Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże (małe i duże). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże (małe i duże). Pokaż wszystkie posty

15 sierpnia 2011

Powrót

Wakacyjny wyjazd już przeszedł do historii. Trudno odnaleźć się w dusznym i bezdusznym mieście po dwóch tygodniach wśród lasów i pól malowanych nie tylko zbożem rozmaitem, ale innymi, bliżej nie zidentyfikowanymi roślinami.
W przeciwieństwie do pogody Roztocze nie zawodzi nigdy. Już w samych nazwach miejsc kryje się poezja i tajemnica: Skrzypny Ostrów, Imielty Ług, Debry, Nart, Czerkies, Horyniec, Długa Góra, Księża Dybrz, Magdzine Choiny, Jasiów Dołek, Wiercikij, Puste Krzaki, Jaratyk, Maliniec, Czernięcin Poduchowny, Gruszka Mała Pierwsza, Boża Wola i wiele innych.
W czasie pobytu na Roztoczu był czas na aktywny wypoczynek...
...ale również na nostalgiczną zadumę...

Leniuchowanie sprzyjało robieniu zdjęć. Oto kilka moich fotograficznych wspomnień - sierpniowe Roztocze roztacza liczne uroki.





Jeszcze raz bardzo dziękuję Wam za pamięć, miłe słowa i wszystkie pozdrowienia!
Postaram się wkrótce nadrobić blogowe zaległości. Przeczytałam kilka książek, więc najbliższe tygodnie powinny obfitować w recenzje.
Wszystkim, którzy podobnie jak Guciamal wybierają się wkrótce na wakacyjne wyprawy, życzę dużo słońca i niezapomnianych wrażeń.

14 maja 2011

Jurajska wyprawa

Wycieczka jest już tylko miłym wspomnieniem. Bardzo dziękuję Wam za pamięć i życzenia udanego wyjazdu. Skuteczność niemalże stuprocentowa. :)
Piękna pogoda nie opuściła nas ani na chwilę. Z podróży do Podlesic zapamiętałam przede wszystkim rozsłonecznione kwitnącym rzepakiem pola. Zapomniałam, że wyglądają aż tak ładnie. W autokarze natomiast stokrotka rosła polna, a sokoły szczęśliwie omijały wszelkie przeszkody naturalne. Działo się to jednak sporadycznie i niemrawo - zwyczaj zbiorowych śpiewów w czasie wycieczek zanika prawie całkowicie.
W Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nigdy wcześniej nie byłam. Zachwyciło mnie morze zieleni aż po horyzont i gdzieniegdzie mlecznie srebrzące się skały. Wyglądają jak samotne statki. 
Stadko nie nastręczało większych problemów. W przeciwieństwie do pana przewodnika, który nas dwukrotnie zgubił, w tym raz w nocy w lesie w czasie podchodów, więc czuliśmy się jak bohaterowie serialu "Lost", którego nawiasem mówiąc szczerze nie cierpię. 
Jedynym akcentem literackim tego wyjazdu był przejazd przez Nagłowice. :)  
Uczniowie spisali się na medal. Jurni gimnazjaliści w Jurze - to byłoby nieciekawe. Jednak sprawiedliwość dziejowa każe napomknąć o dyskusjach po świt, połączonych z innymi "odgłosami paszczowymi" i tupotem małych (?) stóp. :)
W czasie wycieczki udało mi się zrobić trochę zdjęć:

9 maja 2011

Ogłoszenie (raczej drobne)

Jutro wyjeżdżam ze swoją I "c" na dwudniową wycieczkę do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mam nadzieję, że "stadko" nie będzie sprawiało tzw. kłopotów wychowawczych, a pogoda okaże się sprzyjająca. :)
Wyruszamy we wtorek wcześnie rano, a wracamy w środę późnym wieczorem. Na dostęp do komputera i internetu nie liczę, więc proszę o usprawiedliwienie wielkiej ciszy, która z mojej strony tu zapanuje. :)
Po powrocie postaram się jak najszybciej nadrobić blogowe zaległości. Do zobaczenia wkrótce!
Okiennik Wielki,  Jura Krakowsko-Częstochowska

24 marca 2011

Żonkile w śniegu

Melduję, że wróciłam, a podróż zgodnie z przewidywaniami dostarczyła mi wspaniałych wrażeń. Dziękuję Wam za przemiłe życzenia, spełniły się z nawiązką! :)
W Helsinkach zaskoczył nas śnieg. Wiedziałam, że fińska zima trwa znacznie dłużej niż nasza, ale ilości białego puchu zdumiały mnie w obliczu naszej nieśmiałej wiosny.
W centrum tuż obok dworca jest lodowisko i śniegowa górka, z której dzieci zjeżdżają wśród radosnych pisków i okrzyków. W roli sanek występuje tylna część ciała. :)
Z muzeów najbardziej polecam Ateneum. Duże wrażenie zrobiła na mnie wystawa poświęcona naturalizmowi w literaturze, filmie i sztuce fińskiej, z licznymi odwołaniami do Zoli. Oglądane obrazy przywołały na myśl dzieła Gierymskiego i Chełmońskiego. Obok niektórych wisiały ekrany, na których prezentowano fragmenty filmów z lat dwudziestych ubiegłego wieku, bardzo zbliżone tematycznie.
Z przyjemnością obejrzałam też stałą ekspozycję. Największe wrażenie zrobił na mnie obraz Hugo Simberga "Ranny anioł".
Niestety, reprodukcja jest marnym substytutem wrażeń, jakich dostarcza oryginał.
Jestem zachwycona malarstwem skandynawskim! Żałuję, że wiem o nim jeszcze tak niewiele.
Licznych wrażeń estetycznych dostarczają też helsińskie ulice. Oto płot zasłaniający restaurowany budynek. :)

Oczywiście nie obyło się bez wizyty w największej księgarni, Akateeminen Kirjakauppa, gdzie dział literatury angielskojęzycznej jest bardzo dobrze zaopatrzony. Spędziłam tam dużo czasu, radośnie buszując wśród półek. :)
Finowie czytają dużo. Widziałam starsze panie objuczone siatkami pełnymi książek, sporo osób pogrążonych w lekturze spotykałam w autobusach i w metrze.
Oto jedna z publicznych bibliotek. Jest ich sporo, a korzysta się z nich bezpłatnie.
W partnerskiej szkole, w której odbywała się konferencja, zwiedzaliśmy także bibliotekę. Księgozbiór nie jest imponujący, ale zobaczcie, co ze wzruszeniem odkryłam na jednej z półek. Pozycja ósma od lewej. :)
Wszędobylskie Muminki wciąż królują w Helsinkach. 
Spore tłumy miłośników trolli kłębią się w Muminshopie, w którym, jak się domyślacie, byłam bliska histerii. :)
 
Mimo śnieżnej scenerii wiosna w Finlandii jest tuż o krok. :)

18 marca 2011

Muminland revisited :)

Jak wspominałam, jutro rano wyruszam do Finlandii. Jest to kolejne spotkanie  w ramach realizacji projektu Comenius, tym razem konferencja nauczycieli. Bardzo się cieszę z drugiej wyprawy do Helsinek.
Wracam wieczorem w środę, 23 marca. 
Z góry przepraszam za ciszę, która będzie panować na blogu do tego czasu, a również za opóźnienia w lekturze Waszych wpisów. Zapewniam, że zaległości zostaną nadrobione.
Mam też prośbę. Nieoceniona Sygryda Dumna zwróciła mi uwagę, że moja strona generuje okienka z reklamami. Bardzo mnie to zasmuciło, bo sama ich nie znoszę. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby ktoś podpowiedział mi, co może być tego przyczyną? 
Z góry bardzo dziękuję za pomoc.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu! 

6 marca 2010

Powrót z Muminlandu, czyli fińskie impresje

Niniejszym informuję, że moja fascynacja Skandynawią, wyrosła na żyznym gruncie zamiłowania do literatury tego kręgu kulturowego, przestała mieć charakter platoniczny. Oto garść wrażeń z pięciodniowego pobytu w Finlandii.

Zajęcia odbywały się głównie w goszczącej nas szkole, tak więc nie było czasu na większe zwiedzanie. Nie sprzyjała nam też pogoda, co widać na moich zdjęciach poniżej. Mieszkaliśmy w Helsinkach. Odbyliśmy wycieczkę autokarową po stolicy, a również złożyliśmy wizytę w fabryce Fazera; co ciekawe, czyta się [facera], nie z angielska :) Tam odbyło się niekontrolowane czekoladowe obżarstwo.

Język fiński jest fascynujący! Słusznie uznawany za bardzo trudny, zarówno pod względem wymowy (szesnaście dyftongów!), jak i gramatyki (piętnaście przypadków!). Brzmi bardzo melodyjnie, chyba ze względu na liczne i zróżnicowane samogłoski, i intrygująco. Kojarzy się z węgierskim (ta sama ugrofińska podrodzina). Kompletnie nie znając na przykład francuskiego, patrząc na tekst w tym języku, mamy jednak pewne punkty zaczepienia. Drogą analogii można coś wydedukować. W przypadku języka fińskiego to niewykonalne zadanie, otaczają nas słowa i dźwięki nie kojarzące się z niczym. Dla mnie to było fascynujące doświadczenie. Na szczęście Finowie znają angielski, więc nie było problemów komunikacyjnych. Podobno poza Helsinkami nie jest to aż tak oczywiste.

Finowie bardzo dbają o swój język, niewiele angielskich napisów zobaczymy na przykład na ulicach. Nawet w przypadku nowinek technologicznych starają się tworzyć neologizmy, a nie korzystać z angielskich gotowców. Przykładowo: twardy dysk to kovalevy, telefon - puhelin, płyta DVD lub CD - levy, itp. W sumie podoba mi się ta tendencja, choć brak "miedzynarodowych" słów niekiedy doskwiera, na przykład kupując produkty spożywcze w supermarkecie kierować się musimy intuicją, wszystkie informacje na opakowaniach są po fińsku i szwedzku (drugi język oficjalny).

Przewodniczka mówiła nam, że Finowie uwielbiają czytać i są z tego dumni. Połowa mieszkańców Suomi ma karty biblioteczne, a wypożyczanie jest całkowicie za darmo. tak jak u nas Zdziwiło mnie to, że natknęłam się tylko na jedną księgarnię, i to tematyczną (architektura). Zauważyłam natomiast kilka antykwariatów. Najprawdopodobniej książki są drogie. W jakimś kiosku widziałam listę bestsellerów. Ze znajomych nazwisk zapamiętałam Larssona i Marklund.

Muminki totalnie zdominowały Helsinki :) Są wszędzie. Można je kupić na napojach, słodyczach, naczyniach, sztućcach, przyborach szkolnych, breloczkach, pocztówkach, etc. Nawet w mijanym kościele luterańskim widziałam w oknie charakterystyczny, obły, pluszowy kształt :) Licencję na sprzedaż wizerunków tych uroczych trolli ma firmowy Moomin Shop. Osoby zbzikowane na punkcie Muminków uprzedzam, że mogą tam dostać ataku histerii! Jedynie obecność moich uczniów powstrzymywała mnie od radosnych spazmów :) Zaznaczam, że odwiedziłam wariant okrojony sklepiku, na lotnisku Vantaa. Nie muszę dodawać, iż moje skromne zakupy zostały zapakowane w reklamówkę z Muminkiem, a identyczny portrecik widnieje też na paragonie. Na szczęście wszędzie dominują Muminki klasyczne w ascetycznej wersji czarno-białej, a nie landrynkowate potworki z japońskiej kreskówki.

Byłam bardzo rozczarowana, że pięknie wydana, obszerna biografia Tove Jansson, którą znalazłam w Moomin Shopie, była dostępna tylko po fińsku i szwedzku. Na pytanie, czy jest już tłumaczenie na język angielski, pani za ladą powiadomiła mnie, że niestety nie, ale pyta o nie wiele osób, tak więc istnieje szansa na rychły przekład. U nas jest tyle pozycji poświęconych Astrid Lindgren, sądzę więc, że polska wersja tej książki też cieszyłaby się dużym zainteresowaniem.

Wyprawę do Helsinek bardzo polecam, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim. Nas, niestety, ominęły morskie widoki - zamiast wody gruba tafla lodu. Skandynawia intryguje mnie coraz bardziej. Naocznie przekonałam się, że to dobrze ulokowane uczucie :) Gdybyśmy nie mieli już zaplanowanej letniej eskapady na południe Włoch, na pewno w czasie wakacji eksplorowalibyśmy z mężem te rejony. Może w 2011 roku? Zobaczymy. Bardzo zainteresowała mnie na przykład Laponia.

W czasie podróży ocieraliśmy się o VIPy. Przed odlotem do Helsinek byliśmy świadkami triumfalnego powrotu z Kanady Justyny Kowalczyk. Do Polski natomiast lecieliśmy samolotem wraz z Florence and the Machine :)

Näkemiin!

P.S.
Bardzo wszystkim dziękuję za miłe słowa. Nadrabianie blogowych zaległości zajmie mi kilka dni, tak więc z góry przepraszam za opóźnienia.

Część naszej międzynarodowej grupy i pomnik Sibeliusa.

Żółty budynek po prawej stronie to Fińska Biblioteka Narodowa.

Katedra i pomnik cara Aleksandra II.


28 lutego 2010

Suomi, czyli Dolina Muminków w marcu

Niestety, nie odkryłam nieopublikowanego rękopisu Tove Jansson.
Nie chodzi też o sequel opowieści o muminkach.
Chodzi o podróż do Finlandii, którą rozpoczynam jutro. Nie będzie mnie przez tydzień, wracam w piątek wieczorem.
Podróż nie będzie wędrówką szlakiem literatury fińskiej (o której nawiasem mówiąc, wiem bardzo niewiele, choć bardzo mnie fascynuje). Tu znalazłam informacje o pozycjach bardziej współczesnych.
Gimnazjum, w którym pracuję, zaangażowane jest w program Comenius. Mam przyjemność być jego koordynatorem. Wraz z uczniami jedziemy na spotkanie do Helsinek, które organizuje nasza partnerska szkoła.
Osoby zainteresowane Skandynawią odsyłam do lektury jednego z moich najulubieńszych blogów - Szwedzkich reminiscencji Sygrydy Dumnej.
Jeśli ktoś miałby ochotę polecić mi warte przeczytania książki fińskich autorów, będę wdzięczna. Postaram się przeczytać po powrocie.
W trakcie pobytu nie będę mieć dostępu do internetu, na czytanie też się nie zanosi. Stąd cisza, która będzie tu panować przez kilka dni.
Do zobaczenia wkrótce.

P.S.
Dziś o 22.25 na TVN-ie film o Wisławie Szymborskiej, "Chwilami życie bywa znośne", który bardzo, bardzo chciałam zobaczyć. Zaczyna się późno, trwa 105 minut, a muszę wstać jutro o 5 rano. Jeśli ktoś zechciałby obejrzeć i napisać mi kilka słów o swoich wrażeniach, byłoby mi bardzo miło. Z góry dziękuję.