6 marca 2012

O sprawach zaszyfrowanych i nieodwracalnych (Maria Kuncewiczowa, "Przeźrocza")


Włochy to sen, który wraca do końca życia. Przeczytany kiedyś aforyzm Anny Achmatowej towarzyszył mi w czasie lektury „Przeźroczy”. Nie tylko dlatego, że książka Marii Kuncewiczowej poświęcona jest Włochom, ale również za sprawą jej kompozycji, która często sen przypomina.

Autorka nieustannie korzysta z umiejętności przenoszenia się w czasie i przestrzeni, którą mają tylko pisarze i marzyciele. Przed oczami czytelnika płynnie przesuwają się obrazy z różnych miejsc, odległe w czasie, pozornie ze sobą niezwiązane. Próżno dopatrywać się chronologii czy układu tematycznego. Wędrujemy szlakiem myśli autorki, kierowani impulsem, ulotnym wrażeniem, wspomnieniem czy senną wizją.

Główny nurt „Przeźroczy” to wspomnienia Kuncewiczowej z licznych pobytów we Włoszech, zwłaszcza w Rzymie. Znajdziemy tu zachwycające opisy przyrody czy architektury, ale pisarka nie ofiarowuje czytelnikowi literackiego bedekera, tylko refleksyjną książkę wspomnieniową. Oprócz idyllicznych widoczków i historycznych dywagacji jej uwagę zaprzątają też trudne tematy: zamach na Jana Pawła II, porwanie Aldo Moro, Czerwone Brygady, mafia, wrogość wobec imigrantów. Oprócz blasków autorka wplata w obraz również cienie i dzięki temu Italia wydaje się nie tylko bella, ale i prawdziwa.

Do opowieści o włoskich peregrynacjach, w których towarzyszył jej mąż, Kuncewiczowa dodaje wątki osobiste, przemyślenia i eseistyczne dywagacje. Jedne z ważniejszych tematów to śmierć i przemijanie. Kiedy powstawały „Przeźrocza”, pisarka miała już ponad osiemdziesiąt lat, więc obecność takich refleksji wydaje się naturalna, podobnie jak dojrzałość i dystans wobec opisywanych miejsc i ludzi. A skoro o ludziach mowa, mam nadzieję, że Wam też spodobają się portrety osób, które pisarka uwieczniła w „Przeźroczach”. Szczególnie udane wydają mi się wizerunki zakonnic, skondensowane i precyzyjne, a jednocześnie ciepłe. 

„Przeźrocza”, jak sam tytuł wskazuje, koncentrują się na obrazach. Kuncewiczowa jest mistrzynią barwnych, plastycznych opisów. Oto przykład, który wywoła uśmiech na twarzy chyba każdego bibliofila – tak wygląda dom zaprzyjaźnionego z Kuncewiczami profesora slawisty:
Zza obozowiska książek roztasowanych na podłodze już nie widać łóżeczka zapę­dzonego pod ścianę. Nie widać oparć ani poręczy foteli, nie widać blatów stołowych, nie widać obrazów. W trzech obszernych pokojach, a także w kuchni piętrzą się, obłażą ściany, opinają meble - tomy, zeszyty, bro­szury, księgi - nie wiadomo fauna czy flora, ekskre­menty miliona mózgów, pnącza z korzeniami w tysią­cach serc, koszmarny wylew, potop, katastrofa. [...]
W klozecie nareszcie wolna podłoga, człowiek stąpa odważnie. Na stołeczku obok muszli spoczywa Kusze­nie św. Antoniego. „Flaubert c'est moi” — zdaje się mówić slawista. [1]
Autorka „Leśnika” szczególnie wrażliwa jest na uroki przyrody, a zwłaszcza krzewów i drzew. Oto jeden z moich ulubionych opisów:
Magnolii wiosennych są trzy rodzaje: kwitnące biało i drobno, delikatne drzewka wyglądają jak oblepione przez motyle-bielinki. Inny gatunek: pnie i gałęzie grub­sze, kwiaty duże, koloru biskupich fioletów, ukształtowa­ne jak filiżanki. Wreszcie chuderlawe krzewy podobne do świeczników o wzniesionych ramionach, które zamiast świec ofiarowują niebu kielichy.
Przed magnolią — każda ma wokół siebie obszar won­nego powietrza, a u stóp trawnik — zatrzymuję się jak przed ołtarzem. Potem patrzę na forsycje bijące złotymi strugami. Japońskie wiśnie kwitną puchem i różowością. Inne japońszczyzny są krzewami o płaskich, karmino­wych ozdobach. Dzieje się też kwitnienie wysoko pod niebem: białe, różowe i liliowe obłoki wyrastają z gór.
[2]  
Jest w tych opisach zachwyt nad światem, a jednocześnie dojmujący smutek, że wkrótce przyjdzie się z nim pożegnać. Kiedy „Przeźrocza” po raz pierwszy ukazały się drukiem, Kuncewiczowa miała dziewięćdziesiąt lat.

Mimo poważnych tematów znajdziemy też  odblaski poczucia humoru pisarki. Na przykład anegdotę o tym, jak z przejęciem rozmawiała z taksówkarzem o tym, że Polak właśnie został papieżem. Interlokutor zachował zimną krew: „No to co? Od tego mięso potanieje?” [3]

Kuncewiczowa wypowiada się również na temat własnej twórczości. Między innymi odnosi się do zarzutu, że jej proza jest nadmiernie zmetaforyzowana i manieryczna: „A przecież niczym innym nie był ten mój metaforyzm, jak rozpaczliwą próbą dotarcia przez analogię do sensu spraw zaszyfrowanych i nieodwracalnych”[4] Trochę zaskoczył mnie obszerny cytat z „Dwóch księżyców”, w którym wietrzę odrobinę próżności.

Jeśli zechcecie sięgnąć po „Przeźrocza”, a namawiam do tego nie tylko miłośników Włoch, ważny jest wybór wydania. W pierwszych edycjach wielokrotnie interweniowała cenzura. W najnowszej, z 2010 roku, oznaczono miejsca, które kiedyś zakwestionowano, więc jest dodatkowy materiał do przemyśleń. Nie podoba mi się natomiast to, że wymyślony przez wydawcę podtytuł, zapewne w celach marketingowych,  góruje nad wersją autorki. 

________
[1] Maria Kuncewiczowa, Przeźrocza, Wydawnictwo Lubelskie, 1997, s. 21.
[2] Tamże, s. 61.
[3] Tamże, s. 101.
[4] Tamże, s. 146.
  
Moja ocena: 5
Maria Kuncewiczowa.
[Zdjęcie z książki] 

35 komentarzy:

  1. "Ekskre­menty miliona mózgów", "koszmarny wylew, potop, katastrofa" - czyżby pisarka nie ceniła takich miłych mojemu sercu widoków? I ta ulga, że przynajmniej w klozecie pusto - nieładnie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesor-slawista został przedstawiony jako postać lekko ekscentryczna i ten meandrujący księgozbiór miał być przypuszczalnie na to dowodem. :) A w jego klozecie to czaił się Flaubert. :)

      Usuń
    2. Stanowczo Flaubert w klozecie jest objawem ekscentryzmu:P

      Usuń
    3. I to w dodatku "Kusze­nie św. Antoniego"! Ekscentryzm ze szczyptą perwersji. :)

      Usuń
    4. Otóż to:) W każdym razie robił pewnie lepsze wrażenie na gościach niż stos namokniętych Chmielewskich, który zdobił łazienkę moich znajomych:PP

      Usuń
    5. Może były namoknięte łzami ze śmiechu, a nie łazienkowymi oparami? :) W przypadku chociażby "Lesia" to całkiem zrozumiałe.

      Usuń
    6. Namakały podczas lekturowych seansów w wannie pełnej wody po prostu:P

      Usuń
    7. Uroki takich seansów są mi doskonale znane. :) Swoją drogą "Dzikie białko" i "Byczki w pomidorach" bardziej pasowałyby do kuchni niż do łazienki. :)

      Usuń
    8. Moczenie książek w wannie to barbarzyństwo:P

      Usuń
    9. Książek nie zanurzam. :) Nawet jeśli są nużące. :)

      Usuń
  2. Bardzo piękna i zachęcająca recenzja, Lirael. Zaciekawiło mnie to, co napisałaś o tej "odrobinie próżności" - czyżby pani Maria była osobą nieco próżną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki. Z tą próżnością może trochę przesadziłam, Kuncewiczowa sprawia wrażenie osoby skromnej, ale cytowanie w swojej książce fragmentu z innego swojego dzieła, trochę mi zgrzytnęło.

      Usuń
  3. Nawet nie wiedziałam, że książka była wznawiana. A przecież Włochy to dość nośny u nas temat.
    Recenzja zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie o książkach Kuncewiczowej mało się u nas mówi. "Cudzoziemka" pokutuje na liście lektur i to właściwie tyle. Rzeczywiście, tematyka włoska u nas zawsze cieszyła się wzięciem, a teraz jest wręcz boom po toskańskich powieściach.

      Usuń
    2. wydawnictwo_feeria14 maja 2012 19:34

      Witam serdecznie, cieszę się, że wznowienie "Przeżroczy" w wersji nieokrojonej spotkało się z tak ciepłym przyjęciem. Podtytuł "Notatki włoskie" został stworzony przez samą Autorkę i funkcjonował również w poprzednich wydaniach. Planowaliśmy wznawiać też inne, dawno nieobecne książki pani Marii Kuncewiczowej, ale, niestety, brak zainteresowania księgarzy i klientów, odwiódł nas od tego projektu. A już prawie gotowe były "Dwa księżyce" ilustrowane archiwalnymi fotografiami z Muzeum Kuncewiczów... Wydawnictwo Feeria

      Usuń
  4. Motyw snu w kompozycji? A to ciekawe...:)
    z jednej strony: mam nadzieję, że w analogicznym wieku będę - jeśli nie tak twórcza, to choć w połowie tak ruchliwa i refleksyjna. Syndrom cytowania siebie samej uważam jednak za manierę (albo przesadna wiara w siebie, albo niedowierzanie, że ktoś może znać i skojarzyć bez cytatu).
    A więcej natury czy sztuki?
    Z aury wpisu wnioskuję, że chyba te wspomnienia są najciekawsze.
    Lirael, proponuję plebiscyt na koniec miesiąca. Który tytuł jest najświeższy. Intensywnie ruszyłaś.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden sen nawet został w "Przeźroczach" opowiedziany. :)
      Byłam zdumiona, jak uświadomiłam sobie wiek autorki. Mam nadzieję, że będę przynajmniej w części tak twórcza i aktywna jak Kuncewiczowa.
      Więcej natury, ale sztuka architektura też są obecne.
      Bardzo jestem ciekawa, po jakie książki jeszcze sięgną uczestnicy. Cieszę się, że jak dotychczas pojawiają się różne tytuły. O dziwo, jeszcze nikt nie zrecenzował "Cudzoziemki", która jest chyba najbardziej rozpoznawalną książką Kuncewiczowej.
      Czas pędzi nieubłaganie, jutro mija pierwszy tydzień projektu.:)

      Usuń
    2. I Cudzoziemka się doczeka:)

      Usuń
    3. Liczę na krótkie czekanie. :)

      Usuń
  5. Po twojej recenzji jestem tym bardziej ciekawa i mam nadzieję, że zdążę przeczytać przed kolejną (kwietniową) włoską przygodą i podobnie jak tamaryszek chciałabym wierzyć, że w tym wieku będzie mi się jeszcze chciało chcieć a włoskie podróże nie będą jedynie pięknym sennym wspomnieniem, ale realną przygodą, która nie ma końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, żeby kwietniowa włoska przygoda okazała się cudowna. Może znajdziesz w "Przeźroczach" wskazówki, co jeszcze warto zobaczyć w Rzymie. A o Twoją ciekawość świata i podróżnicze pasje jestem spokojna. Na pewno również w wieku Kuncewiczowej będą się wspaniale rozwijać.

      Usuń
  6. Jestem mniej więcej w połowie "Przeźroczy" i mam trochę mieszane uczucia. Są fragmenty, które bardzo mi się podobają - choćby wspomniane przez Ciebie opisy zakonnic czy profesora-ekscentryka. Ale zupełnie nie jestem w stanie "wczuć się" w narrację, Autorka pozostaje dla mnie obca, trudno mi traktować jej emocje poważnie. Nie jest to, oczywiście, wada ani książki, ani Kuncewiczowej, tylko najpewniej kwestia sporej różnicy charakterów. Tym niemniej trochę trudno mi uwierzyć, że ta sama osoba napisała "Cudzoziemkę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to za sprawą licznych skoków w czasie i przestrzeni trudno Ci nawiązać kontakt z autorką? Ona jest w tej książce dość nieuchwytna, co wydaje się dziwne, bo przecież często mówi o sobie. Albo przez to, że książka jest bardzo osobista, można sobie wyrobić zdanie o osobowości Kuncewiczowej i właśnie stwierdzić, czy to jest bratnia dusza, czy niekoniecznie?
      To nigdy nie są emocjonalne wynurzenia. Autorka pozwala czytelnikom zajrzeć w świat swoich wspomnień i wyobrażeń nie bezpośrednio, tylko tak jakby przez szybę, przez tytułowe przeźrocza i stąd też może wynikać wrażenie obcości.
      Bardzo jestem ciekawa, jakie będziesz miała wrażenia po zakończeniu książki.

      Usuń
  7. Pisałam całkiem niedawno pracę magisterską nt. twórczość MK :)skupiłam się w niej na Tristanie 46, warto go przeczytać, polecam!
    Ciesze się, że przywołałaś prozę Kuncewiczowej, która jest trochę ostatnio pomijana, zupełnie niesłusznie
    pozdrawiam
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś ciekawy temat pracy, skoro dotyczył twórczości Kuncewiczowej. :) Też boleję nad tym, że w sumie mało kto o niej pamięta. Dzięki za polecenie "Tristana...". Widzę, że wywołuje bardzo emocjonalne reakcje czytelników.
      Serdeczności.

      Usuń
  8. Ech, pisać jak Lirael... niedościgłe marzenie:).

    Tristan faktycznie na razie ma skrajne opinie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, z całego serca Ci dziękuję za miłe słowa, jesteś kochana! Ja uwielbiam czytać Twoje recenzje i komentarze.
      "Tristan" rzeczywiście mocno kontrowersyjny. Przypuszczam, że podobnie może być w przypadku "Leśnika".

      Usuń
    2. :).
      To mnie zaintrygowałaś, na razie z recek Leśnika wyłania się obraz nudziarstwa z czasów powstania styczniowego:).

      Usuń
    3. Dodam jeszcze, że według Kuncewiczowej to była jej najlepsza książka. :)

      Usuń
  9. Ten drugi rodzaj magnolii - "kwiaty duże, koloru biskupich fioletów, ukształtowa­ne jak filiżanki" - właśnie kwitnie. Wyglądają nieziemsko.

    Co do nowej okładki "Przeźroczy" to trudno oprzeć się wrażeniu, że wydawca chciał przyciągnąć czytelników, którzy lubują się w opowieściach z Toskanii i Prowansji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katasiu, zazdroszczę Ci tych magnolii. Właśnie wczoraj uważnie obserwowałam drzewka w sąsiedztwie, ale nie ma jeszcze szans na kwiaty. Bardzo lubię magnolie, mam nawet na pulpicie. :)
      Mnie też ta okładka skojarzyła się z toskańsko-prowansalskimi klimatami w licznych opowieściach, które teraz są na topie. Przypuszczalnie wydawcy o taki efekt właśnie chodziło. :)

      Usuń
  10. Kuncewiczowa czeka na mnie w formie książki czytanej...
    No to mnie zachęciłaś.
    Pozdrawiam
    http://life4youu.wordpress.com/2012/03/16/hello-world/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, że zachęciłam Cię do lektury książki Kuncewiczowej. Miłych wrażeń ze spotkania z twórczością tej pisarki. Również pozdrawiam.

      Usuń
  11. Tam, gdzie dwa księżyce na niebie jak przeźrocza w człowieka wpatrzone, tam z Kuncewiczową trzeba iść...
    ładnie tu, ciekawie, wartościowo spędzony czas
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróże Kuncewiczowej często odbywały się w dramatycznych okolicznościach, ale ona wędrówkę w stronę dwóch księżyców bardzo lubiła, bo potrafiła cieszyć się światem jak mało kto.
      Dziękuję za miłe słowa.

      Usuń