Cięgi dla ciągów (dalszych)
Wyobraźcie sobie, że po wielu latach spotykacie przyjaciół z podstawówki. Najpierw wzruszenie odbiera Wam głos i jesteście
zachwyceni tym, że w końcu udało się Wam zobaczyć. Jednak podczas rozmowy powoli dociera do
Was smutna prawda: tak lubiane kiedyś osoby teraz wydają się pretensjonalne,
nieszczere i powierzchowne. Szybko kończą się wspólne tematy i rozstajecie się z
uczuciem gorzkiego zawodu. Ostatnio przeżyłam właśnie takie spotkanie. Na
szczęście tylko literackie.
Pod koniec szkoły podstawowej uwielbiałam książki
Krystyny Siesickiej. „Zapałka na zakręcie” to już w ogóle był szał zachwytu. Wtedy przeczytałam tę powieść
kilka razy, zawsze z wielkim wzruszeniem. Dopiero niedawno odkryłam, że powstały dwa kolejne tomy. Pierwszy z nich to „Pejzaż sentymentalny”, wydany trzydzieści trzy lata po części pierwszej. Dowiedziałam się też, że ostatnio pisarka publikowała co roku nową książkę, a czasem nawet dwie. To powinno było mnie lekko zaniepokoić, ale radość z rychłego spotkania z Madą i Marcinem była silniejsza.
Tych,
którzy podobnie jak ja mieli bzika na punkcie „Zapałki
na zakręcie”, ostrzegam: nie warto sięgać po „Pejzaż sentymentalny”, bo będzie bolało. Przede wszystkim jest
to
książka o niczym. Razem z bohaterami jałowo drepczemy w kółko,
najczęściej w pamiętnej
Osadzie. Szare komórki czytelnika ulegają stopniowej hibernacji w rytm
dźwięku saksofonu, na którym grywał Kacper. Nie pomogło ani motto z
„Portretu damy” Jamesa, ani refleksja o
książkach Iris Murdoch, ani powiew egzotyki w osobie pana Achmeda, ani
nawet aromat wykwintnej herbaty. Powieść
jest mdła, jej styl manieryczny, a postacie sprawiają wrażenie bladych
kalkomanii.
Od momentu, w którym
rozstaliśmy się z bohaterami części pierwszej, upłynęło wiele lat. Mada i Marcin są już dorosłymi
ludźmi, mają kilkunastoletnie dzieci. Choć zakończenie „Zapałki na
zakręcie” sugeruje happy end, ich drogi rozeszły się dramatycznie. Mada, tłumaczka
literatury francuskiej, wyszła za Dawida, himalaistę, który zginał w Tybecie.
Marcin jest dobrze sytuowanym chirurgiem plastycznym. Ożenił się z demoniczną
Mariolą, która w pierwszym tomie skutecznie sprowadzała go na złą drogę. Ich małżeństwo zakończyło się
fiaskiem.
Mada i Marcin rozstali się dawno temu, teraz obydwoje są samotnymi rodzicami. Nawet bez umiejętności
dedukcyjnych Sherlocka Holmesa odgadniemy, że córka Marcina, Tina, i syn
Mady, Kacper, spotkają się przypadkiem, który pod koniec
powieści znienacka okaże się chytrze zaplanowaną intrygą. A resztę doprawdy nietrudno odgadnąć.
„Pejzaż
sentymentalny” kończy się tuż przed pierwszym spotkaniem Mady i Marcina
po latach. Licząc na promyk nadziei, desperacko przeczytałam też tom
trzeci, „Zatrzymaj echo”, napisany dziesięć lat później. Tym razem
wkracza do akcji sama autorka. Książka niewiele różni się od części
drugiej poza tym, że jest jeszcze słabsza i bardziej nijaka.
Tak
więc boleśnie przekonałam się o tym, że czasem lepiej nie wiedzieć, co
stało się dalej. A nawiązując do osobliwych okładek powieści Siesickiej, nie wchodzi się dwa
razy
do tej samej rzeki. To, co bylo kiedyś wartkim potokiem, może okazać się
mętnym bajorkiem.
_________
Krystyna Siesicka, Pejzaż sentymentalny, Akapit-Press, [2010].
Moja ocena: 2
Krystyna Siesicka, Zatrzymaj echo, Akapit-Press, [2009].
Moja ocena: 1
| Krystyna Siesicka. [Źródło] |

