2 września 2012

I wszystko było dobrze (Helena Zawistowska, „Od Wilii po Uklę”)



I wszystko było dobrze
 
Ostatni dzień wakacji to doskonały moment na to, żeby polecić Wam urzekającą książkę o lecie, którą czytałam na balkonie zalanym lipcowym słońcem. Mam wrażenie, że kilka promyków zagubiło się gdzieś między kartkami.

Gdyby nie Nowe Książki, zapewne nigdy nie dowiedziałabym się o istnieniu „Od Wilii po Uklę”. Po przeczytaniu recenzji postanowiłam jak najszybciej kupić i przeczytać wspomnienia Heleny Zawistowskiej. To jedna z tych książek, które niepostrzeżenie i skromnie przemykają przez dział nowości w księgarniach, a tak naprawdę bardziej zasługują na uwagę niż szumnie reklamowane bestsellery.

Autorka skończyła w tym roku dziewięćdziesiąt lat, jest doktorem medycyny i pisze baśnie dla dzieci. Od 1948 roku mieszka w Gdańsku. „Od Wilii po Uklę” to wspomnienia z wakacji spędzanych z rodziną na Kresach. Podtytuł zgrabnie streszcza treść książki: „Niezapomniany czas letnich wakacji w Wilnie i na Wileńszczyźnie w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku”. Każdy z siedemnastu rozdziałów poświęcony jest innej miejscowości, w której wypoczywali państwo Hajdukiewiczowie. Już same kresowe nazwy brzmią tajemniczo. Na przykład Łosza, Załuż czy Ołona. Ramy czasowe retrospekcji obejmują lata 1922-1939. Autorka poświęca też sporo miejsca rodzinnemu domowi w Wilnie na ulicy Połockiej 45a i swoim najbliższym.

Zachwyciła mnie piękna polszczyzna Zawistowskiej, jej talent do barwnych, przemawiających do wyobraźni opisów i celnych charakterystyk ludzi, których Hajdukiewiczowie spotykali w czasie wakacyjnych podróży. Galeria ciekawych postaci jest bogata. Wspomnę jedynie ekscentrycznego polonistę, Stanisława Cywińskiego, który chodził mrucząc zachęcająco „Norwid, Norwid”. Niestety, wszyscy letnicy przed nim uciekali i nie miał komu przybliżyć postaci ukochanego poety.

Czym różniły się wakacje w latach dwudziestych i trzydziestych na Kresach od letnich wypraw AD 2012? Porównanie wypada na naszą niekorzyść. Odniosłam wrażenie, że urlopowicze byli wówczas zdecydowanie bardziej twórczy i aktywni. Nie potrzebowano żadnych kaowców czy animatorów. Mali wczasowicze robili zielniki i uzupełniali kolekcje motyli. To rodzice organizowali czas dzieciom i z zaangażowaniem uczestniczyli we wszystkich przedsięwzięciach. Duże wrażenie zrobiły na mnie fragmenty o przedstawieniach teatralnych, w których przygotowanie była zaangażowana duża grupa dzieci i dorosłych z zaprzyjaźnionych rodzin. Powstawały prawdziwe widowiska plenerowe z kostiumami, muzyką, tańcem i rekwizytami. Okazuje się, że wtedy był czas na wszystko. Nawet na drylowanie porzeczek.

Inny zwyczaj, który w naszych czasach prawie zanikł, to wspólne śpiewanie. Dla Heleny, jej rodziny, przyjaciół było czymś naturalnym, a nam kojarzy się zwykle z suto zakrapianymi imprezami i wyjątkowymi okazjami. Stanowiło nie tylko sympatyczną rozrywkę towarzyską, ale miało też działanie terapeutyczne. Po stracie zabawki czy nabiciu guza mama zarządzała: „Śpiewamy Kalinę!”. Choć pierwsze zwrotki jeszcze tonęły w szlochach, wkrótce troski znikały. „I wszystko było dobrze”. [1]
Helenka na spacerze z mamą. Wakacje w Szypowszczyźnie, 1933 r.
Mieszkańcy Kresów wymagali nie tylko od siebie, ale również od innych. Ojciec Helenki nie  mógł przeboleć, że w jednym z pensjonatów, w których wypoczywali, podawano zupę w garnku i na znak protestu już tam nie przyjechał. Zaznaczam, że był urzędnikiem, a nie zblazowanym arystokratą.

Wyjazdy na Kresy były też wspaniałą lekcją tolerancji. Oto relacja Heleny Zawistowskiej z wycieczki do Brasławia: Miasteczko powiatowe, bardzo ruchliwe, gdyż był to dzień targowy. Pamiętam stojące niedaleko siebie dwie świątynie: duży kościół katolicki i okazałą cerkiew. A ludność tych okolic? Naliczyłam siedem narodowości: Polacy, Białorusini, Litwini. Rosjanie, Żydzi, Ukraińcy, Tatarzy. Wtedy współżyli w pokoju.[2] 

Wspomnienia obfitują w liczne szczegóły życia codziennego na Kresach i czytelnicy, którzy interesują się tym tematem, na pewno nie będą zawiedzeni. Widoki, zapachy i smaki Wileńszczyzny zostały opisane z serdecznym wzruszeniem i pietyzmem. To świat zapamiętany przez dziecko, więc znajdziemy cudne detale: Ze wszystkich konfitur na świecie najpyszniejsza jest poziomkowa”.[3] Autorka jest szczególnie wrażliwa na uroki przyrody i fragmenty jej poświęcone sprawiły mi szczególną przyjemność.   

„Od Wilii po Uklę” dominują radosne i beztroskie tony szczęśliwego dzieciństwa. Jednak świadomość tego, co stało się po wakacjach w roku 1939, zmusza do spojrzenia na te poprzednie z zupełnie innej perspektywy. Uczestnicząc w letnich eskapadach rodziny Heleny, mamy świadomość jak kruche i ulotne są chwile szczęścia w obliczu katastrofy, która wkrótce się wydarzy.

Bezcennym dodatkiem do opowieści Zawistowskiej są liczne zdjęcia z domowego archiwum, które świetnie współgrają z tekstem i tworzą nostalgiczny, ujmujący klimat. Skrupulatne podpisy pod ilustracjami pozwalają natychmiast zidentyfikować osoby i miejsca przywoływane przez autorkę.
 
Wspomnienia „Od Wilii po Uklę” powstały przede wszystkim z myślą o prawnuczce pisarki, Zoi, jako upominek na jej pierwsze urodziny. To ona została wymieniona w dedykacji. Publikacja zapisków była prezentem dla autorki-jubilatki od najbliższych. Bardzo się cieszę, że wspomnienia Zawistowskiej udostępniono czytelnikom. Są stanowczo zbyt piękne i ciekawe, by tylko spoczywać w szafie w charakterze zakurzonej pamiątki rodzinnej.

______________
[1] Helena Zawistowska, „Od Wilii po Uklę”,  Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria, 2011, s. 23.
[2] Tamże, s. 174.
[3] Tamże, s. 63.
   
Moja ocena: 5
Helena Zawistowska
[Źródło zdjęcia]

36 komentarzy:

  1. O ilu to wartościowych książkach nie wiemy, aż strach pomyśleć!
    Kiedy czytałam Twoją notkę, myślałam o kilku rzeczach: o moich minionych wakacjach na campingu, na którym od rana do wieczora mogłaś nie widzieć dziecka poddawanego nieustannym animacjom; o pochodzącym z Nowej Wilejki dziadku mojego męża i jego niesamowitych opowieściach, których niestety nie umie spisać; o "Lali" Dehnela i zazdrości, że ja nie zdążyłam, nie umiałam, nie chciałam oddać takiego hołdu mojej babci i - wreszcie - o czytanej niedawno "Spuściżnie" Singera, w której też cały czas czułam tę atmosferę "przed" i żal ściskał serce, że ja przecież wiem, że ten świat zaraz zginie.
    Ciekawe czy za 60-70 lat ktoś będzie tak samo zachwycał się światem naszego dzieciństwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki blogom na szczęście dowiadujemy się o wielu takich zapomnianych lub kompletnie niedocenianych arcydziełkach. To jeden z większych plusów blogosfery.
      A propos campingu to próbowałam sobie wyobrazić taką sytuację, że ktoś z wczasowiczów nagle gorąco zachęca pozostałych do wspólnego przygotowania przedstawienia baletowego. :D Obawiam się, że nie spotkałby się z aplauzem. Ale coraz częściej słyszę o spektaklach przygotowywanych przez rodziców w przedszkolach i ogromnie mi się ten pomysł podoba!
      "Lalę" wręcz uwielbiam. we mnie też wywołała smutek niedokonania - ja również nie zapisałam babcinych opowieści i teraz straszliwie tego żałuję.
      Pięknie napisałaś o świadomości, że ten świat zaraz zginie - u mnie było dokładnie to samo, kiedy czytałam książkę Zawistowskiej! W posłowiu są przedstawione dramatyczne wojenne i powojenne losy rodziny Heleny. I tym bardziej to wszystko boli.
      Obraz dzieciństwa jest zawsze wyidealizowany po wielu latach, więc sądzę, że nasz też będzie wywoływał zachwyt, zwłaszcza jeśli ktoś potrafi tak pięknie o nim opowiedzieć jak autorka "Od Wilii po Uklę".

      Usuń
  2. Pytanie z innej beczki niż być powinno: polecasz Nowe Książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytania ze wszystkich beczek są bardzo mile widziane! :)
      Zdecydowanie polecam. Ostatnio nastąpiły duże zmiany na plus, również wizualne. Kiedyś recenzowano sporo pozycji, po które nigdy bym nie sięgnęła, w tym bardzo specjalistyczne naukowe, a teraz jest dużo książek, które mnie interesują. Oczywiście recenzenci reprezentują bardzo różny poziom, ale zdarzają się perełki.

      Usuń
    2. Dzięki za rekomendacje. Kupię może nowy numer.

      Usuń
    3. Aniu, zeskanuję ci ze 2-3 recenzje tytułem próby. :)

      Usuń
  3. Jako wyrodny rodzic zdecydowanie pożądam kogoś, kto będzie od rana do wieczora animował moje dzieci w wakacje:P Niestety, sam sobie animatorem i kaowcem:( a te wspomnienia to musi być coś fantastycznego i w moim guście, więc kiedyś bym się uśmiechnął nieśmiało o ewentualną pożyczkę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożyczę z przyjemnością! Też mam wrażenie, że Ci się spodoba.
      Proponuję opublikować ogłoszenie o treści "Mary Poppins potrzebna od zaraz". :)
      Co ciekawe, z wyjątkiem tych teatralnych przedsięwzięć dzieci raczej nie bawiły się z dorosłymi, wyłącznie we własnym gronie. Helenka miała brata i zaprzyjaźnione rodzeństwo z sąsiedztwa.

      Usuń
    2. Nie wiem, czy zniósłbym Mary Poppins na co dzień:)

      Usuń
    3. Ona była taka trochę hiperaktywna. :)

      Usuń
    4. A czy ja mogłabym pożyczyć po ZWL? Narobiłaś mi ogromniastej ochoty na tę książkę :) Obiecuję dbać i odesłać najszybciej, jak tylko się uda :)

      Usuń
    5. Oczywiście, będzie mi bardzo miło! I bardzo proszę, czytaj bez pośpiechu, bo na razie nie mam najmniejszych szans na powtórki. :)

      Usuń
    6. Dziękuję ślicznie! :) Książka wydaje sie być niesamowicie "mniamuśna", sięgnę po nią z przyjemnością.

      Usuń
    7. Przeczucia jak najbardziej słuszne. :) Moim zdaniem jest w niej dużo uroku.

      Usuń
    8. Ja się nie pcham w pierwszej kolejności do pożyczki i w ogóle miałem nadzieję pożyczyć to w następnej pięciolatce:)

      Usuń
    9. To może najpierw wyślę do Engi, a potem Enga do Ciebie?

      Usuń
    10. Oczywiście, nie widzę problemu:)

      Usuń
  4. Zgadzam się , że szkoda by było gdyby nie zostały opublikowane. Wojna zmieniła Europę, szczególnie jej wschodnią część pozostawiając tylko piękne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłoby wspaniale, gdyby więcej osób wydawało takie wspomnienia z dzieciństwa, a zwłaszcza ci, którzy dorastali w miejscach, z którymi historia obeszła się szczególnie okrutnie.

      Usuń
  5. Koło pierożków z wiśniami przeszłam lekko, ale kresowego specjału sobie nie odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiśniowe pierożki zdecydowanie można sobie odpuścić, natomiast przewiduję, że "Od Wilii po Uklę" Ciebie też oczaruje. :)

      Usuń
  6. To jest po prostu bezczelność z twojej strony, wciąż wynajdujesz gdzieś książki, o których istnieniu nie miałam pojęcia, a które teraz chcę czytać. Zgłaszam apel, aby dwie kolejne recenzje były nijakie, bo ja już i tak mam tyle zaległości :( A tak na poważnie to jedyny prezent, jakiego zazdrościłam mojej siostrze to był pisany przez tatę od chwili, kiedy dowiedział się, że zostanie ojcem aż do osiągnięcia przez nią pełnoletności dziennik z czasów od oczekiwania na małą Nunkę, jej dzieciństwa aż po dorastanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca, czyli od dziennika. Pomysł po prostu genialny i wyobrażam sobie, jaka szczęśliwa była Twoja siostra, kiedy czytała zapiski Twojego Taty. Wcale Ci się nie dziwię, że byłaś zazdrosna.
      Dwie kolejne recenzje nie zapowiadają się na neutralne, ale zawsze z przyjemnością służę Ci ksiązkową pożyczką na czas nieokreślony. :)

      Usuń
    2. Miałam swój udział w dzienniku, jako dziesięciolatka też napisałam mały dzienniczek dotyczący mojego oczekiwania na siostrzyczkę i radości z powodu przyjścia na świat :) To może chociaż trzecia? Pożyczka chętnie, za jakiś bliżej nieokreślony czas zgłoszę się do ciebie hurtowo (znaczy się z hurtowym zapotrzebowaniem na kilka książeczek)

      Usuń
    3. Zgłoś się koniecznie! Mam nadzieję, że nie będzie konieczne wynajęcie tira w celu transportu książek. :D
      Twój dzienniczek też jest na pewno traktowany jako bezcenna pamiątka. Na pewno siostra ogląda go ze wzruszeniem.
      Trzecia też nie zapowiada się letnio. :(

      Usuń
  7. I pomyśleć, że właściwie każdy ma w pamięci fascynujące wspomnienia, a tylko nieliczni potrafią przelać je na papier.
    Nie słyszałam wcześniej o tej książce i byłabym ją przegapiła pewnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Na pewno myśl o malutkiej Zoi, która kiedyś z dumą sięgnie po zapiski prababci jej właśnie dedykowane, dodawała autorce skrzydeł w czasie pisania wspomnień.
      Ja dowiedziałam się o tej książce wyłącznie dzięki recenzji. Nie wiem, jak wygląda jej dostępność w "naziemnych" księgarniach, ale okładka raczej nie przyciąga uwagi. :(

      Usuń
  8. jedna z tych pozycji, o których pewnie bym nie wiedziała, że jest, chociaż przemierzam sklepy internetowe, ale jak piszesz, chowają się często w gąszczu nowości i trzeba mieć szczęście, żeby je wypatrzeć, albo szczęście, że się czyta takiego bloga, jak Twój. Zapisuję skrzętnie w kajeciku, przyjdzie na nią czas, na pewno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dzięki za miłe słowa. Często to szczęśliwe zbiegi okoliczności sprawiają, że ciekawe rzeczy wpadają w ręce. Wydaje mi się, że w tej chwili koszty porządnej promocji książki są tak wysokie, że wydawnictwa mogą tylko pomarzyć o takiej formie popularyzacji nowości.

      Usuń
  9. No cóż, chyba w moich komentarzach zacznie się pojawiać fraza "wpisuję na listę" :) Ostatnio bowiem stworzyłam sobie dokumencik, w którym zaczęłam wpisywać różne ciekawe książki wypatrzone u blogerów. I ta książka już jest na tej liście. :)
    A na poważnie, uwielbiam taką wspomnieniową literaturę. Dodatkowo, książka, którą tak pięknie przedstawiłaś, dotyczy przedwojennych Kresów, a mnie te opowieści wręcz pasjonuję, więc w którymś momencie zapewne do niej dotrę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam taki dokumencik, który puchnie w zatrważającym tempie.:)
      Cieszę się, że dopisałaś książkę Zawistowskiej. Mam nadzieję, że Cię nie rozczaruje. Dla kogoś, kto interesuje się Kresami, "Od Wilii po Uklę" to na pewno piękne źródło wiedzy i wzruszeń.
      Ja też przepadam za literaturą wspomnieniową i niesamowicie się cieszę, że wydawanych jest coraz więcej takich książek. Gdybym tylko miała więcej czasu na czytanie... :)

      Usuń
    2. Ostatnio "zachorowałam" na "Pocztówki z Kresów przedwojennej Polski" (PWN), ale póki co cena jest dla mnie zaporowa. Może sobie zamówię na prezent. ;)

      Usuń
    3. Właśnie mój dokumencik wzbogacił się dzięki Tobie o kolejną pozycję! :) Zapowiada się rewelacyjnie, a w dodatku listowna forma zwiastuje atrakcje do wykorzystania w Płaszczu zabójcy. Wielkie dzięki, nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki. Masz rację, cena koszmarna. :( Zastanawiam się, z czego wynika, przecież to tylko 272 strony. Przypuszczam, że jest mnóstwo zdjęć i ilustracji. Chyba powinnyśmy już zacząć pisać listy do świętego Mikołaja. :)

      Usuń
  10. Zwykle nie czytam takich ksiazek, ale ta mnie jakos w Twojej recenzji ujela, postaram sie ja zdobyc i przeczytac :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że wkrótce ją przeczytasz i podzielisz się wrażeniami.

      Usuń
  11. Cześć, zauwarzyłam pomyłkę. Dom państwa Hajdukiewiczów w Wilnie, opisany przez pisarkę H.Zawistowską w ksiąžce "Od Wili po Uklę", jest na ul. Polocko 49a, a nie 45a! Ten dom moji dziadkowie kupili od Hajdukiewiczów po wojnie. Teraz tam mieszka moja siostra z rodziną, a po drugiej stronie - inna rodzina. Więc prowadzę w FB temat o litewskiej szlachcie. Oto ten dom Hajdukiewiczów oraz moich dziadków: https://www.facebook.com/bajorugyvenimobudas/photos/a.684083514979181.1073741831.683079501746249/684083528312513/?type=3&theater

    OdpowiedzUsuń