18 listopada 2012

Totalitarny Totentanz (Stanisław Grochowiak, "Trismus")

Totalitarny Totentanz
Dawno nie zdarzyło mi się nie przespać calutkiej nocy z powodu książki. „Trismus” Stanisława Grochowiaka wprowadził mnie w stan takiego rozdygotania, że przez wiele godzin nie zmrużyłam oka. Na szczęście działo się to w czasie wakacji, a konkretnie w sierpniu, więc w ciągu dnia mogłam spontanicznie wprowadzać się w fazę RE bez uszczerbku dla poziomu lubelskiej oświaty.

Do tej pory Grochowiak kojarzył mi się głównie z turpistycznymi wierszami, zapamiętanymi z lekcji języka polskiego w liceum. Czy można zapomnieć tytuł taki jak Menuet z pogrzebaczem? Sporą niespodzianką było dla mnie to, że poeta napisał też powieść wydaną między innymi w popularnej serii Koliber, którą czytuję od niepamiętnych czasów. W dodatku świetną powieść. Najwyraźniej „Trismus” umknął mojej uwadze. Jeśli Waszej też, proszę, poświęćcie mu kilka godzin. 

Czytałam wiele książek o II wojnie światowej. Dlaczego ta jest naprawdę wyjątkowa? Najpierw uwagę czytelnika przykuwa kunsztowna forma powieści. Układ rozdziałów tworzy harmonijną całość w układzie 3+6+3. Jak wiersz. Pierwsza i ostatnia trójka to typowe rozdziały, o krótkich, zapadających w pamięć tytułach, natomiast środkowa szóstka to nazwy miesięcy w roku 1941. Ciekawym zabiegiem było wplecenie w tekst powieści różnych form literackich: fragmentów listów, dokumentów, zapisów rozmów jak w dramacie lub scenariuszu, dziennika, przemówienia. Dzięki temu autentyzm opisywanych wydarzeń nie budzi wątpliwości, choć tak naprawdę mamy do czynienia z fikcją literacką. Miałam wrażenie, że to dokument. To złudzenie potęgował fakt, że jeden z narratorów nazywa się Stanisław Grochowiak, poza tym w książce występuje wiele postaci historycznych. To nadaje powieści charakter reportażu, a złudzenie potęguje wielogłosowa narracja. Autor rzekomo spotkał wilka morskiego, który snuje ciekawą opowieść i przekazuje Grochowiakowi kuferek z dokumentami. To one posłużyły jako kanwa „Trismusa”.

Powieść Grochowiaka to przejmujące studium psychologiczne esesmana, który przy swoim ograniczeniu ideologicznym i sadystycznych skłonnościach pozostaje jednocześnie koneserem sztuki i pięknych krajobrazów. Opowiadając tę historię autor wykorzystał realia nazistowskie, ale każdy fanatyzm podobnie działa na ludzi. To wszystko równie dobrze mogłoby się wydarzyć w stalinowskiej Rosji czy, bardziej współcześnie, na przykład w Iranie lub w Afganistanie. Oprócz walorów dokumentalnych „Trismus” ma więc wymowę bardziej ogólną. Wstrząsającą.

Brzmiący tajemniczo tytuł oznacza szczękościsk. Można go zapewne rozpatrywać w kategoriach politycznych: Niemcy trzymały Europę w kleszczach przemocy. Jest to chyba również odniesienie do psychiki głównego bohatera, którego konwulsyjnie dławi ideologia, ale również do sytuacji w jego rodzinie: tak wyglądało małżeństwo z Nelly.

Powieść powstała w 1962 roku, wiele lat wcześniej niż popularny „Chłopiec w pasiastej piżamie” Johna Boyne’a, o którym kiedyś ciekawie i wnikliwie pisał Zacofany w lekturze, a pewne rozwiązanie fabularne jest niezwykle podobne, z tym, że „Trismus” to książka zdecydowanie dla dorosłych czytelników. Zaczyna się jak trochę komiczny romans, by niepostrzeżenie przerodzić się w dramat. Na początku komendant małego obozu koncentracyjnego w Glückauf (nazwa na pewno nieprzypadkowa) otrzymuje oficjalne wezwanie „Lebensbornu”. Ma natychmiast uregulować sprawy rodzinne. Jako kawaler nie ma szans na awans i trwałą nominac. Wybór odpowiedniej kandydatki na żonę nie jest prosty, bo oczywiście pretendentka musi spełnić kilka istotnych warunków. Towarzyszymy bohaterowi w poszukiwaniach, a potem w pierwszych miesiącach małżeńskiego życia. Stopniowo farsa zamienia się w tragedię.

Przypuszczam, że na brak popularności książki może wpływać też okładka, na której główny bohater wygląda jak Frankenstein, tymczasem był przystojnym mężczyzną, który podobał się paniom. Niestety, pięknu zewnętrznemu towarzyszył niedorozwój uczuć wyższych. W recenzji Ani (Czytanki Anki), którą bardzo polecam jako kolejny argument za przeczytaniem tej powieści, możecie zobaczyć o wiele trafniejszą okładkę.

Wiersz Stanisława Grochowiaka Czyści zaczyna się od słów:

Wolę brzydotę


Jest bliżej krwiobiegu


Słów gdy prześwietlać


Je i udręczać
Podobnej zasadzie hołduje w „Trismusie”. Prześwietla i udręcza nie tylko słowa. Również czytelnika, który ma okazję nie tylko lepiej poznać trybiki machiny totalitaryzmu, ale i siebie. 
 
________
Stanisław Grochowiak, Trismus, Książka i Wiedza 1988.

Moja ocena: 5

Stanisław Grochowiak
[Źródło zdjęcia]

53 komentarze:

  1. Chętnie sięgam po poezję Stanisława Grochowiaka, szczególnie lubię wiersz pt. "Czyści":) Czytałam też kilka lat temu jego dramat i opowiadanie, ale powieści jeszcze nie. Chyba czas to nadrobić...
    A seria Koliber wydana przez "Książkę i Wiedzę" jest bardzo dobra, ukazało się w niej wiele interesujących, a przy tym również mniej znanych utworów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, Grochowiak zalicza się do dużej grupy poetów niesłusznie zapomnianych. Dobrze, że niedawno Anna Maria Jopek i Michał Żebrowski przypomnieli "Upojenie".
      Ja też bardzo lubię tę serię. Mam sporo kolibrowych książek i nieustannie odkrywam kolejne skarby. :) Ostatnio "Starą pannę" Edith Wharton. Rewelacja!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, książka jest niesamowita i trudno się po niej otrząsnąć. Mnie się chyba do tej pory nie udało.
      Dla mnie też szokujące było to, że nigdy, przenigdy, nie słyszałam o tej powieści, a jak już wspominałam, literaturą piękną dotyczącą II wojny światowej interesuję się właściwie od podstawówki. Też bardzo jestem ciekawa, jakie były przyczyny. Mam wrażenie, że Grochowiak w ogóle nie zaliczał się do pisarzy rozpychających się łokciami po sławę i może też dlatego zupełnie o nim cicho.
      "Lektor" też zrobił na mnie duże wrażenie, ale "Trismus" góruje nad nim pod względem artystycznym. Plus ten czarny humor, choć nie jestem pewna, czy to właściwe określenie.
      Bardzo zaciekawił mnie poemat Grochowiaka "Totentanz in Polen". Podobno jest to komentarz do rysunków i zapisków pamiętnikarskich sporządzonych przez Petersena, żołnierza Wehrmachtu podczas kampanii wrześniowej. Mam zamiar przeczytać, to może być kolejne arcydziełko.

      Usuń
  3. Książki nie znam, ale podoba mi się Twoje odczytanie jej przez pryzmat bardziej uniwersalny niż tylko faszyzm i Niemcy. Okładka rzeczywiście mało zachęcająca do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam "Trismusa", choć uprzedzam, że to jest bolesna i smutna lektura. I jeszcze ważne ostrzeżenie: za żadne skarby nie czytaj noty na okładce, bo zdradza stanowczo za dużo, z zakończeniem włącznie. :(

      Usuń
    2. Wiele już razy pisałam, że zapamiętam, że chcę przeczytać, że stworzę listę i z jednej strony ze wstydem informuję, a z drugiej z nadzieją na zmianę że taką listę dziś zaczęłam tworzyć i wzorem którejś z blogerek wklejam tam link do recenzji, aby mogła przypomnieć sobie, dlaczego książka mnie zainteresowała. Grochowiak znalazł się na niej na drugiej pozycji. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Ja już dawno przestałam wierzyć, że zapamiętam. :( Przy tylu ciekawych książkach to raczej niemożliwe. Mityczna lista to świetny pomysł, na pewno się sprawdza. Gratuluję Grochowiakowi zaszczytnego drugiego miejsca i będę trzymać kciuki, żeby przemówił do Ciebie równie mocno jak do mnie.

      Usuń
  4. Mi Twój opis bardziej skojarzył się z "Łaskawymi" J. Littella - widzę, że na prawdę najwyższy czas zajrzeć do Grochowiaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Łaskawych" myślę już od dawna, ale czekam na odpowiedni moment, bo to książka, która na pewno wymaga dużo czasu, nie tylko z powodu imponujących rozmiarów. Grochowiak w liczącej 171 stron powieści powiedział na ten temat dużo i zrobił to wyjątkowo dobrze, a w dodatku uniknął patosu.
      W temacie literackich powinowactw przyszli mi też do głowy "Niemcy" Kruczkowskiego.

      Usuń
    2. Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze - "Łaskawe" to jednak zupełnie inna rzecz. Littela można ciężko odchorować.

      Usuń
    3. Biorąc pod uwagę, że ja prawie odchorowałam Grochowiaka, na Littela rzeczywiście będę musiała poświęcić dużo czasu w sprzyjających okolicznościach.

      Usuń
    4. Ta na "Trismusa" już jestem namówiony :-). Co do "Łaskawych" to spotkałem opinie, że niektóre partie są wtórne wobec "Kaputt", tak że mój entuzjazm do nich trochę opadł ale w końcu to nie pierwszy, ani drugi taki przypadek.

      Usuń
    5. To cieszę się, że jesteś namówiony. Mam nadzieję, że książka Cię nie rozczaruje. Jeśli u Ciebie też wywoła bezsenną noc, z góry przepraszam. :)
      Może monstrualne rozmiary "Łagodnych" usprawiedliwiają ewentualne potknięcia i wtórności.

      Usuń
  5. Cieszę się, że fanów Trismusa jest więcej. Pytałam moich znajomych polonistów o tę książkę, nie czytali.;(
    Książka nieszablonowa i pod względem treści, i formy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. ~ Ania
      W ogóle chyba mało kto czytał. :( Tymczasem wydań było kilka. To kolibrowe jest trzecie. Zobacz, co jest na pierwszej pozycji w Google po wpisaniu trismus grochowiak. :)
      W tej chwili treść nie jest już może aż tak odkrywcza jak w roku pierwszego wydania, bo powstało wiele książek i filmów na ten temat, ale forma nadal bardzo, bardzo ciekawa.

      ~ Alicja2010
      A propos listy lektur zastanawiałam się, dlaczego "Trismus" nie figuruje na spisie dla licealistów, ale wydaje mi się, że rzeczywiście jest jednak zbyt porażający.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. Właśnie sprawdziłam listę lektur dla licealistów, z której wynika, że pozycje obowiązkowe to między innymi: Tadeusz Borowski - wybrane opowiadania; Gustaw Herling - Grudziński - Inny świat, więc w sumie tematyka nie byłaby obca. Zaskoczył mnie brak "Medalionów" Nałkowskiej wśród książek do przeczytania koniecznie. Za moich licealnych czasów były lekturą obowiązkową.
      W przypadku literatury pięknej można się pocieszać, że to fikcja, ale książki naukowe o wojnie już tego komfortu nie dają.

      Usuń
    5. Sprawdziłam google.;)
      Będę się upierać, że treść jest także oryginalna.;)
      Mamy dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu: historię pewnego małżeństwa i opis nazizmu.

      "Medaliony" były kiedyś lekturą w ósmej klasie.

      Usuń
    6. Medaliony w ósmej? U nas w IV liceum, razem z Borowskim, Herlingiem, Szczypiorskim.

      Usuń
    7. ~ Ania
      Wydaje mi się, że kiedyś treść była bardziej szokująca. My mieliśmy okazję popatrzyć na obozową rzeczywistość z nazistowskiej perspektywy dzięki kilku książkom i filmom. W roku 1962 to było chyba jeszcze bardziej nowatorskie ujęcie.

      ~ Zacofany w lekturze
      U nas też na pewno w liceum.

      Usuń
    8. Hm, to może ja taka nadgorliwa byłam i czytałam w ósmej? Różnych rzeczy wtedy próbowałam.
      Szczypiorskiego u mnie w liceum na pewno nie omawiano, może dopiero później stał się lekturą.

      Usuń
    9. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie było jakiegoś opowiadania Nałkowskiej z "Medalionów" w podręczniku do polskiego dla ósmej klasy?

      Usuń
    10. Oj chyba nie. W ósmej klasie był tłuczony Pan Tadeusz, Syzyfowe prace i Latarnik bodajże:)

      Usuń
    11. Pomyszkuję u rodziców, może zachował się podręcznik do polskiego z ósmej klasy mój albo brata, ale wątpię. O ile dobrze pamiętam to była taka bardziej antologia niż typowy podręcznik. Na pewno zamieszczono w nim opowiadanie Dąbrowskiej "Tu zaszła zmiana", więc może coś z "Medalionów" też uszczknięto.

      Usuń
  6. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, ale po Twojej recenzji czuję się maksymalnie zachęcona do sięgnięcia po nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, że Cię zachęciłam do przeczytania, bo to świetna powieść, ale ostrzegam, że po lekturze trudno się podnieść.

      Usuń
  7. Mnie ta powieść też umknęła uwadze! Aż dziw, bo przecież studiowałam polonistykę, ale to pewnie dlatego, że - jak już napisała Alicja - książka nie figuruje w listach lektur na polonistyce... Wstyd! Poszukam w bibliotece. Jeśli chodzi tematykę drugiej wojny światowej w literaturze polskiej, to zastanawiam się, czy jest jakaś dobra powieść będąca studium psychologicznym oprawców z NKWD, bo oni też w tej samej mierze, co niemieccy naziści siali zło i mordowali na przemysłową skalę. Tak myślę i myślę, czy jest w polskiej literaturze taka powieść podobna do Trismusa, ale której bohaterem byłby enkawudzista. Nic mi nie przychodzi do głowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się dotrzeć do tej powieści. Zdecydowanie zasługuje na uwagę, której z jakiegoś tajemniczego powodu jej poskąpiono.
      Temat NKWD rzeczywiście nie doczekał się wielu literackich realizacji. Są świadectwa ofiar, natomiast chyba nikt jeszcze nie sportretował enkawudzisty tak obszernie i głęboko jak Grochowiak hitlerowca. Może doczekamy się takiego wstrząsającego studium. Wcześniej cenzura stłumiłaby takie zapędy literackie w zarodku, teraz temat czeka na wrażliwego i mądrego pisarza.

      Usuń
  8. Nawet lekka sugestia, że Grochowiak może mieć coś wspólnego z Boyne'em, zdecydowanie nie jest zachęcająca. Boyne to wydmuszka, a odnoszę wrażenie, że Grochowiak to kawał mięcha i brzmi interesująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzenie narzuca się samo, ale dotyczy pewnego pomysłu fabularnego, nie całości książki. Przede wszystkim adresatem "Trismusa" nie są dzieci, poza tym wariant Grochowiaka jest znacznie głębszy.

      Usuń
    2. Czytelnikami Boyne'a też nie powinny być dzieci, które nie powinny czytać kiepskich książek:)

      Usuń
    3. Nie sugeruję, że książki dla dzieci mogą być gorsze niż te dla dorosłych. Chodziło mi o to, że książka o obozie koncentracyjnym dla młodego czytelnika ma pewne ograniczenia, o których ktoś piszący o obozie dla dorosłych nie musi pamiętać. Między innymi chodzi o tę mięchowatość i drastyczne sceny. Książka Boyne'a nie jest arcydziełem, ale z perspektywy czasu nie oceniam jej aż tak nisko jak Ty.

      Usuń
    4. Mnie z biegiem czasu irytacja opadła:)

      Usuń
    5. Co ciekawe,z rozmów z gimnazjalistami wynika, że film im się podobał i wywołał silne emocje. Biorąc pod uwagę, że na lekcjach historii dyskusja o II wojnie światowej zaczyna się dopiero w liceum, dobre i to.

      Usuń
    6. Nie rozmawiajmy o programach nauczania od rana, bo mnie coś trafi. Jak dzieciaki mają nic nie wiedzieć, to już lepiej niech czytają Boyne'a.

      Usuń
    7. Najdziwniejsze jest to, że tematyka wojenna jest poruszana w gimnazjum na lekcjach polskiego. Na przykład u nas w szkole lekturą obowiązkową są "Kamienie na szaniec", a niektóre klasy czytają jeszcze książkę "Nadzieja umiera ostatnia" Haliny Birenbaum. Świetna rzecz, ale nie wiem, czy jednak trochę nie za wcześnie.

      Usuń
    8. Ponoć pewne treści miały być wspólne dla historii i polskiego, a wyszło jak zwykle. Birenbaum znam z omówień, faktycznie ciut wcześnie chyba, ale w sumie nie wiem, co 14latek może przeczytać z literatury obozowej.

      Usuń
    9. Panią Birenbaum miałam okazję poznać osobiście na spotkaniu w Lublinie, niesamowita osoba.
      Obserwując reakcje kilku szczególnie wrażliwych osób z mojej klasy w czasie zwiedzania muzeum na Majdanku, pomyślałam, że na literaturę obozową w tym wieku jest za wcześnie, a wiekowe ograniczenie dla zwiedzających takie miejsca ma głęboki sens.

      Usuń
    10. To już kwestia indywidualna, jako 14latek miałem za sobą sporą porcję literatury wojennej i obozowej. Najprzystępniejszy jest Grzesiuk.

      Usuń
    11. Ja też zaczytywałam się w takiej literaturze. Największe wrażenie zrobiło na mnie wspominane już kilkakrotnie "Niebo bez ptaków" Danuty Brzosko-Mędryk. Może dlatego, że relacjonuje wydarzenia z perspektywy kilkunastoletniej dziewczyny, książka była mi bardzo bliska, wracałam do niej wiele razy.

      Usuń
    12. Brzosko raczej nie czytałem, w ogóle Majdanek jest ubogo reprezentowany w literaturze.

      Usuń
    13. Ja muszę w trybie pilnym nadrobić Grzesiuka.

      Usuń
  9. Nie czytałam, bo nigdy nie udało mi się zdobyć tej książki. A bardzo chciałam to zrobić po obejrzeniu inscenizacji tej książki. Byłam nią totalnie zszokowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inscenizacji?! Nie miałam pojęcia, że "Trismus" był wystawiany w teatrze. Swoją drogą dziwne, że nie doczekał się adaptacji filmowej, to prawie gotowy scenariusz. Bookfo, jeśli kiedyś zechcesz przeczytać, proszę, daj znać. Chętnie Ci pożyczę tę książkę.

      Usuń
  10. Oglądałam w Teatrze Telewizji, chyba w latach 70-tych.
    Po książkę się zgłoszę, skoro jesteś tak uprzejma, żeby mi pożyczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy pamiętasz może obsadę? Straszliwie jestem ciekawa.
      Poproszę o maila z namiarami, a "Trismus" jeszcze w tym tygodniu wyruszy na podbój Skandynawii. :)

      Usuń
  11. Szukałam nawet w necie, i znalazłam trochę informacji. To był spektakl poniedziałkowego teatru telewizji.
    http://filmpolski.pl/fp/index.php/522894
    Po Trismus zgłoszę się później, bo mam tyle pilnego czytania, że nie doczekałabyś się jego powrotu w rozsądnym terminie ;p
    Ale już z góry dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję! Przestudiowałam obsadę, ale niestety, zupełnie nic mi nie mówią te nazwiska. Może kiedyś uda mi się dotrzeć do archiwalnego nagrania, a może trafię na powtórkę.
      "Trismus" w wersji książkowej będzie spokojnie na Ciebie czekał. :)

      Usuń
  12. Bardzo lubię taką "kolażową" konstrukcję w powieściach - z fragmentami artykułów z gazet, listów, dokumentów itp. w ten sposób zbudowana jest moja ulubiona książka Ślepy Zabójca Margaret Atwood.

    Chętnie przeczytałabym Trismus, choć na ogół starannie unikam tematyki wojennej. Dziękuję Ci Lirael za polecenie tak ciekawego tytułu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też bardzo odpowiada taki literacki patchwork. Jeden z najciekawszych pomysłów Grochowiaka to dziennik pisany przez męża i żonę na zmianę. A "Ślepy zabójca" wciąż przede mną. :)
      "Trismus" na pewno zasługuje na odkurzenie. To jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku.

      Usuń