Wakacje z ciabcią
Nic
na to nie poradzę – od niepamiętnych czasów mam sentyment do baśniowych
wiedźm. Owszem, cieszyłam się, kiedy Jaś i Małgosia bezpiecznie wrócili
do
domu, ale jednocześnie było mi dziwnie żal Baby Jagi. A „Malutka
czarownica” Otfrieda Preusslera to jedno z
czytelniczych objawień mojego dzieciństwa. Do źródeł niepokojącej
fascynacji nigdy nie udało mi
się dotrzeć. Może najwyższa pora, żeby zapoznać się z tym poradnikiem?
Nietrudno zgadnąć, że już tytuł
książki Marcina Szczygielskiego, „Czarownica piętro niżej”, natychmiast wywołał falę miłych
skojarzeń. Jestem wdzięczna Zacofanemu w lekturze, bo to dzięki niemu zainteresowałam się tym autorem i jego powieściami dla dzieci. Zaskoczyło mnie to, że na okładce w krótkiej nocie biograficznej pisarza zupełnie pominięto jego książki dla dorosłych
czytelników. Może uznano je za wysoce szkodliwe dla pacholąt?
„Czarownicę piętro niżej” przeczytałam z dziką przyjemnością. Szczygielski
oszczędnymi środkami potrafił stworzyć
atmosferę napięcia i tajemnicy, która udziela się również dorosłemu
czytelnikowi. W każdym razie ja z zapałem pochłaniałam kolejne strony.
Podobały mi się zabawne dialogi i nieprzewidywalna wyobraźnia autora.
Ucieszyła
mnie też bezpardonowa wojna wypowiedziana bezmyślnemu przesiadywaniu
przed telewizorem, która przewija się wielokrotnie w formie mniej lub
bardziej
wyraźnych aluzji. Jest również sarkastyczna parodia telenoweli i
programu porannego. Rzeczona „kampania”
adresowana jest nie tylko do dzieci. Telewizor w domu Mai włączony jest
nieustannie, a wspólne wielogodzinne oglądanie seriali z mamą to
rodzinna tradycja.
Bardzo odpowiada mi poczucie
humoru Szczygielskiego, choć kilka razy
odniosłam wrażenie, że leciutko przedobrzył: na przykład rozmowy kota i
wiewiórki chwilami przypominają kabaretowe skecze. Natomiast moje serce podbiła główna bohaterka. Bez dwóch zdań. Oto Maja:
Wrażliwa,
często osowiała, trochę zagubiona. Choć nigdy o tym nie mówi wprost,
nie wszystko w jej pozornie poukładanym życiu jest w porządku. Mama i tato
są ciągle zapracowani, a w dodatku rodzina właśnie się powiększyła.
Bystrej dziewięciolatce daleko do ideału. Zdarzają jej się chwile
słabości, które wywołują kaskadę nieprzewidzianych zdarzeń.
Ostatnio w literaturze dla dzieci nastała moda na energiczne, pewne siebie dziewczynki. Sprytem i bystrością przerastają chłopców - na ich oczach mali mężczyźni ponoszą sromotne klęski w różnych dziedzinach. Taka właśnie jest Maja. Wredny Mareczek po prostu nie miał z nią żadnych szans.
Ostatnio w literaturze dla dzieci nastała moda na energiczne, pewne siebie dziewczynki. Sprytem i bystrością przerastają chłopców - na ich oczach mali mężczyźni ponoszą sromotne klęski w różnych dziedzinach. Taka właśnie jest Maja. Wredny Mareczek po prostu nie miał z nią żadnych szans.
Doskonale
udała się
Szczygielskiemu również ciabcia, czyli cioteczna prababka dziewczynki.
Pozornie
zwyczajna staruszka ma sekrety, o jakich Wam się nawet nie śniło! W erze
tak
zwanego kultu młodości rzadko pojawiają się przekonywające,
nieprzerysowane
portrety literackie starszych pań. Ciabcia jest zupełnie inna. W oczach
Mai dyskwalifikuje ją to, że woli książki niż techniczne nowinki. Jednak
zdegustowaną prawnuczkę czekają niespodzianki. Kot ciabci stwierdza, że
„nie zawsze należy wierzyć
w to, co się widzi”[1] i dalibóg ma rację!
Najpierw
Maja jest załamana perspektywą wyjazdu na wakacje do mieszkającej na
peryferiach Szczecina ciabci. Bez internetu?! Bez kolorowego
telewizora?! Bez ulubionych seriali?! Jednak wkrótce dziewczynka
przekonuje się o tym, że takie życie jest nie tylko możliwe, ale okazuje
się prostsze, ciekawsze i
szczęśliwsze. A przede wszystkim pozwala samodzielnie patrzeć, słuchać i
czuć. Kolejne odkrycie: kosztowne
wojaże i luksusowe ośrodki wypoczynkowe to wcale nie są warunki
konieczne, by
wspaniale spędzić lato. Skromne mieszkanko ciabci, sąsiedzi i okolice
mają do zaoferowania prawdziwe cuda.
Choć
przygody Majki sprawiły mi dużo radości, miałam wrażenie, że końcówka
książki została napisana w
pośpiechu. Albo może rozmach powieści zaskoczył samego autora i trzeba
się było streszczać? Na szczęście świetna ostatnia scena wynagrodziła mi
zniecierpliwienie. Wyraźnie sugeruje, że opowieść będzie kontynuowana i
to jest wspaniała
wiadomość!
Podobnie jak w przypadku „Uroczyska” Meloya zastanawiam się, czy pokaźna objętość powieści (306 stron) nie zdeprymuje dzieci ośmio-dziesięcioletnich, a to chyba idealni czytelnicy tej książki. Decyzji rodziców pozostawiam, czy to jest dobry wiek na zgłębianie teorii ciał astralnych i seansów spirytystycznych. Seansom wróżę największe powodzenie. Podejrzewam, że gdybym przeczytała „Czarownicę piętro niżej” będąc w wieku Mai, doszłoby do uporczywych eksperymentów w tej dziedzinie z udziałem podwórkowej bandy, której - nie chwaląc się - byłam hersztem.
Podobnie jak w przypadku „Uroczyska” Meloya zastanawiam się, czy pokaźna objętość powieści (306 stron) nie zdeprymuje dzieci ośmio-dziesięcioletnich, a to chyba idealni czytelnicy tej książki. Decyzji rodziców pozostawiam, czy to jest dobry wiek na zgłębianie teorii ciał astralnych i seansów spirytystycznych. Seansom wróżę największe powodzenie. Podejrzewam, że gdybym przeczytała „Czarownicę piętro niżej” będąc w wieku Mai, doszłoby do uporczywych eksperymentów w tej dziedzinie z udziałem podwórkowej bandy, której - nie chwaląc się - byłam hersztem.
Na koniec rzęsiste brawa dla ilustratorki. Wydaje mi się, że niełatwo jest
połączyć sensację i tajemniczość z komizmem, a to Magdzie Wosik udało się
bezbłędnie. Oszczędne, lekko depresyjne, intrygujące rysunki na długo zapadają w pamięć. I
jeszcze doskonały pomysł z komiksowymi streszczeniami. Przed początkiem
każdego rozdziału jest obrazkowe podsumowanie poprzedniego. Można sobie przypomnieć to, co już było, natomiast dla
czytelniczych niejadków to przekonywająca zachęta do lektury. A wygląda to tak:
____
[1] Marcin Szczygielski, Czarownica
piętro niżej, Wydawnictwo Bajka, 2013, s. 236.









