-odsiewnio ty moja, nic mi na razie nie wysyłaj, no chyba, że masz jeszcze ten wisiorek / pasek / czy coś (nie pamiętam) Hermiony, który umożliwia przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie... Jedna Grendella byłaby w pracy, a druga by czytała ;)

      Usuń
    5. W ramach odtrutki zażyję kupionego na zapas Nessera. Kiedyś ... tam ... :)

      Usuń
    6. ~ Grendella
      Jejku, ja też bardzo chciałabym takie sprytne urządzenie! Świetny wynalazek. Jeszcze przydałaby się trzecia kopia Lirael do pisania recenzji. :)

      Usuń
    7. ~ Bazyl
      U mnie też całe stosy takich kiedysiów. :)
      Bardzo jestem ciekawa, jak Nesser Ci się spodoba.

      Usuń
  5. A u mnie ten Nesser stoi już od dawna na półce (i to półce w sypialni, co oznacza realne szanse na lekturę w ciągu najbliższych pięciu lat) i jakoś nie mogę się zabrać. Nie czytałam wprawdzie tomu pierwszego, ale myślę że dam radę i bez tego; zwłaszcza po szkoleniu z niechronologicznego czytania poszczególnych części serii kryminalnych, jaką zaserwowało nam swego czasu W.A.B.:(
    Problem w czym innym: ja też, kiedy widzę nagłówek "Czarna seria", czuję wszechogarniający wstręt (duża w tym zasługa pani Lackberg, i owszem). Ale ponieważ przegrzebki to ja bardzo chętnie, więc kto wie, może właśnie to najbardziej zmotywuje mnie do tej lektury?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że Nesser "blisko, coraz bliżej", bo naprawdę moim zdaniem wyróżnia się na tle kryminalnego pejzażu ostatnich lat. Nie jest na pewno idealny, ale do mojego ideału zbliżony. :) Podoba mi się to, że traktuje czytelnika jak myślącą i czującą istotę, a nie bezmyślnego pochłaniacza schematycznych fabuł. Mnie bardzo odpowiadają literackie gierki Nessera, ale czytałam recenzję, w której właśnie one zostały skrytykowane. Niektórzy czytają kryminały dla czystej akcji, ja lubię takie udziwnienia. :)
      "Czarna seria" jest nierówna, to prawda, ale nie przekreślałabym jej z kretesem. Przykład Nessera zachęca mnie do dalszych eksperymentów. :)
      Gdyby autor wiedział, że przegrzebki podziałają tak nęcąco, Barbarotti zapewne objadałby się nimi na każdej stronie. :) Ku radości pana Dobrowolskiego.

      Usuń
  6. Widzę, że odświeżyłaś nieco wygląd swojego bloga. Chłopiec z latawcami jest cudny, ale będę potrzebowała chwili, żeby się przyzwyczaić. Zaglądam kolejny raz i sprawdzam czy aby na pewno jestem w dobrym miejscu:)
    A z kryminałami skandynawskimi nie mam zbyt dobrych doświadczeń, kto wie, może za jakiś czas do nich wrócę i wtedy sięgnę po "Całkiem inną historię".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzedzam, że raz na jakiś czas czuję irracjonalną, palącą potrzebę zmiany wyglądu bloga. Ostatnio była dłuższa przerwa. Tym razem nie są to wielkie różnice, raczej łagodne przejście. Będę ostrzegać z wyprzedzeniem, jeśli nagle poczuję rewolucyjny zew. :)
      Nessera bardzo polecam, a "Całkiem inna historia" może wręcz sprawić, że całkiem inaczej spojrzysz na skandynawskie kryminały. :)

      Usuń
  7. W kryminałach skandynawskich podoba mi się to, o czym wspominasz: autorowi często udaje się poruszyć ważne kwestie społeczne. Ciekawe, czego może dowiedzieć się Skandynaw czytając polskie kryminały.;)
    Na dodatek autor coś o jedzeniu pisze...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wetnę się, zanim Lirael odpowie, ale klawiatura mnie świerzbi:)
      Jak Skandynaw poczyta Miłoszewskiego, to dowie się, że polscy prokuratorzy i sędziowie to myślą tylko o seksie, a na pewno warto wybrać się na jakąś rozprawę, bo a nuż pani sędzia pokaże brak bielizny?
      Z góry upraszam o wybaczenie, ale już długo to w sobie kisiłam i kiedyś musiało ujść...

      Usuń
    2. ~ Ania
      To prawda, czasem jednak dzieje się to dość nachalnie. W "Całkiem innej historii" tak nie było, co mi bardzo odpowiadało. Swoją drogą te problemy muszą być naprawdę poważne, skoro nawet autorzy kryminałów masowo je poruszają.
      O jedzeniu jest dość często, ale jak się domyślasz Barbarotti nie odżywia się zbyt zdrowo, te przegrzebki były na specjalną okazję. :)

      ~ Momarta
      Absolutnie nie ma za co przepraszać, fanką Miłoszewskiego nie jestem. Czytałam tylko "Uwikłanie" i poczułam się nabita na rożen, podobnie jak jeden z bohaterów, więc pozostałe powieści sobie darowałam mimo wielu pozytywnych opinii.
      Wysilam pamięć, ale jako żywo seksualnych ekscesów zupełnie z tej książki nie pamiętam, widocznie pojawiły się w tych nieprzeczytanych. :)

      Usuń
    3. Ja nie wiem, czy to ekscesy, chyba raczej nie, ale tu bardziej o rozłożenie akcentów idzie. "Uwikłanie" jeszcze strawiłam, ale "Ziarno prawdy" mnie przygniotło. To już wolę "Magdę M.":(
      A Miłoszewski umie pisać dobrze, czego dowodem moim zdaniem "Domofon". Dlatego tym bardziej mnie denerwuje w swoich nowszych produkcjach.

      Usuń
    4. O "Domofonie" słyszałam sporo dobrego, ale on jest chyba trochę horrorowaty, więc raczej się nie odważę.
      Szkoda, że jak się okazuje, "Ziarno prawdy" z prawdą niewiele miało wspólnego. Tym bardziej czuję się rozgrzeszona z nieprzeczytania. :)
      Epatowanie brakiem bielizny zapewne zaczerpnięte z "Nagiego instynktu". :)

      Usuń
    5. @ momarta

      Tu się nie zgodzę, w końcu ważnym wątkiem w "Uwikłaniu" są porachunki z esbekami, natomiast "Ziarno prawdy" pokazuje wiecznie żywy i trudny problem antysemityzmu w Polsce. A tym żyjemy od czasu do czasu.;(

      Usuń
    6. Jeśli chodzi nie tyle o problemy społeczne, co realia, np. topograficzne i obyczajowe smaczki, czytałam liczne pochwały na temat "Przystanku śmierć" Konatkowskiego. Niestety, nie byłam w stanie tego wnikliwie ocenić, bo nie znam dobrze Warszawy. Pod względem literackim książka podobała się średnio i kolejne części sobie odpuściłam.

      Usuń
    7. Konatkowskiego nic nie czytałam, mogę za to powiedzieć, że topografia jest dobrze uchwycona u ww. Miłoszewskiego.;) Przypomniało mi się także, że każdy rozdział w "Ziarnie prawdy" poprzedzony jest skrótem wiadomości z danego dnia. Ciekawy zabieg.

      Usuń
    8. Nie wiem, czy przypadkiem w "Uwikłaniu" też czegoś takiego nie było, ale czytałam dość dawno. Oryginalny pomysł. Myślę, że wystudiowane topograficznie są też książki Krajewskiego, choć całościowo nie najlepsze.

      Usuń
    9. Tak, Wrocław można zwiedzać z książkami Krajewskiego w ręce, miałam nawet taką okazję.;) Co do poziomu spierać się nie będę, bo i epoka, i miejsce były dla mnie wystarczającą atrakcją.;)

      Usuń
    10. Super, nie wiedziałam, że odbyłaś takie kulinarno-literackie peregrynacje po Wrocławiu. :) Już od kilku lat planujemy z mężem podobną wyprawę.

      Usuń
    11. Akurat seria Krajewskiego nie była głównym powodem wizyty we Wrocławiu, ale mój kompan dobrze zna to miasto, książki MK czytał, więc tak się jakoś zgrabnie złożyło.;)

      Usuń
    12. To jak przyjdzie odpowiednia pora, poproszę o wytyczne i współrzędne geograficzne. :)

      Usuń
  8. Ale jak to? Dlaczego nie dałaś szansy Akuninowi? Seria o Fandorinie jest o tyle specyficzna, że każda książka stanowi hołd dla innego podgatunku literatury sensacyjno kryminalnej. Jest jeden w hołdzie Agacie, jeden dla Chandlera, jeden dla kryminałów opartych na spiskach politycznych itp. Stąd może rozczarowanie? Duży rozrzut gatunkowy i nie wiadomo tak naprawdę czego się spodziewać po kolejnym tomie.
    Jeśli chcesz bardziej tradycyjnych kryminałów to spróbuj powieści o siostrze Pelagii - świetna bohaterka,przy tym o wiele bardziej "rosyjska" niż Fandorin, może być ciekawie.

    Mam przesyt kryminałów skandynawskich, ale może zrobię wyjątek dla Nessera (i Troae...)chociaż Cicha dziewczynka Hoega czeka na swoja kolej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pojęcia o tych pastiszowych walorach całego cyklu Akunina, tzn. że poszczególne powieści nawiązują do rozmaitych podgatunków! To znaczy jak najbardziej wyczuwałam elementy zabawy literackiej w "Azazelu" i to mnie jeszcze pozytywniej do niego nastroiło. W ogóle przeczytałam go jednym tchem, a po kilku latach pierwszą scenę pamiętam z najdrobniejszymi szczegółami.
      Najwyraźniej nie leżą mi powieści szpiegowskie, bo lektura "Gambitu tureckiego" to była dla mnie orka na ugorze, choć uprzedzano mnie, że ten tom jest inny. Bardzo lubię pastisze, parodie, etc, ale drugi tom o Fandorinie mnie tylko zirytował, nie sprawił mi żadnej przyjemności. Po cudnej części pierwszej to był szok. Może za jakiś czas sprawdzę, czy chodziło o to, że nie było tak, jak ja sobie wyobrażałam, czy rzeczywiście obiektywnie powieść nie dla mnie.
      Pelagię mam tylko jedną, tę z białym buldogiem. :) Zapowiada się zachęcająco.
      Wrażenie nadmiaru kryminałów skandynawskich całkiem zrozumiałe, bo jednak wiele motywów jest powielanych i czasem mam wrażenie, że to ciągle ta sama powieść, zmieniają się tylko autorzy, okładki i tytuły. :) Nesser jest pod kilkoma względami inny i dlatego tak się nim zachwycam.

      Usuń
  9. "Całkiem inna historia" jest świetna i dość adekwatna względem tytułu... Nie wszystko, co napisał Nesser, mi się podoba, ale to zdecydowanie tak. Jest melancholijnie trochę, spokojnie, bardzo tajemniczo. Bez spektakularnych akcji.

    PS. Zmiana nagłówka bardzo mi się podoba:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atmosfera tej powieści jest właśnie dokładnie taka, jak piszesz: melancholijna, spokojna, tajemnicza. Mnie to odpowiadało bardzo, ale domyślam się, że amatorzy bardziej dynamicznych kryminałów mogą się poczuć zniecierpliwieni.
      Nowa seria powieści Nessera o gburowatym komisarzu Van Veeterenie jest podobno bardziej tradycyjna i trochę mnie to martwi. :) To znaczy seria jest nowa u nas, ale powstała wcześniej niż cykl o Barbarottim.
      Cieszę się, że Ci się podoba nowy wystrój blogowego wnętrza. :)

      Usuń
  10. To była pierwsza książka Nessera, jaką przeczytałam. Jednak Nesser jak dla mnie jest mistrzem kryminału, z lepszym autorem się nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że jest świetny. :) Bardzo lubię też Mankella, ale pod względem pomysłowości i niekonwencjonalnych rozwiązań moim zdaniem Nesser jest lepszy.

      Usuń
  11. Ja też bardzo chętnie sięgnę po te książkę, choć jak wiele osób wcześniej komentujących, trochę mi się już znudziła ta czarna seria, w której prawie dla każdej książki chwytem marketingowym jest stwierdzenie, że od czasów Larssona to najlepszy szwedzki kryminał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy można przeczytać drugi tom nie znając pierwszego, czy nie polecasz?

      Usuń
    2. Dziwne, wczoraj napisałam komentarz, który się zdematerializował. :(
      Seria faktycznie mocno promowana, pojawiają się porównania nie tylko do Larssona, ale i Lackberg, która - jak się okazuje - uznawana jest za klasyka gatunku.
      Mam nadzieję, że "Całkiem inna historia" okaże się dla Ciebie rzeczywiście całkiem inna i że dostarczy Ci niezapomnianych wrażeń.
      Teoretycznie można zacząć od drugiego tomu, bo każda część to zamknięta całość, z wyjątkiem życia uczuciowego Barbarottiego, które rozwija się stopniowo. :) dlatego lepiej jednak po kolei, ale z drugiej strony tragedii nie będzie, gdyby na pierwszy ogień poszedł tom drugi, według mnie lepszy.

      Usuń
  12. Troche trudno mi samej uwierzyc ale jeszcze nie czytalam. Polskie akcenty lubie, zwlaszcza takie sympatyczniejsze. Nie ma jeszcze tutaj tylu Polakow co Arabow, wiec tym sympatyczniej kiedy mozna ich jak te rodzynki w serniku, znalezc w powiesciach.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się nadarzy okazja, przeczytaj, bo moim zdaniem warto, choćby dla samej formy. Naprawdę niecodzienna jak na kryminał.
      Ja z kolei mam nadzieję, że w końcu przeczytam Theorina, który już nie pamiętam, jak długo, czeka cierpliwie na swój dzień. :)
      Ten polski rodzynek akurat był o smaku rybnym. :) Na szczęście pozytywna postać, w dodatku smakosz win. :) Niestety, w skandynawskich kryminałach Polacy często pojawiają się w charakterze kolorytu lokalnego świata przestępczego. Bardzo jestem ciekawa, jak Nesser odmalował naszą rodaczkę w tomie trzecim.

      Usuń
  13. Myślę, że Theorin (bardzo?) Ci przypadnie do gustu. Na moim blogu były WAKACJE Z THEORINEM. Tłumu nie było, ale wszystkim (dwóm) uczestniczkom akcji bardzo się spodobał. ;p Bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On mi się właśnie bardzo obiecujący wydaje. Mam przeczucie, że będzie kolejnym kryminalnym odkryciem. :) Czytałam o Twoich wakacjach, ale nie dałam rady w tym roku. Może kolejne lato upłynie mi pod hasłem Theorina. W każdym razie bardzo dziękuję Ci za polecenie, zresztą on mi się niezmiennie z Tobą kojarzy jako ambasadorką twórczości. :)

      Usuń
  14. Trudno mi uwierzyć w ten rasizm Szwedów, który obnaża autor - zawsze wierzyłam, że wszystkie kraje skandynawskie cechuje duża tolerancja wobec obcokrajowców. Za to informacja o ich uczuciowym i etycznym uwiędzie wcale mnie nie dziwi - oziębłość wytykał Szwedom już Bergman.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten temat pojawia się w prawie wszystkich skandynawskich powieściach kryminalnych, jakie czytałam, więc przypuszczam, że problem jest jednak dość poważny.

      Usuń