„Przedmiot to zawsze jakaś opowieść”
Dawno
nie zdarzyło mi się rozciągać w czasie lektury tak, żeby trwała jak
najdłużej. Dawno też nie zaczynałam notki z obawą, że wszystko na
próżno, bo i tak nie będę w stanie oddać uroku książki, którą
przeczytałam. Czuję się, jak słoń w składzie porcelany. W dodatku słoń
lekko otumaniony z zachwytu.
„Zając o bursztynowych oczach” to książka Edmunda de Waala, brytyjskiego ceramika, krytyka i historyka sztuki. Autor poświęcił kilka lat na spisanie dziejów swoich przodków. Podróżował, prowadził rozmowy, godzinami ślęczał nad dokumentami, zdjęciami, gazetami, listami i mapami. Historię żydowskiej rodziny Ephrussi przedstawia w sposób oryginalny: skupia się na losach kolekcji siedemnastowiecznych japońskich figurek, które towarzyszą jego bliskim od pięciu pokoleń. Koncentruje się na detalu po to, by tak naprawdę opowiedzieć o czymś znacznie ważniejszym. Julian Barnes stwierdził, że u de Waala „zaskakujące połączenie mikroprzedmiotu z makrohistorią daje wspaniały efekt”[1]. To prawda! Sam autor tak wyjaśnia swoje zamiary:
„Zając o bursztynowych oczach” to książka Edmunda de Waala, brytyjskiego ceramika, krytyka i historyka sztuki. Autor poświęcił kilka lat na spisanie dziejów swoich przodków. Podróżował, prowadził rozmowy, godzinami ślęczał nad dokumentami, zdjęciami, gazetami, listami i mapami. Historię żydowskiej rodziny Ephrussi przedstawia w sposób oryginalny: skupia się na losach kolekcji siedemnastowiecznych japońskich figurek, które towarzyszą jego bliskim od pięciu pokoleń. Koncentruje się na detalu po to, by tak naprawdę opowiedzieć o czymś znacznie ważniejszym. Julian Barnes stwierdził, że u de Waala „zaskakujące połączenie mikroprzedmiotu z makrohistorią daje wspaniały efekt”[1]. To prawda! Sam autor tak wyjaśnia swoje zamiary:
„Nie interesuje mnie to, co powierzchowne. Chciałbym poznać relacje, jakie zaszły między tym pochodzącym z Japonii drewnianym przedmiotem, który obracam w palcach - twardym i wyrafinowanym - a miejscami, w które rzucił go los. Chciałbym wyciągnąć rękę, dotknąć klamki, nacisnąć ją i trafić do miejsc, gdzie te przedmioty kiedyś żyły, znaleźć się w tamtej przestrzeni, zmierzyć ją wzrokiem, przyjrzeć się obrazom, które wisiały na ścianach, przekonać się, w jaki sposób padało na nie światło. Dowiedzieć się, czyje ręce dotykały tych maleńkich rzeźb i jakie były myśli ludzi, do których należały - jeśli w ogóle je mieli. Chcę wiedzieć, czego były świadkami.”[2]
Tytułowy zając pochodzi z kolekcji 264 japońskich figurek netsuke, należących do państwa Ephrussi od roku 1870. Miniaturowe rzeźby przedstawiają zwierzęta i ludzi, a służą przede wszystkim do tego, by je podziwiać, dotykać i
obracać między palcami. E tam, jakieś muzealne nudziarstwa? Wcale nie, historię kolekcji japońskich figurek czyta się chwilami jak powieść sensacyjną! W
wywiadzie de Waal powiedział, że rzeczy też potrzebują biografii, a
rzadko zdarzają się książki, w których przedmioty są traktowane poważnie. W „Zającu o bursztynowych oczach” autor odnosi się do maciupkich rzeźbek z prawdziwą atencją.
![]() |
| Netsuke rodziny Ephrussi [Źródło] |
Książka de Waala od samego początku bardzo mnie zaskoczyła. Spodziewałam
się pastelowej, nostalgicznej, niespiesznej
sagi rodzinnej, a tymczasem okazało się, że „Zając o bursztynowych oczach” wywołuje
bardzo silne emocje. Poznajemy nie tylko dzieje rodziny Ephrussi, ale i kawał historii Europy. Oprócz faktów znanych znalazłam też
takie, które mnie zaskoczyły, na przykład to, że Republika Austriacka w roku
1948 amnestionowała 90% członków partii nazistowskiej, a do roku 1957 również
funkcjonariuszy SS i Gestapo. Autor poświęca też sporo uwagi antysemityzmowi i korzeniom faszyzmu w Europie. To nie wszystko. Przypuszczam, że rodzinna kronika de Waala zainteresuje też osoby pasjonujące się Japonią, kolekcjonerów rzeczy wszelakich, znawców sztuki, ale również tych, którzy po prostu cenią doskonałe opowieści. Uprzedzam, że lektura „Zająca o bursztynowych oczach” już po kilku stronach wchłania, bezlitośnie odrywając od rzeczywistości. Czytelnik niepostrzeżenie nasiąka słowami de Waala
jak bibuła atramentem
Autor śledzi nie tylko ślady historyczne, ale
i literackie, co sprawiło mi szczególną radość. Okazuje się, że jego rodzina
obecna jest między innymi w książkach braci Goncourtów, Jakoba Wassermanna, Josepha Rotha, Izaaka
Babla, Szolema Alejchema, natomiast Charles Ephrussi to jeden z dwóch
prototypów postaci Swanna z powieściowego cyklu Prousta. Został też uwieczniony na
obrazie Renoira „Śniadanie wioślarzy” (mężczyzna w czarnym ubraniu i cylindrze).
Podpisuję się pod zachwytami tych, którzy podkreślają piękno, precyzję, elegancję i powściągliwość stylu de Waala. Opowieść o rodzinie Ephrussi i netsuke ma ciekawą formę, którą właściwie trudno nazwać: to coś pomiędzy reportażem historycznym, esejem, biografią a powieścią. Wielokrotnie deklarowałam niechęć do określeń typu „pisarz w stylu...”, ale gdybym koniecznie miała wskazać literackie powinowactwo, na pewno wymieniłabym W. G. Sebalda. Ciekawa jestem, jaki wkład w narodziny „Zająca o bursztynowych oczach” mieli A. S. Byatt i Vikram Seth, których autor wymienia w podziękowaniach.
Podpisuję się pod zachwytami tych, którzy podkreślają piękno, precyzję, elegancję i powściągliwość stylu de Waala. Opowieść o rodzinie Ephrussi i netsuke ma ciekawą formę, którą właściwie trudno nazwać: to coś pomiędzy reportażem historycznym, esejem, biografią a powieścią. Wielokrotnie deklarowałam niechęć do określeń typu „pisarz w stylu...”, ale gdybym koniecznie miała wskazać literackie powinowactwo, na pewno wymieniłabym W. G. Sebalda. Ciekawa jestem, jaki wkład w narodziny „Zająca o bursztynowych oczach” mieli A. S. Byatt i Vikram Seth, których autor wymienia w podziękowaniach.
![]() |
| Pałac rodziny Ephrussi w Wiedniu. [Źródło] |
Tradycyjnie poszukiwałam akcentów polskich. Muszę przyznać, że jeden z nich sprawił mi przykrość.
„Charles, świetny tancerz, nazywany był zarówno przez swych braci, jak i przez przyjaźniącego się z Proustem dandysa Roberta de Montesquiou Le Polonais - Polakiem. Biograf Prousta Painter podchwycił to i opisał Charlesa jako człowieka nieokrzesanego i grubiańskiego.”[3]
Jak widać dla Anglika synonimy wyrazu polski to nieokrzesany i grubiański. Pierwszy tom książki Paintera wydano w 1959 roku. Miejmy nadzieję, że od tamtego czasu sporo się zmieniło.
Świetnie, że wydawnictwo Czarne zainteresowało się tą obsypaną rozmaitymi nagrodami (tutaj lista) książką. Mam nadzieję, że polscy czytelnicy też ją docenią. Dla mnie impulsem była recenzja Cornflower. „Zająca o bursztynowych oczach” wydano u nas w bardzo dobrym przekładzie,
starannie, a wręcz luksusowo. Nie do końca przekonuje mnie tylko
mroczna czerń okładki, bo opowieść de Waala wcale nie jest ponurą
elegią. Mam również wersję angielską w tonacji brązowej, która moim
zdaniem pasuje lepiej. Dobrym pomyslem było natomiast dodanie drzewa genealogicznego rodziny
Ephrussi, które znajdziecie na początku książki, ale radziłabym przestudiować je
dopiero po przeczytaniu „Zająca o bursztynowych oczach”. Żałuję, że zapomniano o indeksie nazwisk.
„Przedmiot to zawsze jakaś opowieść”[4], mówi Edmund de Waal.
Wystarczy tylko trochę wrażliwości, skupienia i cierpliwości, żeby ją
usłyszeć. W mojej rodzinie nie ma tradycji przekazywania z pokolenia na
pokolenie bibelotów, chociaż na szczęście mamy sporo pamiątek po babci, głownie książek i zdjęć. Materialnej łączności z dalszymi pokoleniami brak. Teraz trochę żałuję, ponieważ po przeczytaniu „Zająca o bursztynowych oczach” ja też chciałabym mieć na wyciągnięcie ręki przedmioty przechowujące w sobie wspomnienie ciepłego dotyku prapradziadków i innych bliskich osób, których już nie ma.
_______________
[1] Edmund de Waal, Zając o bursztynowych oczach. Historia wielkiej rodziny zamknięta w malym przedmiocie, tłum. Elżbieta Jasińska, Wydawnictwo Czarne, 2013, s. 389.
[2]Tamże, s. 29.
[3] Tamże, s.
378.
[4] Tamże, s. 381.
Moja ocena: 6
![]() |
| Edmund de Waal. [Źródło] |










