30 grudnia 2010

Rok 2010 w książkach, czyli moje subiektywne literackie Oscary - edycja druga

Zacznę od podsumowania. W tym roku przeczytałam 60 książek. Tu znajdziecie pełną listę z ocenami.

Obiektywnie rzecz biorąc, 60 nie jest liczbą  szczególnie imponującą w porównaniu z dokonaniami innych czytelników (jeśli jesteście odważni, zajrzyjcie na przykład do zestawienia S. Krishny za 2010 r.), ale  pod wieloma względami to nie był łatwy rok i jestem z wyniku zadowolona. Odkąd pamiętam, czytanie jest dla mnie ogromną przyjemnością i niech tak pozostanie. Mąż twierdzi, że i tak wyrabiam czytelniczą średnią statystyczną za całą rodzinę. :) Spośród 60 przeczytanych pozycji zrecenzowałam na blogu 43.

Dzięki książkom odbyłam niezapomniane podróże po licznych zakątkach świata. Jak Nils Holgersson ze stadem dzikich gęsi przefrunęłam nad wieloma państwami. To naprawdę była cudowna podróż. "Odwiedzone" przeze mnie kraje to Hiszpania, Włochy, Szwecja, USA, Wielka Brytania, Islandia, Iran, Irlandia, Indie, Czechy, Kanada, Japonia, Pakistan, Francja, Afganistan, Grecja, Korea, Kongo, Finlandia, Austria.

Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że proporcje wyglądają następująco: w tym roku przeczytałam 5 książek autorów polskich, 55 autorów zagranicznych. Pierwsze zobowiązanie noworoczne: czytać więcej utworów pisarzy rodzimych.

32 pozycje napisały kobiety, 24 mężczyźni, 3 duety (dwa razy mieszane, jedna powieść wyszła spod pióra dwu pań), jedna  książka to zbiór wywiadów. Wszystko wskazuje na to, że jestem z Wenus. :)

W oryginalnej wersji językowej przeczytałam 7 książek. Drugie zobowiązanie noworoczne: czytać więcej po angielsku.

Na mojej liście zdecydowanie króluje beletrystyka. Trzecie zobowiązanie noworoczne: czytać więcej literatury faktu.

Przejdźmy do ceremonii. Wiem, że na Oscary jeszcze za wcześnie, ale przypominam, że moje są w stu procentach subiektywne. :)
 LITERACKIE OSCARY LIRAEL 2010
Najlepsza postać kobieca
Cesarzowa Elżbieta (Brigitte Hamann, "Cesarzowa Elżbieta"
Najlepsza postać męska
George (Christopher Isherwood, "Samotny mężczyzna")
Najlepszy duet
Alice i Mattia (Paolo Giordano, "Samotność liczb pierwszych")
Najlepsza postać dziecięca
Flawia de Luce - po raz drugi! (Alan Bradley, "Badyl na katowski wór")
Najlepsza postać... zwierzęca :)
Owczarek niemiecki Brutus (Ludwik Aśkenazy, "Psie życie")
Najlepsza scenografia: kolory, smaki i zapachy, czyli najbardziej sugestywny świat przedstawiony
Bodil Malmsten "Moje pierwsze życie" i "Cena wody w Finistere"
Niezwykły klimat i poetycki nastrój
Linda Olsson, "Niech wieje dobry wiatr"
Oscar za najlepszą książkę roku 2010
Paolo Giordano, "Samotność liczb pierwszych"

Oscar honorowy
"Książki i ludzie: rozmowy Barbary N. Łopieńskiej"

A teraz największe rozczarowania ubiegłego roku. Zapraszam na uroczystość wręczenia złotych malin.
Za przekład "Skuggi Baldura. Opowieści islandzkiej" Sjóna
Za tłumaczenie tytułów: "Dumny Bądźżeś" Ireny Douskovej i "Badyl na katowski wór" Alana Bradleya
Za nieumieszczenie przez wydawcę imienia i nazwiska tłumacza w "Pomarańczach w śniegu" Petera Kerra.

A teraz ekskluzywny bankiet. :) 

Jestem ogromnie ciekawa, jak Wy wspominacie kończący się rok?

Z całego serca dziękuję Wam za te dziesięć miesięcy (blog istnieje od lutego), 
za Waszą obecność, komentarze i nieustanne literackie inspiracje.

Życzę Wam cudownego Sylwestra i wspaniałego Nowego Roku! 
 

29 grudnia 2010

Natasha Solomons, "Lista pana Rosenbluma"


Maki na polu pszenicy

"Jeśli zobaczysz kędzierzawą świnię z Dorset, jesteś prawdziwym Dorsetczykiem"[1] – tak brzmi punkt sto pięćdziesiąty pierwszy listy pana Rosenbluma. Wszystko zaczęło się od broszury, którą Jack otrzymał od angielskiego urzędnika imigracyjnego. "Zbiór przydatnych informacji" przeznaczony był dla uchodźców, Żydów pochodzenia niemieckiego i miał im ułatwić asymilację. Najpierw liczył osiem punktów. Przez wiele lat pan Rosenblum opatrywał go komentarzami i pieczołowicie dopisywał kolejne pozycje.

Jackowi Rosenblumowi udało się uciec przed wojenną zagładą. Los ocalił również jego żonę i córeczkę. Niestety, dla pozostałych członków rodziny nie był aż tak łaskawy. Poznajemy dzieje Jacka, Sadie i małej Elizabeth od chwili przybycia do Anglii. Początkowo mieszkają w Londynie, gdzie nasz bohater zakłada lukratywną fabrykę dywanów, potem, realizując  irracjonalne mrzonki Jacka, przenoszą się na wieś. Zaczynają nowe życie  w malowniczym hrabstwie Dorset. Obsesją Rosenbluma staje się bowiem upodobnienie siebie i rodziny do typowych Brytyjczyków, wtopienie się w otoczenie. To nie jest łatwe, bo w czasie wojny niemieckie korzenie wykluczają miłe przyjęcie. Żydowskie pochodzenie Jacka również nie wywołuje entuzjazmu Anglików: "Ż y d. Takie krótkie słowo, a wywoływało tyle problemów."[2]

Chęć upodobnienia się do mieszkańców Wielkiej Brytanii nie wynika tylko z fascynacji Jacka Albionem: "Czuł się członkiem elitarnego stowarzyszenia gorliwych anglofilów, oddanych zachowaniu wszystkiego, co wspaniałe na tej małej wyspie."[3] Bycie takim jak inni i przez to niewidzialnym nakazuje mu również instynkt samozachowawczy: "tylko jeśli staniemy się tacy jak oni, uda nam się wśród nich ukryć. Nie możemy być jak maki na polu pszenicy."[4] Przecież "rolą Żydów jest nierzucanie się w oczy."[5]

Autorka nie tylko świetnie portretuje pana Rosenbluma i jego rodzinę, lecz również towarzysząc Jackowi w rozpaczliwych, często komicznych,  próbach stania się Anglikiem, trafnie przedstawia Brytyjczyków i ich nieszkodliwe dziwactwa, ale też ksenofobię i szowinizm: "W sposób naturalny zakładali swoją wyższość nad każdym innym narodem z taką samą niezachwianą pewnością, z jaką wiedzieli, że pociąg 7.03 do stacji Victoria zatrzymuje się w Vauxhall."[6].

Powieść Natashy Solomons gorąco polecam miłośnikom angielskiej prowincji, gdyż pisarka pięknie oddaje uroki brytyjskiej wsi, jest wrażliwa na jej krajobraz i przyrodę: "Samochód mknął po wąskich dróżkach, spienione kwiecie trybuli i skrzydła ciem połyskiwały biało w poświacie księżyca. Nocne powietrze było gęste od zapachu kwiatów, w każdym niemal ogrodzie rósł kwitnący krzak bzu i unosiła się słodka woń lawendy."[7] Wielbicieli słynnych dzwoneczków z filmu "Bright Star" ucieszy wiadomość, że w powieści jest malownicza scena z ich udziałem.

Co odróżnia "Listę pana Rosenbluma" od innych utworów poruszających bolesną tematykę wojny i holocaustu? "Lista pana Rosenbluma" nie jest kolejną wersją "Listy Schindlera". Przede wszystkim zaskakuje humor. Zaznaczam, że nie są to błazenady w stylu "Allo, allo", a zaprawiony ironią uśmiech przez łzy, jaki znamy z filmu "Życie jest piękne" Benigniego. Książka obfituje w zabawne sytuacje, a stosunek autorki do pana Rosenbluma nazwałabym sarkastyczną czułością. Komicznym faux pas anglofila towarzyszą fragmenty nasycone liryzmem i smutkiem. Na przykład ogromnie poruszyła mnie scena, w której Sadie ma przeczucie, że coś złego dzieje się z jej matką. Wzruszają także jej wspomnienia z Niemiec.

W czasie lektury "Listy pana Rosenbluma" odnosiłam wrażenie, że czytam bardzo dobrą, chwilami wręcz świetną powieść. Mam jednak dwa zastrzeżenia, które obniżyły ocenę. Moim zdaniem książka jest o kilkadziesiąt stron za długa - fragmenty poświęcone budowie pola golfowego nużyły mnie niemiłosiernie. Niemalże fizycznie męczyłam się razem z biednym Jackiem. Drugi zarzut dotyczy portretów mieszkańców Dorset. Uważam, że ich wizerunki nie zostały wystarczająco zindywidualizowane, że można było wydobyć z nich więcej.

Na koniec pochwalę się, że znalazłam w powieści polski akcent. Otóż okazuje się, że Jack słabo znał nasz język i kiedyś czytał polski przekład P.G. Woodehouse’a. Przy okazji dodam, że "Lista pana Rosenbluma" została świetnie przetłumaczona. Fragment o duszkach i poduszkach to translatorski majstersztyk.

Pomimo pokaźnych rozmiarów tej recenzji odnoszę wrażenie, że tylko musnęłam powierzchnię "Listy pana Rosenbluma". Będę niecierpliwie czekać na kolejną powieść Natashy Solomons, bo jej zaskakująco dojrzały debiut  rozbudził mój apetyt.  Premiera "Novel in the Viola" przewidziana jest na 1 marca przyszłego roku.
____________________
[1] Natasha Solomons, "Lista pana Rosenbluma", tłum. A. Górska, Dom Wydawniczy Rebis, 2010, s. 375.
[2] Tamże, s. 320.
[3] Tamże, s. 127.
[4] Tamże, s. 147
[5] Tamże, s. 8.
[6] Tamże, s. 37.
[7] Tamże, s. 316.

Moja ocena: 4+ (tym razem plus jest naprawdę duży :)

Trailery "Listy pana Rosenbluma"

27 grudnia 2010

Jhumpa Lahiri, "Nieoswojona ziemia"


Na wyciągnięcie ręki przez ocean
 ***
jesteś
tak blisko
na wyciągnięcie ręki
 przez ocean

Agata Tuszyńska [1]

Uwielbiam takie książki! W opowiadaniach składających się na zbiór „Nieoswojona ziemia” Jhumpa Lahiri opisuje zwykłe sprawy przeciętnych ludzi, a czytałam jej prozę łapczywie i z trzepoczącym sercem. Fabułę każdego utworu można by streścić w kilku prostych zdaniach. Zbiór tworzy osiem opowiadań. Podzielony jest na dwie części. Pierwsza obejmuje pięć niepowiązanych ze sobą historii. Część druga, pod tytułem „Hema i Kaushik”, składa się z trzech tekstów, które łączą postacie dwojga głównych bohaterów. Najmniej podobał mi się utwór ostatni, melodramatyczny „Upragniony brzeg”, który nieco stonował mój zachwyt.

Bohaterami opowiadań Jhumpy Lahiri są Bengalczycy, którzy wyemigrowali z Indii oraz ich dzieci. Pozornie są to ludzie sukcesu. Mimo dobrze płatnych, prestiżowych zawodów, pięknych domów i samochodów, czują się wyobcowani i boleśnie tęsknią za najbliższymi, którzy zostali w Indiach. Amerykanie nie są tak przychylnie nastawieni do obcych, jak mogłoby się zdawać. Szczególnie dotkliwie odczuwają to dzieci, które cierpią w milczeniu. „Rodzice nigdy nie widzieli udręk swoich dzieci. Nie wiedzieli, że dokuczają im w szkole za kolor skóry albo za dziwne jedzenie, które mama dawała im czasem na drugie śniadanie, jak kanapki z ziemniaczanym curry, od którego chleb robił się zielony.” [2]. W opowiadaniu „Raz się żyje” Hema tak wspomina swoje dzieciństwo: „Zawsze umierałam ze strachu przed urodzinami, kiedy w domu zjawiało się kilkanaście koleżanek i podpatrywało, jak żyjemy.”[3].

Trudnej sytuacji nie ułatwia ogromna presja, jaką wywierają na młodych ludzi rodzice. Jedyna słuszna droga to odnoszenie sukcesów, bycie jednym z cudownych dzieci bengalskich, „które zostały chirurgami, adwokatami, naukowcami lub pisały artykuły na pierwszą stronę „New York Timesa”[4]. Wszelkie odstępstwa są surowo karane. Gdy Sang, bohaterka opowiadania "Niczyja sprawa", została usunięta z Harvardu, jej mama zamknęła się na tydzień w pokoju, a ojciec nie chciał z nią rozmawiać. Jednak nawet Bengalczycy pnący się po szczeblach kariery mają świadomość swojej odrębności,  nęka ich „przepaść różnicy, tak jak piekło i niebo”[5].

Sprowadzenie książki Lahiri do tematyki emigracyjnej byłoby uproszczeniem. „Nieoswojona ziemia” ma charakter uniwersalny. Jest gorzko-słodką opowieścią o samotności, konieczności akceptowania zmian, bolesnym poczuciu utraty. Kilkoro bohaterów musi zmierzyć się z doświadczeniem śmierci bliskiej osoby. Pisarka jest mistrzynią portretu psychologicznego. Jej sposób prezentacji bohaterów kojarzył mi się z malowaniem akwareli. Najpierw pojawiają się szkicowe kontury postaci. Autorka stopniowo wypełnia je kolorami i fakturą, cierpliwie czekając aż poprzednia warstwa wyschnie. Powoli wyłania się przed nami  wielowymiarowy obraz. Dominuje tonacja subtelna i liczne odcienie. Jej bohaterów odbieramy jako bardzo prawdziwe, bliskie nam osoby.

Lev Grossman w ciekawym artykule o Lahiri opublikowanym w "Time" żartobliwie zastanawia się, czy klawiatura jej komputera nie jest przypadkiem pozbawiona wykrzyknika. To celne określenie oszczędnego stylu pisarki, która o gwałtownych emocjach i ludzkich dramatach potrafi opowiadać szeptem, bez wielkich słów i patosu.

Jak „Nieoswojona ziemia” wypada w porównaniu z nagrodzonym Pulitzerem debiutanckim „Tłumaczem chorób”, wydanym w roku 1999? Przede wszystkim uderza większa dojrzałość pisarki, która udoskonaliła swój warsztat i znacznie więcej wie o świecie i ludziach. Nie jest to, niestety, wiedza uskrzydlająca optymizmem, stąd nastrój smutku i zadumy w opowiadaniach z tego zbioru. 


Jeśli sięgniecie po "Nieoswojoną ziemię", zdecydowanie odradzam lekturę noty wydawcy na skrzydełku  przed przeczytaniem książki. Ja na szczęście tego nie zrobiłam. Uprzedzam, że opowiadania zostały tam skrupulatnie streszczone, co odbierze sporą część przyjemności płynącej z lektury. Autorka lubi bowiem zaskakiwać  czytelnika i tworzyć atmosferę napięcia.

 _______________
[1] Agata Tuszyńska, "Nadzieja 2", Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN”, 2010, s. 49.
[2] Jhumpa Lahiri, "Nieoswojona ziemia", tłum. A. Kołyszko, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, 2010, s. 179.
[3] Tamże,  s. 290.
[4] Tamże,  s. 188.
[5] Tamże,  s. 89.

Moja ocena: 5+