Mad about Bridget
Stron: 390. Dni
spędzonych na czytaniu: 2. Zużytych chusteczek: 1. Zjedzonych batoników: 2
(niedobrze!). Ziewnięć: 0 (dobrze!).
Och, ta Bridget! Roztrzepana,
niepoprawna, wciąż w tarapatach. Mam do niej sentyment, choć zdaję sobie
sprawę, że powieści Helen Fielding to nie jest literatura przez szczególnie
duże „L”.
Wiadomość o tym, że po czternastu latach autorka postanowiła uraczyć nas kontynuacją losów bohaterki, bardzo mnie ucieszyła. Przez dwa pierwsze dni listopada z doskoku czytałam „Mad About the Boy”. Przełamując smutny nastrój tych dni, przyjemnie było na chwilę zanurkować w świecie zwariowanej, nieprzewidywalnej Bridget, która idąc na randkę, myli błyszczyk z tuszem do rzęs. Uprzedzam jednak, że we właśnie wydanej części trzeciej oprócz typowych błazenad pojawiają się zupełnie nieśmieszne refleksje. O rodzicielstwie, przemijaniu, bezlitosnym czasie, śmierci i dochodzeniu do siebie po stracie bliskiej osoby.
Wiadomość o tym, że po czternastu latach autorka postanowiła uraczyć nas kontynuacją losów bohaterki, bardzo mnie ucieszyła. Przez dwa pierwsze dni listopada z doskoku czytałam „Mad About the Boy”. Przełamując smutny nastrój tych dni, przyjemnie było na chwilę zanurkować w świecie zwariowanej, nieprzewidywalnej Bridget, która idąc na randkę, myli błyszczyk z tuszem do rzęs. Uprzedzam jednak, że we właśnie wydanej części trzeciej oprócz typowych błazenad pojawiają się zupełnie nieśmieszne refleksje. O rodzicielstwie, przemijaniu, bezlitosnym czasie, śmierci i dochodzeniu do siebie po stracie bliskiej osoby.
W „Mad
About the Boy” akcja toczy
się bardzo współcześnie. Zapiski obejmują rok 2012 i 2013.
Rozpoczynając lekturę dziennika, urozmaiconego mailami, SMS-ami i
wiadomościami z Twittera, musimy przyzwyczaić się do szokujących zmian w
życiu
bohaterki: Bridget ma pięćdziesiąt jeden lat oraz dwójkę dzieci:
siedmioletniego Billy’ego i pięcioletnią Mabel. Nie ma natomiast męża.
Wyobrażam
sobie ponury jęk pań, które oczami wyobraźni widziały już Colina Firtha w
filmowej adaptacji kolejnego tomu. Nic z tego! Przed pięcioma laty Mark
Darcy w
dramatycznych okolicznościach zginął w Sudanie.
![]() |
| [Źródło] |
Obowiązki
scenarzystki ciężko połączyć z życiem rodzinnym. Osobę, której kiedyś
nikt o zdrowych zmysłach nie powierzyłby na pięć minut chomika, trudno
sobie wyobrazić w charakterze odpowiedzialnej opiekunki potomstwa, ale
wcale nie jest najgorzej. Macierzyństwo à la Bridget zostało
zobrazowane bardzo realistycznie. Przykładowo pani Darcy musi panować
nad sytuacją w
czasie zbiorowej biegunki progenitury, z godnością dać odpór wszawicy i
zachować twarz, kiedy Mabel
upewnia się, czy mama urodziła się w czasach wiktoriańskich, czy też
może w dobie
renesansu. A tak przy okazji: urocza sepleniąca córeczka Bridget to
jeden z najmocniejszych punktów tej powieści. Na przykład bardzo podobała mi się scena z sową.
Przed lekturą „Mad about The Boy” trochę obawiałam się połączenia wątków tragicznych z komizmem, bo różnie z tym bywa. Trzeba dużo taktu i zręczności, żeby scalić odległe nastrojowo brzegi tak, by czytelnik nie miał wrażenia, że spaceruje na linie rozpiętej nad przepaścią. Fielding udało się to, ale nie do końca. Sceny wzruszające ocierają się o kicz, a dowcip autorki niekiedy bywa ciężkawy.
Przed lekturą „Mad about The Boy” trochę obawiałam się połączenia wątków tragicznych z komizmem, bo różnie z tym bywa. Trzeba dużo taktu i zręczności, żeby scalić odległe nastrojowo brzegi tak, by czytelnik nie miał wrażenia, że spaceruje na linie rozpiętej nad przepaścią. Fielding udało się to, ale nie do końca. Sceny wzruszające ocierają się o kicz, a dowcip autorki niekiedy bywa ciężkawy.
Czasem
poczucie humoru Fielding niebezpiecznie zbliża się do granicy dobrego
smaku. Według mnie została przekroczona przynajmniej
dwa razy (wzmianka o Józefie i Maryi oraz o afrykańskich
kobietach). Powieść przypadnie do gustu miłośnikom gagów i burleski.
Poza tym spora część żartów dotyczy wymiotów, puszczania
bąków i wszy, a w dodatku są uporczywie powtarzane. Na szczęście
zdarzają się też fragmenty bardziej udane. Świetny jest na przykład opis
początków kariery Bridget na Twitterze.
Można
dyskutować o wątłych
walorach powieści Helen Fielding i o tanich chwytach literackich, ale
socjologiczne obserwacje autorki zasługują na uwagę. Szczególnie ciekawe
były dla mnie obrazki z londyńskiej szkoły:
relacje dzieci i rodziców z nauczycielami, ich wzajemne komunikowanie
się i inne drobiazgi.
Autorka porusza też problem wirtualnej rzeczywistości, która coraz bardziej zastępuje nam tę prawdziwą. Mówi również o amerykanizacji kultury i języka, o naszym uzależnieniu od nowoczesnej technologii – siedmioletni Billy wymienia ją jako piąty żywioł. Natomiast Bridget jest z nią na bakier: myli iPada z iPodem, a piloty do telewizora budzą w niej nabożny lęk. Jednak pomimo początkowych oporów staje się entuzjastyczną użytkowniczką Twittera oraz serwisów randkowych.
I
jeszcze świetne, trochę zgryźliwe obrazki ze współczesnej Wielkiej
Brytanii. W klasie Billy'ego nie ma chyba ani jednej osoby o typowo
angielskim imieniu i nazwisku - Londyn zalała fala imigrantów. Sądziłam,
że sprzątaczka Grazina to akcent polski, ale chyba inspirowana jest
prawdziwą postacią o tym imieniu, którą autorka wymienia w
podziękowaniach z nazwiskiem świadczącym o innej narodowości.
Autorka porusza też problem wirtualnej rzeczywistości, która coraz bardziej zastępuje nam tę prawdziwą. Mówi również o amerykanizacji kultury i języka, o naszym uzależnieniu od nowoczesnej technologii – siedmioletni Billy wymienia ją jako piąty żywioł. Natomiast Bridget jest z nią na bakier: myli iPada z iPodem, a piloty do telewizora budzą w niej nabożny lęk. Jednak pomimo początkowych oporów staje się entuzjastyczną użytkowniczką Twittera oraz serwisów randkowych.
![]() |
| [Źródło] |
Jak
„Mad About the Boy” wypada na
tle poprzednich książek o Bridget? Przede wszystkim w tomie trzecim jest
zdecydowanie więcej seksu. Pojawiają
się nawet humorystyczne nawiązania do „Pięćdziesięciu twarzy
Greya”. Polski tłumacz będzie musiał się nieźle napocić, żeby nie było
wulgarnie albo pseudonaukowo. Szczerze mówiąc wolałam Bridget zakompleksioną niż obsesyjnie rozerotyzowaną.
Poza tym znalazłam sporo powtórek z wcześniejszych tomów, jak na przykład wzmianka o zjedzeniu przez owczarki alzackie i niektóre schematy fabularne. Spotykamy prawie wszystkich bohaterów z poprzednich tomów. Zdumiało mnie to, że niesforny seksoholik, Daniel (w filmie Hugh Grant) jest ojcem chrzestnym Mabel i Billy'ego. Jak bumerang wracają również słynne majtki Bridget. Tym razem są to stringi, którymi nieświadomie epatuje pana Wallakera, wspinając się na drzewo.
Trudno wyczuć, czy te powtórki to zabieg celowy - oko puszczone do wiernych czytelników, czy może raczej odcinanie kuponów od popularności dwóch pierwszych części cyklu. Zupełne nowości to uzależnienie Bridget od Twittera, jej romans z młodszym o dwadzieścia lat Roxsterem McDuffem, botoks, tudzież wiele innych przygód.
Poza tym znalazłam sporo powtórek z wcześniejszych tomów, jak na przykład wzmianka o zjedzeniu przez owczarki alzackie i niektóre schematy fabularne. Spotykamy prawie wszystkich bohaterów z poprzednich tomów. Zdumiało mnie to, że niesforny seksoholik, Daniel (w filmie Hugh Grant) jest ojcem chrzestnym Mabel i Billy'ego. Jak bumerang wracają również słynne majtki Bridget. Tym razem są to stringi, którymi nieświadomie epatuje pana Wallakera, wspinając się na drzewo.
Trudno wyczuć, czy te powtórki to zabieg celowy - oko puszczone do wiernych czytelników, czy może raczej odcinanie kuponów od popularności dwóch pierwszych części cyklu. Zupełne nowości to uzależnienie Bridget od Twittera, jej romans z młodszym o dwadzieścia lat Roxsterem McDuffem, botoks, tudzież wiele innych przygód.
Po
skutecznej diecie monitorowanej przez klinikę leczenia otyłości,
Bridget osiągnęla wymarzoną wagę i nosi rozmiar 10. Uważam, że kuracja
odchudzająca przydałaby się również książce. Ideałem byłoby
kilkadziesiąt stron mniej. Zauważyłam też, że w powieści pojawia się
wiele nazw firmowych i przypuszczam, że to raczej nie przypadek.
Czytając „Mad about The Boy” często zastanawiałam się, nad fenomenem książek Fielding. Roztargniona Bridget, która strzela gafę za gafą i czasem zachowuje się okropnie, sprawia, że czujemy się od niej lepsi, mądrzejsi, bardziej rozsądni. Poza tym mimo irytujących wad jest w niej coś ujmującego. Przede wszystkim szczerość i infantylizm, który po prostu rozbraja.
Czytając „Mad about The Boy” często zastanawiałam się, nad fenomenem książek Fielding. Roztargniona Bridget, która strzela gafę za gafą i czasem zachowuje się okropnie, sprawia, że czujemy się od niej lepsi, mądrzejsi, bardziej rozsądni. Poza tym mimo irytujących wad jest w niej coś ujmującego. Przede wszystkim szczerość i infantylizm, który po prostu rozbraja.
Z
artykułów w prasie brytyjskiej wynika, że na temat ewentualnej
adaptacji filmowej krążą dwie wykluczające się teorie. Jedni twierdzą,
że to całkiem prawdopodobne i robią przegląd aktorów, którzy pasują do roli Roxstera, podczas gdy inni wątpią w powodzenie tego projektu, choć pisarka podobno jest nastawiona entuzjastycznie. Zdruzgotane fanki Colina Firtha pocieszę przypuszczeniem, że na pewno nie obejdzie się bez romantycznych retrospekcji.
Helen Fielding, Bridget Jones:
Mad About The Boy, Alfred A. Knopf, 2013.
Moja ocena: 4-
![]() |
| Helen Fielding. [Źródło] |















