14 kwietnia 2011

Spotkanie autorskie z Jackiem Dehnelem w Lublinie

Sytuacja była tak nieprawdopodobna, że do chwili obecnej nie do końca wierzę w jej realność. Wyobraźcie sobie, że widzicie ogłoszenie z informacją, że Wasz ulubiony polski pisarz przyjeżdża na spotkanie z czytelnikami do Waszej miejscowości, a wydarzenie będzie miało miejsce w filii bibliotecznej odległej od Waszego bloku o 15 minut spacerkiem. 

To przytrafiło mi się na początku kwietnia i potem wielokrotnie sprawdzałam na stronie Miejskiej Biblioteki Publicznej, czy to przypadkiem nie był primaaprilisowy żart. Otóż nie.

Proszę, wybaczcie mi pensjonarską egzaltację, ale wczoraj skończyłam czytać "Pełnię życia panny Brodie" Muriel Spark, więc czuję się poniekąd usprawiedliwiona. :)

Wielki dzień miał miejsce wczoraj, 13 kwietnia. Spotkanie rozpoczęło się o 17. Uczestniczyło w nim około trzydziestu osób, co niemile mnie zaskoczyło. Sądziłam, że będą tłumy. Minutą ciszy uczcijmy fakt, że Lublin kandyduje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury.

Jacek Dehnel zrobił na mnie bardzo miłe wrażenie. Jest osobą pogodną, ciepłą i naturalną. Podobała mi się jego skromność, poczucie humoru i dystans wobec własnej osoby. Rozmowa z publicznością przerywana była wierszami i fragmentami powieści "Saturn", które ze swadą i talentem aktorskim czytał. Dehnel mówi tak jak pisze - piękną polszczyzną. Jego erudycja jest niesamowita. Każda wypowiedź skrzyła się od cytatów i anegdot. Działo się to bardzo naturalnie, bez epatowania publiczności. Mówił między innymi o...
  • Rilkem i przecinku,
  • Obrazach, które trudno malować w nowym budownictwie,
  • Publicystach piszących o książkach, których w ogóle nie przeczytali lub kompletnie nie zrozumieli,
  • Współczesnych recenzjach w czasopismach, które są trailerami i dźwignią handlu, a nie pogłębionymi esejami,
  • Paradoksie "Lali", która odbierana jest przez wielu czytelników jako ugrzeczniona saga, podczas gdy tak naprawdę to smutna opowieść o umieraniu. Wkrótce zostanie wydana w Brazylii,
  • Szyldzie "Mięso wędliny ubiory tkaniny" w "Balzakianach", który do niedawna wisiał naprawdę na gdańskim osiedlu Morena, 
  • "Domu pod kotem z rakietką" Balzaca,
  • Życiu rodzinnym Goi,
  • Poetyckim pokrewieństwie dusz (najbliższe nazwiska to Miłosz, Brodski, Mandelsztam, Auden, Larkin).
  • Intrygującej matce Makrynie, której zawiła biografia będzie tematem kolejnej książki,
  • Podobieństwach między Coetzeem i Dostojewskim,
  • Zombie i księdzu Kordeckim,
  • ...i wielu innych rzeczach.
Spotkanie trwało prawie dwie godziny. Bardzo mnie uszczęśliwiło i uskrzydliło. Było kameralnie, ale sympatycznie. Czytelnikom, którzy myślą kategoriami "młody polski pisarz = bufon, blokers, beznadzieja", polecam udział w podobnej imprezie z udziałem Jacka Dehnela.

Zdjęcie ze spotkania wykonane przeze mnie (pod dziwnym kątem :)

55 komentarzy:

  1. Ależ zazdroszczę wieczoru spędzonego w taki sposób:) Takie kameralne spotkania są najlepsze - mała liczba osób zazwyczaj pozytywnie wpływa na otwartość "prelegenta" ;) i na atmosferę. W porównaniu np do tego, co dzieje się czasami na spotkaniach organizowanych np przez EMPiK - masa ludzi, zainteresowanych tylko zdobyciem autografu a nie wysłuchaniem, co pisarz ma do przekazania, brrrr...
    A Jacek Dehnel już dawno dał się poznać jako osoba bardzo ciekawa, prawdziwy erudyta o wielkim poczuciu humoru, bez cienia bufonady, a Twoje obserwacje to potwierdzają :)
    Bardzo fajne spotkanie, no i do tego nie musiałaś na nie iść daleko ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądam sobie czasem program imprez w mojej bibliotece, ale jakoś juz dawno nie było takich rarytasów;).Zazdroszczę:).

    OdpowiedzUsuń
  3. ~ Nemeni
    Faktycznie, szczególnie męcząca ta wyprawa nie była. :)
    Wieczór przyjemny i zapamiętam go na długo.
    Wydaje mi się, że osobowość Dehnela predestynuje go to takich właśnie spotkań w niezbyt wielkim gronie. Wspominał na przykład, że nie lubi wizyt w szkołach.
    Nasz Empik nie jest szczególnie prężny pod względem organizacji spotkań z literatami. Jest mi zawsze przykro, kiedy oglądam ich gazetkę i czytam o tym, jakie wydarzenia mają miejsce w innych miastach. Ale masz rację, że to są generalnie imprezy masowe ze sporym udziałem nieustraszonych łowców autografów. :)
    Cieszę się niezmiernie, że moje przypuszczenia na temat Jacka Dehnela potwierdziły się. Jestem oczarowana jego wiedzą i sposobem bycia.

    OdpowiedzUsuń
  4. ~ Iza
    Rarytas rozbudził apetyt na kolejne atrakcje. :) Podobnie jak Ty śledzę intensywnie program bibliotecznych imprez. Wybitne nazwiska zdarzają się nieczęsto.
    Mam nadzieję, że w Twojej bibliotece też zdarzy się wkrótce podobny cud. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spędziłaś czas w miłym towarzystwie. Nie muszą być tłumy wielbiące pisarza, lecz ci, którzy go znają, dla których nie jest osobą obcą. Atmosfera jest dużo lepsza niż przy spędach z udziałem młodzieży. Tu dodam, że mogą być i w szkołach spotkania z mniejszymi grupami realizującymi projekt czytelniczy. Zazdroszczę Ci tego spotkania, a sama mam nadzieję, iż moje z Jackiem Hugo-Baderem również odbędzie się w mniejszym gronie.

    OdpowiedzUsuń
  6. ~ nutta
    Nie chcę Cię martwić, ale na lubelskim spotkaniu z Hugo-Baderem były tłumy, więc wskazane jest wcześniejsze przybycie i zajęcie miejsca. :)
    Też nie jestem miłośniczką tłoku, tym bardziej, że biblioteczna sala wcale nie jest obszerna, ale martwi mnie brak większego zainteresowania tego typu imprezą. Może reklama powinna być większa i bardziej sugestywna. Mam pedagogiczne skrzywienie, w związku z którym chciałabym na siłę uszczęśliwiać innych. :)
    Dla mnie to spotkanie było spełnieniem marzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie wierze że mieszkasz w Lublinie :D bo każdy z blogerów zawsze tak daleko... Ja miałam być na tym spotkaniu ale niestety miałam wtedy zajecia na uczelni...

    OdpowiedzUsuń
  8. ~ Edith
    Zdecydowanie w Lublinie i to od urodzenia. :)
    Szkoda, że musiałaś zrezygnować z udziału w tym spotkaniu, bo miło byłoby wymienić wrażenia.
    Cieszę się, że nasze miasto reprezentowane jest w książkowej blogosferze. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :)))) Ja też tam byłam. Wrażenia mam identyczne. A co więcej okazuje się, że się siedziałyśmy obok siebie (rozdzielone tylko moją siostrą) i że się znamy - paradoksalnie nie przez książki, a przez nasze "ogony" :)) Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Może ja znowu coś pominąłem, ale chyba żadna z bohaterek "Panny Brodie" nie była szczególnie egzaltowana:P A "Dom pod kotem z rakietką" to jest Utwór (na Dzieło troszkę za krótkie):D

    OdpowiedzUsuń
  11. Całkiem niedawno również miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z Jackiem Dehnelem i pod wrażeniem jestem do dziś. Sposób mówienia, zasób słów, poczucie humoru... wszystko na bardzo wysokim poziomie.
    Tylko na katowickim spotkaniu osób było dużo dużo mniej niż u Ciebie, a wydawać by się mogło, że wielkie miasto to i zainteresowanie powinno być duże :)
    Ale kto nie był, ten naprawdę wiele stracił :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ~ rr-odkowa
    To się dopiero nazywa niespodzianka!!!!! :D
    Nie będę szczególnie oryginalna stwierdzając, że świat jest mały, ale to najwyraźniej prawda, a internet czyni go jeszcze mniejszym. :)
    Miło mi bardzo i mam nadzieję, że się niejednokrotnie spotkamy na tego typu imprezach lub jakichś wydarzeniach pieskowych.
    Oczywiście trzymam kciuki za niedzielny debiut!
    Moc serdeczności! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ~ zacofany.w.lekturze
    "Dom pod kotem z rakietką" natchnął Dehnela do napisania "Balzakianów". :) A konkretnie zgryźliwa uwaga jakiejś kobiety, która stwierdza, że któryś bohater nie je mięsa, więc cóż z niego za mężczyzna. :) To wydało się Dehnelowi takie współczesne i tę francuską Dulską przeniósł w czasie i przestrzeni do dwudziestowiecznej Warszawy.
    Strasznie mnie zaintrygował ten tytuł! "Dom pod kotem z rakietką" - co za rakietka???
    Egzaltację wyczuwałam u panny Brodie u Spark - chociażby w opowieściach o utraconej miłości - i u dziewcząt, które rekonstruowały jej sposób widzenia świata, etc. No i te recytacje fragmentów sentymentalnej poezji... Była to oczywiście egzaltacja o podłożu manipulacyjnym.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam pisarza, ale nie oto chodzi. To musiały być mega emocje, jestem w stanie sobie wyobrazić, bo jak pomyślę, że byłabym w empiku a przede mną Doris Ledding, to chyba jajo bym zniosła...ale to nie realne, bo pisarka już nie podróżuje ma 92 lata i już nie pisze ponoć. Gratuluję spełnionego marzenia, musiało być bosko!

    OdpowiedzUsuń
  15. aj, literówka, chodziło oczywiście o Doris Lessing.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chcesz cytat, czy wolisz sama poczytać "Kota"? :) No jeśli dyskusja o pannie Brodie będzie przebiegać z użyciem takich słów jak "egzaltacja o podłożu manipulacyjnym", to ja chyba pozostanę biernym obserwatorem:P Sam bym raczej powiedział, że była to "manipulacja pod płaszczykiem egzaltacji".

    OdpowiedzUsuń
  17. ~ Isabelle
    Najwyraźniej bez względu na szerokość geograficzną Dehnel podbija serca czytelników. :) W dodatku w różnym wieku. Wśród publiczności przedział wiekowy był bardzo duży. Zdecydowanie dominowały panie.
    Jeszcze mniej osób? To już nie spotkanie autorskie a swobodna pogawędka. :) Zazdroszczę.
    Jeśli jeszcze kiedyś pojawi się możliwość takiego spotkania, na pewno z niej skorzystam.
    Serdeczne pozdrowienia z Lublina do Katowic! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. dziekuje za relacje - czuje sie jakbym tam byla, miód i wino pila

    odetchnelam z ulga, ze lale odebralam poprawnie - ale autor musi pozwolic czytelnikowi na odbiór indywidualny?

    az ci zazdroszcze, ze spotkalas mezczyzne mówiacego pieknie. teraz to rzadkosc, a wychowalam sie posród erudytów, co kiedys bylo w cenie. pod warunkiem, ze mialo sie jeszcze cos do powiedzenia - a pan dehnel zdaje sie ma. zreszta on sam o sobie chyba sie wyrazil, ze j czyms na ksztalt reliktu

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo dziękuję za to sprawozdanie! Miałem się tam wybrać, ale zupełnie mi termin nie pasował. Teraz trochę żałuję.

    Część znajomych nie wybrało się na spotkanie, gdyż miejsce nie było zbyt szczęśliwie wybrane - może to była jedna z przyczyn niezbyt wielkiej frekwencji? Zresztą tak to zwykle jest na spotkaniach z pisarzami - tłumów nie ma (przynajmniej w Lublinie). No, chyba, że to spotkanie z Hołownią. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tylko zazdrościć. Ja też nieraz się wstydzę za frekwencję. Na Targach Książki w Krakowie taki tłum był do Wojciecha Manna (pisarz?), że zakorkowano przejścia. A Charlotte Link albo Delphine de Vigan siedziały sobie i piły kawkę. Ja też pana Wojtka lubię bardzo, ale to popularność radiowa i telewizyjna, a nie pisarz, choć popełnił książkę o sobie.Przepatrzyłam oferty najbliższych miejsc - ani empik, ani Świat Książek z okazji kwietniowego święta - NIC!!!! Zero spotkań. Za to wczoraj posłuchałam cudnego wykładu "Biologia szczęścia" i wprowadzam w czyn. Życzę również :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ~ MONIKA SJOHOLM
    Było bosko, to prawda. :)
    Szanse na spotkanie autorskie z Lessing są faktycznie niewielkie. Głównie ze względu na wiek, ale też odnoszę wrażenie, że ona unika wystąpień publicznych. Nie zapomnę filmiku przedstawiający ją tuż po przekazaniu informacji o Noblu. Trochę zgubiona, lekko zażenowana rozgłosem pani o wyglądzie sąsiadki z naprzeciwka. Raczej nie zalicza się do osób, które oszałamia blask fleszy.
    Jako że nawet mało realistyczne marzenia się spełniają, mocno trzymam kciuki za Twoje.

    ~ zacofany.w.lekturze
    "Płaszczyk" brzmi zdecydowanie lepiej niż "podłoże"! Wyraziłam się niezręcznie.
    Byłabym Ci wdzięczna za wyjaśnienie tej rakietki, bo powieść Balzaka wydaje mi się trudno dostępna. Z góry dziękuję! Jeśli kiedyś ją zdobędę, przeczytam na pewno, ale przypuszczam, że tajemnicza rakietka suspensu nie obróci w proch. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. ~ blog sygrydy dumnej
    Nie ma za co! Tak sobie myślałam, że Tobie to spotkanie spodobałoby się na pewno.
    W tej uwadze Dehnela o sadze :) nie kryła się chęć narzucania interpretacji, a raczej skrępowanie autora niesłusznie odbieranymi hołdami od miłośników tradycyjnych rodzinnych opowieści- tak to w każdym razie zrozumiałam.
    Znając prężną działalność Twojej biblioteki, wcale nie zdziwiłabym się, gdyby Dehnel któregoś dnia zawitał w Szwecji. :) Jeśli takie wydarzenie będzie miało miejsce, wybierz się koniecznie.
    Ta "reliktowość" Jacka Dehnela jest fantastyczna i marzyłabym o większej liczbie tak mądrych i oczytanych osób na co dzień.

    ~ snoopy
    Mnie to miejsce właśnie bardzo zaskoczyło - ucieszyło niezmiernie też, bo jak wspominałam, mieszkam bardzo blisko - zwykle tego typu imprezy odbywają się w filii na Hempla. Dziś na przykład gości tam Szabłowski.
    Na pewno przydałaby się intensywniejsza reklama. Przecież nie wszyscy czytelnicy książek Dehnela korzystają z zasobów biblioteki miejskiej.
    Na spotkaniu z Hołownią nie byłam, ale przypuszczam, że spora część stłoczonych wielbicieli rekrutowała się spośród fanów programu "Mam talent". :) Bez względu na intencje uczestników, to dobrze, że pojawiło się ich mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  23. ~ ksiazkowiec
    Biologia szczęścia brzmi tajemniczo i fascynująco!
    Życzę Ci, by zmiany wprowadzane już w czyn zaowocowały jak najpiękniej.
    Mann jest bardzo lubiany przez kilka pokoleń widzów i słuchaczy, stąd ten entuzjazm wobec jego książki.
    Jeszcze nie czytałam popełnionego przez niego dziełka, ale słyszałam bardzo ciepłe opinie na jego temat.
    W przypadku pisarek, o których wspominasz, problemem mogła być bariera językowa. Dlatego sobie tak bezczynnie siedziały. Szczególnie dziwi mnie brak szumu wokół Charlotte Link - jej książki są u nas na topie.
    Pocieszę Cię, że u nas lista spotkań literackich nie przedstawia się szczególnie imponująco. Nie są w ogóle nagłaśniane, więc trzeba uważnie śledzić wszystkie zapowiedzi, licząc na to, że nie przegapimy czegoś ciekawego i wartościowego. Cieszę się na majowe targi w Warszawie.
    Miłego wiosennego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. @Lirael: Rakietka niestety jest zupełnie oczywista:) Cytuję: "W połowie ulicy Świętego Dionizego [...] stał do niedawna jeden z owych szanownych domów, dzięki którym historycy [...] mogą z łatwością rekonstruować dawny Paryż. [...]" Dom podpiera ogromna belka, a na niej "widniał pradawny obraz, który przedstawiał kota grającego w piłkę. [...] Zwierzę trzymało w przednich łapach rakietkę tychże co i ono rozmiarów, a stojąc na tylnych łapach celowało w ogromną piłkę, którą odbił szlachcic w haftowanym surducie [...]. Nakrapiany ogon kota rozdwoił się w taki sposób, iż mógł uchodzić za widza - dowód, jakie grube, długie i puszyste ogony miały koty naszych pradziadów". Obrazek tutaj: http://fr.wikipedia.org/wiki/La_Maison_du_chat-qui-pelote. Z tytułu oryginału wynika, że zwierzę grało w pelot: http://www.sjp.pl/pelot. A przekład Juliana Rogozińskiego, który występuje w "Lali":)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo sugestywny opis, gratuluję;)
    A dlaczego o polskim młodym pisarzu ktoś miałby myśleć w kategoriach blokersa?

    OdpowiedzUsuń
  26. jutro wybieram sie na urodziny biblioteki. bedzie pokaz kapeluszy - i kto wie co jeszcze? ale dehnela chyba nie dowioza, a szkoda

    OdpowiedzUsuń
  27. Jezuu, jak Ci zazdroszczę... Do Żywca taka kultura nie dochodzi :| Pustynia.

    Co do "Lali", "która odbierana jest przez wielu czytelników jako ugrzeczniona saga, podczas gdy tak naprawdę to smutna opowieść o umieraniu" - to zgadzam się. Tak ją właśnie odebrałam.

    OdpowiedzUsuń
  28. ~ zacofany.w.lekturze
    Piękny cytat!
    Uwielbiam sążniste opisy u Balzaka, gorzej niestety z charakterystyką postaci. "Eugenię Grandet" ledwo zmęczyłam zeszłego lata. Kiedy wówczas biadoliłam, polecono mi "Jaszczura" - podobno jest inny i ciekawszy. Co w kategorii „Balzac dla opornych początkujących” polecasz?
    Rakietka i piłka? W pierwszej chwili pomyślałam o tenisie. Piłka na ilustracji jest jednak znacznie większa. Ciekawa gra. Chyba jednak nie zdobyła większej popularności. Najwyraźniej jest mniej ekscytująca niż quidditch! :)
    A ja zastanawiałam się nad rakietką – mini-pojazdem międzyplanetarnym, tłumacząc sobie, że to czasy Verne'a, więc jest to całkiem prawdopodobne. :)
    Ciekawe, czy Leninek czasami grywa sobie w pelot?
    Miły zbieg okoliczności, to jest TEN Julian! Jestem Ci wdzięczna za przypomnienie.

    ~ czytanki.anki
    Dzięki. :) A w kwestii blokersa. Użyłam nie najszczęśliwszego skrótu myślowego: chodziło mi o osobnika dość prymitywnego, używającego wulgaryzmów w ilościach hurtowych - z takimi opiniami na temat polskich pisarzy niestety się spotkałam.

    ~ blog sygrydy dumnej
    Miłych wrażeń! A Jacek Dehnel z tematyką kapeluszową jak najbardziej miałby związek, bo podobno chodzi czasami w cylindrze.
    Mam nadzieję na obszerną fotorelację z jutrzejszej imprezy bibliotecznej.

    OdpowiedzUsuń
  29. ~ Oleńka
    Mam nadzieję, że kiedyś będziesz mogła uczestniczyć w takim spotkaniu, czego życzę Ci z całego serca.
    A mieszkając w Żywcu masz na co dzień takie piękne widoki, że żadna impreza literacka ich nie przyćmi. Zazdroszczę Ci tych malowniczych okolic.
    Fenomen "Lali" polega na tym, że podoba się wielu pokoleniom, każdy znajdzie w niej coś dla siebie. To nic, że nie do końca zgodnie z intencjami autora. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. @Lirael: No to po kolei:
    1) Też uwielbiam jego opisy, ten mnie tak zachwycił, że pochłonąłem pierwszy tom "Komedii", chociaż potem było już słabiej.
    2) "Eugenia" mnie znudziła niegdyś do tego stopnia, że planuję powtórkę, żeby sprawdzić, czy aby przypadkiem nie byłem wtedy chory czy coś:P
    3) W kwestii Balzaka ja też jestem początkujący, utkwiłem w połowie drugiego tomu "Komedii" i chyba muszę zmienić system czytania:)
    4)Proporcje na obrazku to wynik nieudolności malarza, co podkreśla Balzac, więc w rzeczywistości sprzęt był zapewne wielkości tenisowego (a nie dodałem w cytacie, że malowidło pochodziło najmarniej z XVIII wieku). Zamierzchła rozrywka dworska:)
    5) Hm, "Dom" powstał w 1829 roku, do Verne'a troszkę jeszcze czasu minęło:)
    6) Leninek jest mistrzem świata w biegach przełajowych z frotką w zębach:)
    7) Z Julianem to nie jest zbieg okoliczności, jak sądzę. Mając takiego Pana Juliana na wyciągnięcie ręki, każdy by nasiąkł Balzakiem od lat najmłodszych:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Widoki widokami, a ja i tak częściej patrzę w tekst ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. ~ zacofany.w.lekturze
    1) Początek "Eugenii Grandet" pochłonęłam z zachwytem, właśnie ze względu na te sugestywne opisy.
    2) Mnie "Eugenia Grandet" nie znudziła, ale mocno zdenerwowała. Jeśli byłeś chory, to ja też musiałam uskarżać się na podobne symptomy. :)
    3) Ja też mam zamiar wrócić do Balzaka. Na pewno nie będę czytać chronologicznie, choć to chyba byłaby najlepsza metoda, bo tam przewijają się te same postacie na różnych etapach swojego życia, co tak ładnie wykorzystał Dehnel w "Balzakianach".
    4) Znalazłam zdjęcie grających w pelot. Te rakietki są dziwne, takie rynienki. :)
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Pelota
    5) Moje skojarzenie nie było najszczęśliwsze. Verne miał wówczas roczek! :D
    6) :) To musi wyglądać rewelacyjnie!
    7) Masz rację, zainteresowanie literaturą u Dehnela wydaje mi się czymś organicznym. Chwała Julianowi za przekazanie swoich pasji wrażliwemu i mądremu wnukowi!

    ~ Oleńka
    To podobnie jak ja. Jednak dzięki psim spacerkom kontakt z przyrodą jest nieprzerwany. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. @Lirael: System chronologiczny nie wszedł, teraz zamierzam sobie poskakać dowolnie po tytułach, bo nie wierzę w ścisłe związki pomiędzy tomami - jest podobnie jak u Zoli. Akurat jakiś czas temu wyciągnąłem sobie "Eugenię", ale już ją przysypały inne książki, muszę odgruzować:)

    OdpowiedzUsuń
  34. ~ zacofany.w.lekturze
    A niech sobie tam pod stertą cicho kwili przywalona resztkami feudalizmu. :)
    Sprawdziłam oceny powieści Balzaka w Biblionetce (nie przywiązuję do nich wielkiej wagi, bo są wypadkową wielu gustów, ale czasem dają do myślenia), jednak nie są szczególnie miarodajne, bo np. na szczycie rankingu są pozycje ocenione przez jedną, dwie osoby.
    http://www.biblionetka.pl/author.aspx?id=668&order=avgrating

    OdpowiedzUsuń
  35. Ech ten biblionetkowy fetysz ocen i polecanek:P "Ojciec Goriot", ponoć obiektywnie największe dzieło Balzaka, raczej dołuje:) Na szczęście nie mam odruchu sprawdzania ocen w Bnetce i raczej go nie nabędę. "Eugenii" nie dam spoczywać w gruzach, za włosy wywlokę i sprawdzę po latach, co to warte:)

    OdpowiedzUsuń
  36. To mnie uspokoiłaś;) Bo akurat Dehnel to typ dandysa;) Ale o pisarzach sypiących wulgaryzmami słyszałam, sama tak uprzedziłam się co do Rudnickiego. Na szczęście na jego opowiadania się skusiłam, bardzo mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
  37. ~ zacofany.w.lekturze
    Lubię buszować w ocenach i polecankach, ale jak wspominałam, mam do nich dystans. Zwracam uwagę nie tylko na to, jak książkę oceniono, ale i kto ją oceniał, bo w kilku przypadkach już wiem, że gusty są bardzo zbliżone.
    Mam nadzieję, że nieszczęsna Eugenia nie nabawi się odleżyn. :)

    ~ czytanki.anki
    Dehnel jest bardzo elegancki, co widać nawet na moim nieudolnym zdjęciu. Każdy element stroju był idealnie dobrany.
    Pamiętam Twoją recenzję opowiadań Rudnickiego, bardzo mnie zaciekawiła i od tamtej pory wyglądam ich tęsknie w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Lirael: na pewno nie będzie się nudzić, stoi sobie w bardzo dobrym towarzystwie, z prawej "Kartka miłości" Zoli, z lewej Wojdowski "Chleb rzucony umarłym" (to ostatnie to mam nadzieję, że jest dobrym towarzystwem, bo brałem trochę w ciemno:P)

    OdpowiedzUsuń
  39. ~ zacofany.w.lekturze
    "Chleba..." jeszcze nie czytałam, ale z tego, co się o nim dowiedziałam, wynika, że zdecydowanie jest zakupem do pozazdroszczenia!
    Jak poczciwa Eugenia otrze się o tak wartościowe dzieła jak te, które ma w bezpośrednim sąsiedztwie, to na pewno nabierze ogłady i będzie strawniejsza. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. To ja potrzymam jeszcze Gienię w tym lepszym towarzystwie, faktycznie niech się dziewczyna otrze o dobrą literaturę:P

    OdpowiedzUsuń
  41. :D
    Miłość, umarli, a między nimi Gienuchna!

    OdpowiedzUsuń
  42. Czy to aby za duży szok nie będzie dla niej:P

    OdpowiedzUsuń
  43. Wytrzymała podłość niecnego Karolka, to i to z godnością zniesie! :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Nijakiego Karolka nie pamiętam, naprawdę musiałem być chory wtedy...:(

    OdpowiedzUsuń
  45. Niewielka to strata, bo postać antypatyczna. Fircykowaty kuzyn z wielkiego świata, zdradziecki nikczemnik!

    OdpowiedzUsuń
  46. No nie, ja to muszę odświeżyć. Lecę Gienkę za kok spod tych gruzów wyciągać, niech stoi na wierzchu jak wyrzut sumienia:P

    OdpowiedzUsuń
  47. Ona już swoje w życiu przeszła, ten amoralny Karol ją zwiódł haniebnie na manowce!

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja już je prawie spaliłam. :( Stokrotnie przepraszam!

    OdpowiedzUsuń
  49. To dobrze, bo już się bałam, że zawiśnie nade mną klątwa Eugenii G. :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Raczej zawisną moje podziękowania za podsycenie zainteresowania zagruzowaną lekturą:)

    OdpowiedzUsuń
  51. Byłam na spotkaniu z panem Jackiem w Gdańsku. Frekwencja również nie była imponująca- może dlatego, że Gdańsk także kandydował do miana Europejskiej Stolicy Kultury :(. Wnosząc z tego, iż został nią Wrocław, ciekawa jestem czy we Wrocławiu na spotkaniu z naszym ulubieńcem było więcej ludzi. Odniosłam podobne wrażnia jak ty. Pan Jacek jest przesympatycznym człowiekiem, miałam okazję zamienić kilka słów przekazując pozdrowienia od wspólnej znajomej. Byłam pod dużym wrażeniem erudycji, a jednocześnie prostoty w przekazie. Spotkanie poświęcone było promocji Saturna, który uważam za bardzo dobrą książkę, obok Lali moje ulubione pozycje Dehnela. Pozdrawiam guciamal (pisałam u siebie i o spotkaniu i o obu książkach)

    OdpowiedzUsuń
  52. ~ guciamal
    To miła niespodzianka, nie wiedziałam, że Ty też jesteś wielbicielką twórczości Dehnel! :) Cieszę się ogromnie i z przyjemnością przeczytam Twoje teksty.
    Mamy bardzo podobne wrażenia ze spotkań, więc pewnikiem pan Jacek taki jest, bez żadnej pozy i udawania dla zrobienia większego wrażenia na publiczności. Tym bardziej go za to cenię i szanuję. U nas też promowany był "Saturn", którego jeszcze nie czytałam. To świetnie, że Ty też potwierdzasz jego walory!

    OdpowiedzUsuń