21 sierpnia 2013

Wakacje z ciabcią (Marcin Szczygielski, "Czarownica piętro niżej")

Wakacje z ciabcią
Nic na to nie poradzę – od niepamiętnych czasów mam sentyment do baśniowych wiedźm. Owszem, cieszyłam się, kiedy Jaś i Małgosia bezpiecznie wrócili do domu, ale jednocześnie było mi dziwnie żal Baby Jagi. A „Malutka czarownica” Otfrieda Preusslera to jedno z czytelniczych objawień mojego dzieciństwa. Do źródeł niepokojącej fascynacji nigdy nie udało mi się dotrzeć. Może najwyższa pora, żeby zapoznać się z tym poradnikiem?

Nietrudno zgadnąć, że już tytuł książki Marcina Szczygielskiego, „Czarownica piętro niżej”, natychmiast wywołał falę miłych skojarzeń. Jestem wdzięczna Zacofanemu w lekturze, bo to dzięki niemu zainteresowałam się tym autorem i jego powieściami dla dzieci. Zaskoczyło mnie to, że na okładce w krótkiej nocie biograficznej pisarza zupełnie pominięto jego książki dla dorosłych czytelników. Może uznano je za wysoce szkodliwe dla pacholąt?

„Czarownicę piętro niżej” przeczytałam z dziką przyjemnością. Szczygielski oszczędnymi środkami potrafił stworzyć atmosferę napięcia i tajemnicy, która udziela się również dorosłemu czytelnikowi. W każdym razie ja z zapałem pochłaniałam kolejne strony. Podobały mi się zabawne dialogi i nieprzewidywalna wyobraźnia autora.

Ucieszyła mnie też bezpardonowa wojna wypowiedziana bezmyślnemu przesiadywaniu przed telewizorem, która przewija się wielokrotnie w formie mniej lub bardziej wyraźnych aluzji. Jest również sarkastyczna parodia telenoweli i programu porannego. Rzeczona kampania adresowana jest nie tylko do dzieci. Telewizor w domu Mai włączony jest nieustannie, a wspólne wielogodzinne oglądanie seriali z mamą to rodzinna tradycja. 

Bardzo odpowiada mi poczucie humoru Szczygielskiego, choć kilka razy odniosłam wrażenie, że leciutko przedobrzył: na przykład rozmowy kota i wiewiórki chwilami przypominają kabaretowe skecze. Natomiast moje serce podbiła główna bohaterka. Bez dwóch zdań. Oto Maja:


Wrażliwa, często osowiała, trochę zagubiona. Choć nigdy o tym nie mówi wprost, nie wszystko w jej pozornie poukładanym życiu jest w porządku. Mama i tato są ciągle zapracowani, a w dodatku rodzina właśnie się powiększyła. Bystrej dziewięciolatce daleko do ideału. Zdarzają jej się chwile słabości, które wywołują kaskadę nieprzewidzianych zdarzeń.

Ostatnio w literaturze dla dzieci nastała moda na energiczne, pewne siebie dziewczynki. Sprytem i bystrością przerastają chłopców - na ich oczach mali mężczyźni ponoszą sromotne klęski w różnych dziedzinach. Taka właśnie jest Maja. Wredny Mareczek po prostu nie miał z nią żadnych szans.

Doskonale udała się Szczygielskiemu również ciabcia, czyli cioteczna prababka dziewczynki. Pozornie zwyczajna staruszka ma sekrety, o jakich Wam się nawet nie śniło! W erze tak zwanego kultu młodości rzadko pojawiają się przekonywające, nieprzerysowane portrety literackie starszych pań. Ciabcia jest zupełnie inna. W oczach Mai dyskwalifikuje ją to, że woli książki niż techniczne nowinki. Jednak zdegustowaną prawnuczkę czekają niespodzianki. Kot ciabci stwierdza, że „nie zawsze należy wierzyć w to, co się widzi”[1] i dalibóg ma rację!

Najpierw Maja jest załamana perspektywą wyjazdu na wakacje do mieszkającej na peryferiach Szczecina ciabci. Bez internetu?! Bez kolorowego telewizora?! Bez ulubionych seriali?! Jednak wkrótce dziewczynka przekonuje się o tym, że takie życie jest nie tylko możliwe, ale okazuje się prostsze, ciekawsze i szczęśliwsze. A przede wszystkim pozwala samodzielnie patrzeć, słuchać i czuć. Kolejne odkrycie: kosztowne wojaże i luksusowe ośrodki wypoczynkowe to wcale nie są warunki konieczne, by wspaniale spędzić lato. Skromne mieszkanko ciabci, sąsiedzi i okolice mają do zaoferowania prawdziwe cuda.

Choć przygody Majki sprawiły mi dużo radości, miałam wrażenie, że końcówka książki została napisana w pośpiechu. Albo może rozmach powieści zaskoczył samego autora i trzeba się było streszczać? Na szczęście świetna ostatnia scena wynagrodziła mi zniecierpliwienie. Wyraźnie sugeruje, że opowieść będzie kontynuowana i to jest wspaniała wiadomość!

Podobnie jak w przypadku „Uroczyska” Meloya zastanawiam się, czy pokaźna objętość powieści (306 stron) nie zdeprymuje dzieci ośmio-dziesięcioletnich, a to chyba idealni czytelnicy tej książki. Decyzji rodziców pozostawiam, czy to jest dobry wiek na zgłębianie teorii ciał astralnych i seansów spirytystycznych. Seansom wróżę największe powodzenie. Podejrzewam, że gdybym przeczytała „Czarownicę piętro niżej” będąc w wieku Mai, doszłoby do uporczywych eksperymentów w tej dziedzinie z udziałem podwórkowej bandy, której - nie chwaląc się - byłam hersztem.

Na koniec rzęsiste brawa dla ilustratorki. Wydaje mi się, że niełatwo jest połączyć sensację i tajemniczość z komizmem, a to Magdzie Wosik udało się bezbłędnie. Oszczędne, lekko depresyjne, intrygujące rysunki na długo zapadają w pamięć. I jeszcze doskonały pomysł z komiksowymi streszczeniami. Przed początkiem każdego rozdziału jest obrazkowe podsumowanie poprzedniego. Można sobie  przypomnieć to, co już było, natomiast dla czytelniczych niejadków to przekonywająca zachęta do lektury. A wygląda to tak:


____
[1] Marcin Szczygielski, Czarownica piętro niżej, Wydawnictwo Bajka, 2013, s. 236.

Moja ocena: 5-
Marcin Szczygielski

46 komentarzy:

  1. Dla mnie w domu telewizora mogłoby nie być (właściwie w większości żałuję, że jest, bo dzieci - każde chce, co innego oglądać - ja już nic w ogóle nie oglądam, jak chcę wiadomości to mogę jedynie w formie powtórki wieczorem w internecie), za to radio to podstawa mojej egzystencji. A że moja dziewczynka jest rezolutna i działa w swej energii za trzy, to za jakiś czas, gdy osiągnie ów wiek, zapewne książka jej się spodobałaby się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. My od kilku tygodni zupełnie nie oglądamy telewizji, bo jest jakiś problem techniczny, i muszę Ci powiedzieć, że jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Poza tym, że w programie zwykle nic ciekawego, dobijają mnie reklamy, to znaczy ich liczba i natężenie dźwięku. :)
      Mam nadzieję, że Twoja córcia za jakiś czas zechce poznać Maję, ciabcię i resztę towarzystwa. Moim zdaniem warto.

      Usuń
    2. Moje dzieci też nie oglądają telewizji, ale w TV jest internet, więc Młodszy ogląda Mądrego Malucha, a Starsza już ma wyższej klasy życzenia, których absolutnie nie rozumie Młodszy. Dziś chciała Adibu - seria nauka o ciele człowieka, co absolutnie nie podobało się Młodszemu, więc był krzyk i płacz. Skończyło się na tym, że mamusia jak zwykle wyłączyła TV. Na szczęście Starsza uwielbia też książki, a i Młodszemu wchodzi to w krew.
      Serdeczności

      Usuń
    3. To rzeczywiście macie wesoło z pogodzeniem tak odmiennych gustów. :) Myślę, że będzie coraz lepiej, bo różnice w telewizyjnych upodobaniach powinny się z czasem powoli choć trochę zacierać. Dobrze, że mamusia stanowczo wkracza do akcji i propaguje czytelnictwo. :)
      Kiedyś na zajęciach z psychologii prowadząca je pani poprosiła nas, żeby w programie telewizyjnym na następny tydzień zaznaczyć na wszystkich kanałach programy, które naszym zdaniem mogą zawierać przemoc i generalnie są niewskazane dla dzieci. Na każdej stronie było aż czerwono. :(

      Usuń
    4. Niestety z tą przemocą to prawda, my kontrolujemy Marysię i sama wie, czego nie powinna oglądać i czego nie pochwalam.

      Usuń
    5. Byłoby super, gdyby wszyscy tak do tego podchodzili.

      Usuń
  2. Gdy pisałam o "Czarownicy.." zatytułowałam wpis "Szanowny rodzicu, wyłącz dziecku telewizor" ;) Za sam ten przekaz mogłabym ucałować Szczygielskiego, a za resztę na pewno przybić piątkę, bo książka jest naprawdę niezła :) I też mam jakąś słabość do czarownic, wiedźm.. Ale może źródło niech zostanie na zawsze w mojej podświadomości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój tytuł idealnie pasuje do tej książki. Do ucałowań i przybijań zdecydowanie się dołączam, bo mnie też powieść się podobała. Ciekawe, ile będzie trzeba czekać na drugi tom. Może Majka te wakacje też spędza u ciabci i jesienią będziemy mogły przeczytać sprawozdanie? :) A wiedźmowatość mi zupełnie do Ciebie nie pasuje, więc to musi być całkiem przypadkowa słabość. :)

      Usuń
    2. A, dziękuję za pochwałę tytułu ;) :) Też liczę na kolejną część, nawet bardzo mocno. Jesień to byłby idealny moment na taką lekturę.. :) Ech, ależ ze mnie mentalna małolata (bo w papierach to lat przybyło ciut więcej..;D) ;)
      Nie wiem jednak czym sobie zasłużyłam na te miłe słowa, że nie pasuje do mnie wiedźmowatość, bo jednak coś tam w sobie wiedźmowatego mam.. tylko chyba dobrze się z tym kryję ;)

      Usuń
    3. To, że ma się w domu Potwory (w tym Pana Kota!), to jeszcze nie powód, żeby doszukiwać się w sobie wiedźmowatości. :)
      Przed chwilą zajrzałam na stronę wydawnictwa Bajka. Wygląda na to, że termin premiery jeszcze mglisty, bo w nowościach i zapowiedziach ani słowa. :(

      Usuń
    4. Fakt, Potwory jeszcze o niczym nie mówią ;) A w zasadzie mówią całkiem sporo, choć w innym kierunku ;)
      I cóż, kolejne wydawnicze rozczarowanie.. ech, tak to bywa, jak na coś czekam, to muszę na ogół swoje odczekać :) Przykład z Jeżycjadą narzuca się sam ;)

      Usuń
    5. Twoje Potwory mogą przemówić w Wigilię, proponuję zintensyfikować wtedy nasłuch. :) Ale jestem dziwnie spokojna o to, co od nich usłyszysz. :)
      W temacie wydawnictwa będziemy trzymać rękę na pulsie. Oby wkrótce pojawiły się jakieś wiadomości.
      Wczoraj przeczytałam recenzję "Czarownicy..." w lipcowym Numerze Nowych Książek i zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze porównanie do "Mary Poppins". Moim zdaniem to jednak zupełnie inne klimaty. Po drugie autorka pisze o "całkowitym braku dydaktycznych ciągot" u Szczygielskiego, a "telewizyjna pasja jest tu przedstawiona raczej jako narzędzie, dzięki któremu Maja opowiada sobie świat". Uważam, że ciągoty są, ale wyrażone tak subtelnie, że wręcz podprogowo i dlatego wróżę im naprawdę sporą skuteczność. Owszem, fragmenty o uzależnieniu Majki od seriali są zabawne, ale jednocześnie to, jak telewizja niepostrzeżenie okleiła jej sposób widzenia świata, jej sposób wyrażania myśli niepokoi i daje do myślenia.

      Usuń
  3. Czy Ty wiesz, ile naszukałam się tego posta? Wydawało mi się, że już napisałaś o tej książce i onegdaj przeryłam pół Twojego bloga, by następnie uznać że zwariowałam:) Dopiero teraz mi się przypomniało, że to przy okazji jakiejś komentarzowej dygresji podzieliłaś się wrażeniami - było to chyba bezpośrednio po lekturze (obstawiam luty/marzec)
    Pamiętam, że wyrażałaś wtedy obawę, jak chłopcy zareagują na tak rezolutną główną bohaterkę. Okazało się, że płeć najwyraźniej gra rolę tylko dla nas, bo mój syn nie zgłosił absolutnie żadnych uwag i pretensji:)
    Aha, seansów spirytystycznych jak dotąd też nie było!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwdzięczę się pięknym za nadobne: ja wczoraj bezskutecznie rozglądałam się u Ciebie za wyszukiwarką {"Szukaj w tym blogu") na pasku bocznym, bo chciałam znaleźć Twoją recenzję "Czarownicy..." i przeczytać jeszcze raz. Na szczęście błysnęłam talentem detektywistycznym, pobuszowałam w archiwum i znalazłam. :) Ale byłabym wdzięczna za dodanie tego gadżeciku. Nie jest to jakiś poważny problem, bo teraz szukając najulubieńszych tekstów Twojego autorstwa, a to już spory zbiorek, po prostu gugluję. :)
      Tak, pamiętasz idealnie, to był koniec marca. Co uświadamia mi, jak daleko posunęłam się w blogowej abnegacji i ile jeszcze mam do nadrobienia.
      Cieszę się, że Twój synek też polubił Majkę. Ona jest mało "dziewczyńska", zero falbaneczek, kokardeczek, skarżenia, etc i to też może budzić sympatię chłopców w wieku targetowym. :) I mam nadzieję, że kiedy powieść przeczyta Młodszy, również obejdzie się bez seansowych eksperymentów. :)

      Usuń
    2. Wg mnie gadźet "szukaj w tym blogu" sprawdza się średnio (kiedy korzystam z niego u innych, zazwyczaj wynajduje mi całkiem co innego niż to, o co pytałam), ale dla Ciebie wszystko i postaram się dziś dodać.
      Cicho szepnę jednak, że na górze strony są zakładki, które odsyłają do alfabetycznego spisu autorów:)
      Określenie "dziewczyńska" faktycznie nijak nie pasuje do Majki. Pytanie jednak, czy owe wszystkie falbaneczki, kokardeczki, różowości i skarżenia to faktycznie wyznaczniki dziewczęcości, czy tylko jej karykatury?

      Usuń
    3. Wielkie dzięki! :) Byłam tak zafiksowana na tej wyszukiwarce,że wszelkie zakładki umknęły mojej natężonej uwadze. :)
      Napisałam o "dziewczyńskości" w wersji najbardziej nielubianej przez chłopców w tym wieku. Myślę, że falbankowy strój nie ma tu takiego znaczenia jak właśnie skarżenie. I to, że dziewczynki podaje się ciągle jako świetlany wzór wzorowego zachowania. Oczywiście to są tylko uogólnienia i różnie z tym bywa.

      Usuń
    4. Owszem, różnie. Weźmy na przykład takiego Młodszego. Jak tylko ktoś mu w przedszkolu podpadnie, natychmiast leci do pani z uprzejmym donosikiem!:)
      Ta książka to jedna z nielicznych we współczesnej polskiej literaturze dziecięcej, gdzie dziewczynki i chłopcy nie są przedstawieni stereotypowo. Pewnie dlatego nigdy nie trafi na listę szkolnych lektur...

      Usuń
    5. Momarto, jestem przekonana, że w przypadku Twojego Młodszego to nie żadne donosiki, tylko obywatelska postawa i chęć pomocy pani. :)
      A propos różnie bywa. Problem dotyczy też gimnazjum. W ubiegłym roku pewien chłopiec próbował mnie sobie zjednać ewidentnym skarżeniem w wyjątkowo nieprzyjemnej formie i był wyraźnie zdumiony moim brakiem aplauzu. Myślę, że w podstawówce był za to hołubiony.
      Tak samo z dziewczynkami w roli wzorów wszelkich cnót. Niektóre to aniołki z różkami. :)
      Masz rację, Szczygielski wyraźnie walczy ze stereotypami i bardzo mi się to podoba. Gdyby ministerialni eksperci zerknęli na okładki jego książek dla dorosłych, o miejscu na liście szkolnych lektur mogłybyśmy tylko pomarzyć. :)

      Usuń
  4. 306 stron powiadasz? Starszy sam nie przeczyta, a więc pozostaje zakup jakiegoś wokalera i heja :) Tylko czy temu się może z boku przysłuchiwać pan z kategorii 5+?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się obawiałam, że liczba stron może trochę przerażać, ale jest podział na rozdziały, więc można sobie dawkować. :) Nie chcę Cię martwić, ale mając do wyboru wokalera i Ciebie, chłopcy bezbłędnie dokonają jedynie słusznego wyboru, więc nie liczyłabym na zwolnienie z funkcji. :)
      Pan z kategorii 5+ powinien być jak najbardziej zainteresowany. Dreszczyk grozy gwarantowany, ale nie jakiś straszny. Uprzedzam, że oprócz wzmiankowanych seansów z przyległościami pojawia się też duch, taki niegroźny. :)

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że nie liczba stron go przeraża, ale fakt, że musi czytać SAM! A wokaler, to takie pastylki na gardło, bo na tych 306 stronach zedrę je bez wątpienia :) Jeśli mówisz, że Młodszy może, to może ... wkrótce. Bo nie muszę dodawać, że w mojej kochanej GBP jest :)

      Usuń
    3. A ja naiwnie uważałam, że to jakieś sprytne urządzenie albo program komputerowy. Widzę, że w dziedzinie techniki bliżej mi do ciabci niż Mai. :)
      Mam nadzieję, że Starszego na tyle zaciekawią rysunki, że nie będzie kłopotu z samodzielnym czytaniem.
      Z moich obserwacji wynika, że Twoja GBP jest prężna i doskonale zorientowana w nowościach, tylko pozazdrościć!

      Usuń
    4. Ja bym pana 5+ w to nie mieszała (jak na moje oko, początkowe kilkadziesiąt stron może go zabić - podobnie zresztą będzie z próbami samodzielnego czytania), ale sprawdźcie sami!
      A wokaler się przyda, choć te 306 stron tylko tak strasznie wygląda.

      Usuń
    5. Na pana 5+ (w roli słuchacza) patrzę przez pryzmat bliskiej mi panny 6 i mam dobre przeczucia, ale najlepiej będzie, jak sprawdzicie na żywo. :)

      Usuń
    6. @momarta Może nie będzie tak źle. Wczoraj raczyłem Młodszego pierwszym tomem "Kronik Spiderwick", które Starszy przeczytał (ponoć) sam. Było spoko, ale po czwartym rozdziale usłyszałem, że na razie dość. Nie wiem czy wrócimy :P
      @Lirael Tak też i uczynię :D

      Usuń
  5. Ciekaw jestem, jak oceniłabyś książki Szczygielskiego dla dorosłych, ale najpierw poczytaj "Omegę". "Czarownicę" chętnie podsunąłbym Starszej, ale ona wciąż przebywa w świecie high-tech u Kosika i banalna magia jej na razie nie bierze, jednak próby będą kontynuowane:)
    Czy ciabcia lubi gotować? Bo może wzorowana jest na babci autora?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Omega" już dawno kupiona, więc przeczytam bankowo.
      Zachęć Starszą do "Czarownicy...", bo wydaje mi się, że mogłaby jej się spodobać. Dyskretne próby wskazane. :) Ale cykl Kosika wielotomowy i wciąż przybywają kolejne części, więc chyba czytelniczych płodozmianów w najbliższym czasie nie spodziewałabym się. :)

      Usuń
    2. A ciabcia nie wykazuje jakichś szczególnych uzdolnień kulinarnych, ma znacznie poważniejsze problemy na głowie. :)

      Usuń
    3. Ja ją rozumiem, że nie zrezygnuje z Kosika, póki nie skończy, właśnie sam wsiąkłem w powtórkę Pottera i nie odpuszczę, póki się nie dowiem, jak się skończyło:D

      Usuń
    4. :D Swoją drogą szkoda, że nie można wymazywać z pamięci zakończeń i różnych takich, bo z większą przyjemnością czytałoby się kolejny raz. :)

      Usuń
    5. Na szczęście szybko zapominam, więc przyjemność z powtórki mam niemal niezmąconą:)

      Usuń
    6. To zupełnie tak jak ja. :) Ostatnio jestem wręcz uzależniona od notatek i zakładkowych karteczek, bez tego byłaby tabula rasa. :)

      Usuń
    7. Karteczki z notatkami to mam, odkąd bloguję, całą poprzednio czytaną literaturę zapomniałem i mogę sobie powtarzać do upojenia. I właśnie stwierdziłem, że mam ochotę na dużo powtórek.

      Usuń
    8. Gdyby się czytało i pisało na blogu symultanicznie, można by się obejść bez tych dobrodziejstw, ale przy kilkumiesięcznym poślizgu są nieocenione. Też bardzo lubię powtórki i żałuję, że nie mam na nie tyle czasu, ile bym chciała. :(

      Usuń
    9. A ja właśnie doszedłem do wniosku, że chrzanię i będę czytał powtórkowo, szczególnie że ten rok wypada na razie wyjątkowo marnie, jeśli chodzi o jakość czytanych książek. Jeden Conrad był czymś w rodzaju olśnienia, reszta co najwyżej poprawna.

      Usuń
    10. U mnie - tfu, tfu, odpukać - jak dotychczas całkiem nieźle w tym roku, oby tak dalej. Może też masz tak z Conradem jak ja, po "Jądrze ciemności" długo nic mi się nie podobało.

      Usuń
  6. Czy Maja ma kota?:) Bo ten element w moim przypadku przesądziłby o lekturze.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, niestety to jest kot ciabci, nie Mai, ale zapewniam Cię, że byłabyś pod wrażeniem jego talentów (z mówieniem włącznie) i skomplikowanej osobowości. :)

      Usuń
    2. Skoro taki utalentowany, trzeba będzie mu się przyjrzeć.;)

      Usuń
    3. Koniecznie, tylko proszę, uważaj, żeby nie dopadła Cię złowieszcza moc Zdradliwych Lilii. :)

      Usuń
    4. Właśnie uzmysłowiłam sobie, że wątek Zdradliwych Lilii raczej nie będzie w Twoim guście. :( Nic to, najwyżej opuścisz fragmenty. :)

      Usuń
  7. Hersztem, mówisz? Koniecznie zdradź coś więcej, jakieś anegdoty może? ;) Bardzo mnie to ciekawi, bo ja zawsze bawiłam się sama, nie umiałam - i chyba wciąż nie umiem - nawiązywać relacji z rówieśnikami.
    "Bez internetu?! Bez kolorowego telewizora?! Bez ulubionych seriali?!" - Hmm, bez internetu to ja też nie dałabym sobie rady. ;) Telewizora za to chyba nigdy w domu nie mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno kiedyś obszernie opiszę bandę, nie skąpiąc anegdotycznych szczegółów. :) To są bardzo miłe wspomnienia i chętnie do nich wrócę. Ja zawsze byłam stworzeniem stadnym, ostatnio jakby mniej.
      Nasz wakacyjny wyjazd na Roztocze zawsze łączy się z brakiem internetu, bo tam zupełnie nie ma zasięgu i przyznam, że początkowo wydawało mi się, że to będzie problem, ale jednak nie. Nagle zrobiło się dziwnie dużo czasu na czytanie książek.:)

      Usuń
  8. Świetna książka - fabuła wciągnęła i mnie, i moją dziesięcioletnią córę. Obie połknęłyśmy powieść Szczygielskiego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że siła "Czarownicy..." leży w tym, że po takim połknięciu (u mnie też tak było!), ma się ochotę zacząć wszystko jeszcze raz od początku, zwracając uwagę na detaliki, na które nie miało się czasu, gnając niecierpliwie do przodu. :)

      Usuń