W Wielkanoc wyruszyłam w podróż śladami cesarzowej Elżbiety pozostawionymi w "Śniegu w Wenecji". Moją przewodniczką była Brigitte Hamann, autorka biografii Sisi. Wyprawa do dziewiętnastowiecznej Austrii okazała się pasjonująca. To jedna z najlepszych książek historycznych, jakie przeczytałam. Opasły tom pochłonęłam błyskawicznie, z wypiekami na twarzy.
[2] Tamże, s. 26.
[3] Tamże, s. 308.
[4] Tamże, s. 32-33.
[5] Tamże, s. 9-10.
[6] Tamże, s. 330
[7] Tamże, s. 169.
[8] Tamże, s.307
[9] Tamże, s. 487.
[10] Tamże, s. 488.
[11] Tamże, s. 181.
[12] Tamże, s. 97.
Moja ocena: 5+
Ciekawa jest historia powstania tej publikacji. Autorka dotarła do dokumentów, które zburzyły wizerunek cesarzowej, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Elżbieta nie okazała się mdłą figurką z tortu, a żywą, pełną sprzeczności kobietą. Z tego powodu Brigitte Hamann wręcz rozważała zaniechanie pracy nad książką. Sisi jest uwielbiana przez Austriaków, powstało nawet specjalne muzeum ku jej czci. Na szczęście autorka postanowiła ukończyć swoje dzieło i pokazać światu "prawdziwy, nie laurkowy obraz"[1] tej niezwykłej postaci.
[1] Brigitte Hamann, "Cesarzowa Elżbieta", tłum. Jan Koźbiał, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008, s.9.Hamann to nie tylko dociekliwy naukowiec (książka liczy 1222 przypisy!). Jest również obiektywnym psychologiem, skrupulatnie analizującym motywy postępowania zagadkowej Sisi, a również kobietą, zwracającą uwagę na faktury tkanin, kolory, suknie. Chociażby opis posagu cesarzowej jest niezrównany. To wszystko dzięki lekkości pióra Brigitte Hamann czyta się jak zajmującą powieść, a nie tylko jak budzące szacunek opracowanie naukowe. Portret Elżbiety jest wielowymiarowy i obfituje w niespodzianki.
Dużym zaskoczeniem była dla mnie na przykład informacja o tym, że Sisi pisała wiersze, a w dodatku robiła to nader często. Przykładowo jej utwory z lat osiemdziesiątych zajmują sześćset stron druku! Niestety, nie była to poezja najwyższych lotów. Oto przykład lirycznych uniesień cesarzowej:
Tężyzna fizyczna to nie jedyna ekstrawagancka skłonność Elżbiety. Jej poglądy były też niezgodne z duchem epoki. Jak na owe czasy jawi się nam jako bezkompromisowa feministka: "Małżeństwo to bezsensowna instytucja. Sprzedają cię jako piętnastoletnie dziecko, a ty składasz przysięgę, której nie rozumiesz, a potem tego żałujesz przez trzydzieści lat czy dłużej, ale nie możesz się już uwolnić"[4]. Jej rewolucyjne opinie niewątpliwie wynikały z rozczarowania własnym związkiem. "Trzeźwy, obowiązkowy, "urzędnik", cesarz Franciszek Józef oraz nieortodoksyjna, superinteligentna, bujająca w obłokach cesarzowa Elżbieta – są jak plus i minus, jak dzień i noc: elementy sprzeczne, a zarazem wzajem się warunkujące"[5]. To był naprawdę burzliwy związek.
W trakcie lektury poznajemy liczne zainteresowania Sisi. Molom książkowym sprawi radość wiadomość, że bardzo lubiła literaturę. "Czytam bardzo wiele, całkowicie bez systemu, tak jak przecież i całe moje życie jest bez systemu – z dnia na dzień"[6]. Uwielbiała poezję Henryka Heinego i "Sen nocy letniej" Szekspira - siebie widziała jako Tytanię. Czytanie nie było jej jedyną pasją. Przepadała za końmi i psami, kolekcjonowała zdjęcia, była spirytystką.
W trakcie lektury biografii nieustannie i natrętnie towarzyszyło mi wrażenie, że cesarzowa Elżbieta była niezwykle podobna do brytyjskiej księżnej Diany. Brigitte Hamann nie mogła tych analogii zauważyć, ponieważ jej książka powstała w roku 1981. Podobnie jak "angielska róża" Sisi była pacyfistką. Również dawała liczne dowody miłości samarytańskiej wobec słabych i opuszczonych. Pomagała ludziom bez pośrednictwa żadnej organizacji charytatywnej. Lubiła chociażby jak dobra wróżka w tajemnicy podkładać pieniądze do ubogich chat i znikać, zanim ktoś ją zauważył [7]. W każdym razie tak głosi jej złota legenda. Zbieżnością z losem Diany są również napięte relacje z teściową. Elżbieta też cierpiała z powodu zaburzeń łaknienia na tle nerwicowym. Obie kobiety łączy też niechęć wobec funkcji reprezentacyjnej. Były na swój sposób "trędowate" w dworskim światku. Ich naturalność i spontaniczność nie wywoływały aplauzu w krainie hierarchicznego, sztucznego blichtru. To między innymi przyczyniło się do kłopotów emocjonalnych Sisi i Diany. Obydwie panie uwielbiały podróże, tak jakby zmiana miejsca mogła choć częściowo uwolnić je od problemów. Obydwie zginęły w dramatycznych okolicznościach.
W trakcie lektury poznajemy dostojną władczynię, ale też bardzo samotną kobietę. Mówiąc o sobie cesarzowa często odwoływała się do symbolu mewy:
Te smutne wyznania zaskakują, bo wydawałoby się, że Sisi była dzieckiem szczęścia. Jej legendarna uroda wywoływała sensację. Podkreślano, że urok cesarzowej nie był wypadkową pięknych rysów i zgrabnej figury (50 centymetrów w talii!), a związany był z wdziękiem, którym promieniowała, budząc zachwyt i zazdrość. Jej ubiór, biżuterię fryzurę obszernie komentowano. Jedyny mankament urody Elżbiety stanowiły zęby. Starała się ukryć tę wadę za wszelką cenę. Uważano ją za nieśmiałą i niezbyt błyskotliwą, gdyż mówiła niewiele i tak cicho, że ledwo można było ją zrozumieć, gdyż prawie nie otwierała ust.
Śliczny wygląd okupiony był wielogodzinnymi cierpieniami. Wymagało to cierpliwości i poświecenia nie tylko ze strony garderobianych, ale także samej Sisi. Aby jej kibić prezentowała się naprawdę wiotko, Elżbieta nie korzystała z guzików, lecz kazała zaszywać się w sukniach. Cesarzowa stosowała też nocne maseczki na twarz z surowej cielęciny, a na wiosnę z truskawek. Zażywała ciepłych kąpieli w oliwie z oliwek. Spała często z wilgotna chustą powyżej bioder, by zachować smukłą figurę. Z tego samego powodu pijała miksturę z białek i soli.
Wracając do "Śniegu w Wenecji" Nicolasa Remina. Według Brigitte Hamann wizyta Sisi w tym mieście w rzeczywistości odbyła się dwukrotnie. Nie był to jednak dłuższy pobyt. Nawiedzenie Serenissimy łączy się ze sceną, którą łatwo wyobrazić sobie jako pełny napięcia fragment filmu. Gdy para cesarska z córeczką szła przez plac Św. Marka, nie rozległ się ani jeden radosny okrzyk. Wenecjanie demonstracyjnie milczeli[12]. Udział Elżbiety incognito w balu maskowym okazał się faktem, ale naprawdę nie odbył się we Włoszech.
Biografię zaopatrzono w bogaty indeks. Dobrym pomysłem było też dodanie drzewa genealogicznego, a ponadto kalendarium. Uprzedzam, że opublikowano je na początku książki. Osobom, które nie znają dokładnie losów Sisi odradzam lekturę tego zestawienia przed przeczytaniem biografii. Jak wspominałam, tę książkę pochłania się niczym trzymającą w napięciu powieść! Zauważyłam też, że w spisie treści widnieją ciekawe podtytuły, ale z nieznanych przyczyn nie zostały umieszczone w tekście właściwym pod tytułami rozdziałów. Plusem tej publikacji są natomiast liczne ilustracje. W trakcie kadrowania grafik zdarzyły się jednak ubytki - na przykład na rycinie nr 9 "Księżna Ludwika z maleńką Elżbietą i starszymi dziećmi Heleną i Ludwikiem" widzimy matkę Sisi tylko z dwojgiem dzieci.
Nasze spotkanie z cesarzową zakończmy sceną, która tak wiele mówi o jej romantycznej naturze. Otóż w czasie podróży statkiem na Korfu rozpętała się burza. Elżbieta zmuszała przerażone garderobiane, aby wspólnie podziwiały niezwykły widok. Służące nie były w stanie dostrzec w tym zjawisku nic fascynującego. Zostawmy więc samotną Sisi na pokładzie, z rozwianym włosem, melancholijnie zapatrzoną w dal. Na pewno właśnie tak wolałaby zapisać się w naszej pamięci, a nie sztywno upozowana na cesarskim tronie.
---
Dużym zaskoczeniem była dla mnie na przykład informacja o tym, że Sisi pisała wiersze, a w dodatku robiła to nader często. Przykładowo jej utwory z lat osiemdziesiątych zajmują sześćset stron druku! Niestety, nie była to poezja najwyższych lotów. Oto przykład lirycznych uniesień cesarzowej:
Tam, gdzie ten zamek stary,Jestem pełna podziwu dla tłumacza, który świetnie przełożył te grafomańskie potworki, oddając ich sens, ale też naiwność, braki warsztatowe i epigoński charakter. Cytatów z wierszy cesarzowej jest w książce mnóstwo, chwilami odczuwałam wręcz ich nadmiar. Możemy natrząsać się z poezji Sisi, ale jej liryki obecnie są dla nas bezcennym źródłem informacji. Stanowiły rodzaj pamiętnika, w którym Elżbieta uwieczniała najdrobniejsze drgnienia duszy i emocje, a była osobą dość egzaltowaną. Zawierają też kronikę wydarzeń z jej życia, galerię portretów osób, które poznała. Nie były to wyłącznie liryki ociekające słodyczą! Biada tym, którzy cesarzowej nie przypadli do gustu. W wierszykach byli bezlitośnie ośmieszani i opisywani ze nieukrywaną złością. Oto karykaturalny konterfekt królowej Wiktorii:
Dziewczyna w oknie łka
I nawet nocne mary
Porusza rozpacz ta. [2]
Malutka grubaska,Zdziwiło mnie również to, że w czasach, gdy ideałem urody była rachityczna sylfida, cesarzowa Elżbieta okazała się zdeklarowaną zwolenniczką zdrowego trybu życia i wielką miłośniczką sportu. Szalała na polowaniach, uwielbiała brawurową jazdę konną. Była też prekursorką joggingu. Do udziału w eskapadach zmuszała Bogu ducha winne, dystyngowane damy dworu. W czasie powrotu z jednej z morderczych wędrówek biegnące panie natknęły się na policjanta, który podejrzewał, że kobiety uciekają przed bandytą i heroicznie pospieszył im na pomoc. Sisi była sportowcem ekscentrycznym. Zdarzało się, że ćwiczyła w swoim salonie na trapezie w stroju cyrkowym. Czasami wyruszała pieszo z Feldafing do Monachium. Trasa liczy - bagatela! - około 50 kilometrów. We wszystkich cesarskich siedzibach urządzała pomieszczenia do ćwiczeń gimnastycznych, z których regularnie korzystała.
Tren, czepiec i laska;
Z ócz godność wyziera,
Duma ją rozpiera:
Pięćdziesiąt lat mija,
Jak berłem wywija! [3]
Tężyzna fizyczna to nie jedyna ekstrawagancka skłonność Elżbiety. Jej poglądy były też niezgodne z duchem epoki. Jak na owe czasy jawi się nam jako bezkompromisowa feministka: "Małżeństwo to bezsensowna instytucja. Sprzedają cię jako piętnastoletnie dziecko, a ty składasz przysięgę, której nie rozumiesz, a potem tego żałujesz przez trzydzieści lat czy dłużej, ale nie możesz się już uwolnić"[4]. Jej rewolucyjne opinie niewątpliwie wynikały z rozczarowania własnym związkiem. "Trzeźwy, obowiązkowy, "urzędnik", cesarz Franciszek Józef oraz nieortodoksyjna, superinteligentna, bujająca w obłokach cesarzowa Elżbieta – są jak plus i minus, jak dzień i noc: elementy sprzeczne, a zarazem wzajem się warunkujące"[5]. To był naprawdę burzliwy związek.
W trakcie lektury poznajemy liczne zainteresowania Sisi. Molom książkowym sprawi radość wiadomość, że bardzo lubiła literaturę. "Czytam bardzo wiele, całkowicie bez systemu, tak jak przecież i całe moje życie jest bez systemu – z dnia na dzień"[6]. Uwielbiała poezję Henryka Heinego i "Sen nocy letniej" Szekspira - siebie widziała jako Tytanię. Czytanie nie było jej jedyną pasją. Przepadała za końmi i psami, kolekcjonowała zdjęcia, była spirytystką.
W trakcie lektury biografii nieustannie i natrętnie towarzyszyło mi wrażenie, że cesarzowa Elżbieta była niezwykle podobna do brytyjskiej księżnej Diany. Brigitte Hamann nie mogła tych analogii zauważyć, ponieważ jej książka powstała w roku 1981. Podobnie jak "angielska róża" Sisi była pacyfistką. Również dawała liczne dowody miłości samarytańskiej wobec słabych i opuszczonych. Pomagała ludziom bez pośrednictwa żadnej organizacji charytatywnej. Lubiła chociażby jak dobra wróżka w tajemnicy podkładać pieniądze do ubogich chat i znikać, zanim ktoś ją zauważył [7]. W każdym razie tak głosi jej złota legenda. Zbieżnością z losem Diany są również napięte relacje z teściową. Elżbieta też cierpiała z powodu zaburzeń łaknienia na tle nerwicowym. Obie kobiety łączy też niechęć wobec funkcji reprezentacyjnej. Były na swój sposób "trędowate" w dworskim światku. Ich naturalność i spontaniczność nie wywoływały aplauzu w krainie hierarchicznego, sztucznego blichtru. To między innymi przyczyniło się do kłopotów emocjonalnych Sisi i Diany. Obydwie panie uwielbiały podróże, tak jakby zmiana miejsca mogła choć częściowo uwolnić je od problemów. Obydwie zginęły w dramatycznych okolicznościach.
W trakcie lektury poznajemy dostojną władczynię, ale też bardzo samotną kobietę. Mówiąc o sobie cesarzowa często odwoływała się do symbolu mewy:
Pragnę z mewami śmigać w locie,Kiedy indziej z kolei stwierdza: "Mewa morska [...] nie pasuje do jaskółczego gniazda; nie jest mi pisane ciche szczęście rodzinne!"[9]. Marzy o tym, że kiedy skończą się jej zobowiązania wobec najmłodszej córki, rozpocznie swój "lot mewy"[10]. Dramatyczny symbol skrzywdzonego ptaka obrazuje jej los - jest "jak mewa, która jest uwięziona i siedzi w klatce"[11].
W burzy mi tylko radość żyć;
Lecz w sztywnej dzisiaj etykiecie
Biedna Tytania musi tkwić.[8]
Te smutne wyznania zaskakują, bo wydawałoby się, że Sisi była dzieckiem szczęścia. Jej legendarna uroda wywoływała sensację. Podkreślano, że urok cesarzowej nie był wypadkową pięknych rysów i zgrabnej figury (50 centymetrów w talii!), a związany był z wdziękiem, którym promieniowała, budząc zachwyt i zazdrość. Jej ubiór, biżuterię fryzurę obszernie komentowano. Jedyny mankament urody Elżbiety stanowiły zęby. Starała się ukryć tę wadę za wszelką cenę. Uważano ją za nieśmiałą i niezbyt błyskotliwą, gdyż mówiła niewiele i tak cicho, że ledwo można było ją zrozumieć, gdyż prawie nie otwierała ust.
Śliczny wygląd okupiony był wielogodzinnymi cierpieniami. Wymagało to cierpliwości i poświecenia nie tylko ze strony garderobianych, ale także samej Sisi. Aby jej kibić prezentowała się naprawdę wiotko, Elżbieta nie korzystała z guzików, lecz kazała zaszywać się w sukniach. Cesarzowa stosowała też nocne maseczki na twarz z surowej cielęciny, a na wiosnę z truskawek. Zażywała ciepłych kąpieli w oliwie z oliwek. Spała często z wilgotna chustą powyżej bioder, by zachować smukłą figurę. Z tego samego powodu pijała miksturę z białek i soli.
Wracając do "Śniegu w Wenecji" Nicolasa Remina. Według Brigitte Hamann wizyta Sisi w tym mieście w rzeczywistości odbyła się dwukrotnie. Nie był to jednak dłuższy pobyt. Nawiedzenie Serenissimy łączy się ze sceną, którą łatwo wyobrazić sobie jako pełny napięcia fragment filmu. Gdy para cesarska z córeczką szła przez plac Św. Marka, nie rozległ się ani jeden radosny okrzyk. Wenecjanie demonstracyjnie milczeli[12]. Udział Elżbiety incognito w balu maskowym okazał się faktem, ale naprawdę nie odbył się we Włoszech.
Państwowy Instytut Wydawniczy dołożył starań, aby książka prezentowała się okazale i estetycznie, co w przypadku serii "Biografie Sławnych Ludzi" jest tradycją. Zdziwił mnie natomiast brak noty wydawcy na okładce. Pierwsze wydanie w Polsce miało miejsce w roku 1999, a wtedy takie informacje były już normą. Rzecz jasna Sisi jest postacią popularną i nie wymaga reklamy, ale chętnie dowiedziałabym się czegoś o Brigitte Hamann.
Biografię zaopatrzono w bogaty indeks. Dobrym pomysłem było też dodanie drzewa genealogicznego, a ponadto kalendarium. Uprzedzam, że opublikowano je na początku książki. Osobom, które nie znają dokładnie losów Sisi odradzam lekturę tego zestawienia przed przeczytaniem biografii. Jak wspominałam, tę książkę pochłania się niczym trzymającą w napięciu powieść! Zauważyłam też, że w spisie treści widnieją ciekawe podtytuły, ale z nieznanych przyczyn nie zostały umieszczone w tekście właściwym pod tytułami rozdziałów. Plusem tej publikacji są natomiast liczne ilustracje. W trakcie kadrowania grafik zdarzyły się jednak ubytki - na przykład na rycinie nr 9 "Księżna Ludwika z maleńką Elżbietą i starszymi dziećmi Heleną i Ludwikiem" widzimy matkę Sisi tylko z dwojgiem dzieci.
Nasze spotkanie z cesarzową zakończmy sceną, która tak wiele mówi o jej romantycznej naturze. Otóż w czasie podróży statkiem na Korfu rozpętała się burza. Elżbieta zmuszała przerażone garderobiane, aby wspólnie podziwiały niezwykły widok. Służące nie były w stanie dostrzec w tym zjawisku nic fascynującego. Zostawmy więc samotną Sisi na pokładzie, z rozwianym włosem, melancholijnie zapatrzoną w dal. Na pewno właśnie tak wolałaby zapisać się w naszej pamięci, a nie sztywno upozowana na cesarskim tronie.
---
[2] Tamże, s. 26.
[3] Tamże, s. 308.
[5] Tamże, s. 9-10.
[6] Tamże, s. 330
[7] Tamże, s. 169.
[8] Tamże, s.307
[9] Tamże, s. 487.
[10] Tamże, s. 488.
[11] Tamże, s. 181.
[12] Tamże, s. 97.
Moja ocena: 5+

Cesarzowa Sisi jako czytelniczka znakomita
Elżbieta i Franciszek Józef.Kochać to patrzeć w tym samym kierunku?
Różne oblicza Sisi:
Dla porównania - sceny z filmowej biografii cesarzowej Elżbiety z niezapomnianą rolą Romy Schneider. Filmu nie oglądałam, ale już fragmenty świadczą o tym, iż osoby reagujące alergicznie na lukrowany kicz powinny zdecydowanie trzymać się z daleka od tej ekranizacji. Nie zmieni tego nawet fakt, że po około minucie i dwudziestu dwu sekundach na ekranie pojawia się dorodny jamnik. :)




