Lwi pazur Wilka
Klnę się na Gżdacza, Brombę i
Zwierzątko Mojej Mamy, że gdyby nie recenzja Macieja Wojtyszki,
nie przeczytałabym książki PM Nowaka. To była entuzjastyczna zachęta. Zresztą zobaczcie sami:
„Ani żadnej rzeczy...” czyta się z ogromną przyjemnością, a co najważniejsze - można tę książkę polecić zarówno miłośnikom kryminałów, jak i tym, którzy po prostu cenią dobrą prozę. O filmowcach nie mówię, bo sam jestem filmowcem i wcale nie mam pewności, że chcę, aby inni koledzy o tej książce zbyt szybko się dowiedzieli”.[1]
Pomyślałam, że autor
jednej z najukochańszych
lektur mojego dzieciństwa po prostu nie może się mylić. Najpierw miałam
mieszane uczucia, bo polskie
kryminały wydane w ostatnich latach u mnie nie wywołały przyspieszonego
bicia serca.
Wiem, że Krajewski, Miłoszewski, Konatkowski i Wroński cieszą się
sympatią i podziwem. Czytałam książki wszystkich wzmiankowanych panów i
nie neguję ich wartości – po prostu
najbardziej cenię w powieściach detektywistycznych to, czego akurat w
nich nie
znalazłam.
Widziałam „Ani żadnej rzeczy...” wśród
nowości, ale nie odnotowałam colpo di fulmine. Dopiero wzmiankowana recenzja w
Nowych Książkach sprawiła, że postanowiłam przeczytać powieść PM Nowaka. Apetyt
rósł w miarę lektury. Okazało się, że zgodność gustów w kwestii Fikandra i Malwinki
ma proste przełożenie również na ocenę powieści detektywistycznych.
Uprzedzam, że to dość
specyficzny
kryminał. Zaryzykuję twierdzenie, że dotkliwie rozczaruje czytelników,
którzy w
literaturze sensacyjnej szukają rytualnych mordów, mrożących krew w
żyłach
pościgów lub szerokiego wachlarza perwersji. Ja cenię przede wszystkim
logiczną fabułę, poczucie humoru, sprawnie napisane dialogi i
wielowymiarowych
bohaterów. To wszystko znalazłam w „Ani żadnej rzeczy...”. Zapewniam, że epizodyczne, aczkolwiek barwne kocio-psie
wątki występujące w powieści PM Nowaka nie wpłynęły na mój odbiór tej książki.
No, może troszeczkę...
Jedna z najważniejszych zalet powieści Nowaka to nieustanne napięcie między dwoma głównymi bohaterami, którzy próbują rozwikłać
zagadkę kryminalną. Pomiędzy chorobliwie nieśmiałym ekscentrykiem, prokuratorem Kacprem
Wilkiem, a komisarzem Jackiem Zakrzeńskim z Komendy Stołecznej Policji,
błyskotliwym i pewnym siebie macho, iskry sypią się od samego początku.
Zakrzeński nie
cierpi pałającego pensjonarskim rumieńcem z byle powodu prokuratora i
jest wściekły, że los postawił na jego drodze tak żałosnego
współpracownika. Jak na pewno domyślają się nie tylko ci, którzy
oglądali serial o pozornie fajtłapowatym poruczniku Colombo, Kacper
Wilk, który na pierwszy rzut oka „sprawia wrażenie, że
boi się własnego cienia i nie umie podejmować decyzji”[2] w najmniej spodziewanym
momencie pokaże lwi pazur! O dziwo, „gliniarz i prokurator, mały i duży, flejtuch i
strojniś”[3] stworzą uzupełniający się wzajemnie duet.
Na tle tych dwóch postaci dziennikarz,
Wojciech Walny, redaktor działu kryminalnego, który notabene dziewięć razy w
całości a dziewięć razy na wyrywki przeczytał „W poszukiwaniu straconego czasu”
Prousta, wypada dość blado. Jest natomiast
sporo udanych bohaterów epizodycznych, na przykład neurotyczny instruktor z
ośrodka szkolenia kierowców. Atrakcji czeka nas jeszcze więcej. Mieszkańców
Warszawy na pewno
ucieszy intensywna obecność ich miasta na kartach powieści. Pod względem
nasączenia realiami książka nie powinna ich zawieść. Podobały mi się też autoironiczne wzmianki o kryminałach, a poza tym nazwisko prokuratora przewrotnie nawiązuje do kapitana Żbika, o którym jest zresztą mowa w powieści. I jeszcze
niespodzianka: czytelnik „Ani żadnej rzeczy...” nie tylko będzie musiał
rozwikłać zagadkę kryminalną, ale również znaleźć odpowiedź na pytanie, jaką
rolę w życiu Jacka Zakrzeńskiego odgrywa tajemnicza Laura. I tu wskazana jest cierpliwość, wszystko
wyjaśni się dopiero pod koniec książki.
Wzorem Skandynawów PM
Nowak dzieli
się z czytelnikami obserwacjami socjologicznymi, ale robi to mniej
natrętnie.
Obiektem jego krytyki jest przede wszystkim policja i prokuratura.
Autor piętnuje nepotyzm, biurokratyczny bałagan, niedofinansowanie, brak
kompetencji niektórych funkcjonariuszy. Podobało mi się to, co żądnych
sensacji czytelników może znużyć i rozczarować: dochodzenie do prawdy na
temat zbrodni zostało
przedstawione jako mozolny proces, często błądzenie po omacku. Mrówcza
praca
policji w „Ani żadnej rzeczy...” niewiele ma wspólnego z geniuszem i efektowną dezynwolturą detektywów znanych nam z
seriali i niektórych książek. Autor chłodnym okiem satyryka omiata też tak
zwane brukowce i stosowane przez nie sposoby manipulacji czytelnikami.
Karykaturalna „Super Prawda” budzi jednoznaczne skojarzenia.
Z noty wydawcy
dowiedziałam się, że PM Nowak spędził wiele lat za granicą i dlatego
imponuje mi jego wyczucie językowe, widoczne przede wszystkim w
naturalnych dialogach, choć zdarzają
się wpadki. Na przykład słowo „pojmać” wydaje mi się trochę zbyt
wytworne
jak na potoczną polszczyznę. Irytowało mnie też powtarzające się „na myjni”
zamiast „w myjni”. A już przeczytane na stronie 326 „Choć, zrobimy to
jeszcze raz” wywołało we mnie krwiożercze instynkty. Dodam, że nad
powieścią autorstwa językoznawcy pracowały dwie
panie korektorki.
Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o PM Nowaku. Według lapidarnej wzmianki w nocie wydawcy to „językoznawca, repatriant,
tłumacz”. Nie wiadomo nawet, jakie imiona kryją się pod tajemniczymi inicjałami
„PM” (bez kropek). PM Nowak od początku kojarzy mi się z P. D. James (z
kropkami). Okazało się, że słusznie: autor wyznał, że w ten sposób chciał oddać hołd pisarce, którą zresztą w wywiadzie dla portalu Zbrodnia w Bibliotece wymienia jako jedną z ulubionych twórców powieści detektywistycznych. W przeciwieństwie
do pani redaktor z Czwórki
nie jestem zachwycona pomysłem z inicjałami, bo wydaje mi się trochę
manieryczny. Cieszę się natomiast, że prawdopodobnie
powstaną kolejne części przygód duetu Wilk i Zakrzeński. W tej chwili
Nowak pracuje nad drugim tomem cyklu. Seria planowana jest na pięć części. Ciekawe, czy
zgodnie z proroczą przepowiednią Macieja Wojtyszki rzeczywiście
zainteresują się nią filmowcy.
_________
[1] Maciej Wojtyszko, Bardzo przyzwoity kryminał, Nowe Książki, nr 1/2013, s. 53.
[2] PM Nowak, Ani żadnej rzeczy..., Wydawnictwo czarna Owca, 2012, s. 78.
[3] Tamże, s. 282.
Moja ocena: 4+
![]() |
| PM Nowak [Źródło zdjęcia] |





