![]() |
Mal. Alexander Averin. [Źródło] |
To
już dwudziesty piąty spacer po Internetowej Plaży Muszli. Biorąc pod
uwagę dzisiejszą pogodę, zanosi się na chyży marszobieg, nie leniwą
przechadzkę. :) Mimo to serdecznie Was zapraszam.
*
Dzięki uprzejmości Ani (Czytanki Anki), która przesłała mi link, mogę zaprosić Was do zapoznania się z przeglądem najbardziej koszmarnych polskich okładek. Jest ich aż 25. Uwaga! Tylko dla osób o silnych nerwach!
*
Odważnych autorów blogów i nie tylko zapraszam do zdiagnozowania swoich tekstów za pomocą tej oto tajemniczej aplikacji.
Za informację o intrygującym odkryciu bardzo dziękuję Zacofanemu w lekturze. Uprzedzam, że wyniki mogą być dość zaskakujące!
*
Bazyl znalazł bardzo sympatyczny filmik, z wdziękiem zachęcający do czytania. Do obejrzenia tutaj. Wielkie dzięki za podzielenie się linkiem.
*
Miłośników Lali Jacka Dehnela na pewno wzruszy i zainteresuje ta ciekawa kolekcja zdjęć, przedstawiających postaci z powieści. Fotografie pochodzą ze zbiorów rodzinnych.
*
Zastanawiam
się, w jaki sposób wyrazić swój podziw dla Conrada i zachwyt jego
prozą. Pomyślałam, że ciekawym pomysłem na wiosnę byłoby sprawienie
sobie takiego oto gustownego kapelusza z motywem marynistycznym:
![]() |
[Źródło] |
*
Skoro mowa o wiosennych kreacjach i dodatkach, może ktoś skusi się na szpilki bibliofilki? O, takie:
[Źródło] |
Mam nadzieję, że wytrzymają przynajmniej jedną wyprawę do biblioteki osiedlowej.
Do kompletu przydałaby się jeszcze sukienka. Może taka?
[Źródło] |
*
Z ogromną radością dowiedziałam się o kolejnym sukcesie polskiej ilustratorki, Iwony Chmielewskiej. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem.
*
Drobna inspiracja dla osób, które samodzielnie wykonują książkowe zakładki, tym razem praktyczny zestaw dla miłośników horrorów:
[Źródło] |
*
Myślę,
że nie tylko miłośnicy Marilyn Monroe z zainteresowaniem zapoznają się
ze spisem posiadanych przez nią książek, który przeczytać można tu. Kilka tytułów to dla mnie spora niespodzianka.
*
Osoby
uzależnione od książek często narzekają na brak miejsca. Wszystko jest
kwestią dobrej organizacji. Nawet w kuchni można kreatywnie
zagospodarować przestrzeń:
[Źródło] |
Po jakimś czasie możecie dojść do wniosku, że właściwie meble nie są Wam potrzebne i konsekwencje będą takie:
[Źródło] |
*
Tutaj możecie obejrzeć kolekcję kolekcję dość niezwykłych rzeźb Nino Orlandiego, oczywiście o tematyce książkowej.
*
Osoby często korzystające z karteczek
samoprzylepnych, żeby zaznaczyć ulubione fragmenty, zdziwić może
odkrycie, że tradycja ma korzenie w średniowieczu. Tutaj dowód. :)
*
Okazuje
się, że przyjemne można sprytnie połączyć z pożytecznym. Już nie trzeba
tracić czasu na wizyty w siłowni! Wystarczy przezornie zaopatrzyć się w
coś takiego - i kondycja, i przyjemność z lektury gwarantowane:
[Źródło] |
*
Po intensywnym wysiłku i spacerze należy nam się posiłek regeneracyjny, który mogę zaserwować dzięki uprzejmości Dabarai:
[Źródło] |
Dziękuję za kolejną wyprawę. :)
Okładki to doborowy zestaw koszmarków, ale Orzeszkowa rzeczywiście przebija wszystko ;-). I nie tylko Prus cierpi - mnie się przewracają wnętrzności na widok "Córki Wokulskiego" ;-(.
OdpowiedzUsuńFilmik przeuroczy; powinna powstać przynajmniej jedna polska wersja. Zwłaszcza, że zasoby literatury nieprzebrane, to i pomysłów powinno być multum.
Skleroza nie boli, a powinna: chciałam jeszcze powiedzieć, że masz przepiękne zdjęcie w nagłówku, jestem oczarowana :-). Zdaje się, że nie tylko koty i książki doskonale do siebie pasują, bez i książki również ;-)
UsuńTeż byłam wstrząśnięta tymi okładkami, niektóre naprawdę koszmarkowate.
Usuń"Córka Wokulskiego" to musi być niezłe kuriozum, ze zdumieniem kiedyś zauważyłam, że trafiła na jakieś listy bestsellerów. O dziwo, brak recenzji na blogach.
Bardzo się cieszę, że podoba Ci się zdjęcie, to w ramach wabienia wiosny, ale coś opornie idzie. :)
Masz rację: koty, kwiaty i wiele innych rzeczy, książki pasują właściwie do wszystkiego. :)
E tam Orzeszkowa. Markiz to dopiero jest hardkor :D
UsuńWstrząsający! :D Ten posępny jaszczur zapewne symbolizuje perwersyjne żądze. :)
UsuńO koszmarnych okładkach to istnieje cały blog - o ten:
OdpowiedzUsuńnajgorsze-okladki.blogspot.com
Oparty na podobnym pomyśle amerykańskim (link do niej jest na polskim blogu, łatwo go tam znaleźć).:)
Obydwa blogi namiętnie obserwuję, tam się trafiają prawdziwe perełki. :)
UsuńO Boże, okładki mnie rozłożyły. Nowelki powinny dostać pierwszą nagrodę, ale Beata Pawlikowska też mnie rozwaliła:)
OdpowiedzUsuńMiałabym kłopot ze wskazaniem faworytki, w każdym razie niektóre wręcz porażające. Na przykład "Romeo i Julia", ze szczególnym uwzględnieniem mimiki sportretowanych postaci. :)
UsuńTe okładki są naprawdę masakryczne. Jedna gorsza od drugiej. Jednak ja pierwsze miejsce dałabym Beacie Pawlikowskiej. Strasznie spodobały mi się te zakładki. Koniecznie będę musiała sama sobie takie zrobić *.*
OdpowiedzUsuńPS Genialny post:)
Widzę, że okładka książki Pawlikowskiej wywołała spore poruszenie. :) Będę musiała poszukać instrukcji, jak wykonać takie potworkowate zakładki, na pewno gdzieś są.
UsuńDzięki! :)
Haha. Proszę cię. Normalnie w paincie można zrobić lepsze. Na blogu podanym przez Moreni okładki są jeszcze gorsze i bardziej śmieszne:D
UsuńMnie też często przyprawiają o palpitacje serca. :) Paint wymagałby ociupinę kreatywności, a u niektórych chyba z tym krucho.
UsuńTa lodówka do mnie przemawia, to głód czytania... Po komentarzach widzę,że raczej do okładek nie zajrzę.
OdpowiedzUsuńDo mnie też, w dodatku w nocy można sobie przy światełku poczytać. :) Okładki naprawdę wstrząsające, więc nie namawiam. :)
UsuńTak wstrząsające... Widziałam. Moja wina,moja wina moja bardzo wielka..
UsuńA nie mówiłam! :D Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie po estetycznym wstrząsie. :)
UsuńOkładki - coś strasznego - nie dobrnęłam do końca, a okładka Orzeszkowej mnie załamała :) Przy okazji nabrałam ochoty na te słodkości książkowe, chociaż szkoda by było je jeść.
OdpowiedzUsuńPoczęstuj się koniecznie. :) Mam nadzieję, że smak tych słodkości dorównuje walorom wizualnym.
UsuńO tej aplikacji słyszałam. Ciekawa sprawa :-)
OdpowiedzUsuńA okładki znam. Przestałam już się w sumie nimi przejmować. A takie babeczki żal jeść.
Aplikacja dostarczyła mi mnóstwo radości. :)
UsuńPomyślę o metodzie zmumifikowania babeczek, o ile jakieś ocaleją, bo są naprawdę wyjątkowe.
Zestawienie okładkowe zdecydowanie niepełne; ja uwielbiam okładkę Małych kobietek, na której dziewczynkom ręce wyrastają wprost z szyi:PP
OdpowiedzUsuńO takie o: http://1.bp.blogspot.com/-dvgUZm92kjI/UGa3Vr4ybeI/AAAAAAAADcY/1Efv7CfJTeg/s1600/Male%2Bkobietki.jpg
Usuńi drugi tom: http://cowartoprzeczytac.blox.pl/resource/Male_kobietki_2.jpg
Hit! :D Nie wiem, jak mogło dojść do takiego skandalicznego niedopatrzenia! Znam te okładki, bo mam część pierwszą dzieła. Zgroza to za mało powiedziane! Poza rączkami z szyjek ta dziewczynka w czerwonawej sukience oparta o murek wygląda, jakby była centaurem.
UsuńTen centaur to chyba Betty:) Mam w zbiorach tom 2 i w środku są równie śliczne ilustracje, o jakości tłumaczenia litościwie nie wspomnę:P
UsuńTak mi się właśnie wydawało, że ten melancholijny centaur to Betty. Na pewno lada moment pojawi się nowe tłumaczenie i nowe wydanie z nowymi ilustracjami, ostatnio wręcz wysyp klasyki. :)
UsuńŻadne tłumaczenie nie pomoże pani Alcott, zmogłem ją w oryginale kiedyś i bez względu na osobę tłumacza i jego zdolności z tego nie ma prawa wyjść nic strawnego:P
UsuńNo niestety, czytałam i oglądałam film, Twoją ponurą diagnozę zjawiska potwierdzam. :( Poziom słitaśności chwilami niestrawny.
UsuńNo to może się skusimy na współczesną wersję dziejów pana Marsha? :D
UsuńTo ponoć całkiem niezła rzecz, Brooks zgarnęła za nią Pulitzera.
UsuńZajrzałam do lektur MM - rzeczywiście niektóre zaskakują. Jak to nie powinno się oceniać po okładce (a propos- pierwszego tematu). Taka zawartość lodówki zdecydowania wyszłaby na zdrowie mnie i moim biodrom. Ale babeczki kuszą i wbrew rozsądkowi i późnej porze - porywam trzy.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, już wiele razy przekonałam się, że ocena na podstawie okładki bywa myląca, nie tylko w kontekście książek. Też rozważam wiosenne przebranżowienie lodówki. :) Literackie babeczki to byty wirtualne, więc porywać i konsumować można do woli. :)
UsuńMarilyn w ogole byla pelna sprzecznosci. Mnostwo ludzi uznawalo ja za blond lale a ona byla bardzo inteligentna. (Jej problemy byly chyba glownie emocjonalnej natury). Probowala zalozyc wlasna firme, kiedy uznala, ze jest obsadzana w sposob stereotypowy i krzywdzacy. Jeden z fotografow zrobil jej sesje a'la film noir - w meskim plaszczu i kapeluszu a'la Bogart. Ogromna ulga bylo dla niej, ze nie musi byc przede wszystkim seksowna. A to zdjecie z Ulisessem jest slawne.
OdpowiedzUsuńhttp://i12bent.tumblr.com/post/38627223/eve-arnold-marilyn-monroe-reading-ulysses-long
Jak to powiedziala fotografowi - uwielbia to brzmienie i czesto czyta na glos zeby lepiej to odczuc. Zrobil jej zdjecie niejako poza sesja (Marilyn czekala az przygotuje sprzet i zaczela wtedy czytac) - po prostu nie mogl sie oprzec. Calkowicie sie zgadzam z komentarzem Jeanette Winterson do tego zdjecia - nie ma nic seksowniejszego niz absolutna koncentracja.
Niestety, problem z MM polega na tym, że została zaszufladkowana i mało komu chce się zobaczyć w niej coś więcej niż rozkosznego wampa.
UsuńSłyszałam o jej poważnych problemach, kiedyś czytałam jej biografię, zrobiła na mnie przygnębiające wrażenie. Przy pozorach radosnej, świetnie radzącej sobie ze wszystkim osoby, była bardzo krucha.
Zdjęcie z "Ulisessem" genialne. Znałam je, ale nie wiedziałam, że MM czyta na nim właśnie tę powieść.
A w ogóle tam jest link do bardzo ciekawego artykułu: http://www.guardian.co.uk/artanddesign/2006/apr/29/art
Dzięki!
P.S.
Właśnie czytam książkę Jeanette Winterson. :)
Prawda? Bardzo piekne obrazy i tak bardzo rozne. Jestem wdzieczna, bo wlasnie dzieki temu artykulowi natrafilam na zdjecie Lee Miller i Tanji Ram :)
UsuńTak, poczytałam sobie z dużą przyjemnością. W ogóle sam pomysł świetny.
UsuńTeż nigdy wcześniej nie widziałam tego zdjęcia, kapitalne. No i ten kilimek Jeana Cocteau na ścianie. :)
Kapelusz pierwsza klasa, pantofelki również - ładnie wyglądałyby na półce z książkami.;)
OdpowiedzUsuńCiasteczka boskie, ostatnio czytałam gdzieś o festiwalu książek nadających się do jedzenia.;)
Marynistyczny kapelusz postaram się spreparować, natomiast problem będzie z pantofelkami, bo nie potrafiłabym skazać książki na zagładę, nawet w celach artystycznych. :)
UsuńDla moli książkowych smakowite tomy do jedzenia to spełnienie marzeń. :) Chętnie wzięłabym udział w takim festiwalu.
Buty można wykonać z gazet. Albo czasopism - będą bardziej kolorowe.
UsuńCo do wypieków - kiedyś widziałam tort, którego wierzch był odwzorowaniem okładki jednej z powieści Pilcha. Elementy wykonano z marsmallows, więc podobieństwo było niesamowite.
Taki festiwal ciężko bym później odchorowała.;(
Może kiedyś poeksperymentuję z prasą. :)
UsuńBardzo mi się podobają te książkowe wypieki tematyczne, może kiedyś się odważymy na jakiś przepis w ramach dyskusji klubowej. :)
Hm, z plasteliny może jeszcze coś ulepię, ale z produktów spożywczych? Obawiam się totalnej porażki.;(
UsuńTe literackie paralele można by potraktować dość umownie, na przykład kotleciki z baraniny przy omawianiu "Milczenia owiec". :)
UsuńZupełnie nie rozumiem o co Wam chodzi z tym pudlem... Piękne zwierzątko ;) Ale "W dżungli samotności" wymiata :)
OdpowiedzUsuńNa moje oko to maltańczyk. :) W dżungli samotności" ma już tak hipnotyzujący tytuł, że reszta to tylko dodatek. :)
UsuńMoże i maltańczyk :) Pomyślałam właśnie, że mopsy by się świetnie sprawdzały na okładkach - są ulubieńcami internetu, więc może i do czytelnictwa by zachęciły ;)
UsuńMopsy są rewelacyjne pod każdym względem, moja koleżanka z pracy jest szczęśliwą posiadaczką przedstawiciela tej rasy. Na okładkach sprawdzałyby się fantastycznie, tutajtutaj i tutaj przykłady. :)
UsuńWrzuciłam swój ostatni post do Foga i chyba się zawiesił:( Aż strach pomyśleć, co by zrobił gdybym zaatakowała go tym, co tworzę w pracy!
OdpowiedzUsuńPomysł z lodówką muszę koniecznie wykorzystać - będzie dwa w jednym: nowe miejsce na książki i bodziec do trzymania diety. Tylko co na to rodzina?
Właśnie przeprowadziłam serię prób i rzeczywiście FOG dziś strajkuje. :( Mam nadzieję, że to jakieś przejściowe kłopoty techniczne.
UsuńObawiam się, że rodzina może nie do końca zaakceptować nowatorskie rozwiązanie z biblio-lodówką. :)
Nie strajkuje; głowi się nad moim postem:PP Idę do kącika pomyśleć nad sobą...
UsuńCo do biblio-lodówki, obawiam się że możesz mieć rację. Na szczęście pozwalają mi czasem zamrozić jakąś książkę (zgodnie z poradami ZWL, co ma wywabiać stęchliznę), więc jest choć namiastka...
Może jutro pojawi się komunikat, że FOG ogłasza upadłość. :) Ciągle mi wyskakuje komunikat pending.
UsuńTo może metodą małych kroczków trzeba zacząć od dyskretnego wypełniania zamrażalnika, a dopiero potem stopniowo reszty. :)
Świetnie się bawiłem, czytając ten wpis (i wszystkie odnośniki w nim). Dzięki!
OdpowiedzUsuńTo ja dziękuję i cieszę się, że Ci się podobał spacer po Internetowej Plaży Muszli. :)
Usuń