Lato na wyspie
Kiedy byłam małą dziewczynką na irytujące pytanie "Kogo bardziej kochasz, mamusię czy tatusia?" odpowiadałam stanowczo: "Babcię". Im dłużej żyję, tym bardziej uświadamiam sobie, jak wiele jej zawdzięczam. Szkoda, że już nie mogę z nią o tym porozmawiać. Mam nadzieję, że niebo, do którego trafiają nasze babcie jest ciepłe i przytulne. I że jest w nim dużo książek, bo moja lubiła je pasjami. "Lato" Tove Jansson uświadomiło mi, jak bardzo za nią tęsknię.
Książkę wydano w takiej samej szacie graficznej jak cykl o Muminkach, co wydaje mi się błędem. To coś zupełnie innego. Próżno szukać tu trolli. Wątpię, czy "Lato" zachwyci małych czytelników. Mogą uskarżać się na powolną akcję i melancholijny nastrój tej książki. Opowiada o wakacjach spędzanych na wyspie przez pewną rodzinę. Kilkuletnia Sophia przebywa tam z babcią i tatą. Jej mama nie żyje. Pierwowzorem postaci babci jest matka Tove Jansson, Signe Hammarsten-Jansson. Zgadza się nawet data urodzin - rok 1882[1]. Postać dziewczynki wzorowana jest na bratanicy pisarki, Sophii Jansson.
Sophia jest rezolutna i dociekliwa. Zadaje dziesiątki trudnych pytań, na przykład: "Czy w niebie są mrówki?"[2] Babcia nie przypomina uroczej staruszki częstującej konfiturami. Bywa krnąbrna, opryskliwa i kapryśna. Zdarza jej się palić papierosy, mijać z prawdą i przeklinać. Zapomina o leku na chore serce. Tak naprawdę czasami nie wiadomo, kto się kim opiekuje, czy babcia Sophią, czy może odwrotnie. Jest też tato - milczący, zapracowany. Zagłusza ból po śmierci żony pasją ogrodniczą.
Książka Tove Jansson przypomina zbiór powiastek filozoficznych, w których z poczuciem humoru, subtelnie i poetycko mówi się o rzeczach najważniejszych. O starości, śmierci, Bogu, miłości. Autorka opisuje świat bardzo malarsko: "Szary brzask był piękny, z długimi równoległymi chmurami deszczowymi, które sunęły po niebie, morze było ciemnozielone, a na nim białe gęsi."[3] Nie tylko widzimy i słyszymy wyspę, ale czujemy ją: "Zapach to ważna rzecz, przypomina o wszystkim, co człowiek przeżył, jest osłoną pamięci i bezpieczeństwa."[4]
Bardzo raziło mnie słowo "babka", na które zdecydował się tłumacz konsekwentnie nazywając tak starszą panią. Może w języku szwedzkim ma wydźwięk cieplejszy, po polsku budzi natychmiastowe skojarzenie z seniorką rodu Kiepskich. Uważam, że "babcia" brzmiałaby zdecydowanie lepiej i naturalniej, biorąc pod uwagę, że poruszamy się w świecie widzianym oczami kilkuletniej dziewczynki.
"Lato" to książka, która mogłaby nigdy się nie skończyć. Czytałam ją z przyjemnością, uśmiechem, zachwytem. Przypomina "Córkę rzeźbiarza", ale jest bardziej esencjonalna. W żywicy zastygłych słów uwiecznione zostały chwile, nastroje, wydarzenia z życia wyspy i jej mieszkańców. I wesołe, i smutne.
Jeśli w nadchodzące wakacje wyruszycie w rejs po Zatoce Fińskiej, proszę, rozglądajcie się uważnie. Może na którejś wysepce zobaczycie postać staruszki w kapeluszu z małą dziewczynką. Jeśli postanowicie się tam zatrzymać, poszukajcie dużej czeremchy na skraju lasu: "We właściwy dzień i przy odpowiednim wietrze można leżeć pod czeremchą i wtedy spadają na człowieka wszystkie płatki naraz, ale trzeba bardzo uważać na mszyce."[5]
____
[1] Tove Jansson, "Lato", tłum. Zygmunt Łanowski, Nasza Księgarnia, 2007, s. 158.
[2] Tamże, s. 43.
[3] Tamże, s. 54.
[4] Tamże, s. 123.
[5] Tamże, s. 76-77.
Moja ocena: 5+
Tove Jansson


















