17 marca 2013

Szelmutka w kłębowisku żmij (Piotr Terence, "Pensjonat Idylla")

Szelmutka w kłębowisku żmij
Od dłuższego czasu miałam chrapkę na kryminał z czasów PRL-u. Błyskotliwe recenzje tak zwanych „milicyjniaków” u Izy, Zacofanego w lekturze i Bazyla straszliwie zaostrzyły mój apetyt. Wybór padł na powieść „Pensjonat Idylla” Piotra Terence'a.

Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że pisarz o tym imieniu i nazwisku w ogóle nie istnieje. Brzmiący z cudzoziemska Piotr Terence to pseudonim, pod którym ukrywają się Teresa Markowska i Piotr Sopoćko. Para nader tajemnicza, nie udało mi się znaleźć na ich temat zupełnie nic. Wydana w 1984 roku książka o błyskotliwym śledztwie, prowadzonym na własną rękę przez panią Hortensję Wojtasik, emerytowaną nauczycielkę fizyki, miłośniczkę pasjansów i powieści Prousta, to ich jedyne dzieło. Szkoda, bo debiut okazał się raczej obiecujący, a już zwłaszcza główna bohaterka. Przypadkiem odkryłam, że „Pensjonat Idylla” został przetłumaczony na język niemiecki.
Okładka wydania niemieckiego.
Licząc na doznania porównywalne do tych, jakich zwykle dostarcza mi porucznik Borewicz, zatopiłam się w lekturze. Lekko zaniepokoiły mnie kokilki z zapiekanym móżdżkiem, które pojawiły się na stronie 14, a już całkiem zdębiałam na widok słowa „policja”. Okazało się, że akcja powieści toczy się w 1935 roku, co definitywnie pogrzebało szansę na upragniony kontakt z rasowym „milicyjniakiem”. Moją podejrzliwość powinna była wzbudzić już okładka. Przełknęłam gorzką pigułkę i czytałam dalej.

Główną atrakcję tego kryminału stanowi niewątpliwie wzmiankowana pani Hortensja. Trafnie opisuje ją jeden z bohaterów, malarz Aleksander Kucejko: „kobieta z głową, prawdziwa bystrość w oku, szelmutka, żywe srebro”[1]. Opowieść zaczyna się w momencie, gdy pani Wojtasik po raz kolejny przyjeżdża na wakacyjny wypoczynek do pensjonatu w podlubelskich Malińcach. 

Słowo pensjonat nie do końca oddaje istotę rzeczy – tak naprawdę to miejsce przypomina raczej dom spokojnej starości, tylko że o spokoju tu nie ma mowy. Mieszkańcy to ludzie ekscentryczni, poturbowani przez życie, wciąż targani namiętnościami. Mimo różnic w pochodzeniu, stanie majątkowym czy wykonywanych kiedyś zawodach, co podkreśla zręczna indywidualizacja języka, łączy ich jedno: czują się samotni i opuszczeni. 
Plan pensjonatu (ilustracja z książki).
W pensjonacie dochodzi do dramatycznych wydarzeń. W telegraficznym skrócie można je podsumować tak: trzy pogrzeby i jedno wesele (podwójne). Jak się domyślacie, niepozorna pani Wojtasik dzięki żyłce detektywistycznej tudzież innym talentom rozwikła wszystkie ponure tajemnice. Okazuje się bowiem, że nazwa tego miejsca brzmi ironicznie w kontekście charakterów jego mieszkańców. Już na początku pan Pierożyński odziera Hortensję ze złudzeń: „Myśli pani, że tu stado baranków mieszka, a to żmije, po prostu kłębowisko żmij”[2]. Nasza dzielna bohaterka musi nie tylko rozwiązać kryminalne zagadki, ale również uniknąć jadowitych ukąszeń. Mimo karykaturalnych postaci to smutna i mroczna książka, a jej melancholijny nastrój wsiąkał we mnie jak mgła unosząca się nad malinieckim lasem.

W czasie lektury wielokrotnie dziwiła mnie rażąca nieudolność i brak dociekliwości policjantów. Może mieli wypaść ostentacyjnie blado w porównaniu z funkcjonariuszami MO? W każdym razie nie przypominam sobie kryminału, w którym strażnicy prawa byliby tak niesympatyczni, gburowaci, a przede wszystkim tak mało zainteresowani swoją pracą. Wciąż wtrącają pogardliwe uwagi o osobach w podeszłym wieku, świadków traktują protekcjonalnie, rażą brakiem kompetencji i to oni wywołują w czytelniku żądzę mordu. Na mdłym tle lubelskiej policji pani Hortensja ze swoimi zdolnościami dedukcyjnymi i determinacją w poszukiwaniu prawdy jaśnieje pełnym blaskiem

Z góry uprzedzam, że „Pensjonat Idylla” raczej rozczaruje miłośników realiów międzywojennych – świat przedstawiony wydaje się dość pozaczasowy. Czytelnik, który podobnie jak ja nie wie, że trzyma w rękach kryminał retro, będzie potrzebował trochę czasu, żeby uzmysłowić sobie, że akcja toczy się w latach trzydziestych. Żałuję, że tło obyczajowe wyszło dość nijako, bo było tu spore pole do popisu. Przyznam się, że nawet podejrzewałam autorów o anachronizm. Zastanawiałam się, czy w latach trzydziestych przez Lublin jeździły liczne autobusy międzymiastowe, z wieloma kursami w ciągu dnia, ale tutaj znalazłam potwierdzenie, że jak najbardziej. A wyglądały tak:
[Źródło]
Sporą radość sprawiły mi lubelskie smaczki. Podczas swojego brawurowego śledztwa pani Wojtasik kilka razy przyjeżdża do mojego miasta. Wprawdzie żydowski sklepik, w którym Hortensja zaopatrywała się w wyśmienite nugaty i rachatłukum został zmieciony z mapy miasta przez historię, ale restauracja Europejska bardzo przypomina wciąż istniejącą Europę. Będę musiała sprawdzić, czy wciąż można tam zamówić wyborne gruszki księdza Bourdeloue w sosie migdałowo-waniliowym.

Wprawdzie konstrukcja intrygi kryminalnej cały czas rozpaczliwie trzeszczy, a  czytelników, którzy dostają wysypki na myśl o literówkach, uprzedzam, że w tej książce będą mieli z nimi do czynienia, jednak znalazłam w „Pensjonacie Idylla” sporo uroku. To przede wszystkim zasługa atmosfery, przypominającej trochę nastrój książek Agathy Christie. Sympatyczna była też podróż w czasie. Może w końcu nadeszła pora, by przeprosić się z lubelskimi kryminałami retro Marcina Wrońskiego, choć moje pierwsze spotkanie z komisarzem Maciejewskim („Morderstwo pod cenzurą”) pozostawiło czytelnicze blizny.
_________
[1] Piotr Terence, Pensjonat Idylla,  Czytelnik, 1984, s. 64
[2] Tamże, s. 16.

Moja ocena: 4-

49 komentarzy:

  1. Pani Wojtasik musiała być damą o wielkiej erudycji i perfekcyjnej znajomości francuskiego, gdyż w 1935 roku Prousta mogła czytać jedynie w oryginale:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jednak autorska wpadka. Zapamiętałam ten fragment, była mowa o tym, że przekład pierwszego tomu Prousta właśnie się ukazał i pani Hortensja na pewno czytała polskie tłumaczenie. Najwyraźniej oprócz licznych uzdolnień posiadła też umiejętność przemieszczania się w czasie. :)

      Usuń
    2. Może pani Hortensja prowadziła prywatną korespondencję z Boyem i on jej użyczał maszynopisu tłumaczenia:D

      Usuń
    3. :D O, to jest wyjaśnienie zagadki. :) Pani Hortensja to osoba wszechstronnie uzdolniona. Może nawet Boy konsultował z nią translatorskie wątpliwości. :)

      Usuń
    4. Miejmy nadzieję, że konsultował i dzięki temu uniknął merytorycznych wpadek w dziedzinie fizyki:) Swoją drogą, pani Hortensja mogła studiować fizykę razem z Marią Skłodowską:)

      Usuń
    5. W każdym razie pani Hortensja skromnie przemilcza konszachty z Boyem. :) O Skłodowskiej też brak jakichkolwiek wzmianek, ale kryminalna zagadka była ważniejsza niż wspominki z lat studenckich. :)

      Usuń
    6. Może to i lepiej, bo znowu by jakiś chronologiczny zonk nastąpił:)

      Usuń
    7. :D Oj, chyba tak! Teraz pomyślałam, że to lekkie wypranie z realiów mogło wynikać z tego, że autorzy nie czuli się pewnie na historycznym gruncie.

      Usuń
    8. Należy prać staranniej, chociaż w tamtej epoce ze środkami czystości było krucho. I gugla też nie było:P

      Usuń
    9. No właśnie, ja mogłam te podejrzane autobusy sprawdzić błyskawicznie. :)

      Usuń
  2. O, widzę że jedno z wydań jest z serii z jamnikiem, śmieszna kieszonkowa seria kryminałów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kultowa seria, bardzo ją lubiłam. Nie tylko ze względu na jamnika. :)

      Usuń
  3. Ostatnio bierze mnie ochota na kryminały. Ta książka wydaję mi się ciekawą perspektywą przyjemnie spędzenia czasu. U siebie jej raczej nie znajdę, ale w bibliotece się za nią rozejrzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ją znajdziesz, choć biblioteczny żywot książek z tej serii nie był zwykle zbyt długi, bywały zaczytywane na śmierć. :) Liczę na to, że "Pensjonat Idylla" Cię nie rozczaruje, choć uprzedzam, że chwilami pobrzmiewają w nim tony elegijne.

      Usuń
  4. Blogger wrzucił mi trzy powiadomienia o tej recenzji, więc musiałam ją sprawdzić. Mądry blogger :). Bardzo lubię kryminały retro, ale te przypominające klimatem powieści Agaty Christie.
    Już wiem na co polować po bibliotekach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger mądry, ale gorzej ze mną. :) Miałam kłopoty z opublikowaniem notki, stąd trzykrotna jej premiera. Udanych łowów bibliotecznych. :) Wszystko wskazuje na to, że "Pensjonat Idylla" jest dokładnie w Twoim typie.

      Usuń
  5. Pani Hortensja, miłośniczka Prousta? Łykam bez zbędnych ceregieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Hortensja to zdecydowanie wisienka na kryminalnym torcie, więc łykaj na zdrowie. :) Dodam jeszcze, że pozostali pensjonariusze również są malowniczymi postaciami.

      Usuń
  6. Pani Hortensja ma kwiatowe imię:) Szkoda tylko, że jak piszesz tlo lat 30. ubiegłego wieku słabo zarysowane.I druga "szkoda", że dwójka autorów nie popełniła nic więcej. A tak byliby sławni i dziś na nowo ich książki rozchwytywane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imię pani Hortrensji kojarzy mi się jednoznacznie z bohaterką angielskiego serialu komediowego "Co ludzie powiedzą", choć pani Wojtasik nie wykazuje skłonności snobistycznych, którymi epatowała jej brytyjska imienniczka. :)
      Bardzo możliwe, że seria kryminałów z rodzimą Miss Marple w nienagannym kostiumiku w pepitkę stałaby się hitem wydawniczym. Bohaterka aż prosiła się o kolejne kryminalne przygody. Szkoda.

      Usuń
    2. Masz rację:)mógłby być to niezły polski hicior:)

      Usuń
    3. Niestety, musimy się obejść smakiem, chyba że ktoś pociągnie wątki. :)

      Usuń
  7. Pseudonim nieortograficzny. Nie pisze się przecuież TE RENCE , tylko TE RĘCE!

    Znam tę enerdowską serię.
    Wydano w niej całkiem sporo Magdy Szabop i to tej niewydanej w PL, mam nadzieję, że kiedyś trafię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pseudonim miał na pewno wywoływać szpanerskie brytyjskie skojarzenia. Tym razem to były TE RĘCE, które piszą, a nie TE RĘCE, które leczą. :)
      "Pension Idylle" widziałam w jakimś niemieckim internetowym antykwariacie, cena symboliczna 3-4 euro. Może warto przejrzeć ofertę takich antykwariatów. Nie wiem, jak z ceną przesyłki, to może być niezła sumka. :(

      Usuń
    2. No właśnie cena przesyłki sprawia,że gra trochę nie jest warta świeczki:(.

      Usuń
    3. Zdecydowanie nie jest. :( Nie wiem, jak z książkami niemieckojęzycznymi na Allegro, ale chyba jest niezły wybór. Może tam coś się trafi z tej serii.

      Usuń
  8. Jako, że ostatnimi czasy zaczytuję się kryminałami z serii z jamnikiem i z kluczem, po tę książkę też z pewnością sięgnę. Uwielbiam zarówno kryminały milicyjne jak i retro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obydwie serie bardzo ciekawe! Ze zdobyciem tej książki nie powinno być kłopotu, a ceny zaczynają się od 1,45 zł. :) Jako miłośniczka kryminałów retro raczej powinnaś być zadowolona z wizyty w "Pensjonacie Idylla". :)

      Usuń
  9. Co za miks! I Lublin, i nauczycielka, na dodatek "autor" też ciekawy.;) Mimo wszystko zazdroszczę obecności Twojego rodzinnego miasta na kartach książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczycielka emerytowana i fizyki, ale reszta się zgadza. :) Szkoda,że pani Hortensja tylko kilka razy nawiedziła Lublin i nie były to wycieczki krajoznawcze. :)

      Usuń
    2. Hortensja kojarzy mi się z bohaterką pewnego angielskiego serialu.;)

      Usuń
    3. Byłam fanką tego serialu. :)

      Usuń
    4. Ja też. Dziwne, że go nie powtarzają. I Adriana Mole'a.;)

      Usuń
    5. A propos dawnych seriali chętnie bym sobie znowu obejrzała "Cudowne lata". :)

      Usuń
    6. Ten serial akurat niezbyt mi się podobał. Główny bohater był wg mnie zbyt cukierkowaty.;(

      Usuń
    7. Według mnie miał sporo wdzięku, zresztą cała rodzinka też. :)

      Usuń
  10. O rety, ja to czytałam! Co prawda jakieś sto lat temu i już nic nie pamiętam, ale okładkę pamiętam doskonale. Co tam jest na tych taczkach/wózku?

    Wrońskiego polecam, choć, hm... a co za czytelnicze blizny i dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się ogromnie, że ktoś jeszcze miał przyjemność osobiście poznać niezapomnianą panią Hortensję. :)
      Zawartość taczek bliżej nieznana, choć wygląda trochę jak wspomniany móżdżek w kokilkach. :) Postać z taczkami ma zapewne nawiązywać do ogrodnika, który w powieści odegrał znaczącą rolę.
      „Morderstwo pod cenzurą” okropnie mi się nie podobało, a spodziewałam się nieziemskich atrakcji. Podobno następne tomy znacznie lepsze, więc nie wykluczam kolejnych kontaktów. :)

      Usuń
  11. Och, jak ja bym się przejechała takim autobusem! Chociaż pamiętam, że miałam okazję właśnie w Lublinie przejechać się trolejbusem...taki wtręcik. Recenzja wyborna, jak zwykle. Lubię kryminały retro, chętnie sięgnę po pana Wrońskiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trolejbusy to lubelska specjalność. :) Dzięki za miłe słowa. Liczę na to, że kolejne tomy o przygodach komisarza Maciejewskiego mnie też się spodobają.

      Usuń
  12. Moja mama namietnie kolekcjonowala serie z jamnikiem. Oddala kolekcje do antykwariatu i zalowala pozniej. Ale ja mam bardzo zle wspomnienia z tej serii. Czytalam Edigeya - nawet tytul mi wylecial z pamieci - rzecz dziala sie w Szwecji a ja zafascynowana Skandynawia tropilam wszystko w tej dziedzinie. No i Szwecja oczywiscie przedstawiona jako zgnily Zachod propaganda propaganda poganiala. Ale najgorsze bylo to ze sama zagadka byla calkiem fajna, a kryminalu nie dawalo sie czytac. Dopiero duzo pozniej Baranczak w "Ksiazkach najgorszych" ujal w slowa to co mgliscie wyczuwalam. Edigey jest niewybaczalnie nudny jezykowo. Nie umie roznicowac wypowiedzi bohaterow. Nie umie budowac fabuly i napiecia. Jego powiesci przypominaja mamalyge z klejem stolarskim pod wzgledem apetycznosci. Absolutnie sie z tym zgadzam. Najgorsze bylo to, ze inne z tej serii tez tym grzeszyly albo byly tak nieznosnie naiwne, ze nawet jako nastolatka wzdrygalam sie z zazenowaniem ze dorosly pisarz napisal cos takiego i sie nie wstydzil nazwiskiem wlasnym podpisac. Bledy ortograficzne i stylistyczne pomijam. Baranczak lepiej je wypunktowal.

    Niestety nie natrafilam ani na powiesci, ktore Szczypiorski tam pisal podobno pod pseudonimem i powiesc Jacka Kuronia tez mi musiala umknac. Jedynym pozytywnym doswiadczeniem Jamnikowym byly dla mnie powiesci Bozkowskiego a one troche wlasnie kpily z milicyjniakow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maja babcia była zagorzałą miłośniczką kryminalnych serii, ale też kolekcja niestety nie przetrwała, została komuś oddana. Mama z kolei kryminałów nie znosi.
      Wspomnianą przez Ciebie książkę Barańczaka czytałam wielokrotnie, zawsze z rozkoszą!
      Nie mam złudzeń co do milicyjniaków i spodziewam się po nich uciech bynajmniej nie takich, jakie zakładali sobie autorzy. Całkowicie wbrew ich intencjom to czasem humor czystej wody. :)
      Tutaj kolekcja wstrząsających cytatów, które idealnie potwierdzają, to co napisałaś o milycyjniakach z tamtych czasów.
      O "kryminalnym" epizodzie Szczypiorskiego nie miałam pojęcia. Powieść Kuronia została opublikowana pod nazwiskiem jakiegoś znanego autora kryminałów, ale chyba nigdy nie dowiemy się, kto to był. Ostatnio odkryłam, że kryminały pisał też Ireneusz Iredyński. Wydawał je pod pseudonimem Umberto Pesco. :)
      Bożkowskiego zdecydowanie mam w planach.

      Usuń
    2. Ja miałam ciocię (znaczy dalej ją mam), która miała swoją własną kolekcję kryminałów, cztery półki zawieszone nad łóżkiem. Podkreślam, że własną, bo wujek z kolei był zapalonym bibliofilem i mieszkali wśród książek - dosłownie, dodatkowy regał przedzielał fragment pokoju w poprzek, jak w bibliotekach często bywa, tak te książki kipiały. Więc ciocia miałą te kryminały, serie z jamnikiem i kluczykiem... i nikomu nie pozwalała tknąć! A mnie serce się ku nim rwało, bo w domu nie było ani jednego, Ojczasty pogardzał taką szmirą, wolał kupować Tacyta (czy tata cyta) :)
      Pierwszą Chmielewską przeczytałam już w zaawansowanym liceum pożyczoną od matki koleżanki, która takim snobem ani nieużyta nie była (matka) :)
      Potem miałam oczywiście pęd do własnego kolekcjonowania, ale ogromnych zbiorów kryminalnych nie posiadam.

      Usuń
    3. cy tata cyta, oczywiście :)

      Usuń
    4. To mieszkanie wśród kipiących książek brzmi bardzo, bardzo znajomo. :D Wyobrażam sobie, jak lubiłaś nurkować w tych kipielach. :)
      Rzeczywiście ciocia musiała mieć szczególny sentyment do kolekcji, skoro trzymała ją w tak honorowym miejscu, a w dodatku nie pozwalała nikomu tknąć.
      Faktycznie, od Tacyta do kluczyków i jamników droga daleka. :)
      Podobnie jak Ty raczej nie gromadzę kryminałów, bo z kilkoma wyjątkami nie bardzo widzę sens ich wielokrotnej lektury.

      Usuń
  13. Ach i jeszcze Chmielewska. Wszystko czerwone tez czytalam w serii z Jamnikiem. To bylo fajne. I przynajmniej Dania byla opisana sympatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czytałam "Wszystko czerwone" w tej serii, wspomnienia - podobnie jak Twoje - sympatyczne.

      Usuń