7 lutego 2012

Och, Karol, czyli dwusetne urodziny Dickensa

Dzisiaj mija dwusetna rocznica urodzin Charlesa Dickensa. 
Dawno temu przeczytałam "Opowieść wigilijną", "Oliwera Twista" i "Davida Copperfielda". Jego powieści podobały mi się, ale nie ekstatycznie. W roku 2008 przyszła pora na "Wielkie nadzieje", które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Kilka postaci i scen - do zapamiętania na zawsze. Oglądałam też luźną adaptację filmową z Gwyneth Paltrow i Christianem Slaterem, ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Czytelnikom, którzy mają ochotę zawrzeć bliższą znajomość z Dickensem, bardzo polecam "Wielkie nadzieje".
Z zazdrością obserwuję obchody okrągłej rocznicy Dickensa w Wielkiej Brytanii. Świetna strona internetowa, liczne wydarzenia, wystawy, publikacje. Marzyłoby mi się, żeby nasz Józef Ignacy Kraszewski, który w lipcu również będzie świętować dwusetne urodziny, doczekał się choć drobnej cząstki takich honorów i atencji. Chwilowo jeszcze cisza. A propos, wciąż serdecznie zapraszamy do udziału w akcji 200/200. Brakuje nam 109 recenzji, a czas płynie nieubłaganie.
Tymczasem wyszperałam kilka ciekawostek z życia Dickensa:
  • Pracę pisarza zgrabnie łączył z rolą ojca dużej rodziny - miał dziesięcioro dzieci. Oto lista:
Charles Culliford (Charley) Dickens (1837-1896)
Mary (Mamie) Dickens (1838-1896)
Kate Macready (Katie) Dickens (1839-1929)
Walter Savage Landor Dickens (1841-1863)
Francis Jeffrey (Frank) Dickens (1844-1886)
Alfred D'Orsay Tennyson Dickens (1845-1912)
Sydney Smith Haldimand Dickens (1847-1872)
Henry Fielding (Harry) Dickens (1849-1933)
Dora Annie Dickens (1850-1851)
Edward Bulwer Lytton (Plorn) Dickens (1852-1902)
  • Miał zwyczaj nadawać zabawne przezwiska nie tylko swoim bohaterom, ale również potomstwu:
Charles Jr., “Charley”
Mary, “Mamie”
Kate, “Lucifer Box”
Walter, “Young Skull”
Francis, “Chickenstalker”
Alfred, “Sampson Brass” lub “Skittles”
Sydney, “The Ocean Spectre” lub“The Admiral”
Henry, “Mr. H”
Dora (zmarła wkrótce po urodzeniu)
Edward, “Plorn”
  • Spośród wszystkich swoich dzieł najbardziej lubił i cenił "Davida Copperfielda".
  • Powieści Dickensa ukazywały się w odcinkach. W Bostonie w niecierpliwym oczekiwaniu na statek, który wiózł siedemdziesiąty pierwszy rozdział "Magazynu osobliwości", w porcie zgromadził się zniecierpliwiony tłum (podobno cztery tysiące osób!). Gorączkowo wypytywano kapitana, czy ciesząca się uwielbieniem czytelników Nell nie żyje. Kiedy kapitan potwierdził tę smutną wiadomość, rozległ się ponury, zbiorowy jęk.
  • Podobno Edgar Allan Poe był jedynym czytelnikiem, który potrafił z wyprzedzeniem przewidzieć, jak rozwiną się skomplikowane wątki powieści Dickensa.
  • Szkolna edukacja pisarza trwała w sumie cztery lata i zakończyła się, gdy ukończył piętnaście lat.
  • Charles sprawiał wrażenie neurotyka. Miał zwyczaj ciągle przeczesywać włosy i przeglądać się w lusterku. Cierpiał na epilepsję. Kilku bohaterów jego książek też zmagało się z tą chorobą, na przykład przyrodni brat Oliwera Twista.
  • W gabinecie Dickensa znajdowały się sekretne drzwi, które wyglądały jak biblioteczka wypełniona tomami o dziwnych tytułach.
  • Pisarz blisko przyjaźnił się z Hansem Christianem Andersenem, który zadedykował mu jedną z książek. Co nie zmienia faktu, że kiedy Duńczyk lekko nadużył jego gościnności, został za to żartobliwie skarcony: na lustrze pojawiła się karteczka z wydrukowanym napisem: "Hans Andersen sypiał w tym pokoju przez pięć tygodni, które dla rodziny zdały się WIECZNOŚCIĄ".
  • Charles bardzo interesował się hipnozą i mesmeryzmem. Wykorzystywał niekonwencjonalne metody lecząc żonę-hipochondryczkę i dzieci.
  • W roku 1865 przeżył poważną katastrofę kolejową. Wagon, w którym się znajdował, jako jedyny z ośmiu nie wpadł do rzeki. Pisarz nie doznał poważnych obrażeń, ale wydarzenie zdruzgotało go psychicznie.
Miłośników soczystej prozy, barwnych postaci i wielowątkowych powieści zachęcam do sięgnięcia po książki Dickensa. Nie tylko w roku okrągłej rocznicy. Sama też zamierzam to uczynić.
Zastanawiam się, czy do końca doceniamy wpływ, jaki autor "Klubu Pickwicka" wywarł na rozwój powieści? Czy nie traktujemy go troszkę protekcjonalnie, uznając za sympatycznego nudziarza?
Mam nadzieję, że lektura jego kolejnej książki pozwoli mi znaleźć odpowiedź na te pytania, a w każdym razie się do niej zbliżyć. Cieszę się, że za kilka dni dotrze do mnie wysoko oceniana biografia pisarza zatytułowana po prostu "Charles Dickens: A Life", autorstwa Claire Tomalin, która dziś napisała do niego piękny list.
Charles Dickens.

4 lutego 2012

Najpiękniejsza dziewczynka we wszechświecie (Oh Jeonghui, "Ptak")


Najpiękniejsza dziewczynka we wszechświecie 
Nazwisko autorki „Ptaka”, Oh, przypomina westchnienie. Było nad czym wzdychać, czytając tę powieść. Bardzo przejęłam się losami bohaterów i  czułam podziw dla talentu koreańskiej pisarki.

„Ptak” pozwala nam spojrzeć na świat oczami dwunastoletniej dziewczynki, która powoli przestaje być dzieckiem. Dorosłość wymusza na niej nie tylko biologia, ale również dramatyczna sytuacja rodzinna. Po odejściu matki U-mi oraz jej młodszy brat U-il trafiają do babci, a po jej śmierci wychowaniem rodzeństwa zajmuje się niezrównoważona psychicznie ciotka, dla której opieka nad dziećmi jest ponurym obowiązkiem. Pewnego dnia pojawia się ojciec, który zabiera córkę i syna do Seulu. Zamieszkują wraz z nim i jego nową partnerką w pokoju bez wygód. Książka opowiada o ich siermiężnej egzystencji, która staje się jeszcze trudniejsza, gdy sfrustrowana macocha ucieka, a ojciec wyrusza na jej poszukiwanie. Dzieci zostają same. Wprawdzie nawiązuje z nimi kontakt opiekunka społeczna, ale jej pomoc polega na tym, że regularnie spotyka się z dziewczynką i czyta jej dziennik. Kiedy U-mi niczym Genowefa alias Aurelia w „Opium w rosole” Małgorzaty Musierowicz pojawia się na progu mieszkania opiekunki, zostaje przyjęta chłodno. 

Czytając „Ptaka” często myślałam o „Zabić drozda” Harper Lee. Nie tylko ze względu na motywy ornitologiczne w tytule. Podobnie jak Scout, narratorka powieści Oh wychowuje się bez matki. Ona też jest uważną obserwatorką świata dorosłych. Niestety, jej ojciec w niczym nie przypomina Atticusa. Jest agresywny i nie radzi sobie z emocjami, a szczególnie z zazdrością.

W „Ptaku” baśniowość splata się z realizmem, jawa ze snem. Chciałoby się dodać „marzenia z rzeczywistością”, ale U-mi nie marzy, ona tylko walczy o przetrwanie. Ma ciało dwunastolatki, a twarz starej kobiety. Nie spełniło się życzenie mamy, która nadała córce i synkowi takie piękne imiona:
Mam na imię U-mi. „U” oznacza wszechświat, a „mi - piękna - jak się urodziłam, byłam najpiękniejszą dziewczynką we wszechświecie. Mój brat ma na imię U-il - „U” tak samo oznacza wszechświat, a „il” jeden. Nasza mama tak go nazwała, ponieważ miał stać się jedynym najprzystojniejszym chłopcem na ziemi. [1]
Z książki wyłania się smutny obraz Korei Południowej. To kraj, w którym osoby słabe i biedne skazane są na samotność. Mimo technicznych nowinek silna jest wiara w ludowe mądrości: podczas snu dusza ludzka ulatuje z ciała, wiatr można przechytrzyć jedząc kacze jaja nasączone moczem małego chłopca, a po ugryzieniu przez psa trzeba na ranie umieścić spaloną sierść, a winowajcę zjeść oraz wiele innych zaleceń i przestróg, które nadają opowieści magicznego charakteru. 

Wprawdzie akcja toczy się głównie w mieście, rytm życia bohaterów wyznacza przyroda i pory roku, podobnie jak w pięknym filmie Koreańczyka, Ki-duk Kima: 
Minęła zima, wiosna, lato i jesień. Potem przyszła kolejna zima, wiosna, lato i jesień. Śnieg, deszcz, wiatr i promienie słoneczne wymazały twarz matki z naszej pamięci. [2]
Postać U-mi pisarka kreśli z wielką empatią, ale nie czułostkowo. Jednocześnie słowami chłodnymi jak skalpel przedstawia wpływ, jaki ma skażona agresją rodzina na psychikę i życie dzieci, które w niej dorastają. Mimo trudnych tematów w książce jest też wiele fragmentów urzekających pełnym prostoty liryzmem:
Ciocia Yun-sook opowiedziała mi o rzeczach, które zawsze trwają. Światło gwiazd musi przebyć bardzo długą drogę zanim dotrze na Ziemię, ale i tak można odczytać z nich wiele sekretów z przeszłości. Jej ślady odradzają się w teraźniejszości i przyszłości, w osobie, która na nas będzie czekać pewnego dnia. Skały, które zostały wypłukane i stały się miękkie, ubiegłoroczne liście, mały robak, który pełza po trawie, zostawiając wilgotne ślady, kwitnące drzewa - wszystko jest miłością. Tęsknota za nią pcha nas do życia. Mówi się, że wiatr dotyka serca drzew w taki sam sposób, jak piosenka dotyka serc ludzi. Rosa nocna zamienia się w mgłę o wschodzie słońca, a potem w chmury. [3]
Czy naprawdę powieść delikatna i poetycka może być jednocześnie do bólu przejmująca? Odpowiedzi na to pytanie udzieli Wam „Ptak” Oh Jeonghui.

Recenzując „Zaproszenie na kimchi” Leny Świadek nie szczędziłam zgryźliwych uwag wydawnictwu Kwiaty Orientu. Choć kupowałam „Ptaka” z niepokojem, tym razem powstrzymam się od sarkazmu, bo wizualna strona książki bardzo mi odpowiada, a zwłaszcza subtelna okładka. Zdziwił mnie natomiast brak nazwiska tłumaczki na stronie tytułowej.
________
[1] Oh Jeonghui, Ptak, tłum. Marzena Stefańska, Kwiaty Orientu, 2010, s. 118.
[2] Tamże, s. 9.
[3] Tamże, s. 63

Moja ocena: 4+
Oh Jeonghui

2 lutego 2012

Szare eminencje zachwytu (Mikołaj Łoziński, "Książka")

Szare eminencje zachwytu
W czasie lektury „Książki” towarzyszyło mi wrażenie, że mógłby ją napisać każdy. Wystarczyłoby tylko trochę czasu i cierpliwości, żeby wysłuchać rodzinne opowieści, a potem przelać je zgrabnie na papier. Tak jak zrobił to autor, Mikołaj Łoziński.  Podobnie jak w wielu polskich rodzinach nieszczęśliwych po swojemu losy jej członków były zagmatwane, chwilami wręcz dramatyczne. Wiele postaci wymyka się łatwym ocenom.

Konstrukcja powieści oparta jest na krótkich fragmentach tworzących poszczególne rozdziały. Autor często rezygnuje z układu chronologicznego i swobodnie przemieszcza się w czasie. Kanwą wspomnień o bliskich są bardzo prozaiczne przedmioty, a ich nazwy stanowią tytuły rozdziałów. Miron Białoszewski w  wierszu „Szare eminencje zachwytu” opiewał łyżkę durszlakową i piec, natomiast Łoziński troskliwie pochyla się między innymi nad obrączką, telefonem, ekspresem do kawy, zeszytem. Każda rzecz prowokuje do snucia ciekawych historii i jest rekwizytem wyzwalającym silne emocje.

Podobało mi się to, że bohaterowie mają wpływ na kształt powieści. Autor czasami oddaje im głos. Żeby wyodrębnić i zaakcentować te fragmenty, umieszczono je na czarnych stronach. Członkowie rodziny komentują napisane rozdziały. Wyrażają dezaprobatę, zgłaszają prośby. Narrator to rodzinny paparazzi. Jego ojciec stwierdza: „Synku, stałeś się niebezpieczny. Trzeba przy tobie uważać na każde słowo, każdą rodzinną historię”[1]. 

Uderzający jest brak imion i nazwisk postaci. Uwagę zwraca też minimalistyczny tytuł. Nie mam wątpliwości, że był to zabieg celowy. Być może autor chciał nadać opowieści charakter uniwersalny. Efekt jest ciekawy, ale chwilami miałam kłopot z odróżnianiem babć, dziadków i innych członków rodziny.

Powieść oparta na wątkach autobiograficznych i dziejach rodziny autora niezwłocznie przywiodła mi na myśl „Lalę” Jacka Dehnela, który jest nie tylko prozaikiem, ale również malarzem oraz poetą. I to w jego książkach widać. Natomiast mocne strony Łozińskiego to na pewno fotograficzny zmysł obserwacji, klarowny język, naturalne dialogi, surowa forma, przypominająca scenariusz filmowy, która ma na celu wydobywać ukryte sensy z bohaterów i wydarzeń, a nie odciągać od nich uwagę. Mimo to odebrałam „Książkę” jako powieść nierówną. Dwa fragmenty szczególnie mnie poruszyły i uważam je za najlepsze: „Szufladę” i „Klucze”. Przeczytałam je z zapartym tchem i żałowałam, że pozostałe rozdziały wypadają na ich tle bladziej.

Jednym z bohaterów „Książki” jest czas. "Można być tylko w czasie. Nawet tobie, kochanie, nie uda się go wyprzedzić.[...] Czas zawsze będzie pierwszy”[2]. Pod płaszczykiem całkiem zwyczajnych familijnych opowieści kryją się mądre i dojrzałe przemyślenia o przemijaniu, ludzkiej naturze i historii, która płata ironiczne figle. Trudno uwierzyć, że to dopiero druga książka Łozińskiego, ale tak właśnie jest. Oby ciąg dalszy nastąpił.
___________
[1] Mikołaj Łoziński, „Książka”, Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 177.
[2] Tamże, s. 171.

Moja ocena: 4
Mikołaj Łoziński
[Źródło zdjęcia]