Gwiazda na dnie studni
Gdyby
dwa lata temu ktoś mi powiedział, że będę pochłaniać powieści Josepha
Conrada, pokwikując z zachwytu, przypuszczalnie potraktowałabym to jak
żart. Jednak dyskusja klubowa u Ani całkowicie zmieniła moje nastawienie do jego twórczości, a wspomnienia syna pisarza, Johna, utwierdziły mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z osobą wyjątkową. Natomiast Jądro ciemności
wywołało u mnie falę czytelniczej melancholii: przez kilka tygodni
każdą kolejną książkę porównywałam do powieści Conrada. Wszystkie
wydawały mi się przygnębiająco miałkie.
Zastanawiam
się, na czym polega nasz problem z tym autorem, bo - jak się domyślam -
nie byłam odosobniona. Rzadko chełpimy się tym, że "Kosmopolak", jak
trafnie nazywał go Andrzej Bobkowski, wszedł do kanonu literatury
światowej. Jego nazwisko pojawia się na większości List Książek, Które Każdy
Powinien Przeczytać. Sceptycznie podchodzę do tych zestawień, ale nie
ukrywam, dzisiaj było mi milo, kiedy natknęłam się na Conrada tutaj.
Podobnie jak Bruno Schulz autor Korsarza jest chyba bardziej doceniany na świecie niż w kraju, w którym się urodził. Zdumiało mnie na przykład to, że Szaleństwo Almayera wydano u nas dopiero 28 lat po publikacji w Wielkiej Brytanii. Obawiam się, że sporo osób w ogóle nie kojarzy go z polskością. Pamiętam, że kilka lat temu w czasie szkolnego konkursu na temat państw anglojęzycznych żaden z uczniów nie wiedział, kim był Joseph Conrad.
Szanujemy Conrada, doceniamy jego dorobek, ale chyba go nie lubimy. Trudno dociec, jakie są przyczyny niechęci i obaw czytelników. Może chodzi o nasze traumatyczne wspomnienia z lekcji języka polskiego z liceum? Na przykład moje, związane z Lordem Jimem, są okropne. Trzeba trochę dojrzeć, przynajmniej otrzeć się o ważne życiowe wybory, żeby lepiej zrozumieć bohaterów książek Conrada, a tego trudno oczekiwać od nastolatków. Niewykluczone też, że w dzisiejszych czasach trochę uwiera nas niepodważalny porządek moralny w jego książkach, oparty na honorze i wierności, który Zdzisław Najder porównuje do kodeksu rycerskiego.
Kolejna powieść Josepha Conrada, którą przeczytałam, też mnie nie zawiodła. Wydane w 1895 roku Szaleństwo Almayera to jego literacki debiut. Jak na pierwszy utwór przystało, nie jest dziełem absolutnie doskonałym. W porównaniu z Jądrem ciemności debiutancka powieść wydaje się bardziej rozedrgana, liryczna i nasycona emocjami. Słowa płyną wartkim strumieniem, a autor chwilami się nimi upaja. Być może z winy tłumaczki w kilku fragmentach styl wydał mi się trochę egzaltowany. Mimo to polecam właśnie tę powieść czytelnikom, którzy chcieliby poznać twórczość Conrada, a podobnie jak ja przed lekturą Jądra ciemności trochę się boją. Pozwolę sobie użyć terminu autorstwa Izy: to będzie dobra książka pierwszego kontaktu. Bo w tym Szaleństwie... jest metoda.
Podobnie jak Bruno Schulz autor Korsarza jest chyba bardziej doceniany na świecie niż w kraju, w którym się urodził. Zdumiało mnie na przykład to, że Szaleństwo Almayera wydano u nas dopiero 28 lat po publikacji w Wielkiej Brytanii. Obawiam się, że sporo osób w ogóle nie kojarzy go z polskością. Pamiętam, że kilka lat temu w czasie szkolnego konkursu na temat państw anglojęzycznych żaden z uczniów nie wiedział, kim był Joseph Conrad.
Szanujemy Conrada, doceniamy jego dorobek, ale chyba go nie lubimy. Trudno dociec, jakie są przyczyny niechęci i obaw czytelników. Może chodzi o nasze traumatyczne wspomnienia z lekcji języka polskiego z liceum? Na przykład moje, związane z Lordem Jimem, są okropne. Trzeba trochę dojrzeć, przynajmniej otrzeć się o ważne życiowe wybory, żeby lepiej zrozumieć bohaterów książek Conrada, a tego trudno oczekiwać od nastolatków. Niewykluczone też, że w dzisiejszych czasach trochę uwiera nas niepodważalny porządek moralny w jego książkach, oparty na honorze i wierności, który Zdzisław Najder porównuje do kodeksu rycerskiego.
Kolejna powieść Josepha Conrada, którą przeczytałam, też mnie nie zawiodła. Wydane w 1895 roku Szaleństwo Almayera to jego literacki debiut. Jak na pierwszy utwór przystało, nie jest dziełem absolutnie doskonałym. W porównaniu z Jądrem ciemności debiutancka powieść wydaje się bardziej rozedrgana, liryczna i nasycona emocjami. Słowa płyną wartkim strumieniem, a autor chwilami się nimi upaja. Być może z winy tłumaczki w kilku fragmentach styl wydał mi się trochę egzaltowany. Mimo to polecam właśnie tę powieść czytelnikom, którzy chcieliby poznać twórczość Conrada, a podobnie jak ja przed lekturą Jądra ciemności trochę się boją. Pozwolę sobie użyć terminu autorstwa Izy: to będzie dobra książka pierwszego kontaktu. Bo w tym Szaleństwie... jest metoda.
Scena
z adaptacji filmowej Szaleństwa Almayera.
|
Szaleństwo Almayera
zaskoczyło mnie wartką akcją, prawie jak w powieści przygodowej. Na tle
egzotycznych krajobrazów Borneo na naszych oczach rozgrywa się dramat,
którego głównymi bohaterami są holenderski kupiec, Kasper Almayer, jego
żona, Malajka Zahira i córka, Nina. Książka Conrada jednocześnie
inspiruje do rozważań o wyobcowaniu i do samodzielnego poszukiwania
odpowiedzi na pozornie banalne pytania: czym jest tytułowe szaleństwo,
do jakiego stopnia można się zatracić, spełniając swoje marzenia. Może
to przypadek, ale nazwisko głównego bohatera kojarzy mi się z angielskim
słowem almighty, które w kontekście tej postaci brzmi gorzko i ironicznie. Miłośników tematyki lżejszego kalibru na pewno roztkliwi melodramat - historia miłości Niny i Daina, których imiona chyba nie przypadkiem są prawie anagramami.
Krystalicznie przejrzysta proza Conrada daje poczucie obcowania z czymś wzruszająco nieskazitelnym. Literaccy sybaryci docenią uroki ekspresjonistycznych opisów przyrody, której nastrój współgra z uczuciami bohaterów. Kiedy Nina obserwuje burzę, mamy wrażenie, że natura jest idealnie zestrojona z jej samopoczuciem. Zauważyłam, że często wydarzenia relacjonowane w powieści mają miejsce wieczorem i w nocy. Być może to zapowiedź "zmierzchu ideologii", tematu, który Conrad rozwinie w innych książkach. Częstym motywem jest też mgła:
Krystalicznie przejrzysta proza Conrada daje poczucie obcowania z czymś wzruszająco nieskazitelnym. Literaccy sybaryci docenią uroki ekspresjonistycznych opisów przyrody, której nastrój współgra z uczuciami bohaterów. Kiedy Nina obserwuje burzę, mamy wrażenie, że natura jest idealnie zestrojona z jej samopoczuciem. Zauważyłam, że często wydarzenia relacjonowane w powieści mają miejsce wieczorem i w nocy. Być może to zapowiedź "zmierzchu ideologii", tematu, który Conrad rozwinie w innych książkach. Częstym motywem jest też mgła:
Wielki snop żółtych promieni strzelił nagle zza czarnej zasłony drzew okalających brzegi Pantai. Gwiazdy zagasły; drobne czarne chmurki u zenitu rozgorzały na chwilę purpurą. Gęsta mgła tknięta łagodnym powiewem - westchnieniem budzącej się natury - wirowała i darła się na fantastyczne strzępy, spod których wyjrzała pomarszczona toń rzeki, skrząc się w jasnym świetle dnia. [1]Wprawdzie tonący w mgłach obraz Caspara Davida Friedricha na okładce mojego egzemplarza nie ma nic wspólnego z egzotyką Borneo, ale jego nastrój nadspodziewanie dobrze pasuje do Szaleństwa Almayera.
Bertrand Russell powiedział o Conradzie: "Jego intensywna i pełna pasji szlachetność świeci w mojej pamięci jak gwiazda z dna studni; chciałbym, aby inni wraz ze mną zobaczyli to światło"[2]. Mam nadzieję, że jego książki, po które sięgniecie, będą skąpane w blasku.
Obraz
Rene Magritte'a, Szaleństwo Almayera, 1951 rok.
|
[1] Joseph Conrad, Szaleństwo Almayera, tłum. Aniela Zagórska, Świat Książki, 1998, s. 64.
[2] Cyt. za: Gustaw Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą, t. I, Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 257.
Moja ocena: 5
![]() |
Joseph
Conrad.
|




