21 stycznia 2012

Atrament na sukni ślubnej (Julia Strachey, "Cheerful Weather for a Wedding")

Atrament na sukni ślubnej
Żałuję, że zamiast pisać powieści, Julia Strachey wolała flirtować z mężami przyjaciółek i dorabiać jako modelka. Wydała tylko dwie. „Cheerful Weather for a Wedding” z 1932 roku daje przedsmak jej talentu prozatorskiego, wrażliwości, zmysłu obserwacji, eleganckiego stylu, sardonicznego poczucia humoru.

Pierwsze strony książki zapowiadają czarującą opowiastkę z życia angielskiej arystokracji, z gwarantowanym happy endem majaczącym w tle, uroczą rezydencją w Dorset, sympatycznymi służącymi, między innymi Jessop podobną do mrówkojada. Do tego wątek ślubu głównej bohaterki, niczym lukrowany łabądek na weselnym torcie. Jesteśmy bowiem świadkami przygotowań do zamążpójścia dwudziestotrzyletniej Dolly Thatcham. Czar pryska powoli, ale skutecznie. Jak plama atramentu na sukni ślubnej głównej bohaterki stopniowo wykwitają skrzętnie skrywane tajemnice. Okazuje się, że pozory mylą i na naszych oczach rozegra się dramat. Dramat bezkrwawy i bez ani jednej łzy.

„Cheerful Weather for a Wedding” to opowieść o grze pozorów. Kiedy Dolly w pewnym momencie sięgnęła po maskę, odniosłam wrażenie, że to jedna z kluczowych scen. Świat powieściowy wypełniają ludzie, którzy z wirtuozerią tłumią uczucia. Konwenanse i „co ludzie powiedzą” są ich niezawodną dewizą życiową. Fragment, w którym Owen dokonuje odkrycia, które u innego mężczyzny wywołałoby atak furii, a w najlepszym wypadku szok, rozpoczyna rzeczową dyskusję o problemach, jakie nastręcza odżywianie żółwia na statku pasażerskim. Zresztą chyba nieprzypadkowo  bohaterowie kilka razy rozmawiają o żółwiu Dolly. W powieści Julii Strachey chłód i skorupa chroniąca przed uczuciami nie charakteryzują tylko sympatycznego skądinąd gada. Tłem dla przeżyć bohaterów jest przyroda, którą Strachey odmalowuje w książce dyskretnie i wdzięcznie. Tytułowa pogoda odzwierciedla uczucia i nastroje uczestników uroczystości.

W czasie lektury książki miałam skojarzenia z prozą Katherine Mansfield i E. M. Forstera, ze szczególnym akcentem na tego drugiego, po czym przeczytałam dokładnie te same nazwiska w nocie wydawcy na okładce. Nie da się ukryć, że mimo licznych zalet „Cheerful Weather for a Wedding” jest książką słabszą niż utwory wymienionych pisarzy. Sprawia wrażenie szkicu, który można byłoby ciekawie rozwinąć. Szkoda, że autorka nie zechciała pogłębić portretów postaci drugoplanowych. Kilka z nich aż prosiłoby się o bliższe poznanie. We mnie powieść Julii Strachey pozostawiła wrażenie lekkiego niedosytu.

Książka bardzo przypomina sztukę teatralną. Dziwię się, że dopiero teraz powstaje adaptacja filmowa, która notabene zapowiada się ciekawie. Scenarzysta miał wyjątkowo łatwe zadanie, choć zapewne niektóre wątki trzeba było rozbudować, posiłkując się własną wyobraźnią. Powieść przywodziła mi na myśl niedawno przeczytaną „Mewę” Czechowa: akcja toczy się głównie we wnętrzach, słuchamy fragmentów rozmów bohaterów, pozorny spokój kryje skłębione emocje, a to wszystko w oparach ironii (już tytuł jest nader przewrotny) i  melancholii. Okazało się, że przeczucie było słuszne. W świetnym wstępie, który przeczytałam po lekturze powieści, Frances Partridge, przyjaciółka Julii i autorka książki jej poświęconej, pisze, że Czechow był „jedną z gwiazd jej galaktyki”[1]. Pozostałe gwiazdy to James, Proust i Groucho Marx.

Jeśli film odniesie sukces, czego mu szczerze życzę, być może powieść Strachey zostanie przetłumaczona na język polski. Tymczasem zachęcam czytelników znających język angielski do sięgnięcia po tę niesłusznie zapomnianą książkę. Zachwycała się nią między innymi Virginia Woolf, która nazywała Julię „utalentowanym nicponiem”[2].
____________
[1]Julia Strachey, "Cheerful Weather for a Wedding", Persephone Books, 2011, s. IX.
[2]Tamże, s. VIII.

Moja ocena: 4
Julia Strachey

33 komentarze:

  1. Uwielbiam książki tego typu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie ma jej w języku polskim. W ogóle mało książek tłumaczą, które zasługują na pełne uznanie czytelników. Przynajmniej moje.
      p.s. przepraszam, ale ja to się gubię w tych odpowiedziach w komentarzach i nie wiem gdzie co naciskać, aby nie było pod kimś:)
      serdeczności

      Usuń
    2. ~ Aleksnadra
      To bardzo polecam. Powieść ma dużo uroku.

      ~ Montgomerry
      Tak jak wspominałam, wróżę jej sporą karierę również u nas, jeśli film wywoła duże zainteresowanie. Oby. :)
      Komentarzami się absolutnie nie przejmuj, ja też ich do końca nie rozgryzłam. :) Irytują mnie na przykład nieaktualne godziny.

      Usuń
  2. Może gdyby nei romanse z mężami przyjaciółek Julia nie miałaby materiału na książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, że to były inspirujące znajomości. :)
      Franciszka Kuropatwa, autorka wstępu, nie kryje lekkiego niesmaku z powodu kochliwości Julii. :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z montgomerry - gdy odwiedza się angielskie blogi to z zazdrości można skonać - tyle cudownych książek czeka na odkrycie przez nasze wydawnictwa. A oni nic tylko wampiry, ukąszenia i nieśmiertelni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nemeni, mam podobne wrażenia. :) Na szczęście wiele spośród tych książek można u nas kupić, często nawet za grosze. Zdecydowanie nie dotyczy to jednak nowości, które są kosztowne. Wydaje mi się, że wampiryczne klimaty powoli robią się démodé. :) Mnie jeszcze irytował zalew literatury o Toskanii, choć uwielbiam ten rejon Włoch, ale nadmiar był nieznośny.

      Usuń
  4. Może film okaże się lepszy od książki? czasem tak się zdarza.
    Czy okładka jest reprodukcją obrazu? Fantastyczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka nie jest zła, mogłaby tylko być trochę dłuższa. :) Jeśli tylko nadarzy się okazja, film obejrzę na pewno. Na okładce jest reprodukcja, to "Girl Reading" Harolda Knighta z 1932 roku. Okładki Persephone Books to poezja. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za nazwisko, zorientowałam się już, że Knight namalował kilka portretów osób czytających;)Okładki prima sort;)

      Usuń
    3. Aniu, portrety Knighta są naprawdę ładne.
      Okładki persefonek w ogóle zachwycają, ale clou to ich wewnętrzna strona. Tam są kolorowe wzorki. Akurat w książce Strachey jest wersja czarno-biała, ale w serii z jednolicie srebrzystymi okładkami są wielobarwne. W "Cheerful Weather..." wykorzystano w tej roli wzór w motyle z materiału na sukienki z 1932 roku, zaprojektowany przez Madeleine Lawrence. :)

      Usuń
  5. Uprzejmie proszę Koleżankę Autorkę Bloga, żeby przestała wygrzebywać takie smakowitości:) I rozumiem, że teraz czas na dziennik Vere Hodgson?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cheerful Weather..." sama się napatoczyła, bo natknęłam się na niepozostawiającą wyboru recenzję. :)
      Kolejność tego stosiku uległa zachwianiu, bo najpierw miała być Flavia, ale o Hodgson oczywiście pamiętam. Jednak teraz chyba czmychnę w inny zakątek świata. :)

      Usuń
  6. Ogromny smaczek mam na tą powieść teraz, tylko czy moja angielszczyzna sobie poradzi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smaczek uzasadniony, bo powieść Strachey jest apetycznym kąskiem. Co do angielszczyzny nie przewiduję problemów. Książka jest króciutka, czyta się ją błyskawicznie i napisana jest prostym językiem.

      Usuń
  7. Narobiłaś mi strasznego smaka, szukałam właśnie czegoś w podobnym klimacie, bo mam chwilowo przesyt Azji. Bardzo lubię, gdy autor gra z czytelnikiem w grę pozorów, więc powinno mi się spodobać.
    Jeśli mogę zapytać - kupowałaś to gdzieś za granicą czy w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panno Marchewko, jeśli tak bardzo zależy Ci na przeczytaniu "Cheerful Weather...", chętnie pożyczę Ci tę powieść. Kupiłam ją w polskiej księgarni internetowej, która sprowadza książki zagraniczne. Na przesyłkę czekałam dwa miesiące. :(

      Usuń
    2. Ała, dwa miesiące to rzeczywiście długo :( Dziękuję za propozycję, jeśli nie uda mi się skłonić rozmaitych znajomych, by mi ją przywieźli z zagranicznych wojaży, wtedy przymilę się do Ciebie :)

      Usuń
  8. Ciekawe czy film wejdzie w ogóle do polskich kin, to nie jest niestety takie oczywiste. Na szczęście dość szybko na amazon.co.uk pojawiają się płyty. Jeszcze nic nigdy nie zamawiałam z Anglii, ale dużo sobie obiecuję po tym, że Amazon wchodzi do Polski na wiosnę. Może będzie można ściągać i książki i filmy w rozsądnych cenach, także "Cheerful weather for the wedding" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, trudno zgadnąć, czy film trafi na nasze ekrany. On jest przypuszczalnie dość kameralny, więc kasowego hitu nie przewiduję.
      Ja też jestem bardzo ciekawa, jak wypadnie debiut Amazon w Polsce i sporo sobie po nim obiecuję. Byłoby świetnie, gdyby anglojęzyczne książki i filmy stały się łatwiej dostępne, a w dodatku za ceny nie wywołujące palpitacji serca.

      Usuń
  9. Brzmi zachęcająco, nawet głównie ze względu na autorkę, nie samą tematykę - choć i to do mnie przemawia :) Po angielsku czytam z przyjemnością, więc się będę rozglądać, dzięki za polecankę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mandżurio, mam nadzieję, że powieść Strachey okaże się strzałem w dziesiątkę. :) Mnie dostarczyła miłych wrażeń.

      Usuń
  10. Melduję, że się zmobilizowałam i zaczęłam "Miss Pettigrew lives for a Day"! Ha! Na razie mogę powiedzieć ,że książka jest urocza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to bardzo dobra wiadomość, bo ja tę książkę od dawna mam na oku. :) Czytałam kilka entuzjastycznych recenzji. Podobno znakomita.

      Usuń
  11. Choć bardzo cenię prawie wszystkie przyświecające Julii gwiazdy - E.M. Forstera, Jamesa i Prousta - nie wiem, czy skuszę się na tę powieść. Będę za to wyglądać ekranizacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katasiu, ekranizacja może się okazać naprawdę niezła. Bardzo jestem ciekawa, jak scenarzyści rozwiną wątki, które w powieści są tylko zasygnalizowane, a w filmie raczej się bez nich nie obejdzie.

      Usuń
  12. To jest coś dla mnie, od razu oczywiście pognałam sprawdzić katalog biblioteki, nic. ZERO. Potem Playa, bo mam wysyłki za darmo od nich i tylko ta jedna i do tego za prawie 12 euro, powariowali, sto coś stron za tyle!!! No nic, najważniejsze, że wiem, czego szukać, ja w ogóle o niej wcześniej nie słyszałam. Dzięki za hint. Kolejny!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, masz rację, że cena dziwna, bo to jest wersja trochę bardziej ekonomiczna. Te w srebrzystych okładkach są droższe. Powieść jest naprawdę niewielkich rozmiarów, więc zdecydowanie 12 euro to przesada.
      Jeśli nie udało Ci się jej znaleźć, daj proszę znać mejlowo, to chętnie Ci ją pożyczę. Jest spora szansa, że Ci się spodoba. :)

      Usuń
  13. Spora szansa? jestem pewna, szczególnie po obejrzeniu trailera. Zaraz napiszę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dołączam do grona tych, którym narobiłaś smaku:) Rozejrzę się, chociaż może najpierw powinnam przeczytać Persephony z moich półek:/ Film też zapowiada się świetnie! Czemu po wampiro- i toskanomanii nie może zapanować moda na angielską prowincję sprzed lat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padmo, bardzo się cieszę, że książka Strachey Cię zainteresowała. W czasie lektury parę razy pomyślałam, że biorąc pod uwagę Twoje zainteresowanie książkami i filmami, których akcja toczy się w angielskich rezydencjach, Tobie też mogłaby się spodobać.
      Powieść teraz powędruje do Kasi do Irlandii, ale potem chętnie Ci ją pożyczę.
      Mój zapas nieczytanych persefonek obejmuje jak dotąd trzy pozycje, więc nie jest duży. :)
      Moda na angielską prowincję sprzed lat jest bardzo prawdopodobna, tym bardziej, że niedługo wchodzi na ekrany adaptacja filmowa "The Guernsey Literary and Potato Peel Pie Society". To może być przebój.

      Usuń